Stanisław Przybyszewski. Genialny Polak? Smutny szatan? Król europejskiej bohemy? Czy oszust i przestępca? Skandalizujący artysta bezwzględnie wierny sobie, grający precyzyjnie zaplanowaną, demoniczną rolę, czy może ofiara własnej legendy?
Co wyniknie ze zderzenia uporządkowanego świata konserwatywnego krawca, Władysława Berkana z tym młodym poetą wyzwolonym do granic możliwości?
Co wniesie do tej mozaiki pochodząca z Norwegii Dagny – kontrowersyjna buntowniczka, intelektualistka, femme fatale i muza wielu europejskich artystów – od Vigelanda po Wyspiańskiego?
„Nagie Dusze” stanowią zapis niezwykłego, głośnego, barwnego i wymykającego się wszelkim ramom zjawiska, jakim było życie Stacha Przybyszewskiego. Ukazane zostało z wyjątkowej perspektywy XIX-wiecznego rzemieślnika z Berlina, na tle epoki pełnej konwenansów, które ochoczo, z wielką pieczołowitością i donośnym trzaskiem łamał młody artysta.
Książka jest fabularną opowieścią skonstruowaną na faktach. Powstała z inspiracji strzępkami listów, doniesieniami prasowymi, fragmentami pamiętników i wspomnieniami ostatnich osób, pamiętających jeszcze Stanisława Przybyszewskiego – zarówno jako charyzmatycznego poetę i pianistę, jak i człowieka dającego w prezencie własne książki, wypożyczone z biblioteki, aby nie musiał za nie płacić.
Powieść „Nagie Dusze” jest wielką, nasyconą kolorami, zapachami i czarnym humorem podróżą przez Europę przełomu XIX i XX wieku, a z kart książki przemawiają do nas ożywieni z niezwykłą starannością artyści i twórcy, którzy mieli szczęście (lub pecha) spotkać na swej drodze Przybyszewskiego – m.in. Munch, Kasprowicz, Reymont, Wyspiański czy Paderewski. Wydarzenia sprzed ponad 120 lat porażają aktualnością i fascynująco rezonują z naszym dzisiejszym życiem.
Przeczytałam „Nagie dusze” - debiut prozatorski Kordiana Piwowarskiego (pamiętacie film „Baczyński”? - to jego dzieło). Uff, jak duszno od oparów bohemy, alkoholu, morfiny, nieumiarkowania (Am Anfang war das Geschlecht) i nagości, a przy tym z wyczuciem stylu i języka. Autor na podstawie setek skrawków wspomnień o Stanisławie Przybyszewskim stworzył fabularną opowieść o tym dziecku Szatana i wszystkich, którzy pozostawali pod jego wpływem. Tak, ta historia broni się sama — lekcje o skandalach Przybyszewskiego do dziś powodują wypieki na twarzach uczniów i uczennic. Autor postanowił opisać burzliwe lata tych artystów bez domu z punktu widzenia konserwatywnego krawca, któremu uszycie żółtego płaszcza wywróciło życie do góry nogami. Świetny był to zabieg, współczuje się Władysławowi Berkanowi, a jednocześnie nie sposób kogokolwiek polubić (poza Boyem, ale akurat on tu niewiele namieszał, a mnie brak dystansu). Opracowanie graficzne — piękne: jest tam Munch, Stach, Dagny i żółty płaszcz. Czytam jednak książki dla języka, jestem czytelniczką poszukującą zachwytów i głównie dlatego pomijam prozę współczesną, bo ze słowami bywa inaczej niż z muzyką, która albo jest absolutna, albo leci w radio — przy „Nagich duszach” nie miałam oczekiwań uczty językowej, ale zostałam miło pogłaskana po podbródku. Niestety, jak życie Dagny przy Stachu było wiecznym znoszeniem cierpienia, tak ja cierpiałam katusze przy błędach korekty. Ewidentnie zabrakło jeszcze jednego czytania, które uchroniłoby mnie przed: „on napisał ta książkę” (s.25), literówkami w języku niemieckim lub widokiem spacji przed przecinkiem. Widocznie jestem jak krawiec i złe obszycie guzika psuje ocenę sukni. Mimo to polecam „Nagie dusze” jako przygodę z meteorem Młodej Polski, smutnym Szatanem, niszczycielem wielu światów. Z książki dowiecie się o relacjach Przybyszewskiego z Freudem, Edvardem Munchem, Gustavem Vigelandem, Augustem Strindbergiem, Wincentym Lutosławskim, Tadeuszem Micińskim, Paulem Gauguinem (pedofilem!), Henrykiem Sienkiewiczem czy Ignacym Janem Paderewskim. Odczujecie współczucie dla Jana Kasprowicza i wszystkich dzieci Przybyszewskiego. Po „Nagich duszach” wielcy artyści młodości jawią się mi narcyzami i ofiarami własnej kreacji.
——
„Jestem tylko meteorem, który na chwilę zabłyśnie, na chwilę ludzkość straszy i przeraża, a potem nagle niknie - a szczęśliwy jestem, że tym przeświadczeniem żyję. Droga meteorom wyznaczona jest miliard razy dłuższa aniżeli zwykłym gwiazdom (...) Być meteorem, to istotna moja tęsknota: zniszczyć na swej drodze kilka światów, roztopić je w sobie, wzbogacić się nimi i po miliardach lat znowu powrócić, stokroć gorętszym blaskiem rozpłonąć, wieść nowe przemiany i wywody i znowu zniknąć - to to, co w moich najkosztowniejszych snach przeżywam... Niech zgasnę, czym prędzej zgasnę, bym mógł tylko we wzmożonej potędze powrócić... A wrócę - wrócę!”. Stanisław Przybyszewski, Dzieci Szatana
Genialne- to jak wyczuwalny jest duch modernizmu. Sfabularyzowanie faktów z życia Przybyszewskiego mocno zbliżyło mnie do jego osoby jako człowieka. Nie mam nawet na myśli odczucia względem niego sympatii, a raczej otwarcie mi w głowie innych furtek do interpretacji poezji, co ciekawe, nie tylko Przybyszewskiego, ale też innych młodopolskich poetów. Dzięki prozie Pana Piwowarskiego, która jest tak płynna, czysta i szczera, zgadzam się, że nie sposób jest się oderwać od tej powieści. Główni bohaterowie; Berkan, Stach czy Dagny są przedstawieni ze wspaniałym wyczuciem. Poznajemy człowieka od strony grzesznej i od strony chwały, gdzie mądrość łączy się z absurdem naszych działań. Te postacie tworzą nam bezpretensjonalną powieść, opowiadającą o życiu, miłości i sztuce, o tym jak rezonują między sobą, i na jakie poświęcenia skazują człowieka.
Pięknie wydana i bardzo ciekawa książka, którą czyta się jednym tchem. Autor włożył ogromny wysiłek w to aby odtworzyć życie europejczyków na przełomie XIX i XX wieku. Masa intrygujących faktów przewija się przez tą barwną opowieść. Przez dużą część lektury niedowierzałem, że te historie mogą być inspirowane życiorysem jednego człowieka – artysty o którym wcześniej słyszałem niewiele. Mocno polecam!