"Prawdziwie silnego człowieka poznasz właśnie po tym, że nie staje przeciwko prawom natury, ale zawsze umie się dostosować do tego, co przyniesie mu los."
Trochę odkładałam lekturę, bo słyszałam, że książka może się dłużyć i jest przegadana, poza tym — co też takiego może się tam dziać, skoro głównym bohaterem jest bagatela dwunastoletni chłopiec.
Dawno się tak nie pomyliłam. Przez zaakcentowane „tak” mam na myśli, że ze sterty do przeczytania Iskra przemieściła się na stosunkowo niewielką półkę moich ulubieńców.
Na początku po prostu czytałam - pierwsze sto stron to solidnie, ładnie napisane wprowadzenie, które może nie wywołuje potrzeby, by do tej książki wracać. Jednakże od drugiej części, cóż, można przepaść. Ja na przykład, oglądając mecz siatkówki, złapałam się na rozważaniach, co będzie dalej, więc wróciłam do czytania, ba, nawet zarwałam trochę nocki, co mi się nie zdarza (stary człowiek jestem).
Nie musicie się obawiać, że zaśniecie z nudów - zdecydowanie nie. Olav jest wyjątkowo ciekawskim świata chłopcem, który nieustannie pakuje się w jakieś kłopoty - serio, problemy to jego specjalność. I, żeby nie było, nie zawsze udaje mi się wyjść z nich obronną ręką. Pojawiają się również porażki, wątpliwości, kary, zupełnie jak to w życiu bywa... a gdy robi się zbyt spokojnie, to mimowolnie dostajecie gęsiej skórki i sami zaczynacie się zastanawiać: kiedy coś się schrzani.
W związku z tym, że narrator pozostaje przy dwunastolatku, który pochodzi z nieszczególnie religijnego, ale również niezaangażowanego politycznie Wybrzeża, pojęcie czytelnika o świecie przedstawionym jest nikłe. W obecnej literaturze nieustannie powtarza się, iż błędem, jaki popełniają współcześni twórcy jest opowiadanie, zamiast pokazywanie. Tutaj świat przedstawiony zdecydowanie zostaje czytelnikowi pokazany, ba, o niektóre informacje trzeba wręcz walczyć, co nasz dzielny Olav cały czas czyni - podsłuchując bądź zadając niewygodne pytania. A czytelnik ma wówczas wielką przyjemność poskładać to wszystko w jedno - i w sumie jestem za to wdzięczna, bo zapomniałam, jakie to odświeżające i przyjemne uczucie.
"Nic nie może cię powstrzymać. Nic prócz ciebie samego."
Gdyby ktoś zapytał mnie, kto jest moim ulubionym bohaterem, bez mrugnięcia okiem odpowiedziałabym - Rovelin. Ma w sobie tajemnicę, ma swoje sekrety, ma również coś na sumieniu... i nie brakuje mu charyzmy. Aczkolwiek sporo w tej historii postaci, które można szczerze polubić, a nawet jeśli na samym początku budzą w czytelniku szczerą niechęć, nastawienie to zmienia się stopniowo, wraz z kolejnymi wydarzeniami - o tym też współcześni twórcy zapominają - nic trudnego w napisaniu bohatera, którego wszyscy będą nie znosić. Prawdziwą sztuką jest ukazanie złożoności jego charakteru za pomocą czynów.
W tej książce znajdziecie sporo tajemnic, jeszcze więcej prowadzących do nich poszlak, całą masę (mniej lub bardziej) sympatycznych i zróżnicowanych charakterologicznie bohaterów, całkiem sporo akcji i... jeszcze więcej niedosytu. Bo tak, połknęłam w weekend tomiszcze liczące sobie sześćset stron i kilkukrotnie zastanawiałam się dzisiaj, co też dopiero się wydarzy. Będzie Wam mało. Zwłaszcza, gdy dostajecie nie tylko dobrze napisaną książkę, ale również dobrą książkę.
"Twój dar jest jak iskra, może wzniecić wielki płomień za każdym razem, gdy go użyjesz."