Marek wraca do rodzinnej wsi nad Bugiem po śmierci ojca, alkoholika, z którym nie utrzymywał przez bardzo długi czas kontaktu. Borykając się z dziwną narkoleptyczną przypadłością, postanawia dokonać swoistego rachunku sumienia. W jego wspomnieniach nieustannie pojawiają się migawki z dzieciństwa i młodości, opieka nad chorym ojcem, samobójcza śmierć matki i minione miłości. Jednocześnie Marek wchodzi w bliską relację z synem sąsiadki, Mirkiem. Ten związek przyniesie mu poczucie spełnienia, ale też dramatyczne komplikacje i rewelacje, które każą mu spojrzeć na przeszłość z zupełnie nowej perspektywy, a w końcu doprowadzą go do odkrycia rodzinnej tajemnicy.
W „Skrawkach” Dariusza Adamowskiego poznajemy historię Marka, który po śmierci ojca wraca do rodzinnej miejscowości, w której się wychował. Mężczyzna cierpi na niecodzienną przypadłość i nawiązuje bliską relację z synem sąsiadki, Mirkiem.
Aktualne wydarzenia przeplatane są z wspomnieniami z dzieciństwa i młodości. Są one porozrzucane jak tytułowe skrawki, które sami musimy poskładać w całość. Bardzo podobała mi się ta fragmentaryczna, nieco chaotyczna forma, która pasowała do przypadłości głównego bohatera.
To historia o odkrywaniu własnej tożsamości seksualnej, pierwszych miłościach, opiece nad chorym ojcem, alkoholizmie ojca, byciu pisarzem. Świetnie napisana i skonstruowana historia zwykłego człowieka. Jest bardzo wciągająca, chce się do niej wracać, jest szczera i autentyczna. Czytanie tej książki to była czysta przyjemność.
„Skrawki” to dosłownie skrawki, porozrzucane nielinearnie skrawki z życia głównego bohatera Marka, którego historia dla czytelnika rozpoczyna się kiedy wraca do rodzinnej wsi po śmierci ojca alkoholika. W tych niechronologicznie podanych nam fragmentach opowiada o swoim dzieciństwie, byciu nastolatkiem odkrywającym swoją tożsamość seksualną, swoich dawnych miłościach, rozstaniach, byciu pisarzem, trudnej opiece nad chorym ojcem, samobójstwie matki, trudnych relacjach rodzinnych skażonych alkoholizmem rodzica. Ale jest to też historia o nowej, pięknej miłości, którą narrator niespodziewanie odnajduje zaczynając nowe życie w wiejskiej rzeczywistości i poznając Mirka. Narracja pomimo swojej fragmentaryczności (a może właśnie dzięki niej?) wydawała mi się bardzo filmowa, podana z fotograficzną precyzją, w tym sensie, że czytając widziałam w myślach dokładnie wszystko co autor opisuje. A w moim przypadku takie uruchomienie wyobraźni podczas lektury, wcale nie jest takie proste. Nie wiem z czego to wynika, czy z płynności języka, bardzo plastycznego choć prostego, krótkich rytmucznych zdań czy z tego, że ten zlepek miniatur to po prostu bardzo realistyczna opowieść o bohaterze jak żywym. Historia, w którą totalnie uwierzyłam, przy której się wzruszałam (najbardziej chyba podczas opowieści o psie 🥺) i współodczuwałam. Jeśli więc szukacie w książkach historii o zwykłym życiu zwykłego człowieka, historii bez zbędnych fajerwerków czy na łeb na szyję pędzącej akcji (ale napisanych pięknym językiem!) to bardzo polecam. A ja na pewno jeszcze kiedyś sięgnę po prozę autora :)
4.9 Szczerze? To było dziwne. Styl pisania super- szybki, zwięzły, bardzo podobny do mojego (może dlatego tak bardzo mi się podobał). Fabuła… bardzo chaotyczna. Wspomnienia głównego bohatera są bardzo niepoukładane i ciężko się w nich połapać. Historia intrygująca, mroczna, ciekawa. Pomysł na prowadzenie wszystkiego jest inny, ale mi się podobał. Koniec był trochę dziwny, niespodziewany. Jednak ostatnie zdanie trochę mnie rozczarowało (dlatego 4.9 nie 5.). Miałam nadzieje, ze autor inaczej to skończy. Ale całościowo polecam
Życie każdego człowieka jest zlepkiem skrawków wspomnień tworzących obraz nas samych i naszą opowieść. Niektóre zdarzenia wypieramy z pamięci, inne z czasem ewoluują. W jakim stopniu pozostają one prawdziwymi wspomnieniami, a na ile przekłamaną przez pryzmat czasu rzeczywistością? Nigdy nie możemy być pewni czy to, co podsuwa nam umysł zdarzyło się naprawdę i czy w takim właśnie kształcie. Bo ludzki mózg potrafi płatać figle.
Nasz bohater ma dodatkowy problem cierpiąc na neurologiczną przypadłość, w której to, co spreparował jego umysł w marzeniu sennym i to, co zdarzyło się naprawdę jest równie realne. I właśnie to sprawia, że historia Marka powracającego po wielu latach do rodzinnej miejscowości, okazuje się tak niepokojąca.
Bo czy możemy być pewni, że rodzinna tragedia, alkoholizm jego ojca, opieka nad nim, czy homoseksualny związek głównego bohatera zdarzyły się naprawdę? A jeśli tak, to czy przytaczane zdarzenia miały taki właśnie przebieg? I jaką tajemnicę skrywa przeszłość zamknięta w pamięci sąsiadów i podartych listach?
Bez względu na to, jak było naprawdę zarówno nielinearna narracja, ale nieoczekiwanie i jej czarowny język przyprawiają o dreszcz, poruszają do głębi i niepokoją. Początkowo przeskoki do różnych linii czasowych, przynajmniej dla mnie, wprowadzają w odbiór nieco chaosu, jednak szybko z podsuwanych skrawków można pozszywać patchwork życia bohatera. Życia wypełnionego wieloma emocjami począwszy od wyrzutów sumienia, przez poczucie samotności i wyobcowania, aż po uczuciowe spełnienie w zupełnie niespodziewanym momencie. A autorowi trzeba przyznać, że potrafi grać na emocjach czytelnika, wciągnąć w klimat domysłów, ale też z empatią i bez tabu przedstawić bliskość dwóch mężczyzn.
To piękna, pełna nostalgii i wypełniona emocjami opowieść, która wzruszyła mnie i zaskoczyła jednocześnie. Bardzo pozytywnie zaskoczyła.
Zapowiadała się nieźle, uwierzyłam bohaterom i chciałam im kibicować. Niestety im dalej w las kartek, tym gorzej. Mam wrażenie, że autor chciał upakować zbyt wiele pomysłów do jednej książki. W dodatku kliszowych pomysłów. Mamy perspektywę życia na wsi i w Warszawie, wątek homoseksualny i HIV, dramat rodzinny, zdrady, nielinearną fabułę, chorobę przypominającą narkolepsję, depresję matki i alkoholizm ojca.Too much.
kiedyś przeczytam jeszcze raz i dopiero wtedy ocenię, słuchanie audiobooka to jednak ból okrutny, szczególnie jak się trafi tam głos rozbudzający same negatywne odczucia (temu panu powinno się surowo zakazać bycia lektorem)
Powakacyjną, sierpniową lekturą Dyskusyjnego Klubu Książki w Rawie Mazowieckiej była powieść „Skrawki” pióra polskiego współczesnego (ur. 1967) poety i tłumacza Dariusza Adamowskiego. Dzieło o konstrukcji bardzo oryginalnej, której istotę idealnie oddaje tytuł; skrawki wspomnień, skrawki teraźniejszości, skrawki majaczeń i skrawki rzeczywistości. Wymieszane w czasie, wymieszane w umyśle protagonisty - pisarza homoseksualisty.
Opowieść obyczajowa, gejowska, z niepowtarzalnym klimatem, głęboko osobistą narracją i pięknie wykreowanymi postaciami, a jednak nie uwiodła ani mnie, ani nikogo w klubie. Czemu?
Przede wszystkim dlatego że, w pewnym sensie, nie ma treści. Owszem, coś się dzieje, bohaterowie coś przeżywają, ale brak jakiejś myśli wiążącej te skrawki w całość. Nie chodzi o brak jakiejś przewodniej myśli, ale o brak tego czegoś, co czasem jest nie do końca określone, a sprawia, że pozornie błaha nawet opowieść nabiera wagi i mocy. No chyba, że tematem miał być romans homoseksualny, lecz wtedy po prostu byłoby to słabe, gdyż właśnie owa forma skrawków wygląda tak, jakby ktoś zapisał luźne fragmenty z czyjegoś zwykłego życia i je przemieszał. Nie, żeby to nie mogło być udanym zabiegiem, ale Adamowskiemu nie do końca wyszło. Jakiejś puenty też się nie mogłem dopatrzeć. Przyrównując do malarstwa – musi być i warsztat, i natchnienie. Inaczej jest rzemiosło albo bohomaz. Tutaj był pomysł, jednak nie przeszedł w natchnienie, i był warsztat, lecz nie mistrzowski. Nie wyszedł bohomaz, ale arcydzieło też nie.
Wydawnictwo też mogło się bardziej przyłożyć – tu i ówdzie kuleje interpunkcja, tam zabrakło wyrazu w zdaniu, ale najgorsze, że dobra redakcja znacząco by odbiór dzieła polepszyła. Autor używa bowiem wielu mniej powszechnie znanych słów, co początkowo odbierałem pozytywnie, lecz później zauważyłem, że dla mniej oczytanych odbiorców brak odnośników może być sporym mankamentem, zaś na koniec miałem wrażenie, iż pisarz w necie szukał bardziej wyrafinowanych synonimów wyrazów powszechnie znanych, by zadziwić czytelnika lub pokazać się jako erudyta. Nie jest sprawą, czy tak było, czy nie, lecz dobry redaktor powinien szlifować tekst pod kątem odbioru przez czytelnika, by nie miał takich, i innych złych odczuć, a już na pewno nie przepuszczać takich „artyzmów” jak „rozedrgane trajektorie”. No, ale brak dobrej redakcji to chyba cecha charakterystyczna i pięta achillesowa naszej produkcji wydawniczej, co ma swoje konsekwencje i dla autorów, i dla czytelników, i dla polskiej literatury na tle innych.
Nie wnikałem na ile i które wątki „Skrawków” są autobiograficzne, podpatrzone u innych lub kompletnie fikcyjnie. Nie ma to chyba znaczenia przy ocenie tej powieści. Niby jest to tylko kawałek czyjegoś dość pospolitego życia, w dodatku porwany na skrawki, które pomieszano niczym w kalejdoskopie, ale czyta się to całkiem nieźle. Mamy i uczucia, i zdrady, i problemy, ze śmiercią włącznie, więc wszystko, czego można się w powieści obyczajowej spodziewać. Nie zgadzam się też, że minusem mogą być zbyt konkretne opisy aktów homoseksualnych. Jestem wybitnym hetero i akty gejowskie kompletnie mi nie leżą, niezależnie od tego, jak bardzo by były soft, i muszę podkreślić, że właśnie na plus Dariuszowi Adamowskiemu zaliczyłbym to, że potrafił opisać „te rzeczy” tak, że mnie nie zniesmaczyły, choć oczywiście nie mogły wzbudzić takich odczuć, jakie by pewnie przyniósł jakiś udany wątek hetero. Ogólnie, pomimo wspomnianych na początku niedoskonałości, było nieźle, powieść mi się podobała, i choć jakoś szczególnie bym jej nikomu nie polecał, to i odradzać też nie będę.
Dla lubiących statystykę – w klubie oceny rozłożyły się w dolnej połowie skali: - nie podobała się – dwa głosy (w tym jeden DNF) - była OK – trzy - podobała się – trzy (razem z moim) nie było nikogo, komu by się bardzo spodobała, ani tym bardziej, by ktoś wykrzyknął – Amazing!
„Ale przede wszystkim książki. Były tam jakieś lektury dla półdorosłych kobiet, dużo kryminałów, dalej moje książki, klasyka szkolna, jakaś antologia poezji, jeszcze jedna antologia poezji (…). Jako dzieciak, żeby się dostać na szczyt regału, musiałem stanąć na krześle. Nawet teraz ledwo sięgam do najwyższej półki.”
Tak, tak, tak! Takiej książki szukałam od dłuższego czasu. Po prostu cudo!
Głównym bohaterem jest Marek – pisarz, który z Warszawy przyjeżdża do małej wsi, aby zająć się umierającym ojcem. Przeprowadzka ma mu również pomóc zapomnieć o niedawno zakończonym związku. Ciężko mu odnaleźć się w nowym miejscu, szczególne, że cały czas męczą go wspomnienia z przeszłości (poznajemy w sumie historię jego całego życia). W aklimatyzacji pomaga mu syn sąsiadki, młodszy od niego prawie o 15 lat Mirek – mężczyźni szybko się w sobie zakochują, jednak ich związek nie jest łatwy… Ale nie powiem Wam dlaczego. Mogę jedynie dodać, że problemów mają sporo.
Chociaż sama historia nie jest niczym nowym, to sposób pisania tej książki jest po prostu niesamowity. Bardzo delikatna i płynna narracja, lekko zamglona. Wydaje się jakby to był i jednocześnie nie był sen. Dawno nie czytało mi się czegoś tak dobrze. Nie mogłam się oderwać, a ze strony na stronę było tylko lepiej. Nie wiem dlaczego o tej książce nie jest głośniej, ale mam nadzieję, że jeszcze będzie. Czytajcie, bo warto!
⭐️ 3,5 ciekawa książka i interesujący format. dość specyficzny styl narracji, a historia głównego bohatera jest opowiadana w tytułowych skrawkach - wspomnienia, teraźniejszość, a czasem senna fantasmagoria przeplatają się w pozbawionej chronologii kolejności. podobało mi się, ale zwłaszcza od połowy zaczęło mi doskwierać uczucie, że autor chyba trochę za bardzo "odleciał". dążenie do jakiejś poetyckości weszło na dużo wyższy poziom i to wszystko miało dla mnie w sobie coś fałszywego. ten vibe przy czytaniu mogłabym opisać jako słuchanie gadania jakiegoś "białego, uprzywilejowanego geja intelektualisty". ale z drugiej strony, ciężko mi stwierdzić czy to uczucie nie wynika z faktu, że osobiście znałam autora...
Przeczytałem tę książkę w 37 godzin, z przerwą na sen i pracę, więc chyba nie jest źle. :) A poważnie: obyczajówka poruszająca tematy ważne raczej dla 40-50-latków niż tzw. młodych czytelników, co trochę umniejsza jej wartość poznawczą. Plusem jest za to wartość narracyjna,a "skrawki" naprawdę są tak obiecujące, jak się zapowiadają. Lekkość, z jaką składa się te puzzle, a przy tym potoczystość fabularnego przebiegu i wyczuwalna sympatia dla bohaterów dają dużą przyjemność czytaniu. Pop znajomości dodatkowa gwiazda dla Autora.
przytłoczenie wątkami, chaotycznie rozrzuconymi wspomnieniami, zatarcie granicy między tym, co prawdziwe a tym, co zmyślone bądź wyśnione. skrawki to dosłownie skrawki. styl autora bardzo przystępny, nie pierdoli się w tzw tańcu, ale też lubi sobie odlecieć. oczywiście plus za rzekę bug (wschodnia polska na zawsze w sercu).