Pełna namiętności historia rodem ze słowiańskich legend. Ponad pół wieku temu pewna kobieta wezwała boga podziemi, by uratować najdroższe istoty. Teraz jej potomkini musi zapłacić krwią, którą mu wtedy obiecano.
Lilianna dowiaduje się, że odziedziczyła po swoich pradziadkach dom na wsi. Spodziewa się ledwo stojącej rudery, tymczasem odkrywa doskonale funkcjonujące gospodarstwo. Aż zbyt idealne, zupełnie jakby ktoś sprawował nad nim nieustającą opiekę. Kim jest dziwny mężczyzna przedstawiający się jako Iwar Wels? Z pewnością coś ukrywa, ale otaczający go nimb tajemnicy tylko mocniej wpycha dziewczynę w jego ramiona.
Lila odkrywa, że niesamowite istoty ze słowiańskich legend są bardziej realne, niż mogła przypuszczać, a historia jej własnego rodu bardziej niezwykła niż niejedna baśń.
Osobiście sama nie wiem, co mogłabym powiedzieć o tej pozycji. Do kolejna, z których, gdzie przeważający romans ujął uroku całej historii i sprawił, że inne rzeczy nie były na drugim planie, ale stanowiły bardziej tło dla całej historii, wydawały się być mało istotne, a według mnie takie być nie powinne. "Ten zły" na pewno miał wielki potencjał, który nie został do końca wykorzystany. Między innymi minusem tej książki jest to, że ma tak mało stron. Poskutkowało to tym, że akcja dla mnie pędziła zbyt szybko, a ja miejscami nie wiedziałam co się dzieje i miałam wrażenie, że coś tu poszło nie tak, za łatwo. Jestem osobą, która kocha motywy słowiańskie, więc tym bardziej byłam zainteresowana tą historią i... Nie wiem czy było ich za mało, ale wiem, że kompletnie ich nie czułam. Nie było tutaj takiej otoczki, którą niekiedy czuć. Bohaterowie też nie byli źli, tyle że bez wyrazu, nie wyróżniali się i wszyscy zlewali mi się w jedną całość. Odniosłam wrażenie, że oni nie różnią się od siebie prawie wcale. Jednak muszę przyznać, że ta historia nie należy do gruby najgorszych. To raczej taki średniak, a sama autorka ma potencjał, więc jeśli coś kiedyś jeszcze wyda to myślę, że po to sięgnę, aby zobaczyć, jaki postęp poczyniła, bo jeśli się nie mylę to jej debiut, a z doświadczenia wiem, że te często potrafią byś słabe w porównaniu do następnych książek.
Czytać romanse lubię niemal równie mocno, co ukochaną fantastykę. A kiedy te dwa gatunki łączą się ze sobą, wiem, że na pewno się za to zabiorę! Tak właśnie miałam, czytając opis "Tego Złego" Natalii Dziadury. Sięgając po te książkę rzucają się w oczy hasła: Pełna namiętności opowieść rodem ze słowiańskich legend! I powiem Wam, że dokładnie to dostajemy! Od pierwszych stron wciągnął mnie lekki styl, w który bardzo delikatnie zostają wplecione słowiańskie stworzenia. Nasz współczesny świat miesza się z mitologicznym, w którym rusałki i bogowie żyją dosłownie obok nas. A im dalej w fabułę, tym więcej słowiańskości się przed nami odsłania.
Główna bohaterka, Lila, przenosi się do odziedziczonego domku na wsi. Spodziewała się zapuszczonego gospodarstwa, a zastaje... bardzo wiele niespodzianek! Więcej Wam zdradzać nie będę. Myślę, że Weles spodoba się niejednej czytelniczce, jego dzikość godna jest boga podziemi, a chemia między bohaterami... Powiedzieć, że iskrzy, to zdecydowanie mało! I to wszystko dzieje się na łonie natury, wśród której poza pięknymi dzikimi końmi kryją się też monstra ze słowiańskich legend! Hot level określony na 3/5 🔥 jest adekwatny, są ostre sceny, ale nie opisane są jakoś bardzo dokładnie, no i też nie dzieją się przez całą akcję. Widziałam, że niektórzy uważają Lilę za naiwną, ale tak sobie myślę, że ciężko byłoby opisać nieświadomą nadnaturalnego otoczenia dziewczynę bez tego poczucia naiwności. Sama nie wiem, czy nie zachowywałabym się podobnie. Niemniej wiem, że spędziłam z tą książką bardzo miły, a czasem wywołujący rumieńce czas. Na chwilę relaksu z dreszczykiem emocji jest idealna! Czekam na kolejny tom!
Początek czytało mi się ciężko, główna bohaterka nie była w ogóle w moim „typem”, jednak z rozdziału na rozdział było coraz lepiej. To pierwsza „🥵” słowiańska książka w moich rękach i… pewnie nie ostatnia. 🤪 Choć przyznam, że „zły” był jak dla mnie ciut ciepłą kluchą😂🤪
Mam problem, bo nie wiem, czy lubimy się z tą książką. Z jednej strony historia mnie zaciekawiła i ma potencjał, z drugiej jednak to totalny chaos.
Liliana wyrusza na wieś, aby obejrzeć posiadłość, którą odziedziczyła w spadku po dziadkach. To, co tam zastała, było dokładnie tym, czego się nie spodziewała. Dom jak i całe gospodarstwo było w nienagannym stanie, jakby cały czas ktoś trzymał nad nim pieczę.
Co rusz natrafia na niewyjaśnione sytuacje lub tajemniczych nieznajomych. Im bardziej oswaja się z otoczeniem, tym więcej sekretów wychodzi na światło dzienne. Okazuje się, że świat wygląda całkowicie inaczej, niż go sobie wyobrażała.
Bardzo podoba mi się pomysł na książkę. Słowiańskie legendy od razu mnie porwały. Bogowie, zjawy, demony dodają tylko smaku historii.
Bardzo mnie raził podział tekstu, albo raczej jego brak. Jest kilku narratorów i naprawdę ciężko było się w tym połapać, gdy z linijki na linijkę zmieniała się osoba opowiadająca historię. Aż prosi się o oddzielenie tekstu, a najlepiej jakiś znacznik na środku strony?
Do połowy książki bardzo mi się podobało. Co do drugiej części miałam już mieszane uczucia. Działo się tyle, że nie mogłam sie w tym rozeznać. Wkradł się jakiś zamęt. Zdecydowanie brakowało mi dłuższych opisów postaci, nawiązań do legend i dawnych wierzeń Słowian. Nie siedzę w tym i brakowało mi tego, aby były gdzieś wplecione wyjaśnienia. Opowiadanie legen przy ognisku?
Niemniej jednak chciałabym poznać dalsze losy bohaterów. Czy spełniła się przepowiednia? Czy świat pogrąży się w chaosie? Jak potoczą się losy Liliany i Złego?
Strasznie dziwna książka, trochę zagmatwana jak dla mnie. Chwilami nie widziałam o co chodzi. Dwie gwiazdki na pomysł, opis był zachęcający, ale całość niestety nie przypadła mi do gustu.
Mam tu jakiś fanów mitologii? I to takiej, którą raczej widzi się dość rzadko - wierzenia czy legendy Słowian nie są częsta podstawą dla książek czy opowiadań. Takie przeciwieństwo mitologii greckiej czy rzymskiej - ja mogę wymienić sporo tytułów na nich bazujących (zagraniczne). Jak wiecie im coś bardziej unikalne tym bardziej jestem na TAK! Słowiańskie mity nadchodzą wraz z debiutem Natalii Dziadury! Nasza główna bohaterka to dwudziestopięcioleci letnia kobieta o imieniu Liliana, zakończyła niedawno nazwijmy to wprost nieudany związek i teraz jedzie do tak zwanej wioski zabitej dechami odebrać spadek po pradziadkach - wielką posiadłość pośrodku niczego. W Jastrzębicach, bo tam mieści się rzeczona nieruchomość zastaje coś nieoczekiwanego - gospodarstwo funkcjonuje jak należy, wszystko dzieje się jak należy. Na poznawaniu tego miejsca mijają jej pierwsze dni, wiadomo trzeba poznać to co chce się sprzedać, bo nasza bohaterka nie zamierza sprowadzać się na wieś. W czasie jednego ze spacerów wpada na nieznajomego, który jest inny niż wszyscy, tylko nie wie dokładnie czemu. I tu zaczynają się piętrzyć tajemnic i sekrety, które nie mają racjonalnego wyjaśnienia. Jak potoczą się losy Lili i Ivara, który jest Złym i pokaże nam co nieco! Po raz kolejny mam z tyłu głowy to wrażenie, które uwielbiam - debiut, który jest naprawdę świetnie skrojony i czasem autorki z doświadczeniem mają gorzej dopracowane pozycje, brawo! Postaci mają tu cechy nadane, które korespondują z tym co możemy znaleźć w mitologii Słowiańskiej, co nadało jej dodatkowego wyrazu i głębi, ja takie zabiegi bardzo lubię, bo mogę szukać powiązania z czymś innym, większym. Jest to romans fantastyczny, co zdaje się być trudniejsze do napisania na odpowiednim levelu dla autorów częściej niż zwykły romans, bo trzeba tu zadbać o wiele szczegółów. Dwójka naszych bohaterów nie powinna wchodzić w żadną relację, jednak stało się i teraz trzeba z tym żyć, a co dokładnie to przyniesie - tego dowiecie się z lektury. Będzie intensywnie, mrocznie i co najważniejsze nie znużycie się opisami, bo ta książka ma inny młot zamachowy - postaci oraz bardzo interesującą fabułę. Mnie takie podejście do kupiło oraz dało się porwać w pewne iście bajkowe tło. Jak możecie się domyślić - ja Wam debiut Pani Natalii, bo to świetnie skrojona historia i jeśli jest szansa na coś więcej to mam jedną reakcję - BIORĘ TO! P.S. Książka była bardzo blisko oceny 5/5
Z jednej strony częściowo wciągnęła mnie książka. Z drugiej zaś było dużo brutalności? Nawet nie wiem jak nazwać swoje odczucia 🙈 Tak sobie myślę, iż mam mieszane odczucia, gdyż czytałam książki obyczajowe o trochę podobnej tematyce i tam była ona przedstawiona w sposób bardziej delikatny. Tutaj zaś mamy erotyk/romans, który jest specyficzny.
Miałam nadzieję na lekturę lekką i przyjemną, a w niektórych momentach trochę się męczyłam z treścią. Na pewno fabuła nie jest klasyczna dla tego gatunku. Mamy doczynienia z zjawiskami i istotami ponadprzyrodzonymi, starymi wierzeniami i magią.
Książkę przeczytałam, lecz trudno mi ubrać w słowa to co chciałabym dokładnie przekazać. Coś mi tu ewidentnie nie zagrało, ale czy musi? Być może to nie mój klimat...
2,5 Muszę przyznać, że gdyby to nie był erotyk, to oceniłabym tę książkę wyżej. Fabuła jest naprawdę wciągająca, chociaż wiele w niej niedopowiedzeń i jest trochę urywana. Jednak sceny związane z pieprzem są męczące i jednakowe, autorka używa wielokrotnie tych samych wyrażeń, a już wspomniane pieprzenie zniechęciło mnie nawet do używania tej przyprawy w kuchni. Nie czytuję wielu erotyków, ale z tego co wiem to w języku polskim istnieje wiele słów określających uprawianie miłości. Książka zdecydowanie wiele zyskałby, gdyby pominąć kilka gorących scen, a rozwinąć kilka ciekawych wątków. Zmarnowany potencjał, książka która mogłaby być ciekawym romansem słowiańskim, jest prostym romansem z elementami słowiańskiej mitologii.
Szczerze powiedziawszy spodziewałam się czegoś lepszego, ale to debiut. Stal autorki, jak i sama historia w kolejnych tomach będą dopracowane i na pewno się rozwinie. Póki co żałuję, że całość jest napisana tak trochę po łebkach, było kilka wątków, które zostały opisane raczej pobieżnie, a szkoda, bo wyszloby z tego coś więcej, niż erotyk z elementami słowiańskich wierzeń. Liczę jednak, że kolejny tom będzie znacznie lepszy.
Nie wiem co myśleć o tej książce. Momentami jest dziwnie, nie mogłam wgryźć się w fabułę bo ciągle coś mnie rozpraszało. Pomysł ze słowiańskimi legendami przypadł mi do gustu i ten aspekt był najciekawszy, jednak nie przeczytam kontynuacji jeśli wyjdzie, a końcówka książki właśnie na to wskazuje.
Powiem tak, to była bardzo spontaniczna decyzja i nie wiem jak doszło do tego że to czytałam. Jedna gwiazdka za kreatywność a druga za klimat i motywy słowiańskie które nie mogą wyjść źle
Przeczytana ekspresowo. Miałam niedosyt historii pod względem rozwoju i przemiany bohaterki. 4* bo mam wrażenie, że to nie koniec, a nie lubię być zostawiana przez autorów w niedosycie.
Ten zły” to debiut pisarski autorki i co muszę przyznać nawet udany. Jest to romans z wątkami słowiańskim. Weles bóg podziemi został uwięziony na ziemi przez pewną kobietę i tylko jej potomkini może go uwolnić z ludzkiego ciała i sprawić, by mógł wrócić do swojego świata. W międzyczasie dużo się wydarzy. Jest tu kilka niedociągnięć i rzeczy które mi się nie podobały. Najbardziej nie przypadła mi do gustu scena, w której główni bohaterowie się poznają. Jednak jestem w stanie wybaczyć to autorce w końcu to jej debiut a z czasem będzie lepiej. Po książce P. Świst i Pani L. Płonki to książka Pani Dziadury była miłą odskocznia i stwierdziłam, że dla tego gatunku książek jest nadzieja, nie muszą być one o niczym. Wyżej wymienione Panie powinny pójść na korepetycje z pisania do Pani Dziadury. Książkę ogólnie polecam.