Nie ma chyba na świecie nikogo, kto nie miałby swojego ulubionego autora. Jak wygląda jego dom, biurko przy którym pisał, widok z okna, otoczenie? Czy można tam znaleźć ślady bohaterów literackich?
Jaki był widok z okna domu, w którym urodził się Miłosz? Jak wysoka była stodoła, w której Faulkner z butelką bourbona pisał powieści? W jaki sposób układają się po południu promienie słońca w mieszkaniu Kawafisa w Aleksandrii? Marzena Mróz pojechała też do hanzeatyckiej Lubeki, po której wąskich uliczkach biegał mały Mann. Do Anchiano, gdzie wciąż stoi dom wielkiego Leonarda da Vinci. Wdarła się podstępem do mieszkania Gombrowicza w Buenos Aires i – całkiem legalnie – do domu Vargasa Llosy w Limie. Spędziła noc w łóżku, w którym umarł Wilde. Aż w końcu dotarła do Macondo – wypranego z barw, ale pełnego motyli miasteczka Aracataca w Kolumbii, w którym Marquez stworzył od nowa świat.
Autorka odwiedza domy pisarzy, przegląda książki w ich bibliotekach, zagląda do biurek i szaf, najchętniej ugotowałaby jakieś skomplikowane dania w ich kuchniach, gdyby tylko potrafiła gotować. Wszystkim, którzy pytają, dlaczego porzuciła domowy porządek, odpowiada za Marquezem: "Wszystko, czym jestem, wzięło się z tamtej podróży".
Autorka ma wybitny talent do robienia absolutnie brzydkich zdjęć. Książka powinna się nazywać "Jak zwiedzałam domy pisarzy i jak bajdurzę o tym w absolutnie pretensjonalny sposób". W sumie powinno mi dać do myślenia, że instagram autorki nazywa się "marzenamroz_luxurytravel". (Zdjęcia na instagramie są również bardzo brzydkie) Baba po prostu o pisarzach nie ma nic do powiedzenia.
A no właśnie. Cokolwiek zdarzyło się w mieszkaniach, kamienicach, domach i miastach bliskich największym pisarzom i twórcom, obdarowywanych przez ludzi miłością, nawet trudną. Co zostało z miejsc kiedyś darzonych zaufaniem, troską, wrogością, dzielonym ciepłem rodzinnym albo samotnością. Jak te skrawki świata nazywane kiedyś domem czy bezpieczną przystanią poradziły sobie po nagłym odejściu codziennych gości, co po nich zostało i jakim zmianom podległy. Czy ktoś jeszcze pamięta, skąd to wiemy i czy to najważniejsze? Nad podobnymi kwestiami pochyla się w pierwszej odsłonie Domów pisarzy Marzena Mróz-Bajan. Dziennikarka, fotografka i podróżniczka przemierza świat w poszukiwaniu miejsc bliskich jej ulubionym pisarzom, m.in. Marquezowi, Vargasowi Llosie, Kawafisowi i Poundowi; a na niektóre trafia całkiem przypadki, tak jak na trop Mrożka (poświęcony mu rozdział jest wyjątkowo osobisty). Autorka zwiedza domy i dzielnice ukochane przez artystów, fotografuje te okolice, opisuje je na stronach książki, przedstawia w skrócie ich sylwetki, a może raczej fragmenty ich osobowości. Zwierza się również z osobistych refleksji i wspomnień związanych z tymi postaciami, co tworzy rozdziały bardziej uczuciowymi i ludzkimi; łatwo spotkać się w tym momencie w połowie drogi z pisarką. Nie spodziewałam się, że ta lektura tak pociągnie mnie za sobą, a zatopiłam się w tych rozdziałach z miłością i marzeniami.
Oczywiście, że książka nie wyczerpuje tematu, lecz autorka robi wszystko, by wprowadzić nas w klimat domów i przedstawić to, co najważniejsze. Oczywiste jest też to, że biografie autorów są okrojone, ale podobały mi się te odłamki ich historii. Nie jest to głębokie studium, ale bardzo przyjemna książka dla wszystkich pasjonatów literatury (a może też architektury), a towarzyszą jej urokliwe fotografie. Jasne jest, że sama chciałabym zobaczyć te wszystkie miejsca, ale dopóki ja nie mam na to środków, może autorka mnie wspomoże i zainspiruje.
Miło było spotkać się w czterech ścianach z cieniami autorów bliskich memu sercu, a też odstawiłam tę lekturę z kolejnymi nazwiskami, które koniecznie muszę znaleźć na egzemplarzach.
2,5/5? Niestety wymęczona. W moim odczuciu książka powstała raczej w celu pokazania, że autorka ma dużo pieniędzy, dzięki którym może pozwolić sobie na tyle podróży. Oczywiście nie ma nic złego w tym, że sytuacja finansowa jej na to pozwala, ale czułam ciągłe poczucie wyższości, nie tylko nad czytelnikiem, ale też osobami, które autorka spotykała. Przekładało się to również na treść, ponieważ koniecznym było dodanie, jakim autem odbyła się podróż w danym kraju. Do tego wszystkiego mało tu o samych domach pisarzy, a pojedyncze rozdziały czytałam jak stronę z Wikipedii, np. o Marku Aureliuszu. Ale na koniec dodam, że były też dobre momenty, np. rozdział o Bułchakowie i Wildzie. Bardzo ciekawym pomysłem było dodanie do grona pisarzy Bergmana (piękne uzasadnienie pisarki).
Niektóre rozdziały lepsze, niektóre gorsze, ale rozbudziła we mnie ta książka tęsknotę za opisywanymi miejscami i chęć ich odwiedzenia, podążenia śladem pisarzy.
Pomysł na książkę, genialny! Wykonanie? Z tym już trochę gorzej... Już na początku wspomnę, że przeczytałam rozdziały dotyczące wyłącznie autorów, którzy mnie interesowali, czyli byłam choć trochę zaznajomiona z ich twórczością i tym co sobą reprezentują (Czesław Miłosz, Gabriel Garcia Marquez, Leonardo da Vinci, Oscar Wilde, Ernest Hemingway, Sławomir Mrożek). Myślę, że książka bardzo zachęca do bliższego poznania sylwetek autorów i odwiedzenia miejsc, które miały wpływ na ich twórczość. Niestety jak dla mnie temat został liźnięty w bardzo chaotyczny sposób. Bardzo podobało mi się wprowadzanie subiektywnych odczuć autorki względem domów pisarzy, ale drażniące było wprowadzanie historii ze swojego życia. Miałam wrażenie, że autorka nie ma się komu wygadać, czy pochwalić, więc historie i szczegóły, niekoniecznie służące tematowi książki, wrzucała pomiędzy istotne informacje.
Ksiazka ciekawostka, ot taka, z ladnymi zdjeciami, lekkimi anegdotkami i spora iloscia cytatow z ksiazek pisarzy, ktore autorka wybrala. Miejscami ciekawe, ale bez szalu.