Kryminalna komedia pomyłek, w której nic nie jest tym, czym się z początku wydaje!
Malownicze holenderskie miasteczko przyciąga wielbicieli spokoju i sielskich krajobrazów.
Życie płynie tutaj leniwie, a mieszkańcy nie mają większych zmartwień. Ale czy na pewno tak jest?
Gdy okolicą wstrząsa informacja o śmierci nestora znanego i poważanego rodu, wszystko wywraca się do góry nogami. Komu zależało na śmierci staruszka?
Trzy leciwe przyjaciółki - Eva, Martha i Agneta - postanawiają rozwiązać kryminalną zagadkę. Co tak naprawdę łączy historyczną kamienicę, zakład pogrzebowy i żądnych twardej waluty spadkobierców z piekła rodem?
Agnieszka Zakrzewska udowadnia, że odnalazła się w komedii kryminalnej jak mało kto!
Bardzo lubię komedie kryminalne . Sięgnęłam po tę książkę skuszona ciekawą okładką i tytułem. Niestety w trakcie słuchania pogubiłam się ,może dlatego że były to holenderskie nazwiska i trochę się namnożyło tych postaci.
Ale z ciekawości sięgnę po inne książki pani Agnieszki ,gdyż bardzo sporadycznie skreślam żadnego autora po przeczytaniu tylko jednej książki.
To moje pierwsze spotkanie z autorką i niestety, niezbyt udane. Książka opisana jako komedia kryminalnych pomyłek okazała się pomyłką, z kryminalnym wątkiem w tle, ale bez humoru.
Tytuł intrygujący, okładka również zapowiada coś fajnego, jak Eliza i Malwina na tropie, tyle, że ze sporo starszymi i to trzema bohaterkami. I początek książki jest w klimacie, którego oczekiwałam. Ale potem było już tylko gorzej, a wszystkiego było za dużo.
Za dużo pomieszanych języków: polski, rosyjski, angielski i holenderski (ten można było sobie darować). Za dużo stylów: literacki, gwara holenderska, młodzieżowy, wulgarny, gangsterki, dilerów narkotyków, specyficzny policyjny żargon. Trochę wyglądało to tak, jakby fragmenty książki były pisane przez różne osoby, które dobrze orientowały się w języku i żargonie danej grupy społecznej. Za dużo postaci, które wprowadzały tylko niepotrzebne zamieszanie, a nie dodawały nic do intrygi. Za dużo wątków, bo autorka chciała dać szansę każdej postaci pojawiającej się na kartach tej niewielkiej książki. A za to humoru zdecydowanie za mało!
Malownicze i spokojne holenderskie miasteczko. Spokój mieszkańców zostaje jednak zburzony, bo oto ktoś popełnił zbrodnię. Trzy leciwe przyjaciółki postanawiają rozwiązać kryminalną zagadkę.
Ależ to było dobre! Uśmiałam się jak przeokrutnie czytając. To jest typ komedii, który lubię - przerysowana, przesadzona, a żartów naćkane, że głowa puchnie. I to dobrych żartów! A do tego okraszonych pięknym językiem i wieloma regionalizmami. Dla mnie rewelacja :) No i te insajd dżołki - genialne!
Pomysł na fabułę bardzo fajny. Wciągnęłam się od razu i wcale nie było mi łatwo zgadnąć kto stoi za zbrodnią, a to nie zdarza mi się zbyt często.
Największy jednak plus za brak poprawności politycznej. Autorka wszystkich traktuje równo i ze wszystkiego potrafi się śmiać w równym stopniu. Takich komedii nam trzeba.
To było moje pierwsze spotkanie z Zakrzewską, ale na pewno nie ostatnie :)
Nie dałam rady, choć ksiązka zapowiadała się świetnie. Niestety, 100 strona, czyli 1/3 książki, a główne bohaterki nie są głównymi bohaterkami. Mamy tysiąc wątków pobocznych, w których można się pogubić. Pojawia się kilkanaście postaci, potem pojawiają się jeszcze kolejne i jeszcze inne. Nie da się tego ogarnąć. A na koniec dochodzi taki... żargon, mowa, opisy, które... naprawdę ciężko mi się czytało.
4,5/5 Jezu jakie to było dziwne. Nie spotkałam się jeszcze z czymś takim, książka była specyficznie pisana, anglicyzmy i fragmenty po holendersku urozmaicały czytanie. Całość podzielona na krótkie rozdziały, które bardzo szybko i przyjemnie się czytało a sama historia po prostu świetna. Postaci wyjątkowo charyzmatyczne, dające się polubić, a szczególnie nasze "detektywistyczne" trio.
Ja rozumiem, że komedia kryminalna to nie jest jakiś ambitny gatunek, ale tutaj autorka chyba postawiła sobie za cel wcisnąć jak najwięcej przekleństw w jak najmniejszą ilość zdań. DNF
Nudna, nie wiadomo już tak naprawdę w jakiej strefie czasowej teraz jesteśmy. Główne bohaterki bez jakiegokolwiek polotu i nie maja żadnego charakteru.
Deventer – holenderskie miasteczko, w którym z pozoru nic się nie dzieje. Do czasu… Wieści szybko się rozchodzą i wkrótce wszyscy dowiadują się o śmierci nestora poważanego rodu. Nie była to oczywiście śmierć z przyczyn naturalnych. Wieści tak wstrząsają trzem przyjaciółkom na emeryturze, że te postanawiają wszcząć swoje własne śledztwo. Co z tego wyniknie?
U mnie wynikło to, że pogubiłam się w całej historii. Pojawiło się tyle nowych wątków oraz nowych postaci, że bardzo trudno było się połapać, co się dzieje. Pod koniec tak naprawdę już niczego nie byłam pewna. Historia dużo lepiej by zagrała, gdyby ograniczyć się do głównej fabuły i tylko tych znaczących postaci.
Do tych trudności niestety należy dodać też za dużo zmian języka: raz był archaiczny, innym razem pojawiała się gwara czy slang. Rozumiem sam zamysł – zapewne miało to lepiej współgrać z różnymi postaciami, jednak efekt był taki, że jeszcze ciężej się książkę czytało. Do tego wprowadzano wiele słów holenderskich, angielskich, a nawet rosyjskich co już naprawdę wprowadziło totalny chaos.
Jakby tego było mało, co chwila zmieniały się również czas i miejsce akcji – skakaliśmy wciąż tak, że akcja niby pędziła, a jednak cała książka się dłużyła. Dopiero co czytaliśmy o bohaterach w pogrążonej w wieczornym mroku sypialni, a nagle skakaliśmy do nowych i to dwa tygodnie później.
Nastawiłam się na komedię pomyłek – bardzo lubię kryminały pisane żartobliwym tonem. Niestety nic tutaj kompletnie mnie nie śmieszyło, a humor (jeśli w ogóle występował) był raczej denny. Czytanie bardzo mi się dłużyło, a sprawa kryminalna w zasadzie mnie nie interesowała – może przez zbyt wiele wątków, może przez zbyt oklepany motyw.
Z opisu wywnioskowałam, że historia będzie głównie o trzech dziarskich staruszkach, które w pocie czoła rozwiązują zawiłą zagadkę kryminalną biorąc sprawy policji w swoje ręce. A właśnie tych staruszek było bardzo mało. Do tego ich charaktery mieszały się między sobą i ciężko było wyodrębnić która jest która.
Bardzo żałuję, że książka nie przypadła mi do gustu, jednak jak wiemy, tak czasami bywa. Osobiście lektury nie polecam, ale być może sama sięgnę jeszcze po inne książki autorki, ponieważ jestem zdania, że książka książce nierówna.
„W jego wieku jedyny żywy organ, który jeszcze staje, to włos na głowie! A i to wątpliwe, gdyż stary jest łysy jak kolano proboszcza!”
3.5 Ogólnie fajny kryminał i super wątek że staruszkami. Miejscami się dłużył, ale to możliwe że tylko mi bo dawno kryminałów nie czytałam. Ogólnie spoko książka więc polecę, ale ta całą zawiłość nazwisk jest skomplikowana.