Poznajcie Alyssę, bohaterkę o dwóch twarzach: bezlitosną zabójczynię mordującą z uśmiechem na ustach oraz dziewczynę tęskniącą za normalnym życiem. Alyssa żyje w cieniu naszego świata, w świecie dostępnym wyłącznie dla elity, gdzie Gildiami Zabójców rządzą bezlitośni królowie. Kiedy łamie jedno z praw Gildii, musi zapłacić za to własną krwią, a przed całkowitą utratą zdrowych zmysłów chroni ją jedynie pragnienie zemsty i wizja ponownego spotkania z zaginionym bratem.
Po półrocznych torturach zabójczyni próbuje wrócić do normalnego życia. Od króla Europejskiej Gildii otrzymuje zaproszenie na koncert, na którym poznaje swojego przyszłego klienta. Chowając swoją prawdziwą naturę pod maską normalnej dziewczyny, Alyssa nawiązuje coraz bliższą relację ze zleceniodawcą i jego przyjaciółmi. Czy uda jej się wykonać nietypowe zlecenie i rozwiązać zagadkę upadku rodzinnej firmy oraz zabójstwa sprzed dekady? Czy odnajdzie brata? Jaką ścieżkę wybierze? Wejdźcie do brutalnego świata Gildii Zabójców, żeby się przekonać.
świetny debiut! posiada delikatny vibe szklanego tronu co bardzo mi się spodobało 😻 ciężko określić gatunek tej książki co czyni ją jeszcze ciekawszą. niesamowicie zżyłam się z bohaterami przez co zakończenie strasznie mnie przybiło
3,5 Czytam sobie o płatnych zabójcach, a tu nagle pojawią się zespół kpopowy xD Na początku nie wiedziałam, co o tej książce myśleć, podobało mi się, że było tak trochę zwariowanie, ale coś nie do końca mi pasowało, potem zaczęło się wszystko rozkręcać i końcówka była już bardzo emocjonująca i zaraz sięgam po następną część.
Przewidziałam dużo, ale nie wszystko, więc to też na plus. Uwielbiam Kitsune i lubię innych bohaterów z Gildii, najsłabszym ogniwem byli dla mnie członkowie zespołu kpopowego. Podobało mi się, że te relacje Alyssy z innymi są takie skomplikowane. Szkoda, że autorka nie rozbudowała bardziej świata, przez większą część książki bohaterowie przebywali w Korei, ale nie do końca to czułam, przydałoby się też więcej informacji na temat funkcjonowania świata zabójców.
Na plus to wymieszanie gatunków jak w niektórych koreańskich filmach, gdzie zabawne sceny przeplatają się z tymi mrocznymi. Za końcówkę dałabym 4, ale jednak początek był trochę taki sobie, więc 3,5.
Gosiarellę znam od bardzo dawna. Zaczęło się od obserwowania jej bloga, potem poznała nas ze sobą eMpoleca. Nigdy jednak nie przypuszczałam, że ta szalona wariatka, z jednej strony zakochana w różu i księżniczkach Disneya, a z drugiej w zombie i horrorach – napisze kiedyś książkę. Do tego dorzucając do niej swoją kolejną miłość, czyli kulturę koreańską. Właśnie skończyłam czytać jej Gildię Zabójców i powiem Wam, że książka – tak jak sama autorka – wymyka się wszelkim schematom. Czytając z jednej strony mamy uczucie, jakby było to fantasy, coś jak Trylogia Czarnego Maga, coś jak Nibynoc, Dziewiąty Dom z tajemniczym stowarzyszeniem pełnym morderców, z drugiej strony jednak nie ma tam żadnej magii, za to wiele elementów filmu akcji czy thrillera, trochę czułam się jak podczas oglądania filmu Alex Rider albo przy książkach typu Wybrani, nie brakuje tu prawdziwego kryminału. A do tego w historii zakochają się wszyscy fani fanfiction z BTS czy innymi koreańskimi boysbandami; skupiamy się na kulturze zarówno polskiej jak i koreańskiej, mordujemy, rozwiązujemy tajemnice z przeszłości naszych głównych bohaterów, trochę romansidła i różu ukrytego w utarczkach słownych również nie zaszkodzi. Istne szaleństwo!
Trochę niby urban fantasy, ale nie ma fantastycznych elementów. Trochę niby jak k-drama, ale też nie w pełni. Warto samemu się przekonać z czym się to je.
To w takim razie, czym jest Gildia Zabójców? To solidny debiut Gośki Stefanik, która powinna z dumą przypiąć sobie łatkę Autorki zaraz obok łatki Różowej Blogerki. Jest to historia młodej kobiety, która napędzana rządzą zemsty lawiruje między mrocznym światem, który rządzi się swoimi prawami a tym bardziej niewinnym, gdzie dziewczyny chodzą na koncerty i mogą najeść się ile chcą, kiedy mają zły dzień, zamiast szkolić się w walce. Do tego dochodzi parada fascynujących postaci na bliższym i dalszym planie, które nawet jeśli pojawią się na chwilę, to potrafią wywrzeć na czytelniku wrażenie - czy dobre czy złe, to już inna kwestia, bo tak jak pisałam wyżej, większość z nich jest moralnie szara. Styl Gośki sprawdza się świetnie, doskonale wie kiedy można pozwolić na rozluźnienie i rzucić żartem, a kiedy trzeba budować napięcie.
"Gildia zabójców" opowiada historię Alyssy, która jest członkinią Europejskiej Gildii Zabójców. Dziewczyna jest niesamowicie utalentowaną zabójczynią i następczynią króla. Pewnego dnia Alyssa łamie prawo organizacji i zostaje solidnie ukarana - musi spędzić pół roku pod ziemią. Młodą kobietę przy życiu trzyma żądza zemsty oraz chęć odnalezienia pewnego zaginionego chłopca. Po wyjściu na wolność dziewczyna przechodzi pewne załamanie. Do tego nie otrzymuje nowych zadań, a wokół niej znajdują się osoby pragnące zemsty. Pewnego dnia zostaje wysłana na koncert i poznaje nowego klienta. Jej zlecenie jednak jest dość nietypowe. Czy uda jej się je wykonać? ~ Książka niezwykle mi się podobała. Styl pisania autorki jest bardzo przyjemny. Na początku myślałam, że dostanę fantastykę, jednak książka nią nie jest - choć myślę, że bardzo spodoba się fanom tego gatunku. Na początku trochę bałam się połączenia Gildii Zabójców z zespołem k-popowym, ale okazało się to bezsensowne, ponieważ dzięki temu książka była jeszcze ciekawsza i bardziej oryginalna. Bardzo polubiłam główną bohaterkę. Alyssa jest zarówno silną i bezwzględną zabójczynią, jak i wspaniałą, kochającą i opiekuńczą osobą. Dodatkowo zawarte na początku rozdziałów retrospekcje, pozwalają poznać dziewczynę jeszcze lepiej, a także dowiedzieć się skąd wynika jej zachowanie i dlaczego podejmuje takie, a nie inne decyzje. Jestem fanką również wszystkich członków zespołu, a w szczególności Jaydena, który jest niezwykle pozytywną i niesamowicie kochaną osobą. Poza tym polubiłam też pozostałe postacie - Kitsune, współpracownice Alyssy i Oliwiera, choć ten ostatni chwilami działał mi na nerwy. W książce podobał mi się również wątek miłosny, co zdarza się niezwykle rzadko. Ogromnym plusem książki jest wątek śledztwa - zarówno tego dla klienta, jak i na osobiste potrzeby głównej bohaterki. Pojawiło się ty sporo nieoczywistych elementów i zaskoczeń. W trakcie czytania trochę domyślałam się rozwiązania zagadki, ale nie zepsuło mi to przyjemności z lektury. Ciekawym elementem było też szkolenie, a także testy związane z członkostwem w Gildii. Podobało mi się to, że bohaterom nie zawsze wszystko wychodziło idealnie. Mieli swoje problemy, a ich życie nie było pasmem powodzeń i radości. Doceniam również elementy życia codziennego - kiedy Alyssa mogła choć przez chwilę poczuć się jak normalna młoda kobieta spędzająca czas z przyjaciółmi. Dla niektórych minusem mogą okazać się wolniejsze momenty książki, ale mi one nie przeszkadzały i nie nudziłam się nawet przez chwilę. Bardzo polecam tę historię! Jest to wspaniały debiut i jedna z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku. Cóż więcej mówić - biegnijcie zamawiać, bo autorka wykonała niesamowitą robotę!
Pokochałam tą książkę całym serduchem i jestem zwyczajnie wdzięczna za to, że powstała. No i zaskoczona, że tak bardzo mnie pochłonęła! Są takie historie, przed którymi podświadomie się opierasz, a które ostatecznie zajmują specjalne miejsce w twoim sercu i to jest właśnie jedna z nich.
Alyssa jest płatną morderczynią, która po zamordowaniu kilki współpracowników zostaje na pół roku zamknięta pod ziemią, bez dostępu do światła słonecznego, a dodatkowo poddana torturom i na jej plecach zostają wycięte anielskie skrzydła. Wiem, co pomyślicie, bo faktycznie przywodzi to na myśl Szklany Tron, ale tylko i wyłącznie na początku. W sumie jeśli dacie takie połączenie wątków to nieodzownie będzie Wam to przypominało Celaenę. To wrażenie jednak szybko się rozmyło i w trakcie czytania kompletnie o nim zapomniałam!
W tej książce pokochałam właściwie wszystko. Fabułę, pomysł, bohaterów. Jednocześnie chciałam ją jak najszybciej skończyć, żeby dowiedzieć się, co będzie dalej i wzbraniałam się przed tym, bo nie byłam gotowa, aby opuścić ten świat. Niezmiernie bawiło mnie, gdy przypominałam sobie, że przecież Alyssa należy do gildii w Polsce i zdumiewało mnie to, gdy pojawiały się znajome miejsca, jak chociażby wycieczka po Krakowie!
Większość akcji rozgrywa się jednak w Azji, ale szczerze? Mogłaby się dziać gdziekolwiek, bo miejsca nie są tutaj tak ważne. Ważni są bohaterowie, a oni są po prostu cudowni. Już pomijając Alyssę, która skradła moje serducho od pierwszych stron, dostaliśmy k-popowy zespół (nie moja bajka, ale uwielbiam tych chłopców!); lisiego zabójcę Kitsune (mocny crush) - mrocznego, niebezpiecznego, cudownego; Oliego, który jest jak twój młodszy brat, nad którym się rozczulasz. Bohaterowie to chyba najmocniejsza strona tej historii, a ja cholernie za nimi tęsknię i nie mogę doczekać się kolejnego spotkania!
Wniosek jest jeden - to jest debiut, ale debiut świetny, choć zapewne nie każdemu się spodoba. Ja totalnie nie żałuję i przeczuwam, że jeszcze tu wrócę!
Ocena: 1+ Wrażenia: Zacznę od tego, że chyba nie było żadnej korekty - dość często zdarzały się literówki i błędy ortograficzne jak "STRÓŻKA krwi". Ale dobrze, książki po okładce nie oceniamy, trudno, wydawnictwo poskąpiło, na pewno treść będzie w porządku, nie? Nie. Bohaterką jest nastoletnia płatna zabójczyni z Europejskiej Gildii Zabójców (z siedzibą w Krakowie, stąd te tradycyjne polskie imiona jak Alyssa, Darius, czy inny Markus). Złamała zasady Gildii i zabiła swoich, więc za karę wycinają jej na plecach skrzydła (symboliczny krwawy orzeł Wikingów) i zakopują żywcem w jamie na pół roku, rzucając jej butelki wody. To jest jedna z najgorszych tortur, ale nasza bohaterka wychodzi z dołu pół roku później jakby nic się nie stało, trochę ją oczy pieką od światła i śnią jej się koszmary, ale co tam, jest w szczytowej formie fizycznej (jak wyczynowy sportowiec). Tatuś, Król Gildii, na przeprosiny organizuje jej prywatny koncert słynnego koreańskiego boysbandu, po którym musi sobie wybrać jednego ze członków, żeby pójść z nim na randkę. Nie, nie żartuję. Dalej nie będę streszczać fabuły, ale zaręczam, że dzieją się równie upojne rzeczy, a logika poszła sobie gdzieś bardzo daleko. Dla kogo: Zdecydowanie nie jestem targetem, bo nie gustuję w ficzkach o koreańskich boysbandach.
Skończyłam na 38%. Nie było sensu czytać dalej. Niestety ta historia to absurd. Autorka nie wykonała porządnego reaserchu, co do samej Korei Południowej. Jej idole mogą sobie swobodnie chodzić po ulicy w biały dzień, mają co do jednego członka mentalność dzieci z przedszkola. Jaden wywraca się na chodniku, chociaż trenowanie idola w Korei to ciężka praca, polegająca również na szkoleniu tańca. Ktoś ktoś ma umieć świetnie tańczyć na scenie, raczej nie może być skończoną oferma, która potyka się o własne buty. Sam zespół również niczego sobą nie reprezentuje. Nic o nich nie wiemy poza tym, ze są zespołem i są sławni. Gildia… oh, tego to nawet nie chce mi się komentować. Począwszy od faktu, że siedziba europejskiej gildii mieści się w KRAKOWIE (!!!!????) to nie nie mamy oprócz tego żadnych informacji o strukturze tej organizacji. Autorka twierdzi, że nie na w niej hierarchii, co nie przeszkadza jednak mieć im króla. Mogłabym wymieniać wieczność, ile głupot ma ta książka, a nawet jej nie skończyłam. Chyba lepiej nie wspominać, że Alyssa spędziła rok pod ziemia i wyszła z tego jedynie lekko poddenerwowana. Eh. Widać, że ta książka to pokłosie fanfika z internetu. Fabuła to jedno wielkie życzenie autorki, ale nic poza tym. Szkoda czasu. Żałuje, że zmarnowałam pakiet legimi na to coś.
Bohaterką debiutu Małgorzaty Stefanik jest Alyssa, dziedziczka Europejskiej Gildii Zabójców. Pewnego dnia dziewczyna popełnia błąd, łamiąc tym samym jedną z ważniejszych zasad Gildii. Musi ponieść za to surową karę. Na szczęście nie zostaje skazana na śmierć, jednak i tak kara jest dla niej bardzo dotkliwa. Oprócz tego, że płaci za to własną krwią, zostaje odizolowana od świata i od normalnego życia na pół roku. Do tego to odizolowanie nie odbywa się w cywilizowanych warunkach, co zostawia spory ślad na psychice zabójczyni. Przy życiu i przy zdrowych zmysłach trzyma dziewczynę tylko wizja ponownego spotkania z Dominikiem, zaginionym dziesięć lat wcześniej bratem. Po półrocznych torturach, Alyssa wychodzi na wolność i próbuje wrócić do normalnego życia. Król Gildii początkowo nie wysyła jej na żadne zlecenia, kiedy jednak uznaje, że Alyssa jest gotowa, wysyła dziewczynie zaproszenie na koncert pewnego zespołu. Okazuje się, że koncert jest prywatny i to na nim nastolatka ma poznać swojego przyszłego klienta. Czy dziewczynie uda się rozwikłać sprawę upadku rodzinnej firmy i zabójstwa rodziców jednego z członków zespołu? Czy odnajdzie brata?
Od razu muszę się Wam do czegoś przyznać. Przeczytałam tę książkę dwa razy w niewielkim odstępie czasu, zanim zdecydowałam się napisać o niej kilka słów. I wiecie co? Za drugim razem, mimo dobrej znajomości fabuły, odkrywałam w książce co chwilę coś nowego, pewne szczegóły, które za pierwszym razem zwyczajnie mi umknęły. Na kilka spraw spojrzałam też z zupełnie innej perspektywy. I za tym drugim razem książka podobała mi się bardziej. Na początku wydawało mi się, że do fabuły wkrada się lekki chaos. Głównie dlatego, że bieżące wydarzenia przeplatane są retrospekcjami z przeszłości. Później jednak stwierdziłam, że żadnego chaosu nie ma, a wydarzenia z przeszłości zabójczyni i jej pobytu w lochach Gildii są poukładane logicznie, w odpowiedniej kolejności i tworzą z bieżącymi zdarzeniami spójną, klarowną całość.
W książce bardzo dużo się dzieje, tak dużo, że trzeba uważać, aby opisując fabułę przez przypadek czegoś nie zdradzić. Już na samym początku dowiadujemy się wiele o tym, jak działa Gildia, gdzie znajduje się jej siedziba, kto stoi na jej czele i jak to się stało, że Alyssa znalazła się w takim miejscu. Już na pierwszych stronach jest gorąco, bo od razu zostajemy wrzuceni w sam środek akcji i zostają odkryte pierwsze karty, które po przeczytaniu opisu ciągle pozostają tajemnicą. Poznajemy przyczynę skazania dziewczyny na tak dotkliwą karę, obserwujemy wykonanie owej kary i emocje, jakie całej sprawie towarzyszą. Później płynnie przenosimy się w czasie do momentu, kiedy dziewczyna jest już na wolności i z niecierpliwością wyczekuje swojego pierwszego po uwolnieniu zadania. I znów dzieje się naprawdę sporo, chociaż muszę przyznać, że akcja środkowej części nie jest tak szybka, jak się spodziewałam. Dziewczyna poznaje chłopaków z zespołu k-pop, wyjeżdża do Korei, zabierając ze sobą swojego rekruta i zdolną hakerkę, a potem już się dzieje. Alyssa nie tylko próbuje rozwikłać sprawę upadku firmy ojca jednego z członków zespołu, w międzyczasie stara się odkryć jakieś ślady prowadzące do jej zaginionego brata, a także załatwia dodatkowe zlecenia. Nawiązuje też coraz bliższą relację z chłopakami z zespołu Interstellar, a w szczególności z jednym z nich. Przyznam szczerze, że nie sprawiło mi problemu odgadnięcie, kto stoi za zabójstwem i pogrążeniem rodzinnej firmy Parków. Mimo to bawiłam się podczas lektury przednio, bo chociaż to zlecenie jest główną sprawą, którą ma do rozwiązania Alyssa, nie jest to jedyna w książce tajemnica, którą trzeba odkryć. Świetne są wątki tajemniczego Kitsune, Dominika, o którym tak naprawdę nie wiemy nic (Alyssa z racji tego, że zostali rozdzieleni też nie), a nawet ten mający bezpośredni związek z Oliwierem i jego trudną przeszłością. Fajne są też powiązania między członkami Gildii i rozpracowywanie tego, jak to wszystko działa. Pojawiający się w książce wątek romantyczny wypada bardzo realistycznie, jest niesamowicie subtelny i wyraźnie czuć chemię między bohaterami. Chociaż wybór obiektu westchnień Alyssy był dla mnie nieco zaskakujący. Wydawało mi się, że będzie to ktoś bardziej do niej podobny, a przynajmniej znający środowisko, w którym przebywa. Postawiłabym raczej na Kitsune (tak wiem, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki), ale jednak wyszło inaczej. I naprawdę fajnie obserwuje się tę rozwijającą się bardzo powoli romantyczną relację. Widać zmiany zachodzące w głównej bohaterce pod wpływem tego delikatnego chłopaka, którego historię w dalszej części książki również możemy poznać nieco lepiej.
Świetnie się czyta tę książkę. Śmiało mogę stwierdzić, że to nie tylko doskonały, pochłaniający na długie godziny debiut, ale też literatura na światowym poziomie. Bardzo dobry, przystępny i angażujący styl, rewelacyjny pomysł, drobiazgowa i przemyślana kreacja świata, konsekwentne poprowadzenie naprawdę interesującej fabuły to tylko niektóre zalety książki. Najbardziej podobają mi się bohaterowie. Najlepiej daje się poznać Alyssa, ale to oczywiste, bo to pierwszoplanowa i najważniejsza postać w powieści, ale i inne postaci są scharakteryzowane na tyle dobrze, aby nie były nijakie. Wracając do Alyssy, to bezwzględna zabójczyni, bestia, która nawet nie mrugnie okiem, kiedy kogoś ze świata usuwa. Podobno, bo ja w książce widziałam młodą, pogubioną w swoich uczuciach dziewczynę. Niezwykle ciepłą, troskliwą, oddaną tym, na których jej zależy. I uwielbiającą jedzenie, a w szczególności słodycze. Coś z tej zabójczyni faktycznie miała, ale nie było tego widać w codziennych kontaktach z ludźmi, szczególnie bliskimi. Zachwycała mnie więź, jaką miała z Oliwierem, bo chociaż mówiła o nim jak o swojej własności, traktowała jak rodzinę i nie dałaby go skrzywdzić. Podobało mi się, jak zaczęła się otwierać w kontaktach z chłopakami z boysbandu, narażając się tym samym na zranienie. To nie było łatwe, bo początkowo miała przed nimi tylko grać. Nałożyła maskę bogatej córeczki tatusia biznesmena i tak miało zostać jedynie do końca zlecenia. Ale dzięki tej roli, Alyssa poczuła się przez chwilę normalną dziewczyną i widać było, jak bardzo jest jej z tym dobrze. Fajna postać, nieoczywista, z bałaganem w głowie, którą jednak od razu obdarza się sympatią i do końca jej kibicuje. Polubiłam bardzo również chłopaków z zespołu. Moje serce skradł najmłodszy Young z tą jego miłością do pierogów. To nadzwyczaj wylewny i bardzo sympatyczny chłopak. Moona też pokochałam, przeszedł w życiu naprawdę wiele, ale nie stracił radości życia i na każdym kroku to pokazywał. Nieco zdystansowany początkowo, bo jako jedyny znał prawdę o dziewczynie, przekonywał się do Alyssy małymi kroczkami. Szkoda, że ta ich relacja zakończyła się tak, jak się zakończyła, bo mogła być z tego piękna przyjaźń. No i Jayden, chłopak marzenie. Przystojny jak Kitsune, ale delikatniejszy. I z cudownym charakterem. Obok kogoś takiego nie można przejść obojętnie. No i wreszcie sam Kitsune, mroczny, niedostępny, przerażający i przystojny jak mało kto. Zyskuje przy bliższym poznaniu, chociaż wokół jego osoby ciągle unosi się nutka tajemniczości. Ciekawa osobowość i mam nadzieję, że będzie go więcej w kolejnym tomie, bo to niezwykle intrygująca postać.
Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to są dwie takie sprawy. Pierwsza, jest w książce trochę niedopowiedzeń, wątków, które się rozpoczęły i nie zostały pociągnięte dalej. Być może jednak autorka szykuje ich rozwinięcie w kolejnej części, dlatego w tym przypadku nie mam zamiaru zbytnio się czepiać. Druga, nie jestem w stanie przekonać się do faktu, że siedziba Europejskiej Gildii Zabójców znalazła się w naszym kraju. Jakoś mi to do całości nie pasowało. Ale to drobiazgi, które nie miały wpływu na moją ocenę książki, bo szalenie mi się ona podobała, szczególnie ostatnia część i zakończenie, które dosłownie wbiło mnie w ziemię. Nie wiem, czego się spodziewałam, ale na pewno nie takiego rozwoju sytuacji. Nie tego, że na koniec z psychiki Alyssy zostanie miazga, że dowie się rzeczy, które wywrócą do góry nogami całe jej życie. Wychodzi na to, że niepoprawna jest z tej dziewczyny idealistka i bardzo boli fakt, jak została potraktowana przez życie. Czekam na kolejny tom i jakieś pozytywne dla tej nastolatki zwroty akcji. Bo po tym, co ją spotkało i ze względu na to, jaką mimo wszystko pozostała osobą, zasługuje na szczęśliwe zakończenie.
„Gildia Zabójców” to doskonały debiut naszej polskiej autorki i jedna z najbardziej nieoczywistych, pokręconych opowieści, jakie miałam okazję czytać w ostatnim czasie. Porywająca i chwytająca za serducho. Wielowątkowa, drobiazgowa, niezwykle interesująca. To takie Urban Fantasy bez elementów fantasy, co kompletnie nie przeszkadza, a tylko dodaje tej powieści uroku. Szczerze i z całego serca polecam!
Gildia Zabójców jest bardzo specyficzną książką. Przede wszystkim jest tak napisana, że wciągnęłam się już od pierwszych stron. Styl autorki jest lekki, wydarzenia od początku intrygują, a bohaterowie oczarowują (choć nie wiem, czy to dobre określenie w przypadku tak silnych i zdecydowanych postaci). To co ją najbardziej wyróżnia to ten fantastyczny vibe, choć nie ma w niej ani grama fantastyki. Naprawdę, nie byłam w stanie jej skategoryzować, bo mimo tych wszystkich argumentów na nie, najbardziej widziałabym ją w fantastyce, ale to tylko pokazuje, jak klimatyczna jest.
Akcja rozwija się powoli. Wraz z kolejnymi rozdziałami poznajemy coraz lepiej przeszłość bohaterki, jej motywacje i na czym jej tak naprawdę zależy. Niektóre zwroty akcji, szczególnie te późniejsze, totalnie mnie zaskoczyły. Relacje z innymi postaciami były po prostu świetne. Każdy bohater był dobrze dopracowany i tak naprawdę nie miałam nawet na kogo narzekać.
Na pewno jest to historia inna, niż te po które zwykle sięgam. Mamy tutaj trochę sensacji, trochę kryminału, dodatkowo ten fantastyczny vibe który mnie tak do siebie przekonał. Wiem, że dla wielu fajny może być wątek koreański, który jest świetnie poprowadzony. Nie zabraknie także wątku romantycznego, czy kilku tajemnic do odkrycia. Poza tym niektóre sceny rozgrywają się bardzo szybko. Nie ma przejścia pomiędzy nimi, tylko nagle przenosimy się w sam środek akcji i bardzo mi się to podobało. Tutaj wszystko jest po coś i dzięki temu czytelnik się nie nudzi, a ja po prostu uwielbiam jak cały czas coś się dzieje. Dlatego tym bardziej nie mogę się już doczekać kontynuacji.
Płatni zabójcy na zlecenie fascynowali i fascynować będą. Kim jest człowiek, którego uczono by zabijał bez mrugnięcia okiem? Odpowiedzi poszukać można w "Gildii Zabójców".
W wyniku tragicznego zbiegu okoliczności Alyssa jako dziecko zostaje przygarnięta przez przywódcę europejskiej Gildii Zabójców. Jej brutalny trening i dorastanie wśród innych morderców każą zadać sobie pytanie o podstawy człowieczeństwa. Czy dziecko jest jak tabula rasa, czysta karta, na której zapisać można absolutnie wszystko? Jeśli ktoś zapisze, że ma być bezwzględnym zabójcą, to czy takim się stanie? A może do głosu mimo wszystko dojdzie sumienie?
Dla czytelnika opowieść rozpoczyna się jednak dużo później od wymierzenia kary. Już dorosła Alyssa zostaje skazana na pogrzebanie żywcem za zabójstwo osób z własnej Gildii. Półroczny wyrok opuszcza z bliznami na plecach w kształcie skrzydeł. Najważniejsze jest jednak, że bliskie jej osoby nie ucierpiały z powodu jej działań. By się zrehabilitować, uważana wcześniej za spadkobierczynię Gildii, dziewczyna przyjmuje kolejne zlecenie. Ma odkryć tożsamość mordercy rodziny klienta. W tym celu udaje się do Seulu, gdzie rozpoczyna śledztwo. Nie spodziewa się, że akurat w sercu Korei Południowej natrafi na prawdę o samej sobie, której od tak dawna szuka.
Początek "Gildii Zabójców" przypominać może "Szklany Tron" - po zakończeniu wyroku młoda dziewczyna, wcześniej okryta już sławą skuteczna zabójczyni, dostaje niezwykle ważne zlecenie. Obie historie podkreślają pragnienie przywrócenia niewinności, która dla morderców zdaje się być już niedostępna. Tu jednak podobieństwa się kończą. "Szklany Tron" to fantastyka z elementami magii. W "Gildii Zabójców" liczą się lata treningu, refleks i śmiercionośne umiejętności.
Debiut Małgorzaty Stefanik (blogerki znanej jako Gosiarella) to ciekawy pomysł na przedstawienie funkcjonowania płatnych zabójców we współczesnym świecie. Siatka ich działań jest międzynarodowa, a poszczególne gildie mają swój unikatowy charakter - podobnie zresztą jak ich przedstawicie. To właśnie wciągające interakcje bohaterów, szczególnie najmłodszego pokolenia Gildii Zabójców, stanowią mocny punk tej historii. Jest także finał godny śledztwa i całej zagadki przeszłości, która zapowiada interesujący ciąg dalszy.
Akcja choć rozpoczyna jest w Krakowie, rozłożona jest po całym świecie. W tomie pierwszym najwięcej jej przypada na Koreę Południową i Seul. Dzięki temu fabuła to nie tylko śledztwo, ale i obecność zespołu k-pop. Serce mogą skraść zarówno jego członkowie jak i wyszkoleni wojownicy z gildii, którym kiedy puszczają nerwy, a noże i pistolety idą w ruch, nic już nie jest pewne.
Pierwszy tom "Gildii Zabójców" to opowieść, która sprawdziłaby się jako ekranizacja w formie koreańskiej dramy pełnej akcji. Jeśli więc lubisz ten gatunek, a opowieści o płatnych zabójcach nie są Ci obce, to historia Alyssy może znaleźć się na liście Twoich lektur.
Gildia Zabójców jest nie tylko debiutancką powieścią Małgorzaty Stefanik, ale też dobrze wypromowanym pierwszym tomem trylogii New adult - Gildia Zabójców. Jeszcze przed premierą byłam ogromnie ciekawa i zainteresowana poznaniem tej historii. Opis zapowiadał coś w stylu Szklanego Tronu, który bardzo lubię, a wiedząc, że nie jest to fantastyka tym bardziej moja ciekawość sięgała zenitu. W końcu po długim czasie udało mi się ją przeczytać i powiem Wam, że niepotrzebnie tak długo zwlekałam z zakupem, ale po kolei napiszę za co polubiłam się z Alyssą i jej opowieścią, oraz o paru drobnych uwagach.
Znacie ten moment, gdy między inspiracją, a plagiatem jest cienka nić? Tutaj absolutnie jest inspiracja Szklanym Tronem, ale w dobrym znaczeniu tych słów. Jakby się ktoś zastanawiał - nie ma tutaj żadnego plagiatu. A mamy coś całkiem nowego, innego i nietuzinkowego. Po pierwsze gatunku tej książki nie określicie – najbliżej jej do fantastyki. Problem polega na tym, że nie znajdziemy w niej nic z fantastyki, ale niezwykły fantasy vibe będzie się unosił między kartkami, wabiąc nas, abyśmy poznawali dalszą część powieści. A co w niej znajdziemy zatem znajdziemy? Wątek płatnych zabójców ukrywających się w cieniu świata, który znamy i nie ukrywam został bardzo dobrze opisany. Z tego co wiem, niektórzy nie mogli przeżyć tego, że główna siedziba europejskiej Gildii Zabójców znajduje się w Krakowie, ale mnie to totalnie nie przeszkadzało. Poza tym w jakim kraju byłoby lepsze do ukrycia Gildii siedziby i to głównej? Mamy też wątek detektywistyczny, który mogę określić fundamentem całej fabuły pierwszego tomu. Cała sprawa Mugi nie była nudna, ani nużąca, a dość intrygująca by zaangażować czytelnika w dochodzenie. Dodatkowo mamy prywatne śledztwo dotyczące przeszłości głównej bohaterki, a także przed prawie każdym rozdziale retrospekcje, abyśmy mogli lepiej ją poznać.
Jednak najbardziej mocną stroną tej pozycji są bohaterowie, ponieważ to oni sprawiają, że czytając, chce się śledzić ich losy, a w dodatku są ciekawi i dobrze wykreowani. Najbardziej polubiłam chyba główną bohaterkę – Alyssę jest przykładem silnej bohaterki, ale też takiej nieidealnej, która pod maską skrywa prawdziwe emocji. W młodym wieku podjęła decyzję, jaka wpłynęła na jej dotychczasowe życie, a wbrew pozorom pod maską bezlitosnej zabójczyni ukrywa się zwyczajna dziewczyna, która czasami marzy o normalnym życiu jako nastolatka, jakiego nigdy nie było dane jej zaznać. W swoim życiu przeżyła wiele, a nawet straciła ważną dla niej osobę, którą za wszelką cenę pragnie odnaleźć. Jest to dość złożona i ciekawa bohaterka. Myślę, że każdy odbierze jej osobę inaczej, ja osobiście ją polubiłam i jej zamiłowanie do jedzenie. A jej umiejętności aktorskie zawstydziłyby niejednego aktora. Dobra byłaby z niej aktorka. Za to podziwiałam ją jeszcze bardziej, jak ukrywanie emocji i uczuć przychodziło jej z łatwością. A nawet w trudnej sytuacji potrafiła zachować zimną krew. W oczy rzucił mi się jeszcze Kitsune. Nie było go wiele, ale wydaje się intrygującym bohaterem, którego mam nadzieję poznać lepiej w następnym tomie. Chłopaki z zespołu są fajnie wykreowanymi postaciami. Każdy z nich jest inny, każdy kryje inną historię. Niektórych poznaliśmy lepiej, niektórych mniej. Z nich polubiłam Jaydena i Moona. Za to liczę na lepsze poznanie Younga i Tony’ego, Brakowało mi rozwinięcia właśnie tego ostatniego, i trochę mi szkoda.
A dla fanów wątków romantycznych trochę go tutaj znajdziemy. Co ciekawe i ku mojemu zdziwieniu został przedstawiony dość inaczej niż typowo. Nie mamy tutaj od razu miłości, a raczej niepewność z nutką fascynacji, bo oboje pochodzą z dwóch różnych światów. On nie zna jej prawdziwej twarzy, a może zna? A ona nie może mu o niej powiedzieć. Prawdy. Osobiście dla mnie było idealnie, bo nie było też przesycone dramatami miłosnymi, a ich nie lubię. Relacja Alyssy i Jaydena jest pełna sprzeczności, i mieszanki różnych uczuć. Oni sami nie wiedzą, czym ona jest. I to było jak najbardziej okej, bo całe szczęście obyło się bez powtórki z brazylijskiej telenoweli, o które w wielu powieściach nie trudno.
Reasumując Gildia Zabójców jest kolejnym udanym, polskim debiutem, jaki miałam okazję przeczytać. Jest to też coś nowego, co pokazuje, że można wymyślić i napisać coś oryginalnego z odrobiną inspiracji. Bardzo dobrze spędziłam z nią czas, wyciągnęła mnie z zastoju czytelniczego, ale nie obędzie się bez jednego ,,ale”. Jedynym moim zarzutem było to, że miałam przez pierwsze ileś stron wrażenie, jakby tekst nie był do końca redagowany. Brakowało mi redakcji, zresztą nie tylko mnie, bo z ciekawości sprawdziłam opinie innych i niektórzy zauważyli to samo. Na szczęście jak pojawił się problem – tak szybko zniknął i w zasadzie później wynagrodziła mi to przyjemność z lektury, że nawet o tym zapomniałam. Oprócz tyle większych zgrzytów nie zauważyłam jakieś błędy logiczne się zdarzały, ale mało. Dużym plusem jest piękne wydanie. Okładka przykuwa wzrok, a dziewczyna na niej idealnie odwzorowuje główną bohaterkę na dodatek na początku każdego rozdziału mamy ładne ozdobienie. Jeśli szukacie czegoś nowego, intrygującego z dobrze zarysowanym portretem postaci – nie zawiedziecie się! Musicie pamiętać, żeby nie nastawiać się na fantastykę i krwawą jatkę, której w tym tomie wiele nie znajdziecie, a wtedy się nie zawiedziecie. Zdecydowanie mogę Wam ją polecić, ja miło spędziłam z nią czas, a po drugi tom z pewnością sięgnę, kiedy tylko się ukaże.
Co mogę powiedzieć o "Gildii Zabójców"? Przede wszystkim, nie jest to totalnie mój typ literatury młodzieżowej. Mamy tu cechy powtarzające się w wielu tego typu książkach, takich jak, między innymi, Szklany Tron czy Dwory. Mamy główną bohaterkę rebeliantkę, mamy mroczną przeszłość, nadludzkie zdolności fizyczne, walkę ze złem i tak dalej. Kochałam takie klimaty dobre parę lat temu. Nie oznacza to jednak, że książka jest zła. Patrząc obiektywnie, jeśli lubisz Szklany Tron, Gildia z pewnością przypadnie Ci do gustu. Poleciłabym ją osobom do lat 16, tak myślę.
Ale! Mimo że takich historii jest cała masa, tę książkę czyta się niesamowicie przyjemnie i szybko. Nie chciało mi się jej odkładać, mimo wielu niedociągnięć i stereotypowych elementów. Czyta się ją po prostu bardzo łatwo i przyjemnie. Historia nie nudzi. Ja po prostu jestem na nią za stara. Może to wynikać również z faktu, że "przewinęło się" przeze mnie mnóstwo tego typu historii.
P.S. autorka z pewnością jest miłośniczką k-popu, a konkretniej młodych panów z zespołów ;)
Potrzebuję więcej ASAP! Wiedziałam że mi się spodoba, ale nie sądziłam, że aż tak. Miałam pewne wątpliwości, kiedy zaczęłam czytać, nie ukrywam, ale nie wolno mi o nich mówić, bo Kitsune patrzy na mnie z szafy z mordem w oczach. Tak, jestem #TeamKitsune. A skoro już o tym mowa... Czy tylko ja widzę Oliego z Youngiem? Ktoś, coś? W ogóle bardzo lubię kiedy bohaterami są osoby, które umieją o siebie zadbać, bo mogę spokojnie skupiać się na fabule i nią cieszyć, zamiast martwić, że ktoś im zaraz skopie siedzenie i będą to przeżywać przez następne pół książki. Tacy bohaterowie sprawiają, że człowiek od razu czuje się jakiś taki odważniejszy i gotowy stawiać czoło rzeczywistości. Jest fajnie, jest zabawnie, jest przygoda, są podróże i jest Kitsune. Czego więcej trzeba? A, tak. Drugiego tomu! Can't wait!
Na pewno nie jest to książka dla mnie. Opisana jako new adult, miała w sobie jednak dużo schematów młodzieżówkowych, które na bank spodobałyby sie młodszej wersji mnie, teraz jednak wolę coś innego. Jest napisana lekko i szybko się ją czyta.
Brakowało mi pogłębienia struktury Gildii, więcej akcji w akcji. Kitsune i Oliwier życiem 💚 Bardzo podobało mi się główne zlecenie a la detektywistyczne, lubię takie klimaciki.
3,5/5 Książkę czytało mi się ciężko, nie mogę zrozumieć dlaczego. Sama fabuła jest dość wciągająca, lecz początek dość słaby. Koniec książki, jestem dość zniesmaczona postawą i zachowaniem głównej bohaterki, choć w połowie ją rozumiem. Nie wiem czy gdy wyjdzie 2 tom wezmę się za niego.
„Gildia zabójców” to zabójczo dobry debiut, choć trudno wpisać go tylko w jeden gatunek. Znajdziecie tutaj wątki kryminalne, mnóstwo akcji i nutę romansu. Nie jest to literatura stricte młodzieżowa, bliżej jest jej za to do New Adult. Z kolei „vibe’y” mogą Wam przywodzić na myśl „Szklany tron” (a przynajmniej początkowe tomy), gdyby odrzeć powieści Maas z fantastyki. To miszmasz gatunkowy, który choć wymyka się nazewnictwu – wciąga.
Przygody Alyssy są wielowątkowe oraz pełne zwrotów akcji, a na koniec zamykają się w spójną całość. Jestem bardzo ciekawa drugiego tomu i mam nadzieję, że nie przyjdzie mi długo na niego czekać.
W książce najwięcej robią różnorodni bohaterowie. Każdy z nich ma w sobie coś intrygującego oraz sprawiającego, że po prostu daje się lubić! Chociaż moim ulubieńcem został Oliwier, to również Alyssa przykuła moją uwagę. To typ bohatera, który jest pełen szarości. Bohaterka „Gildii zabójców” jest jednocześnie za dobra dla świata zabójców oraz zbyt zagłębiona w półświatek, aby funkcjonować jak normalna osoba. A dzięki temu sprawia, że książka nabiera dodatkowej głębi.
Krótko mówiąc: „Gildia zabójców” to porywająca historia. Stefanik spisała się na medal (choć w książce są drobne mankamenty), więc gorąco polecam lekturę!
Witajcie dziś przedstawiam wam recenzje książki kolejnej świetnej polskiej autorki. Choć jest to jej debiut to jeśli dalej będzie pisać myślę, że jej nazwisko będzie coraz bardziej popularne. Są autorzy, którzy z mocnym przytupem wchodzą na rynek wydawniczy i właśnie dziś będzie o Małgorzacie Stefaniak oraz jej "Gildii zabójców".
" W tym czasie chłopak zaliczał emocjonalny rollercoaster na przemian czując smutek, złość, ulgę i radość. Nie mógł uwierzyć, jak wiele szczegółów Alyssa przed nim ukrywała. - Zapamiętaj to, co teraz czujesz, i ciesz się jak najdłużej. Za jakiś czas mogą się wydarzyć rzeczy, przez które poczujesz się gorzej, ale obiecuję, że to minie i ostatecznie wszystko będzie dobrze – powiedziała z powagą."
Alyssa to młoda dziewczyna, która zatrudniona jest w gildii jako zabójca. Jednak pewnego dnia popełnia błąd, przez co musi zapłacić okrutną cenę. Do końca życia zostaje naznaczona a ona sama, choć stara się temu zaprzeczyć się zmienia. Jedyną terapią, jaka myśli, że może jej pomóc jest nowe zlecenie. Kiedy dostaje kolejną szansę i zaczyna poznawać tajemnice nie domyśla się jak bardzo to zadanie będzie inne od reszty i jak wpłynie to na jej życie.
"Z pewnością nie należał do żadnego z oddziałów Gildii Zabójców. Każda z nich nadawała charakteryczny znak swoim członkom, którego on nie miał. To jednak wcale nie wykluczało przynależności do innych grup lub powiązań z nimi."
Tę książkę nazwałabym przemyślaną. Bohaterowie napisani od początku do końca. Fabuła się kleiła. Szczerze czytało mi się to świetnie. Wykreowany świat podobny do naszego jednak stworzony od podstaw przez autorkę. Momentami brutalna i okrutna. Zawiła historia, którą chce się poznawać i nie da się odłożyć. Super są fragmenty z przeszłości oraz z przeszłości, która była niedawno (wiem dziwnie to brzmi, ale w czasie lektury zrozumiecie, o co mi chodzi) oraz teraźniejszości. Urban fantasy, jakie chciałoby się czytać i czytać. Drugi tom już tuż tuż i ja szczerze nie mogę się doczekać.
Wiecie jakie postacie uwielbiam w książkach? Te rozchwiane, nie czarno-białe w swoich poglądach i zachowaniach. Lubię, gdy dobry bohater robi złe rzeczy i na odwrót - gdy antagonista robi nagle coś dobrego. I takie właśnie niejednowymiarowe postacie daje nam Małgorzata Stefanik w swoim debiucie, "Gildii Zabójców". Co mnie zdziwiło na początku to fakt, że akcja dzieje się w naszym świecie, w Polsce i krajach dalekiego Wschodu. Nie wiem czemu spodziewałam się wymyślonego świata. Ale wiecie co? Podobało mi się to! Dzięki temu mogłam sobie sprawdzić opisywane miejsca, wspomóc wyobrażenie dalekich lokalizacji (np. słynne Myeong-Dong), ubarwiając w mojej głowie obraz fabuły. Gdy poznajemy główną bohaterkę, Alyssę, wszystko zaczyna się od wielkiego C. Od samego początku mamy wartką, niepokojącą akcje, dużo emocji. Mamy skontrastowany świat wewnętrzny gildii z naszym normalnym, niczego nieświadomym światem - w momencie gdy Alyssa otrzymuje kolejne zlecenie. I ten kontrast wyszedł świetnie, szczególnie przez pewnych czterech chłopaków, których Alyssa wtedy poznaje. Książka jest lekka w odbiorze, dzięki dobremu stylowi, jednak nie dajcie się temu nabrać, zawarte w niej problemy są naprawdę dużego kalibru! Właściwie nie wiem, czy jest coś, do czego mogłabym się przyczepić. Chyba nie! Przeczytałam ją szybko, w pełni wciągnięta w jej treść. Po "Gildii Zabójców" jestem szczerze zainteresowana, co dalej będzie nam prezentować Autorka! Brawo za tak świetny debiut!
Tak może bardziej 3-. Pomysł ciekawy ale bardzo niedopracowany. Młodzi zabójcy - ok - było to już przecież w Nikicie. Ale kwestia supersławnego zespołu k-popu, który bez problemów porusza się w Korei Płd, nie ma żadnych zajęć poza koncertami i właściwie to jest całkowicie zbędny - nie ma wielkiego znaczenia dla fabuły. Zabójczyni, która 6 miesiącach spędzonych w małej celi pod ziemią prawie od razu wraca do formy, nie ma problemów z nadwrażliwością na światło, koszmary są tylko wspomniane ale generalnie nie mają wielkiego wpływu na je życie. Z plusów - dość szybko się czyta, zagadka z drugiego planu jest całkiem niezła. Przypuszczam, że gdybym miała tak z 20 lat mniej to dużo bardziej by mi się podobało.
Intrygi, wartka akcja, opisy walk i działania płatnych zabójców - TEGO WSZYSTKIEGO TUTAJ NIE ZNAJDZIESZ . Gildia zabójców jest książka o płatnych zabójcach głównie z nazwy. Wszelkie opisy akcji, walk, działań są skrzętnie pomijane przez autorkę. Zdolności i wyczyny głównej bohaterki zostały jedynie ogólnikowo wspomniane, przez co jej tytuł najlepszej zabójczyni i dziedziczki Gildii jest mało prawdopodobny. Szczegółowo za to poznajemy jej relacje z koreanskim boys bandem oraz techniki robienia słodkich oczu przez jednego z jej członków. Nie brakuje tez marudnego, upierdliwego i irytujacego bohatera (a nawet dwóch!). Jednym zdaniem: książka nie spełniła moich oczekiwań.
3.8/5★ O ile nie lubie stereotypowych młodzieżówek które uproszczają fabułę uwazam że ta chwyciła mnie za serce. Nie lubie kpopu i myslalam że nie będzie to dla mnie ale nie jest tego dużo co większość uznaje za minus. Podoba mi się osobowość Alyssy, która jest barwną postacią i nie zerojedynkową. Uwazam że największy błąd autorki to to że akcja dzieje się w Korei a jak widać nic o niej nie wie bo nie opisuje jej WCALE. Szybko o tym zapominamy wiec chyba dlatwho tak bardzo mi to nie przeszkadzało. Mam nadzieję że w 2 tomie dowiemy się więcej o Gildii.
Było w porządku, ale bez większych emocji. Nie polubiłam żadnego z bohaterów w zasadzie, sama historia dość przewidywalna, a główna bohaterka to taka podróba Aelin ze Szklanego Tronu.