Książka Jensa Orbacka rozświeca ciemności. To zapisana z ogromną wrażliwością opowieść o odkrywaniu rodzinnej przeszłości – po to, by ją zrozumieć i by się uwolnić od jej trującego wpływu. Autor rekonstruuje historię swojej matki, Niemki pochodzącej z rodziny od pokoleń mieszkającej na Pomorzu, która wiosną 1945 roku doświadczyła wielokrotnych gwałtów ze strony przechodzących przez ten teren Sowietów. Powrót do przeszłości daje okazję do szukania odpowiedzi na pytania o zbiorową i indywidualną odpowiedzialność, o więzi między pokoleniami, a także o relacje między wysiedlonymi Niemcami i obecnymi mieszkańcami tych terenów, które stały się dla nich „małą ojczyzną”.
W “Gdy inni świętowali zwycięstwo. Historia mojej matki” szwedzki dziennikarz i polityk Jens Orback przede wszystkim oddaje głos swojej matce Katji, która w 1945 roku jako nastoletnia Niemka zamieszkująca pomorską Białogórę (wtedy Wittenberg) doświadczyła na własnej skórze terroru powojennych wysiedleń. Dziewczyna pochodząca z rodziny nawet w najmniejszym stopniu nie popierającej Hitlera i nazizmu dopiero przy okazji tworzenia tej książki, po kilkudziesięciu latach od bolesnych wydarzeń, po raz pierwszy otworzyła się i zgodziła opowiedzieć o przebytym piekle. Bo dla Niemców zamieszkujących ziemie odzyskane - nawet tych nie będących hitlerowcami, a zwyczajnymi cywilami czy nawet jak w przypadku rodziny Katii i jej rodziny - ze zbrodniczą ideologią Fuhrera absolutnie się nie utożsamiającymi - ani Polacy, a tym bardziej Sowieci zaraz po wojnie nie mieli ani krzty litości. Książka Orbacka o to świadectwo traumatycznych losów przesiedlanych Niemców. Świadectwo, które pozwala nam zaznajomić się i z tą mało znaną, ciemną kartą z historii Polski i wylewa na nas kubeł zimnej wody uświadamiając, że wszyscy Polacy wcale aniołami w tamtych czasach nie byli, a niejednokrotnie stosowali metody niczym żywcem podpatrzone od swoich najgorszych nazistowskich okupantów. A przewinienia Polaków to i tak nic przy tym do czego byli zdolni przybywający na pomoc i wyswobadzajacy Polskę Sowieci. Głód, zmęczenie, donosy, upokorzenia, wyzysk, bestialska przemoc, gwałty, poszukiwanie bezpiecznego miejsca na nocleg, niepewność co do dnia następnego, strach o najbliższych - z takimi koszmarami, setki tysięcy rodzin jak ta Katji, musiały się mierzyć na co dzień. Te haniebne i barbarzyńskie, pozbawione krzty człowieczeństwa akty należy wyryć na wieki wieków w pamięci ludzkości, a w przyszłości przekazywać kolejnym pokoleniom. Wydarzenia te nigdy przenigdy nie mogą ulec zatarciu i zostać pogrzebane w odmętach historii.
“Gdy inni świętowali zwycięstwo” to do bezgranicznie poruszająca i dogłębnie dewastująca książka. Intensywność tych wrażeń i uczuć tym bardziej nasila fakt, że opowieść Katji jest niezwykle osobista i intymna. Wręcz niepojęte jest dla mnie jak kobieta, która była świadkiem i sama doświadczyła tak nieludzkich aktów zachowania, była w stanie wyjść na prostą i pomimo gigantycznej traumy i poranionej psychiki ułożyć sobie życie - skończyć szkołę, znaleźć pracę, założyć rodzinę, w ogóle funkcjonować normalnie. Jak ogromną siłę i chęć do życia trzeba mieć w sobie by i zaraz po wojnie i w następnych latach nadal się trzymać, nie ulec załamaniu psychicznemu czy jak wielu rodaków Niemki nie odebrać sobie życia. Oczywiście, jak sam syn przyznaje, jego matka nie przepracowała wszystkich traum, piekło wojny nadal siedzi głęboko w niej - w końcu dopiero po kilkudziesięciu latach od tamtych zdarzeń znalazła w sobie odwagę i siłę by przerwać milczenie.
Bardzo ważna, edukująca i uwrażliwiająca książka, będąca jednocześnie niesamowicie cennym świadectwem wydarzeń, które w Polsce przez wiele lat były skrzętnie przemilczywane i zamiatane pod dywan. A tych tragicznych i wielce niewygodnych dla Polaków i Rosjan kart historii nie możemy wyciszać i tuszować. Nigdy nie możemy zapomnieć, że i kompletnie niewinni cywile Niemieccy zostali boleśnie okaleczeni przez wojnę i doświadczyli najgorszego terroru.
4.5 Bardzo dobrze napisana. Nie za dużo autora, nie za mało bohaterek, nie przeładowana informacjami, za to pełna wrażliwości i uważności. Cieszę się bardzo, że wyszła po polsku, żałuję, że jakoś mało uwagi przyciągnęła do tej pory.
“Historia żyje w nas wszystkich. Świadkowie wojny i ich dzieci tworzą misterną sieć o drobnych oczkach, która oplata całą Ziemię”, pisze szwedzki dziennikarz i polityk, Jens Orback w książce “Gdy inni świętowali zwycięstwo. Historia mojej matki” (tłum. Justyna Kwiatkowska).
Historia może żyć w nas przez lata i rzucać długi cień na codzienność, ale czasem warto i trzeba ją komuś opowiedzieć. Orback, syn Niemki, której rodzina od pokoleń mieszkała na Pomorzu przez lata domyślał się, że w przeszłości jego rodziny kryją się tajemnice, które rzutują jego życie. Zarówno to czego doświadczyła jego matka uciekając przed Sowietami w marcu 45 roku, jak i związki z narodowym socjalizmem, które miała jego rodzina były przemilczane i konsekwentnie pomijane. Orback postanowił zmierzyć się z demonami przeszłości i efektem jest miejscami wstrząsająca opowieść o - zwłaszcza - kobiecym doświadczeniu wojny.
Jestem bardzo ciekaw jak inaczej czytamy ją od Niemców czy Szwedów. Przyzwyczajeni jesteśmy przecież do polskiej narracji wojennej, w której wiosna 45 roku jest albo przemilczana, albo opisywana jako chaos, w którym co prawda działy się rzeczy straszne, ale to straszność usprawiedliwiona przeszłością i przyszłością. A w “Gdy inni świętowali…” spotykamy się z historią Niemców wypędzonych ze swoich domów, mordowanych mężczyzn i gwałconych kobiet, szczegółową rekonstrukcją uchodźstwa.
Rozmowa z rodzicami o historii to nie jest prosta sprawa i wiedzą o tym wszyscy, którzy chcieliby ale się boją - jak zapytać, jak rozpocząć, czy na pewno chcemy skazać rodziców czy dziadków na ponowne przeżywanie wojennych okropności? Orbackowi też nie jest łatwo i choć jego rodzina po wojnie wracała do miejscowości, z której pochodziła i nie była odgrodzona od przeszłości murem całkowitego milczenia, to jak dorosły syn ma rozmawiać z matką o gwałcie? - Mamo, ile razy cię zghwałcili? Tak o to syn nie spyta, w każdym razie nie ja - pisze.
Na pomoc Orbackowi przychodzi dziennikarka, Maarja Talgre która pierwsza nagrywa rozmowę z jego matką. “Nie pamiętam dokładnie, o czym wiedziałem już wcześniej, ale czuję się tak, jakbym znał te fakty od dawna. Mimo to robi mi się nieswojo. (...) Może mieszam się w sprawy, które należałoby zostawić w spokoju? To w końcu nie jest moja trauma, tylko trauma mamy” - pyta siebie Orback. Cóż, traumy mają zadziwiającą zdolność do przechodzenia z pokolenia na pokolenie nie pytając o to czy sobie tego życzymy. I nie ujawniając się nam wprost. Katja i i Jens zaczynają rozmawiać. I nie jest to łatwa lektura.
Gdy do Wittenbergu na Pomorzu Tylnym przyszli sowieccy żołnierze nieliczni tylko wierzyli, że wszystko skończy się dobrze. Wśród nich Fritz, mąż Karin. Niemiec powtarzający często, że “Rosjanie to naród kochający dzieci”, szanowany nauczyciel, który tak zawrócił w głowie Karin, że ta popełniła mezalians i wyszła za niego, mimo że planowano jej inne, bardziej pańskie życie. I tak losy rodziny Fliessbachów, właścicieli majątku w Słajkowie połączyły się z losami rodziny o rodowodzie nie obfitującym w zamożnych włościan.
Karin doskonale spełniała najważniejszą rolę niemieckiej kobiety i dzieci rodziła prawie co roku. Czy sama się w tym spełniała, trudno dziś powiedzieć. Jak pisze Orback, większość czasu była w ciąży. Najstarsze dziecko, Katja rodzi się w 1927 roku, czyli Karin była w ciąży przed ślubem, a to dopiero był skandal. Najmłodsze, dziewiąte dziecko, Friedrich przyjdzie na świat w 1942 roku. Całą rodziną będą uciekać i ukrywać się przed Sowietami. Orback przypomina też, że pomorscy Niemcy w 45 roku nie byli sami - szopy pełne były niemieckich uchodźców z Prus Wschodnich zdążających na zachód. Ofiarami wojny byli wszyscy, dzisiaj dzielenie ich na ofiary słuszne i mniej słuszne, jest niezbyt humanitarnym pomysłem.
Orback drąży w tej historii, znajduje zwolenników Hitlera, jak i tych, którzy choć bierni, to nie podzielali kultu Führera, ludzi dobrych i złych, ale przede wszystkim odnajduje tragiczną sytuację kobiet, które wspierały się i ratowały przed przemocą seksualną w zupełnej ciszy. Gdy porwana przez żołnierzy kobieta wracała do swoich, wszyscy wiedzieli co się wydarzyło. Nikt nie musiał Katji tłumaczyć o co chodzi, gdy matka cały czas dbała, by dziewczynki były jak najmniej widoczne w uchodźczym tłumie. Gwałt był codziennością, którą starano się przemilczeć, bo jakoś żyć trzeba było dalej. I był doświadczeniem zbiorowym, co doskonale książka Orbacka pokazuje.
Jest tu jeszcze kilka ciekawych wątków, jak choćby wizyta Jensa z matką i dziećmi w rodzinnej Białogórze-Wittenbergu i dziwne uczucie, które ogarnia autora - uczucie, że to jego miejsce na świecie. Ale też wrażenie, że to przecież nie tylko jego miejsce metaforycznie. “Coś mi mówi, że to, co widzę, jest moje. Jak mogę coś takiego czuć? Czy doświadczam tego samego uczucia, które pchnęło Serbów do zbrodni na Chorwatach, czy wręcz przeciwnie? Czy tak czuje się prawdziwy nacjonalista?” - pyta Orback.
To książka poświęcona odkrywaniu rodzinnej tajemnicy, skupiona na historii kobiet, ich sposobach radzenia sobie z przemocą seksualną, traumie, ale też - zwłaszcza pod koniec - relacjach między przejeżdżającymi na “piastowskie” Pomorze obcokrajowcami, a Polakami, którzy są różni - niektórzy zakładają stowarzyszenia dbające o lokalne miejsca pamięci i historię, niektórzy chcą dać w mordę Szwabowi. Orbackowi bardzo sprawnie udaje się pokazać różne strony tej sytuacji. Mądra, wyważona ale też szczera i gdy trzeba nie bawiąca się w metafory to książka.
Wojna jest bezlitosna dla zwykłych ludzi po obu stronach konfliktu. Głosy niemieckich ofiar przemocy wojsk sowieckich "wyzwalających" tereny Polski rzadko przebijają się chórze tych, którzy przeszli przez wojenne piekło, okupacje i - jak bohaterowie tej książki - powojenną gehennę. W tej niesamowicie szczerej relacji autor wydobywa na światło dzienne wydarzenia, które na wiele lat boleśnie naznaczyły jego matkę - świadka i ofiarę niewymownej przemocy, więzionej i wielokrotnie gwałconej przez żołnierzy armii sowieckiej przemierzającej ziemie Pomorza.
Znakomicie prowadzona, dwutorowa narracja, z jednej strony opowiadająca o powrocie Katji w dawne rodzinne strony w czasach współczesnych, podróży dzięki której przełamuje tamę oddzielającą ją od bolesnych wspomnień z 1945 i wprowadza nas w drugą część książki, będącej relacją z tamtych czasów i wydarzeń. W części współczesnej Orback dotyka wielu istotnych problemów, mierząc się również z potencjalnymi kontrowersjami, jakie może wywołać ta poruszająca opowieść, oraz zastanawia się nad traumatycznymi konsekwencjami, jakimi przeżyty przez matkę koszmar, mógł odcisnąć się na nim samym i jego rodzinie.
Po raz kolejny o okrucieństwie wojny z perspektywy bezbronnych i niewinnych. Polecam lekturę!
G e n i a l n e! Taka mała, niepozorna książka, a naprawdę zmieniła moje myślenie, moje postrzeganie tej części historii drugiej wojny światowej, o której się nie mówi, która jest przemilczana. Bo wolimy myśleć, że wszystko jest czarno-białe, że ludzie (całe narody) są albo dobrzy albo źli i nic poza tym.
"Kiedyś, gdy Sowieci nachodzili je w nocy, kobiety stosowały taktykę krzyku. Kiedy tylko otworzyły się drzwi, zaczynały wrzeszczeć. Nieprzerwanie. A nuż w pobliżu jest dowódca albo krzyk wyrwie żołnierzy z transu. Mężczyźni zobaczą w kobietach ludzi i - kto wie - może nawet siebie samych. Czasami krzyk uwalniał tłumione emocje i cała grupa wybuchała płaczem."