Nooo niezłe! Naprawdę niezłe. Temu audiobookowi wprawdzie bliżej do słuchowiska, niż książki czytanej, ale słuchałem z zainteresowaniem. Choć zbrodnia sztampowa, autor wiernie i w ciekawy sposób oddał klimat czasu i miejsca oraz ogrom pracy milicji włożony w śledztwo. Dobra pozycja zarówno dla miłośników opowieści true crime, jak i dla chcących poznać realia środkowego PRL w kontekście działań szeroko pojętego wymiaru sprawiedliwości.
Przy okazji widać, że psychiatria z nauką w sensie takim, jak nauki ścisłe, nie ma niczego wspólnego. To, co wczoraj było uznane, dziś budzi zażenowanie.
Wspomniana historia pomyłki sądowej, która „wyszła” przy okazji Rozpruwacza z Bydgoszczy daje do myślenia na temat poziomu sądownictwa nie tylko dziś, ale i wówczas.
No i autor mocno przesadził z tą niepowtarzalnością rysunków papilarnych. Nawet w teorii SĄ POWTARZALNE, a najnowsze badania wskazują, że prawdopodobieństwo wystąpienia bliźniaczej pary jest zdecydowanie wyższe, niż dotąd uważano. W praktyce jest jeszcze gorzej, gdyż do identyfikacji nie stosuje się porównywania całego obrazu linii papilarnych, a tylko względne położenie względem siebie wybranych elementów charakterystycznych - minucji (w Polsce do uznania za tożsame wystarczy zgodność 12, a nawet mniej, z około 100). W przeciwieństwie do badań DNA, gdzie każdorazowo szacuje się prawopodobieństwo błędu, fałszywe przekonanie o całkowitej jednoznaczności identyfikacji z daktyloskopii może prowadzić do bagatelizowania dowodów przemawiających za innymi możliwościami. To temat tabu i chyba dużo jeszcze wody upłynie zanim dogmat 3N (zasada Galtona) zostanie obalony, a do daktyloskopii zacznie się pochodzić jak do innych metod identyfikacji, czyli ze świadomością, że błąd jest zawsze możliwy.
No i ostatni zgrzyt - trochę nieładnie, że na okładce autor afiszuje się tylko ze swoim nazwiskiem pomijając zacnych lektorów, którzy mu towarzyszą swymi głosami. Może Polska to nie Ameryka, gdzie nawet nazwiska ghost writerów i innych murzynów są ujawniane jako współautorzy, ale i tak nieładnie. Poza tym, jak wspomniałem na początku, całkiem całkiem.