Historia kobiety, która przeszła w życiu wiele. Traumy z przeszłości sprawiły, że zamknęła się w sobie i skupiła na karierze. Aż nagle ktoś pokazał jej, że można żyć inaczej. Ktoś przetarł zabrudzoną szybę i pokazał zupełnie inny świat.
Pewnego dnia Lidia dostaje list od tajemniczej kobiety, która przedstawia się jako przyjaciółka rodziny. Chce jej przekazać w spadku mieszkanie. Niczego więcej nie wyjaśnia. Kim jest ta kobieta? Dlaczego tak jej na tym zależy?
Nawiązuje się między nimi przyjaźń. Starsza kobieta uczy ją wrażliwości i wiary w lepsze jutro. Nadal jednak nie wyjaśnia, skąd są srebrne łyżeczki i dlaczego mają być właśnie jej. Po jej odejściu Lidia chce dowiedzieć się prawdy. W końcu odkrywa tajemnicę, która wywraca jej życie do góry nogami. Tajemnicę, dzięki której odnajduje spokój i szczęście.
Życie jest pełne niespodzianek i zwrotów akcji. Gdy wydaje nam się, że już nic dobrego nas nie spotka, nagle dzieje się coś niezwykłego. Spotykamy kogoś, kto pokazuje nam, że można żyć inaczej. Musimy tylko w to uwierzyć.
Magdalena Witkiewicz – a writer. Graduated from Gdańsk University, Gdansk Foundation for Management Development and Executive Master of Business Administration (MBA) in Gdańsk.. She has worked as a marketing analyst and marketing specialist. Until recently, she has owned a marketing company.
In 2013 she published four bestsellers: (Zamek z piasku, Szkoła żon, Ballada o ciotce Matyldzie, Lilka i spółka), three of which granice.pl vortal warded in a contest for the best books of spring and summer A Vietnamese publishing house has bought the rights to ”Szkoła Żon” book and this novel will be translated and published in Asia in 2014 Magdalena Witkiewicz has also represented Poland at the International Festival of Literature for Children in Lithuania. She conducts writing workshops for teenagers. In her novels she mentions the most important problems of nowadays women. Thanks to her books, women find the faith for dreams to come true. All you should do is to take your fate into your hands and help it a bit.
Bardzo średnie. Jak dla mnie całkowicie bez polotu. Obyczajówki niezwykle rzadko są w moim stylu i nie trafiają w mój gust. Jeden plus - czyta się to błyskawicznie.
Rzadko sięgam po obyczajówki, zwłaszcza te polskich autorów, bo mam wrażenie, że każda jest taka sama. Wyjątek robię dla Magdaleny Witkiewicz, której książki bardzo lubię, choć nie są idealne.
"Srebrna łyżeczka" to historia Lidii, która dostaje list od tajemniczej kobiety, mającej jakiś związek z jej rodzicami. Jednak ten wątek to jedynie niewielka część całej książki, a główną rolę odgrywa przeszłości Lidii.
Dziewczyna w wieku 18 lat po zawale matki, która miała problemy z alkoholem, związuje się z 30 letnim lekarzem. Od samego początku miałam problem z tą relacją, nie dość, że ciężko było mi w nią uwierzyć, to jeszcze wydawała mi się mocno niewłaściwa. Nie będę wchodzić w szczegóły, żeby uniknąć spoilerów, ale w moim odczuciu zachowanie lekarza było nieprofesjonalne, mimo dobrych intencji.
"Srebrna łyżeczka" dla mnie jest mało autentyczna i przekonująca, ale jednocześnie w pewien sposób urzekająca i naprawdę przyjemna do czytania. Pióro Witkiewicz sprawia, że przez jej książki się płynie! Nie będzie to moja ulubiona pozycja, ale warto po nią sięgnąć, jeśli potrzebujecie czegoś lżejszego. Polecam :)
"...zawsze można coś zrobić. Nie ma takiej sytuacji, której nie byłoby wyjścia [...]. Dopóki dwie osoby żyją, zawsze można naprawić relację. Ludzie nauczyli się, że teraz wszystko wyrzuca się do do śmieci, zamiast naprawiać".
Lubię książki Magdaleny Witkiewicz bo większość jej książek generuje u mnie pozytywny nastrój. Nie tym razem. Moja wina, bo nie przeczytałam opisu fabuły, stąd nie wiedziałam, za co się zabieram w efekcie mój nastrój tylko się pogorszył i zmusił do zastanowienia się nad tym co się samemu zrobiło, o tym co zrobili inni, i jak my to odbieraliśmy. Nie zawsze szczęście jest proste a wielka miłość czasem nie wystarcza, żeby być razem. Dlatego warto zadbać o ważne osoby w naszym życiu i powalczyć o związek choćby to oznaczało walkę z samym sobą.
Ona i on. Lidia, młodziutka dziewczyna, którą los doświadczył. Musiała stać się opiekunką dla swojej matki borykającej się z chorobą alkoholową. Konrad, początkujący lekarz, który otoczył ją opieką i miłością, w najtrudniejszym momencie jej życia Mimo dzielącej ich różnicy wieku odnajdują drogę do siebie. Niestety, jak to w życiu, nic nie jest takie proste. Pewne źle podjęte decyzje rujnują to, co wydawało się piękne i trwałe. Ona rani go dogłębnie. On nie może jej wybaczyć, choć wciąż się kochają. Czasem potrzeba przełomu by móc naprawić to, co się zniszczyło... Każdy z nas ma prawo trochę się pogubić w życiu. Pytanie tylko, czy jesteśmy w stanie znaleźć to, co zgubilismy, posklejać na nowo to, co się rozsypało, być szczęśliwym mimo blizn, którymi naznaczyło nas doświadczenie. Wybaczyć sobie i innym. I choć nie jestem miłośniczką takich melodramatycznych historii to jednak wciągnęły mnie losy Lidii i Konrada. To idealna lektura na wakacyjny urlop ☀️.
Opis z okładki sugeruje odkrywanie tajemnicy rodzinnej związanej z tytułową łyżeczką, a także jakieś powiązanie głównej bohaterki z nieznaną jej wcześniej "przyjaciółką rodziny". Brzmi to ciekawie, trochę groźnie, czytelnik od razu zaczyna się zastanawiać, co też może się za tą intrygą kryć? Sam początek powieści faktycznie jest dobry, bo trzyma się tych założeń, ale potem niestety wędrujemy w przeszłość...
Główna bohaterka, którą poznaliśmy jako pewną siebie kobietę sukcesu zamienia się w poturbowaną przez życie nastolatkę, której matka pije i nic innego poza winem jej nie interesuje. Na horyzoncie pojawia się Konrad, który jest starszym pełnym empatii lekarzem/ratownikiem. Mężczyzna ma tę słabość, że zakochuje się w Lidce z prędkością błyskawicy. Myślę, że ten moment jest dla czytelnika przełomowym, bo ma przed sobą dwie ścieżki.
Pierwsza to uwierzyć w romantyczną bajkę z księciem na białym koniu (tudzież siedzącym w karetce) i pozwolić autorce grać na emocjach jak na skrzypcach. Nie widzę w tym nic złego! Powieść zbiera dużo pozytywnych opinii, bo są ludzie, których taka historia urzekła i wzruszyła. Niemniej trzeba tutaj trochę przymknąć oko i rozmarzyć się na temat słodkiej pierwszej miłości, która pokona wszystkie przeszkody, a wtedy lektura przyniesie dużo przyjemności.
Druga droga to przeczekać zawirowania miłosne z nadzieją na powrót tej tajemniczej atmosfery, która była na początku. Ja poszłam tą ścieżką i niestety nie mam dla was dobrych wiadomości - wątek łyżeczki wraca dopiero na sam koniec i tak naprawdę niczego ze sobą nie niesie. Można było w tym miejscu podstawić dowolny inny przedmiot albo nawet nie umieszczać żadnego, historia i tak tak samo by się potoczyła.
Jeśli szukasz ciepłej romantycznej powieści, wypełnionej emocjami, napisanej w pięknym stylu (za to akurat trzeba autorkę pochwalić, ma lekkie pióro, przez zdania wręcz się płynie) i z pozytywnym zakończeniem to spodoba ci się ta pozycja. Jeśli liczysz na coś ponad to, to uprzedzam, że możesz się trochę rozczarować.
To jest ten typ polskiej literatury, któremu zdecydowanie mówię N I E.
Po opisie liczyłam na spokojną historię o tajemnicy tytułowych srebrnych łyżeczek. I faktycznie na początku tak było i się na to zapowiadało, jednak im dalej tym gorzej.
Ukazanie całej przeszłości bohaterki w takim stylu było najgorszym pomysłem z możliwych. Sam fakt ,iż miała ona zaledwie początek 18 lat a interesował się nią 30- letni mężczyzna 💀 No coś tutaj jest ewidentnie nie tak. I te wszystkie decyzje, które podejmowali bardzo szybko , były totalnie bez sensu.Wyznanie sobie miłości po dwóch dniach znajomości???????Pozostali bohaterowie też byli toksyczni i pozostawiali po sobie jedynie takie rady życiowe, których wątpie,że normalna osoba by użyła.
Naprawdę ten szkielet opisu książki miał potencjał, może nie na super hiper świetną historię,ale na taką przeciętną. Jednak nie jest nawet przeciętna, jest po prostu nijaka i głupia.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Tak jak zawsze u pani Witkiewicz, książka była szybka w czytaniu. Napisałabym też, że przyjemna, ale jednak niekoniecznie. Zwłaszcza początek.
Nawet nie chodzi o dzieciństwo Lidii, które było bardzo smutne i przykre. To Konrad sprawiał, że lektura była nieprzyjemna. Trochę dziwnie się czuję z jego zachowaniem. Niby nie miał żadnych złych intencji, ale 30-letni facet sam z 18-latką i to jego bardzo nieprofesjonalne zachowanie. Z pozoru nie było tam nic złego, nie było złych intencji, ale było to bardzo dziwne! Konrad tak naprawdę wykorzystał niewinną dziewczynę. Był po medycynie, nie był w stanie dojść do wniosku, że ona jest w takim stanie psychicznym, że rzuci mu się w objęcia, bo nie zna takich pozytywnych uczuć? Później po rozwodzie też wykorzystuje inne kobiety. Próbuje coś stłumić, coś zapełnić. I rani kobiety, którym nie daje całego siebie.
Trochę mnie irytował sposób narracji. Ciągle zwroty typu "wtedy jeszcze nie wiedziałam, że... ", "kto by wtedy pomyślał, że..." itp.
W książce były dwie fajne kobiety — pani Irenka i mama Konrada. Chociaż jakaś mądrość.
Ogólnie podobało mi się przesłanie książki i na końcu nawet się wzruszyłam, ale jednak sposób, w jaki powstał ten związek, budził we mnie jakiś niesmak. Chociaż zdaję sobie sprawę, że to miało właśnie być takie nie w czas. Nie jest to najlepsze dzieło Witkiewicz, ale ogólnie zakończyło się w pozytywnym tonie.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Życie nie oszczędzało Lidii. Dziewczyna przeszła wiele. Kiedy doszła do momentu, w którym czuła, że już na wszystko jest za późno, dostała list od nieznajomej kobiety. Czy to zmieniło jej postrzeganie świata?
Witkiewicz umie w obyczajówki. Bez dwóch zdań. Wpadłam w tę książkę po uszy. A że akcja dzieje się w Gdańsku Oliwie, to jeszcze bardziej ta książka do mnie przemówiła, bo to moje okolice.
Polubiłam Lidę. Nawet jej głupie błędy wybaczałam od razu, bo rozumiałam skąd u niej takie zachowania. Autorka po prostu genialnie stworzyła tę postać, bo nie czułam, żebym czytała książkę, a raczej jakbym siedziała z kimś przy kawie i ten ktoś opowiadałby mi o swoim życiu.
Emocji wywołała we mnie ta powieść mnóstwo. Nawet gdzieś tam przy końcu zawieruszyła się łezka, więc chyba lepszej rekomendacji nie ma. To książka o życiu, z pozytywnym przekazem, taka na długi szary wieczór i na gorsze dni, bo na końcu jednak pojawia się uśmiech na twarzy.
"Srebrna łyżeczka" @magdalenawitkiewicz To historia, której główną bohaterką jest Lidia. Młoda dziewczyna, dla której los od początku nie był łaskawy. Wydarzenia w jej życiu sprawiły, że nasza bohaterka musiała bardzo szybko dorosnąć. Brak dzieciństwa, szybkie wkroczenie w dorosłość, nie pozwoliły Lidii zaznać beztroskiego życia. Pewnego dnia otrzymuje list od niejakiej Ireny Chojnackiej. Kim jest ta tajemnicza kobieta i jaką rolę odegra w życiu naszej bohaterki? Co z tym wszystkim mają wspólnego srebrne łyżeczki z wygrawerowaną litera L? Tak wiele pytań, na które odpowiedź przyjdzie z czasem. Więc nie ma na co czekać, tylko zagłębić się w lekturę. *** "Srebrna łyżeczka" to niezwykle wciągająca, realistyczna, lekka, klimatyczna opowieść. Posiadająca w sobie wiele prawd życiowych. Zaskakująca, przepełniona wachlarzem emocji, które roztopią niejedno serduszko. Autorka nie ucieka od trudnych tematów. Wplata je niepostrzeżenie nadając realnego wydźwięku tej historii. Pani Magdalena stworzyła opowieść o odkrywaniu siebie, o trudnych i bolesnych wspomnieniach tlących się w sercu bohaterów i o tym jak bardzo ważna jest obecność ludzi których kochamy. Świat przedstawiony przez autorkę nie jest wyidealizowany, bohaterowie borykają się z życiowymi dramatami, muszą podejmować ciężkie decyzje zupełnie tak jak my. Przez to są niezwykle realne. Jakby mieli swój pierwowzór w rzeczywistości. Są niezwykli w swojej zwykłości. Czytając tę książkę czułam jakbym była najlepsza koleżanką naszej głównej bohaterki Lidii. Chciałam jej pomóc, wspierać w tych trudnych dla niej chwilach i trzymałam mocno kciuki, by w końcu wszystko się ułożyło. Pokochałam również postać postać Pani Irenki, która swoim niespodziewanym listem do młodej kobiety, wskrzesza przeszłość i zachęca do tego, by cofnąć się wstecz, odnaleźć odpowiedzi na wszystkie nurtujące pytania. To powieść o poszukiwaniu siebie, zmierzeniu się z przeszłością, a także, o tym, że jeden nieprzemyślany ruch może wywrócić życie do góry nogami. A także o miłości, która jest krucha jak porcelana, o którą należy dbać jak o największy skarb. W swojej książce Pani Magdalena podejmuje problem alkoholizmu i następstw jakie niesie za sobą i jak wpływa na dzieci, które nie są w stanie pomóc chorej osobie z najbliższego otoczenia. Zwłaszcza gdy chorym jest któryś z rodziców. *** Prosty, przyjemny język, zgrabna, nietuzinkowa fabuła, która pochłania bez reszty. Nic dziwnego , że przeczytałam powieść w jeden wieczór. Pani Magdalena potrafi uchwycić w bohaterze to co najcenniejsze, najlepsze , życiowe i prawdziwe. To historia przepełniona bólem ale wiarą i nadzieją na lepsze jutro. Przepiękna w swojej wymowie, prosta, wzruszająca i motywująca do tego, by zastanowić się co tak naprawdę jest w życiu ważne. Niesamowity klimat, prawdziwość bijącą z każdej strony powieści rozgrzeje niejedno serduszko, jestem o tym przekonana. Pani Magdalena to mistrzyni happy endów, a my potrzebujemy takich powieści Czyż nie?
Od kiedy Magdalena Witkiewicz uplasowała się w topce moich ulubionych polskich autorek obyczajowych to po wszystkie jej nowości sięgam bez zastanowienia. “Srebrna łyżeczka” to historia życia Lidii, która w życiu przeszła wiele. Od najmłodszych lat musiała umieć radzić sobie w życiu. Musiała mieć być dorosłą. Gdy ma już 30 lat dostaje list od tajemniczej kobiety, która twierdzi, że jej przyjaciółką rodziny. Tylko, że Lidia wie, że jej mama nie miała innych przyjaciół niż nałóg. Postanowiła dowiedzieć się czego ta kobieta od niej chce i dlaczego to właśnie jej postanawia przepisać swoje mieszkanie. Między kobietami wytwarza się więź. Starsza pani otwiera Lidii oczy na to, co jest ważne i dopinguje w walce o własne szczęście. Czasami wystarczy tylko spróbować i można odzyskać wiele rzeczy, które się straciło… w tym srebrne łyżeczki do kompletu, ale i nie tylko… Powieść Magdaleny Witkiewicz to więcej niż książka ze szczęśliwym zakończeniem. To historia pełna nadziei na lepsze jutro. Lidia od dziecka nie miała łatwego życia. Matka w szponach nałogu, a ojca nie pamięta. Musiała o wszystko troszczyć się sama. Gdy pod koniec liceum jej życie zaczęło się uładać to ona sama zaprzepaściłą szansę na happy end. Lidia jednak nie wiedziała, że jej historię piszę Magda Witkiewicz, która jest specjalistą od szczęśliwych zakończeń, więc nie mogła zostawić głównej bohaterki smutnej i niespełnionej. “Srebrna łyżeczka” to powieść o wybaczaniu nie tylko sobie, ale przede wszystkim innym. To historia składania pewnych rzeczy na nowo, aby dalej mogły być zdatne do dalszego użytku. Czasami taki proces trwa wiele lat, ale po złożeniu rzecz może być jeszcze ładniejsza jak w Kintsugi, gdzie odłamki ceramiki łączy się za pomocą laki (żywicy) i ozdabia pęknięcia sproszkowanym złotem lub innym metalem szlachetnym. Kintsugi pokazuje nam, że nie wolno wstydzić się odniesionych ran. Przede wszystkim trzeba dać im czas, aby mogły się zagoić. Magdalena Witkiewicz jak zwykle mnie oczarowała. Co prawda początkowo nie byłam przekonana, co do samej fabuły, ale potem wraz z upływem czasu byłam coraz bardziej zachwycona. Na dodatek zawsze gdy czytałam książki Magdy to miałam wrażenie, że one szumią od bohaterów. Ten szum był oczywiście pozytywny, bo książka żyła. W przypadku “Srebrnej łyżeczki” tego nie było, ale to też mi bardzo pasowało. Autorka skupiła się na trójce bohaterów, a pozostali byli bardzo daleko w tyle. Osobiście lubię, gdy książki Magdy szumią, ale w tym przypadku ich cisza była jak najbardziej na miejscu.
Czy zdarza wam się, że w trakcie czytania danej książki macie mieszane uczucia, ale zakończenie, kiedy wszystkie elementy wskakują na swoje miejsca, ratuje całość i ostatecznie oceniacie książkę pozytywnie? Właśnie tak miałam z najnowszą powieścią Magdaleny Witkiewicz - "Srebrną łyżeczką".
Nie zrozumcie mnie źle, nie twierdzę, że cała treść prowadząca do happy endu była zła albo że męczyłam się czytając ją - po prostu nie podobały mi się niektóre zachowania bohaterów i najbardziej zainteresował mnie wątek, który rozwinął się dopiero pod koniec książki. Ale zacznijmy od początku.
"Srebrna łyżeczka" to historia Lidii i Konrada. Ona jest doświadczoną przez los maturzystką, która nagle zostaje sama na świecie, a on to 12 lat od niej starszy lekarz. Mimo dzielących ich różnic, rodzi się między nimi uczucie. Ale czasem nawet piękne rzeczy przychodzą w nieodpowiednim czasie...
Narracja przeskakuje między dwiema płaszczyznami czasowymi - równolegle poznajemy historię od początku znajomości pary bohaterów oraz śledzimy ich losy kilka lat po ich rozstaniu. Pomiędzy wątek miłosny wpleciony jest też motyw rodzinnych sekretów, tajemniczego spadku i stanowiących jego część srebrnych łyżeczek. Przyznam szczerze, że te motywy zaintrygowały mnie o wiele bardziej niż romans, bardzo spodobała mi się relacja Lidii z panią Ireną, bo choć założona na grząskim gruncie, ostatecznie wydała piękne owoce. Natomiast jeśli chodzi o wątek miłosny, to niestety mnie nie zachwycił. Konrada w myślach nazywałam Edziem, bo niektóre jego zachowania przypominały to, co wyprawiał jego wampirzy kolega, a Lidia w pewnym momencie zaczęła zachowywać się tak głupio, że znielubiłam ją na amen. Potem jednak autorka w piękny sposób przedstawiła pogląd, który w pełni podzielam: w dzisiejszych czasach zbyt łatwo przychodzi nam to co zepsute wyrzucać i wymieniać na nowe, nie podejmując nawet próby naprawy. Odnosi się to nie tylko do przedmiotów codziennego użytku, ale również do relacji międzyludzkich. Naprawianie takich związków Witkiewicz porównała do techniki Kintsugi, czyli sztuki naprawy porcelany, czym kupiła mnie całkowicie, bo uważam, że to przepiękna i bardzo trafna metafora.
Powieść ma swoje minusy, główna bohaterka irytuje, a do tego treść zawiera sporo błędów. Mimo to uważam, że jak najbardziej warto ją przeczytać, ze względu na wspaniałe, ponadczasowe przesłanie, którego współczesny świat bardzo potrzebuje.
Wszystko zaczyna się od tajemniczego listu, który otrzymuje Lidia, w którym główna bohaterka dowiaduje się, że kobieta, która niby zna jej rodziców chce przekazać jej spadek. Młoda kobieta nie wie co ma o tym myśleć, lecz w między czasie poznajemy jej przeszłość. To że nie miała dzieciństwa bo musiała opiekować się matką alkoholiczką, to że dzięki lekarzowi Konradowi, jakoś łatwiej jej było pogodzić się z tym, że jej jedyna rodzina jaką miała odeszła. Oraz to, że bardzo młodo wyszła za mąż. Jednak te małżeństwo przez jej głupotę się rozpadło.
Co jeszcze spotkało Lidię? Czy uda jej się odnaleźć miłość? I co to za kobieta, która chce jej zapisać spadek?
Jak już pewnie wiecie po książki Magdaleny Witkiewicz sięgam w ciemno. Po prostu wiem, że się nie zawiodę i tak też było w tym przypadku, chociaż ta książka nie chwyciła mnie aż tak za serce jak przy poprzednich historiach tej autorki.
Głowna bohaterka dzieciństwa lekkiego nie miała, bo zamiast wieść beztroskie dzieciństwo to ona musiała szybko dorosnąć by zająć się własną matką, która nadużywała alkoholu. To ona musiała sama zadbać o to by było co jeść, by było czysto, a dodatkowo by nie zawalić szkoły. Gdy matka umiera, z pomocą przychodzi jej zupełnie obca osoba, Konrad, który jest lekarzem. On jest od niej o dwanaście lat starszy jednak im to zupełnie nie przeszkadza. Później jednak coś zaczyna się psuć, on chciał jej dać wolność, by zasmakowała tego co ją ominęło. Lidia jednak za bardzo dała się ponieść tej wolności przez co wszystko zaczyna się sypać jak domek z kart.
Książkę czyta się w ekspresowym tempie i bardzo przyjemnie. Autorka po raz kolejny poprzez historię przekazuje nam bardzo wiele ważnych treści. Na przykład to, że dla miłości nie liczy się wiek, że jeśli to jest ta jedyna miłość to jest się w stanie znieść dla niej naprawdę bardzo wiele. Jednak czasem zdajemy sobie z tego sprawę niestety już po fakcie, aczkolwiek o ile ta druga osoba żyje to wszystko można spróbować jeszcze naprawić.
Książka mi się bardzo podobała, jednak uważam ją za nieco słabszą od poprzednich książek autorki. Zabrakło mi tu momentu, który wywołałby u mnie wzruszenie, wręcz chwycił za serce. Ale zachęcam Was byście sami się przekonali co sądzicie o tej książce.
Z tą książką było tak źle, że nawet nie wiem od czego zacząć. Podczas lektury zapisywałam sobie w głowie red flagi, które zamierzam wam przybliżyć. Tylko dla ludzi o stalowych nerwach.
🚩 Między głównymi bohaterami - Lidią i Konradem jest 12 lat różnicy. Dużo? Mało? Nie mnie oceniać. Lidia w chwili poznania z lekarzem ma 18 lat, a Konrad 32 lata. To są inne etapy życia. Jednak to nie jest najgorsze, ponieważ… 🚩 … Konrad (nieprofesjonalnie zresztą) zbliża się do dziewczyny w chwili, gdy wali jej się cały świat. I nie, nie robi tego wyłącznie z troski. Zauroczył się dziewczyną. 🚩 Konrad pierwszego dnia zostaje u Lidii na noc i patrzy jak ona śpi. Lidia, która była na tyle sprytna i uważna podkradając mamie alkoholiczce pieniądze (aby miała za co jeść, kupować podstawowe artykuły) jest pozbawiona instynktu samozachowawczego i pozwala, aby obcy, starszy facet został w jej domu (i patrzył jak śpi) 🚩 W teraźniejszości Konrad podgląda Lidię jak jakiś stalker. Ciągle używa zwrotu „obserwuję ją jak jakiś stalker”, ale nie gościu. Jesteś stalkerem, bo podglądasz ją przez okno 🚩 Nikt nie widzi nic złego w tym, że wokół Lidii kręci się jakiś starszy typ. Nauczyciele bali się o nią i dzwonili, aby zapytać jak się czuje, ale nikt nie poddał pod wątpliwość faktu, że Lidii towarzyszył dorosły mężczyzna niespokrewniony z nią. 🚩 Konrad wie lepiej, czego Lidia potrzebuje. Konrad WIE, że Lidia musi przeżyć studniówkę. Wie również, że Lidia PRAGNIE zaznać studenckiego życia. 🚩 Znajomi z pracy Konrada nie widzą nic złego w tym, że wiąże się z tak młodą dziewczyną 🚩 LIDIA JEST TAKA NIEWINNA I O MATKO JAKA ONA JEST DELIKATNA 🚩 (Moim zdaniem) Konrad wykorzystuje sytuację, że Lidia potrzebuje opiekuna i zbliża się do niej. Ona nieświadoma tego, że poniekąd postrzega Konrada jako „ojca” zaczyna wierzyć w uczucie do niego.
Wątek „przebudzenia” Lidii i powodu ich rozwodu zaintrygował mnie i spowodowało to pozostawienie dwóch gwiazdek. Szkoda, że autorka nie rozwinęła tego wątku, nie przedstawiła terapii Lidki (byłoby to bardzo ciekawe).
This entire review has been hidden because of spoilers.
Zaczytuje się książkami pani Witkiewicz już od dawna. Owszem, mam jeszcze kilka jej pozycji do nadrobienia i z pewnością je przeczytam. Za każdym razem zanurzam się w świecie emocji oraz trudnych historii. "Srebrna łyżeczka" to książka o życiu kobiety, która przeszła bardzo wiele..
Lidia dostaje list. Nie ma pojęcia kto jest nadawcą i co mógłby od niej chcieć. Przekonuje się, że to głosy z przeszłości. Ktoś kto znał jej ojca, mimo że ona już go nie pamięta. Cofamy się w czasie i poznajemy życie naszej bohaterki od początku. Jej trudne życie z matką, a potem związek z Konradem. Ale każdy musi popełnić swoje błędy, by się na nich wiele nauczyć..
Jak zwykle autorka nas nie oszczędza. Znajdziemy tutaj problem alkoholizmu i skutków tego wstrętnego nałogu wśród osób bliskich uzależnionego. Lidia nie miała wyboru, zajęła się mamą mimo, że nie pamięta jak to jest być po prostu kochaną. Gdy Krystyna trafia z udarem do szpitala na drodze Lidii staje Konrad, który postanawia się nią zaopiekować. Jest od niej o 12 lat starszy, jednak im zdaje się to nie przeszkadzać. Niestety, życie z tak młodą dziewczyną ma swoje prawa. Wszystko ma swoje miejsce i czas. Każdy z nas musi dojrzeć i zdecydować czego naprawdę pragnie. Lecz strach o przyszłość bardzo nas hamuje. Autorka przekonuje nas do tego, że nie warto czekać! Trzeba brać los w swoje ręce, bo jeszcze może nie być za późno. I w gruncie rzeczy to takie proste.. Książka zostawiła mnie z lekkim znakiem zapytania. Bo czy to naprawdę jest takie proste?
" -Zawsze można coś zrobić. Nie ma takiej sytuacji, z której nie byłoby wyjścia - powiedziała pewnie pani Irena. - Dopóki dwie osoby żyją, zawsze można naprawić relację. Ludzie nauczyli się, że teraz wszystko wyrzuca się do śmieci zamiast naprawiać. Kiedyś naprawiano, a teraz się nikomu nie opłaca. Ale to tylko pozornie się nie opłaca." Książki Magdaleny Witkiewicz mają w sobie coś takiego, że po prostu nie sposób im się oprzeć, niby zwykłe opowieści o rzeczach najprostszych, a jednak zapadają zarówno w pamięć, jak i w serce. "Srebrna łyżeczka" to historia tej jednej, jedynej, prawdziwej miłości, która pojawiła się w nieodpowiednim momencie. Z wielkim zainteresowaniem śledziłam losy głównych bohaterów, których autorka wykreowała z niezwykłym wyczuciem, nie pozbawiając ich wad i nie szczędząc im porażek, sprawiając tym samym, że całość była bardzo emocjonująca, i tak wciągająca, że nie byłam w stanie przestać czytać, dopóki nie dotarłam do końca. Poza tym, ta opowieść, to też ważna życiowa lekcja, nie odpuszczajmy zbyt łatwo, bo czasami z tych roztrzaskanych kawałków można stworzyć coś równie pięknego i trwałego. Wielka miłość, życiowe zawirowania, dramaty i rodzinne tajemnice, cudownie zwyczajna historia♡.
Męczyłam tę książkę zdecydowanie za długo. Najgorsze w niej były dla mnie dialogi. Były takie drętwe i nieprawdziwe. Normalni ludzie tak nie mówią. Główni bohaterowie rozmawiali ze sobą tak samo przy poznaniu się jak i już po ślubie. I do tego co chwilę przypominali co się wcześniej w tej książce wydarzyło. Jest ona cienka a autorka i tak co chwilę wszystko powtarzała. Sklerozy jeszcze nie mam. Potrafię zapamiętać fabułę. A propo niej to niewiele jej tam było. Wspomnienia o matce alkoholiczce były ciekawym momentem ale więcej to nie wiele się działo. Prawie wszystko mamy przedstawione jako wspomnienia a nie jako wydarzenia, w których moglibyśmy uczestniczyć i się zaangażować a całą "tajemnicę", którą Lidia odkryła dopiero na koniec książki ja rozwiązałam od razu. To nie było trudne do domyślenia się. I jest jeszcze zakończenie, z którym mam wielki problem. Bo oni ani razu ze sobą nie porozmawiali. Ta książka nie jest życiowa bo bez rozmowy to nikt nic sobie jeszcze nie wyjaśnił. Te całe zakończenie przebiegło w ten sposób: -Kocham cię. - Ja też cię kocham. Już rzucam narzeczoną. -Ślub. Koniec. Tam nie było nic więcej. Ani jednej poważniejszej rozmowy i ani jednej przemyślanej decyzji. Tylko pośpiech.
Lidia przez traumatyczne dzieciństwo musiała szybko dorosnąć, ale też pogubiła się trochę w życiu. Przez to poświęciła się karierze zawodowej. Pewnego razu dostała list od tajemniczej kobiety, która przedstawiła się jako przyjaciółka rodziny. A najdziwniejsze jest to, że kobieta postanawia przepisać w spadku swoje mieszkanie. Kobiety zaprzyjaźniają się, a Lidia uczy się wiary w lepsze jutro.
Od samego początku byłam ciekawa jak potoczą się losy Lidii. Niestety życie bardzo ją doświadczyło, ale na swojej drodze spotkała osoby, które pomogły jej się podnieść. Chociaż w pewnym momencie nie potrafiła tego docenić i narobiła głupot. Na pewno wpływ miało na to jej szybkie wejście w dorosłość, a każdy z nas musi przejść wszystkie etapy dorastania, aby później się ustatkować i docenić to co ma.
Czytając tę książkę parę razy się wzruszyłam, ale też byłam wściekła na zachowanie Lidki.
A co do tajemniczej kobiety od listu mam do niej mieszane uczucia. Nie wiem, czy byłabym w stanie tak się zachować.
Pióro Pani Magdaleny Witkiewicz jest tak lekkie, że książkę czyta się błyskawicznie. To chyba moje drugie spotkanie z twórczością Autorki, ale na pewno sięgnę jeszcze po inne tytuły.
Jest to taka życzeniowo-sentymentalna bajeczka o miłości. Ładna. Gdybym była złośliwa mogłabym ją nazwać terapeutyczną projekcją kobiecych marzeń. Ale czy w gruncie rzeczy w romansach o to nie chodzi? Dlatego piszą i czytają je przede wszystkim kobiety? Magdalena Witkiewicz robi to z niezłym wyczuciem.
Audiobook został rozpisany na dwa głosy. Kobiecy, Magdy Karel, jest narracją dwóch kobiet, Lidii, która jest przekonana, źe przez głupotę zmarnowała sobie życie, i jej leciwej przyjaciółki, Ireny, która niespodziewanie zaszczyca Lidię niesamowitym darem. Jak czasami mi się zdarza, miałam pewne trudności z przyzwyczajeniem się do kobiecego głosu w roli narratorki. Pobrzmiewał mi trochę za słodko, zbyt infantylnie, ale po pewnym czasie przestało mi to przeszkadzać. Natomiast Filip Kosior nigdy mnie jako lektor nie zawodzi, choć w roli Konrada, czyli faceta o którego w życiu Lidii chodzi, zbyt dużego pola do popisu nie miał. Może lepiej byłoby, gdyby w ogóle zamiast jego wynurzeń w drugiej części powieści pojawiło się więcej niepewności, suspensu?
Lidia to młoda kobieta, która miała trudne dzieciństwo. Gdy dziewczyna była w klasie maturalnej, jej matka dostała udaru. W karetce wezwanej do chorej przyjechał młody lekarz, Konrad, który uległ urokowi Lidii. Otoczył dziewczynę opieką, zaofiarował jej swoją miłość. Z wzajemnością. I pewnie ta sielanka trwałaby do końca ich dni, gdyby nie to, że między nimi było ponad dziesięć lat różnicy, a Lidia nigdy nie miała normalnego dzieciństwa i młodości. W czasie gdy Konrad potrzebował stabilizacji, Lidia odkrywała uroki życia studenckiego. Pewnego dnia dojrzała już Lidia dostaje list, który zaczyna zmieniać jej postrzegania świata i ludzi.
Książka napisana z dwóch pespektyw: Lidii i Konrada. Widzimy jak każde z nich inaczej podchodzi do kwestii związku, partnerstwa, granic i swobody w związku. W książce są poruszone trudne tematy, jak alkoholizm, toksyczne relacje, samotność, zdrada, Mimo to przez książkę się płynie. Jest to jednak kolejna ckliwa historia, która pewnie nie zostanie ze mną na dłużej.
Przeczytałam i ... z jednej strony to bardzo życiowa historia, pełna smutku i bólu, opowiadająca o tym, co może się stać, gdy będziemy w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie, o dawaniu drugiej szansy. A z drugiej strony brakowało mi takiego "czegoś", co nie pozwoliłoby mi o niej zapomnieć. Jednak podobała mi się, świetnie mi się ją czytało, myślałam o niej.
Magdalena Witkiewicz potrafi tak pisać, że proste rzeczy są jednocześnie najważniejszymi, a uczucia wychodzą na pierwszy plan. Jest to powieść o miłości, ale jeszcze bardziej o przebaczeniu. Autorka pisze ładnie, elegancko, ale bez patosu. Łatwo nam wejść w sytuację bohaterów, nie jest to przerysowana rzeczywistość, a sytuacja, która mogłaby dziać się obok nas.
Chociaż od przeczytania minęło już trochę czasu, to ciężko mi ją jednoznacznie ocenić. Myślę, że fanów autorki, ta powieść nie zawiedzie, ale zdaję sobie sprawę ze tego, że nie jest to chyba jej najlepsza książka. Mimo tego, polecam, bo ma ogromny potencjał.
Pewnego dnia Lidia dostaje tajemniczy list. Czy odmieni jej życie? I co ma do tego Kintsugi? ( japońska sztuka i technika naprawy porcelany).
Piękna opowieść o miłości, o trudnościach, o dojrzewaniu w cieniu rodzica alkoholika i o tym jak to wpływa na dorosłe życie. To druga książka w jednym tygodniu która porusza temat DDA ale tutaj w zupełnie innym ujęciu. Poruszająca historia, wywołuje dużo emocji. Mimo trudnego tematu czyta się lekko.
Mocno kibicowałam głównej bohaterce. Miałam wrażenie że słucham jej historii jakby mi ją sama opowiadała. Bardzo lubię książki Pani Witkiewicz. Jest nazywana specjalistką od szczęśliwych zakończeń.
Pokochałam Milaczka, zaśmiewałam przy Szkole żon, wzruszam przy "Czereśnie są dwie" i "Uwierz w Mikołaja". Jeśli znacie te pozycje to wiem że wam się spodoba również i ta książka.
Nie wiem, jak to się dzieję, że powieści Magdaleny Witkiewicz, tak bardzo mnie wciągają, mimo że zupełnie wykraczają poza moje typowe zainteresowania literackie. Zapoznając się z książkami tej autorki czuję się, jakbym słuchała opowieści mojej babci i w jakiś sposób za każdym razem mnie to uspokaja i Srebrna łyżeczka nie była wyjątkiem od tej reguły. Nie była to historia idealna, ani nawet do takiej zbliżona, nie zgadzałam się z wieloma wartościami prezentowanymi przez bohaterów, ale nie zmieniało to faktu, że czytało mi się to przyjemnie, a właśnie tego oczekiwałam po nią sięgając.
Słuchane w formie audiobooka, dzięki akcji czytaj.pl
Najpierw współczułam Lidii, a nie polubiłam Konrada za pośpiech. Z czasem to jemu zaczęłam współczuć, a znielubiłam Lidię i zaczęłam nią gardzić ze względu na jej późniejsze zachowanie. Dwie pierwsze części mnie nie porwały (więc cieszę się, że wysłuchałam audiobooka), a zainteresowała dopiero trzecia, gdy na scenę weszła pani Irena jako złota babcia. To dopiero jej obecność odczarowała dla mnie ten tytuł, a zakończenie wzruszyło. "Srebrna łyżeczka" to nie moje pierwsze spotkanie z Magdaleną Witkiewicz, ale niestety jak dotychczas najsłabsze, chociaż jednocześnie nie aż tak złe.