Kanapa, stół, okno z widokiem na niebo – to od jakiegoś czasu cały nasz świat. Wśród czterech ścian zatęskniliśmy za zwykłą codziennością i wypiciem kawy z dawno niewidzianym bliskim. Wielu z nas zaczęło zadawać sobie pytania: jaki jest mój dom? Na jakich fundamentach został zbudowany? Czy przetrzyma tę burzę?
Katarzyna Olubińska zamienia tym razem wielkie miasto na rodzinną miejscowość. Wraca tam, gdzie wszystko się zaczęło, i bardzo czule opowiada o bliskości, rodzinie, miłości, wierze, marzeniach i tęsknocie. W intymnych zapiskach dzieli się też tym, jak ważne jest bycie tu i teraz oraz zaufanie Bogu w każdym momencie bez względu na to, co nam się przydarza.
Ta książka zrodziła się z potrzeby serca, z tęsknoty za bliskością, za radością poranka, ale też z wdzięczności za to, ile dostałam od mojej mamy, za dar jej obecności, za jej miłość do nas, za mój rodzinny dom. Jeśli jesteś w takim momencie swojego życia, że też potrzebujesz odnaleźć nadzieję, wiarę i sens, to zapraszam na wspólne poszukiwania do mojego domu. Otwieram przed tobą swoje drzwi.
To niezwykła opowieść o domu, świadectwo wiary i pożegnanie z ukochaną Mamą.
Zawsze powtarzałam, że z poezją jest tak, iż zawsze trzeba się wstrzelić w odpowiedni moment, aby się ona komuś spodobała. Z książkami jest trochę łatwiej, ale gdy jednak trafi się jakaś w momencie, gdy najbardziej jej potrzebuję to jestem z miejsca w niej zakochana. Tak też było w tym wypadku. Kiedy przyszła do mnie pod koniec maja to czułam, że to właśnie pozycja, której potrzebuję. Sama nie wiem czemu zwlekałam z sięgnięciem po nią aż miesiąc. Wystarczyło mi parę pierwszych stron, aby wiedzieć, że to jest ta książka, której tak bardzo potrzebowałam. Czułam się jakbym czytała o sobie, a nie historię autorki. Dlaczego? Ponieważ "Bóg w moim domu" porusza temat straty bliskiej osoby, co mnie oraz panią Katarzynę dotknęło nawet w podobnym czasie. Dzięki tej pozycji poczułam, że nie jestem sama, ale także znalazłam odpowiedź na pytania, które mnie tak bardzo dręczyły, dała nadzieję oraz przypomniała o pewnych rzeczach. Po zamknięciu jej byłam pewna, iż wrócę do niej jeszcze nie raz, bo wiem, że moje zmartwienia, tęsknota oraz inne uczucia wrócą także jeszcze nie raz i wtedy "Bóg w moim domu" stanie się dla mojej duszy lekarstwem, pocieszeniem. Ta książka pokazała mi za co kocham czytanie, a właściwie jedną, ale najważniejszą z tych rzeczy. Kocham je za to, że nie raz i nie dwa pomogło mi one w życiu, i wierzę, że zrobi to jeszcze nie raz. Po tej pozycji muszę też zaopatrzyć się czy to w wersji elektronicznej czy papierowej w pozostałe książki pani Katarzyny oraz jeśli przyjdzie mi dane studiować w Warszawie to odwiedzić Kościół dominikanów na Służewie, o którym było dużo w tej książce, ponieważ czuję, że jest to niezwykłe miejsce.
,,… żeby każdy z nas, każdy, kto stracił bliską osobę, mógł powiedzieć, co by zrobił, gdyby mógł cofnąć czas. Może to pomogłoby tym, którzy jeszcze go mają, piękniej żyć i nie żałować...”
,,… to właśnie jest mój Kościół: wspólnota różnych ludzi o różnych doświadczeniach, przeżyciach, poglądach. To, co nas łączy, to tęsknota za Bogiem, za sensem, za innym spojrzeniem. Wiara...”
Przedstawiam wam dwa cytaty, które idealnie opisują tę małą, niepozorną książeczkę. Które trafiły prosto do mojego serca i zostały ze mną na dłużej...
,,Bóg w moim domu” to kolejna książka Katarzyny Olubińskiej – jej twórczość miałam okazję poznać, czytając niesamowicie motywującą i ciekawą ,,Kobietę w wielkim mieście”. Najnowsza pozycja autorki porusza całkowicie odmienne tematy. Owszem, narracja kręci się mniej lub bardziej wokół tematu wiary, Boga, kościoła, ale jest to Kościół nieoceniający, prawdziwy, oparty na miłości do drugiego bliźniego. Znakomita część ,,Boga w moim domu” jest jednak poświęcona matce autorki, która niedawno, niestety, odeszła… Ta książka to swego rodzaju laurka, pełna ciepłych wspomnień i miłości wypływającej spomiędzy zdań, a także – niejako - rozliczenie z bolesnymi emocjami, żałobą, stratą.
Myślę, że książka ta trafi nie tylko do tych, co zmagają się z utratą bliskich, ale pozwoli nam wszystkim - pochłoniętym codziennością - docenić to co mamy tu i teraz oraz ludzi, którzy są dla nas ważni!
O Mój Boże. To chyba dobry początek. Książka, nie jest długa, zaledwie 200 stron. Jednak tyle rzeczy, ile tam jest zawarte to obłęd! Ciepło, które czuje się w sercu, podczas czytania. Coś cudownego. Powieść wprowadza w stan rodzinnej atmosfery, podczas czytania nie raz się wzruszyłam. Łzy w oczach miałam praktycznie cały czas. Po przeczytaniu, jedyne co człowiek ma ochotę zrobić ,to wyjechać na wieś, kupić drewniany domek przy lesie i otaczać się miłością. Widać, że autorka dużo przeszła, chciałabym jednak kiedyś doznać takiej relacji, jak ona ze swoją matką. To cudowne i mało spotykane połączenie. Nigdy nie czułam tylu emocji przy czytaniu.
Książka pomogła mi wrócić do tego, za Czym tęskniłam i potrzebowałam
Tą książkę pani Olubińskiej czytało mi się z większą trudnością, myślę, że i przez tematykę i przez podział rozdziałów. Jednak tutaj rozdziały były dłuższe, nie było wywiadów, więc akapity również momentami mi się dłużyły (mimo, że nie były nudne). Tematyka również nie była dla mnie prosta, ponieważ pani Kasia pisała o stracie mamy, aczkolwiek całość niesie ze sobą nadzieję. Wydanie jak zwykle ładne, delikatne.
Na początku chciałam dać 2/5, ale stwierdziłam, że moje sceptyczne podejście wynika tylko stąd, ze w obecnej chwili ta historia nie była dla mnie. Jednakże wierzę, że wielu osobom mogła pomóc, pokrzepiła wiele serc i dała nadzieję.
4,5* Najkrótsza, ale i najlepsza moim zdaniem książka Kasi Olubińskiej.♡ Edit: Przeczytana ponownie, co oznacza, że naprawdę zapadła mi w pamięć. Zmieniam ocenę na 5 ❤️
Jeśli potrzebujesz znaleźć nadzieję, szukasz otuchy, pocieszenia, jeśli tęsknisz i nie umiesz pogodzić się ze stratą kogoś to sięgnij po tą książkę. Jest jak gorący kubek herbaty w zimny, jesienny wieczór, jak ramiona, w których można znaleźć ciepło i wsparcie, jak chusteczka podana po rzewnym płaczu. Pomaga znaleźć nadzieję i uświadamia, że po burzy wychodzi słońce, a po nocy przychodzi kolejny dzień. Otula, podbudowuje, pozwala zrozumieć, że masz prawo tęsknić i stracić dobry kurs, to jest w porządku, że nie godzisz się na stratę i chcesz odzyskać kogoś z powrotem, chodź wiesz, że już nie wróci, a dzięki tej książce możesz uporać się ze stratą i zamknąć ten rozdział w życiu z akceptacją. Ta książka jest terapią, mówi, że nadzieja zawieść nie może. "Tak więc trwają wiara, nadzieja, milość - te trzy: największa z nich jednak jest Miłość."
Przepiękna. Już dawno nie wzruszyła mnie tak żadna książka!🥹 Wycisnęła ze mnie strumyk łez. A później naprędce je wycierałam i uśmiechałam się pod nosem. Wyjątkowa książka, dająca ukojenie i nadzieję.