Tomasz Jastrun zmierzył się z pandemiczną rzeczywistością w charakterystyczny dla siebie sposób – poetycką opowieścią o codzienności w kwarantannie. Arytmia i kwarantanna to opowieść złożona z dwóch części, które w nieoczywisty sposób wzajemnie się dopełniają, a puenta książki zdaje się otwierać całą opowieść. Czy to znaczy, że bohater Arytmii został wymyślony przez bohatera Kwarantanny? Jest nim już niemłody pisarz, który jak miliony Polaków żyje w czasach zarazy. Czasach, gdy wszystko stanęło na głowie. Trudno się więc dziwić, że także jego małżeństwo, zamknięte w czterech ścianach mieszkania na wysokim piętrze w bloku, przeżywa trudny czas. To historia, która ukazuje groteskę kwarantanny w prywatnym i społecznym życiu. To także opowieść o tajemniczych zniknięciach, kłopotach wieku średniego oraz dramacie starzenia się. A także obraz tego jak zaskakujące i surrealistyczne bywa nasze codzienne życie.
Był stałym felietonistą paryskiej "Kultury", gdzie publikował pod pseudonimami Witold Charłamp i Smecz. Na jej łamach, pod pseudonimem Smecz, rozpoczął serię felietonów "Z ukosa", które następnie kontynuował w "Rzeczpospolitej" i "Newsweeku" (od czerwca 2007). Pracował także w redakcji "Tygodnika Kulturalnego". Współpracował z Twoim Stylem (felietony "Notatnik erotyczny"). Obecnie (marzec 2009) pracuje w redakcji "Zwierciadła", gdzie publikuje felietony "Czułym okiem" oraz współpracuje z tygodnikiem "Newsweek".
Należał do "Solidarności". W stanie wojennym ukrywał się przez rok. Był internowany. Redagował w drugim obiegu pismo literackie "Wezwanie" (1982-1988). W latach 1990-1994 był dyrektorem Instytutu Polskiego w Sztokholmie oraz attache kulturalnym w Szwecji. Jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.
Dwa opowiadania zataczające krąg. Opowieść o czterdziestoletnim pisarzu, który zdradza żonę oraz historia siedemdziesięcioletniego pisarza, który utknął z żoną w mieszkaniu na czas kwarantanny. Mamy wrażenie jakby jeden był drugim, choć jednocześnie stanowią inne osoby. Ich życie jest zbliżone do siebie i gdyby nie surrealistyczne zakończenie pierwszego opowiadania oraz intrygująco końcówka drugiego — można byłoby całość wziąć za powieść z dziurą czasową.
I tak jak o „Arytmii" niekoniecznie mam ochotę pisać (ot, przyjemny tekst do przeczytania i zapomnienia), to o „Kwarantannie" już muszę wspomnieć, bo stanowi dobry zapis pandemicznej codzienności. Ludzie nagle zyskują o swoich sąsiadach naprawdę dużą wiedzę, między domownikami dochodzi do coraz częstszych starć, a każde wyjście do sklepu staje się ratunkiem dla psychiki, bo nie mogą wychodzić do parków, a za spacery z cudzymi psami trzeba płacić. Na tym autor jednak nie poprzestaje. Dążenie władzy do odbycia się wyborów za wszelką cenę, mandaty za nie przestrzeganie rozporządzeń, chodzenie w maseczce i dezynfekowanie rąk — wszystko to znalazło dla siebie miejsce i zostało zgrabnie opisane.
O Tomaszu Jastrunie słyszałam wiele dobrego i wiele dobrych elementów dostrzegłam w opowiadaniach (spojrzenie na starość, hipokryzja bohaterów, zgrabne tworzenie zdań), ale jednocześnie... Nie tego się spodziewałam. Autor potrafi pisać, zdecydowanie to widać, ale akurat te teksty nie wzbudziły mojej sympatii. Ot, zgrabne coś na zabicie czasu. Za kilkadziesiąt lat tekst o kwarantannie może stać się bardzo ważnym pandemicznym tekstem, ale dla „Arytmii„ nie ma tej nadziei.
Małżeństwo zgodne, szczęśliwe. Cudowna Krysia, idealna żona, kochana kobieta. Wzór cnót. I mąż, pisarz. Kochający mąż, wielbiciel swojej żony. Jednak skokom w bok nie odmawia i Marzenka w jego życiu gra drugie, choć ważne skrzypce. Ów mężczyzna dostaje wiadomość o zdradzie. Zdradzie Krysi z nijakim Henrykiem. Jego Krysia? Niemożliwe! Przecież on się zemścić musi! Być inaczej nie może! Jest zatem arytmia, bo wydaje mi się, że czytelnikowi serce zacznie bić niemiarowo po dawce emocji zapewnionych przez tego skąd inąd niedającego się lubić pisarza…
W drugiej części starsze już małżeństwo po siedemdziesiątce wiedzie normalne życie. Normalne, jeśli życie w czasie pandemii normalnym zwać można. Część druga książki wprowadza właśnie kwarantannę. Są obostrzenia, ograniczenia, maseczki i rękawiczki. Jest i pisarz ze swoją Krysią. Czy to ten sam pisarz i ta sama Krysia ocenić musi czytelnik. Mężczyzna bowiem wiedziony swą chucią niepomny na wiek pozostaje ten sam. I jakże tu wystrzegać się stereotypów ;)
ARYTMIA I KWARANTANNA przedstawia dwa obrazy. Jeden portretuje mężczyznę czterdziestoletniego, drugi osobę trzydzieści lat starszą. Zaobserwować można na nich postawę i pragnienia bohaterów. Ich zmiany bądź też ich brak. Historia zobrazowana jest kalką codzienności. Nieobce zachowania i nieobce wybory nie szokują, nie dziwią, lecz wywołują emocje, prowokują myślenie i chcąc nie chcąc wymuszają osąd. I jakkolwiek nijaka się ta historia może wydawać, to mamy tu samo życie. W dodatku jak najbardziej aktualne. Zachwytów nad historią z tego życia brak. Bo gdzie tu zachwytów pandemii szukać? Jednakże język i forma podania tej rzeczywistości już z pewnością zachwyty zagwarantuje. Ja chcę więcej twórczości pana Jastruna. Niebawem sięgam po OPIŁKI I OKRUSZKI.
,,Arytmię i kwarantannę”, najnowszą książkę Tomasza Jastruna, pochłonęłam w dniu, kiedy do mnie przyszła. ,,Opiłki i okruszki” - poprzednia książka autora opisująca, prawdziwie i bez owijania w bawełnę, życie człowieka - zachwyciła mnie, więc miałam naprawdę bardzo duże oczekiwania co do tej pozycji… Szczęśliwie, zostały one częściowo spełnione!
,,Arytmia i kwarantanna” to jakże chwytliwy tytuł książki złożonej z dwóch łączących się ze sobą opowiadań, które są próbą rozliczenia się z pandemiczną rzeczywistością. Pierwsze z nich przedstawia losy czterdziestoletniego pisarza - niewiernego męża i ojca. Drugie opisuje starszego już mężczyznę, który w czasie lockdownu mierzy się nie tylko z szalejącym za oknem wirusem, ale także z własnymi ułomnościami i upływającym czasem.
Tomasz Jastrun jak zwykle bardzo trafnie i ironicznie mierzy się z problematyką przemijania, starzenia się. Dobór słów i styl pisania autora w ogóle (który tak bardzo przypadł mi do gustu już ostatnim razem) oraz jego trafne spostrzeżenia na temat życia są główną zaletą tej książki. Niestety, liczne seksualne odniesienia w pewnym momencie robiły się już nieco nużące i męczące, na pewno nie każdemu przypadnie to do gustu. Chciałabym wyciągnąć z tej książki więcej zachwytu, ale nie udało mi się to. Jestem zadowolona z lektury, ale nie porwała mnie tak, jak na to liczyłam. Uprzedzam też lojalnie, że zwolennikom rządzącej obecnie partii książka ta się nie spodoba, bo autor nie owija swoich poglądów w bawełnę!
Emm To jest "wow" ale nie jest "wow" Nie jest zła ale nie jest dobra Podoba mi się jednocześnie kiedy nie podoba mi się. Była to książka inna, dziwna i odmienna. Ocenic jej nie mogę gdyż ma za dużą ilość + i -
2,5/5 ? totalnie nie moja literatura, ale nie bylo bardzi zle. kwarantanna lepsza niz arytmia, ale obydwie czesci tej ksiazki nie ujeły mnie za serce. moze i bylo kilka pieknych zdań, ale reszta? szkoda gadac
Po raz kolejny przekonuje się, że książki takie jak „Arytmia i kwarantanna” po prostu nie są dla mnie. Kończę je i czuję się źle, że nie doceniłam ich poetyckiego przekazu, że nie zrozumiałam, co autor miał na myśli, że nie zachwycam się nimi tak jak inni.
Druga część książki spodobała mi się bardziej niż pierwsza. Może dlatego, że sama dopiero (i bardzo powoli) wracam do normalności po wirusowym szaleństwie? Uśmiałam się, czytając o starszym małżeństwie, które musiało się zmierzyć z kwarantanną. Pani Krystyna i jej przesadna ostrożność kontrastowały z ignorancją jej męża, prowadząc czasem do zabawnych scen. Nie zaprzeczę, że uśmiechałam się też z satysfakcją, gdy autor bez skrępowania krytykował partię rządzącą. Niby nic, a cieszy.
Niestety totalnie nie przemówiła do mnie pierwsza część, a jej zakończenie było tak abstrakcyjne, że czułam się trochę tak, jakbym znowu była w liceum i czytała Schultza – coś tam czytam, ale nic z tego nie rozumiem, bo autor z oniryzmem poleciał hen daleko, na inną planetę. To nie mój styl, nie mój gatunek i prawdę mówiąc zniechęciło mnie to do tej książki dość porządnie.
Chociaż „Arytmia i kwarantanna” ma świetną okładkę, treść zupełnie mnie nie kupiła. Nie zrozumiałam jej przesłania, a pewne wątki nadal są dla mnie zagadką. Nie lubię książek, w których muszę domyślać się, co autor miał na myśli. Więc chociaż Tomasz Jastrun niewątpliwie ma talent do pisania, jego książka kompletnie do mnie nie przemówiła.
Bardzo mieszane uczucia. Pomysł na książkę ciekawy, opis mnie bardzo zainteresował, spodziewałem się czegoś innego, ale nie czuje zawodu. Bohaterowie obu opowiadań (chociaż trudno stwierdzić, czy można mówić o nich w liczbie mnogiej) irytują niemiłosiernie, chociaż momentami można się z nimi utożsamić (co tylko wzmaga frustracje). Lektura potrafi wkurzyć a nawet zniesmaczyć, tylko po to żeby za chwilę przyciągnąć uwagę jakimś niezwykle trafnym spostrzeżeniem wypowiedzianym, którym autor dzięki się z pośrednictwem głównego bohatera. Ostatecznie "Arytmia i kwarantanna" to dość trafnych, niekiedy wulgarny i przerysowany (momentami aż do przesady) obraz współczesnego społeczeństwa, historia o upadłym artyście, ale też upadłym człowieku. Chociaż niektóre zabiegi wydają się dość oklepane a niektóre decyzję autora zawodzą to lektura i tak potrafi wciągnąć.