Bardzo mi się ta poezja podoba, przede wszystkim na poziomie czucia, ale też narracji i języka. A do tego jest wciągająca.
Przede wszystkim ujmuje mnie jej dostępność. Wiersze Jarniewicza w pierwszym momencie stoją bardzo blisko człowieka, też cielesnego i codzienności. Momentami są wręcz dokumentalne. Sądzę, że jeśli weźmie je do ręki przeciętny czytelnik i będzie chciał odczytać na najbardziej podstawowym poziomie, to zrozumie o co chodzi w większości z nich i poczuje przekaz. Jeśli jednak odbiorca zechce użyć odrobiny wyobraźni i zajrzeć głębiej, doceni je jeszcze bardziej. A dokładając do tego zrozumienie kontekstu i kod kulturowy, może liczyć na niezwykłe i poruszające doświadczenie. O czym Jarniewicz pisze? Jak to poeta - o smutku, miłości, końcach i początkach, braku, tęsknocie, pustce, pejzażu.
Pisze o mieście, akurat tak się złożyło, że moim. Bo chociaż mieszkam w Gdyni 17 lat, to zawsze na pytanie „Skąd jesteś?” odpowiem, że jestem łodzianką. Jakoś tak jest z tym miastem, że trudno w nim żyć, ale staje się bardzo twardym elementem tożsamości mieszkańców. I kocham tę Łódź u Jarniewicza, bo jest taka jaką pamiętam, za jaką tęsknię, choć wcale nie tęsknię. Jest w mieście ta poezja umoszczona i z nim nierozerwalna i ma ten nihilistyczny łódzki sznyt, po którym zawsze rozpoznamy się w tłumie.