Przeszłość Kamili jest owiana mgłą tajemnicy. Na skutek obrażeń doznanych podczas napaści dziewczyna straciła pamięć. Dochodzenie do siebie będzie trudne i niezmiernie długie. Aby nabrać sił i przyspieszyć ten proces, Kamila postanawia przez jakiś czas zostać w rodzinnym domu.
Kobieta dowiaduje się tyle, ile jej bliscy sądzą, że powinna wiedzieć. Między innymi tego, że mieszkający w pobliżu Tymon jest jej przyjacielem z dzieciństwa. Obecnie mężczyzna prowadzi gospodarstwo po zmarłych rodzicach.
Kamila wyrusza w podróż, żeby odkryć, jak wcześniej wyglądało jej życie. Przesyłane przez tajemniczego adoratora kwiaty świadczą o tym, że spotykała się z kimś, komu nadal na niej zależy. Jednak z każdym dniem Kamila coraz lepiej poznaje Tymona i zaczyna coś do niego czuć.
Nie mogąc ignorować chemii, która jest pomiędzy nimi, stawiają sobie granicę. Nie powinni jej przekraczać.
Bardzo dobrze mi się ją czytało. Wciągnęła mnie na tyle by przeczytać ją w dosłownie pół dnia. Nie jest przewidywalna, ma tajemnice które odkrywałam razem z bohaterką i mogłam analizować na bieżąco razem z nią A same ostatnie strony na które został przeniesiony pomysł realizowany przez główną bohaterkę uważam za jak najbardziej udany i chywtajacy za serce
Poprzednie książki autorki bardzo lubię, więc było więcej niż pewne, że i jej najnowsza książka znajdzie się w moich rękach. Poprzeczka była ustawiona wysoko, bo wiedziałam już na co Panią Kasię stać, więc z każdą kolejną pozycją musi być lepiej, prawda? Już sam początek historii sprawia, że mamy mętlik w głowie, nie wiemy nic, a wszelakie informacje są delikatnie mówiąc wydzielane, bo jak inaczej może sobie poradzić z traumą osoba, która straciła pamięć - wszystko musi iść powoli, stopniowo. Nasza bohaterka, Kamila, po tym co się wydarzyło wróciła do domu rodzinnego, gdzie ma dochodzić do siebie i starać się odzyskać pamięć. Stara się żyć normalnie, więc gdy idąc załatwić jeden sprawunek dla mamy napotyka pewnego przystojnego mężczyznę, coś się w niej budzi. Jak się później okaże będzie to Tymon, jej przyjaciel z dzieciństwa. Myśli, że on będzie jej przepustką o informacji, których nikt jej nie chce udzielić - o swoim obecnym życiu nie wie nic! Ta dwójka zaczyna się do siebie zbliżać, coś się rodzi w sercu Kamili, chce spróbować mimo amnezji jak to jest przyjaźnić się z Tymonem, a może to jednak coś więcej? Umysł bohaterki w między czasie zaczyna odzyskiwać swoje fragmenty, każdy kolejny przybliża Kamę do prawdy, tylko jaka się ona okaże? Jeśli szukaliście lekkiej, ciepłej i szybkiej lektury na jeden dzień to już nie szukajcie dalej - Zakochana w Przyjacielu to jest to na co czekaliście i co musicie przeczytać. Poznawanie życia od zera, będąc już dorosłą osobą to nie jest łatwe zadanie, jednak autorka świetnie sobie z tym poradziła, sama nawet czułam frustrację Kamy z powodu tego, że nie może sobie nic przypomnieć. Czy uda jej się odzyskać pamięć? Co doprowadziło do tego zdarzenia? Ja Wam tą książkę polecam - spędziłam przy niej kilka naprawdę udanych godzin.
Jestem rozczarowana. Po takiej ocenie spodziewałam się naprawdę dobrej książki. A tak sama nie wiem, od czego zacząć... Może od tego, że... Głupota głównej bohaterki mocno irytuje. Zwłaszcza we fragmencie, w którym dostaje kolejne kwiaty i myśli o tym, że ktoś za nią tęskni, więc czemu nie może jej odszukać? Yyyy... Skoro nie wiedziałby, gdzie jest, to jak dostawałaby kwiaty? Kama jest mocno denerwująca. Niby inteligentna, a jednak głupiutka. Ciągle sprzecza się sama z sobą - czy ten facet mnie kocha, czy mnie nie lubi? A może go nie pociągam? Większość książki przedstawia właściwie jej niezdecydowanie. Bardzo to irytujące. Abstrahując, że jest ślepa, bo widać zachowania Tymona, że głupia, bo zamiast pogadać, zostawia wszystko domysłom, to jeszcze momentami mocno pusta. Opis seksownego farmera na pół strony średnio trzy razy w rozdziale. Ale z głupota bohaterki, która się pogłębia z rozdziału na rozdział da się żyć. No tacy ludzie też bywają. Ale rozwiązanie zagadki - którą przypominam, próbuje rozwiązać też policja - jest tak durna, że głowa mała. Jak, spytam się, to możliwe, ze policja uznała, że to pobicie, skoro zawaliła się na nią część budynku? Doprawdy, czy autorka zrobiła jakiś research, jak wyglądają ślady pobicia, a jak ślady po uderzeniu cegłą? Już nie wspomnę, że na lotnisku nikt nie zauważył - że a. Zawaliła się część budynku. b. Z lotniska wybiega zakrwawiona i poturbowana dziewczyna. A najbardziej wkurza fakt, że rozpadający się budynek oddano do użytku publicznego, jako lotnisko, jedynie oddzielając taśmą nieużywaną część. Śmiech na sali. Logika w tej książce leży i kwiczy. Aż boli. Kompletny brak researchu. Szkoda, bo pomysł fajny i przymykając oko na irytującą dziewczynę, byłaby całkiem dobra pozycja.
This entire review has been hidden because of spoilers.