Upajał się świadomością, że jest panem życia i śmierci, że od niego zależy los człowieka.
W Puławach w tajemniczych okolicznościach giną ludzie. Śledczy szukają wspólnego mianownika dla okrutnych morderstw. Co łączy zamordowane osoby? Co wydarzyło się na hucznej urodzinowej imprezie przed dwudziestu laty? Policja próbuje rozwiązać zagadkę, ale pojawia się coraz więcej wątpliwości.
Kim jest wyjątkowo okrutny morderca i dlaczego się mści?
Lubię kiedy kryminały czy thrillery zaczynają się z grubej rury. Kiedy od razu zatapiamy się w bru-talny świat którego opis ma dostarczyć czytelnikowi wielu emocji, osaczyć go i nie pozwolić mu zamknąć książki dopóki nie pozna zakończenia. „Klatka” Krzysztofa Jóźwika tak właśnie się zaczyna. Stara szopa, zwło-ki, tajemniczy mężczyzna, to dopiero wstęp do historii w której jest dużo bohaterów, śmier-ci i tajemnic. Wydarzenia sprzed lat które kiedyś połączyły grupę młodych ludzi teraz zaczynają się na nich mścić. Kto stoi za kradzieżą, pożarem, śmiercią i porwaniem? Czy ktoś z nich się uratuje, wyjdzie obronną ręką, czy wszystkich dosięgnie ręka sprawiedliwości. Krzysztof Jóźwik stworzył historię która z jednej strony wciąga, osacza czytelnika, z drugiej jest trochę przydługa i czasami powoduje to spadek napięcia i oczekiwania na to co dalej. Na szczęście autor zaserwował nam takie zaskoczenie na zakończenie, że wszystko to co mi się nie podobało poszło w zapomnienie.
Krzysztof Jóźwik to autor, którego twórczość z pewnością zna każdy miłośnik mocnych i brutalnych powieści kryminalnych. Wielokrotnie spotykałam się z bardzo pochlebnymi opiniami na temat jego książek, a w końcu nadarzyła się okazja, by sięgnąć po jedną z nich.
W Puławach w tajemniczych okolicznościach giną ludzie. Policjanci prowadzący śledztwo chwytają się wszystkich możliwych tropów, by znaleźć coś, co łączy brutalne morderstwa. Czy zbrodnie mają związek z huczną imprezą urodzinową, która odbyła się dwadzieścia lat temu?
„Klatka” autorstwa Krzysztofa Jóźwika to powieść, w której autor już na samym początku serwuje nam mocne wrażenia. Książka wciąga i intryguje, jednak mnogość wątków i postaci w pewnym momencie może lekko przytłoczyć. Przez większą część historii czułam się lekko zdezorientowana, nie mogłam połapać się w kolejnych wydarzeniach, potrzebowałam nie lada skupienia na fabule. Jednak im bardziej zagłębiałam się w przedstawione przez autora wydarzenia, tym bardziej wszystko zaczynało się składać w całość, a poszczególne wątki powoli zaczynały się łączyć. Choć przez dłuższą część powieści akcja toczy się dość powolnie, to nie umniejsza to mojej ocenie i stwierdzeniu, że „Klatka” to naprawdę dobry kryminał. Autor zadbał przede wszystkim o miłośników mocnych wrażeń; nie brakuje tu brutalnych zbrodni, których szczegółowe opisy potrafią przyprawić o dreszczyk i zmrozić krew w żyłach. Umiejętnie dozowane napięcie towarzyszy nam do samego końca, a ostatnie strony powieści, przybliżające nas do poznania sprawcy, są niczym pędzący rollercoaster. Podsumowując, pomimo lekkiego zdezorientowana na początku, finalnie jestem zadowolona z lektury i moje pierwsze spotkanie z twórczością Krzysztofa Jóźwika uważam za bardzo udane. Otrzymałam dobrze skrojony kryminał z ciekawą zagadką i dobrze wykreowanymi bohaterami. Pomimo trudnej tematyki, szczegółowych opisów zbrodni i dość sporej objętości, książkę czyta się naprawdę dobrze i szybko. Prowadzone śledztwo intryguje i trudno oderwać się od lektury. Jeżeli jeszcze nie mieliście okazji poznać twórczości autora, to z całego serca polecam sięgnąć po „Klatkę”. Fani powieści kryminalnych nie będą zawiedzeni.
Dlaczego czytacie kryminały? . Dla mnie - wiadomo, w ogóle nie zabrzmi to oryginalnie - kryminały to miła odskocznia - po kilku godzinach nauki lub monotonnej pracy. Tak, można to powiedzieć o prawie każdym gatunku. . . Czasami jednak zdarzają się takie kryminały, gdzie czytelnik nie ma szansy się zrelaksować. Tak jest w przypadku “Klatki”, która jest w moim odczuciu kryminałem piekielnie inteligentnym.
Poza tym, że niesie w sobie tajemnicę z przeszłości, która kładzie się cieniem na wydarzenia z teraźniejszości (i uprzedzam, nie chodzi o żadne tajemnicze zaginięcie, czy śmierć przyjaciela ze szkoły. Ale o co chodzi, nie zdradzę :>), to ma w sobie coś, co lubię - dużo całkiem brutalnych fragmentów. Ale, to nie znaczy, że krew zalewa strony książki bezsensownie - właśnie przeciwnie, wydaje mi się, że wstawione fragmenty, które można zaliczyć do tych mocniejszych, są tam włożone rozsądnie i mają sens.
Czytelnik sam może wyeliminować potencjalnych morderców w trakcie rozwoju fabuły. A potem myśli sobie, że może jednak nie powinien eliminować nikogo?
Krzysztofa Jóźwika poznałam przy okazji lektury "Zamachowców" i "Loterii", które już wtedy dały przedsmak tego, na co może być autora stać i kiedy zobaczyłam w zapowiedziach Wydawnictwa Filia "Klatkę", z tą cudowną, mroczną, krwistą okładką, wiedziałam, że to może być coś świetnego. Niestety, albo stety, przez to moje oczekiwania były dość wysokie i kiedy tylko odebrałam paczuchę od wydawnictwa postanowiłam, że będzie to kolejna równocześnie czytana książka, bo musiałam zacząć ją od razu. Z reguły czytam dwie, trzy powieści na raz, ale wtedy to była już piąta i zaczynało mnie frustrować, że żadnej jeszcze nie skończyłam, a tyle ciekawych premier za pasem! Dlatego zeszło mi nieco dłużej z dokończeniem "Klatki", ale już kilka dni temu odłożyłam ją na półkę i dziś nieco chciałam Wam o niej opowiedzieć.
To co, zaczniemy od tego, o czym ta książka jest? Puławy, miejscowość, która mi kojarzy się z małym miasteczkiem, z lasami, z terenami gdzie można znaleźć różne kryjówki i nie dziwię się, że to tam Krzysztof Jóźwik postanowił umieścić akcję swojej powieści. Już od samego zastanawiania się, czy tam gdzieś się ktoś nie utopił, nikt nie zaginął w lesie, a może kogoś nie powiesili lata temu w pałacu, można dostać gęsiej skórki, a wyobraźnia pracuje na wyższych obrotach. W tym przypadku przedstawiony nam zostaje morderca. Dość typowy, bo z kompleksem Boga. A więc mamy kryminał, ale spokojnie, jest też i nieco thrillera, a to ostatnio moja ulubiona mieszanka, bo nie dość, że próbuję rozwiązać zagadkę morderstw, odgadnąć kto zabija, to jeszcze pod skórą czuję niepokój, czasami wręcz strach.
Morderca bawi się w Boga i na podstawie dziwnego zeszytu typuje, w jaki sposób ma zginąć dana osoba. Nie jest lekko, tortury i to dość brutalne na osobach, które według zwyrodnialca muszą ponieść karę z jego rąk. To ma być zemsta za to, co wydarzyło się dwadzieścia lat temu. Lubicie takie zabiegi w książkach, gdzie pisarz przeskakuje między teraźniejszością, a przeszłością? Dzięki temu można się dowiedzieć czym kieruje się dany bohater, a także co sprawiło, że teraz jest, jaki jest.
A właśnie, nasz morderca jest osobą, która innych zadaje ból, pragnie zemsty, ale jednocześnie autor stawia go w takim świetle, że pod względem psychologicznym czytelnik zastanawia się, czy gdyby nie wydarzenia sprzed lat, to również prędzej czy później zacząłby zabijać? Czy stałby się zły? Przecież nikt nie rodzi się z chęcią mordu... prawda?
Jeszcze jedną zaletą dla mnie jest objętość "Klatki". Ponad pięćset stron, a napisane tak, że nie da się od niej oderwać i to jest coś, za co autorów cenię, bo nie sztuką jest lać wodę przez taką ilość słów, a sprawić by czytelnik nie chciał nawet na chwilę odłożyć lektury na bok i zarywa dla niej noc.
Podsumowując, poczułam sporo Cartera w tej książce, ale za to brutalność nie jest wymuszona, nie jest wciśnięta w treść na siłę i widać, że odgrywa sporą rolę w tym, jak przedstawieni są poszczególni bohaterowie i wydarzenia. To nie jest kolejna książka, przy której człowiek zastanawia się ileż jeszcze jednakowych zostanie wydanych albo czy naprawdę pisarze muszą się inspirować zagranicznymi autorami, aby mieć nadzieję na sukces.
Zatem... polecam! Ale tym wrażliwszym żołądkom jednak odradzam jeść podczas czytania ;) Dla jednych to będzie zachęta, dla innych nie i to rozumiem, ale jeśli lubicie kryminały, jeśli lubicie thrillery, to polecam, tak po prostu!
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Filia :)
Trochę trwało zanim w końcu sięgnęłam po twórczość autora, na pierwszy ogień poszła "Klatka".
W Puławach giną ludzie. Policja zastanawia się nad motywami, nad sposobami zabójstw, oraz nad wzorcem, a właściwie jego brakiem. Ktoś musi nosić w sobie sporo nienawiści, jakie wydarzenia sprawiły, że doszło to tych zbrodni? Czy stare tajemnice wyjdą na jaw?
Książka mi się dość podobała, ale bez rewelacji czy jakiegoś zaskoczenia. Język, styl, oraz pomysł na fabułę oceniam na plus, a jednak pomimo tego, czytając książkę nie miałam poczucia żalu, że muszę ją odłożyć, ani nie myślałam nieustannie co dalej. Zastanawiałam się też, czy wszystkie te wątki poboczne były konieczne.
Polubiłam policjantkę aspirant Ewę Jędrycz, to kobieta szybko łącząca kropki, nie odpuszcza łatwo, nie ustaje w poszukiwaniach, świetna jako babeczka i jako pracownica.
"Mimo jej łagodnego wyglądu, sugerującego przyjemną i miłą osobę, Ewa potrafiła pokazać pazurki i dość często bywała kąśliwa, częstując swoich współpracowników celnymi uwagami."
Komisarz Marek Podgórski w sumie też spoko gość, tak nawiasem mówiąc.
Dla tych, którzy nie lubią zbyt szczegółowych i drastycznych opisów, uprzedzam, że tu ich nie brakuje. Jeśli lubicie to będziecie usatysfakcjonowani.
Za jakiś czas zabiorę się za kolejną część tej serii, ciekawa jestem co będzie dalej. Jeśli nie czytaliście to polecam, sprawdźcie jak wam się spodoba.
W Puławach w tajemniczych okolicznościach giną ludzie. Czy dzisiejsze zbrodnie mają coś wspólnego z huczną imprezą nastolatków sprzed dwudziestu lat?
Od dawna zabierałam się za tę powieść i zabrać nie mogłam. W końcu przyszedł ten dzień. Dość szybko pochłonęłam te 520 stron. Ciekawa fabuła, dobry pomysł na intrygę, zaskakujące zakończenie - no po prostu kawał dobrego thrillera. Było ciut chaotycznie, bo bohaterów sporo, więc początek był trochę kwadratowy, ale kiedy już się wkręciłam w tę historię, to poszło gładko.
Ja ze swojej strony mogę z czystym sumieniem polecić „Klatkę”. To było moje pierwsze spotkanie z autorem i na pewno nie ostatnie.
Przeczytana w ciągu 1 dnia, dość brutalna ale wciągająca. Interesująca fabuła dla inteligentnego czytelnika który w trakcie czytania może już za pomocą kilku delikatnych wskazówek skierować się na potencjalnego oprawcę. Dużo dwuznacznych postaci dzięki którym akcja toczy się dynamicznie. Warta przeczytania.
Książka miała ciekawą fabułę, szybko się ją czytało ale za to motyw zemsty tak beznadziejny i tak nie współmierny do opisywanej w książce kary, że odejmuje dwie gwiazdki. Drugi raz raczej bym nie sięgnęła po książki tego autora.