Izmir – dawniej Smyrna – jest uznawany za jedno z najbardziej egalitarnych i wolnych miast w Turcji, choć niektórym jego mieszkańcom wciąż trudno odejść od tradycyjnych wartości. W tym "mieście bezbożników" równie prężnie jak księgarnie religijne działają świetnie zaopatrzone sex-shopy, chociaż gorliwi wyznawcy islamu powinni korzystać tylko z tych oznaczonych jako halal, w których nie ma dostępu do "nieczystych" przedmiotów, jak choćby perfum na bazie alkoholu. Kobiety, mimo że aktywnie walczą o swoje prawa, wciąż zmagają się z ostracyzmem po rozwodzie, a mistyczne pokazy wirujących derwiszów odbywają się w centrach handlowych.
Marcelina Szumer-Brysz, osobiście związana z miastem, jest wspaniałą przewodniczką po tym tętniącym życiem miejscu. Spacerując izmirskimi ulicami, rozmawia z profesorem, który w wyjątkowej wiosce pod miastem uczy młodzież matematyki, z Turczynką grającą w lokalnej drużynie futbolowej czy wróżkami, które przepowiadają przyszłość z fusów po kawie, nie zważając, że uznaje się to za grzech. Autorka prowadzi nas też przez bogatą historię Izmiru, o której z dumą opowiada się w popularnych serialach i bez której nie można w pełni zrozumieć współczesności tego miasta – wciąż przyciągającego i hipnotyzującego swoją wielobarwnością.
2,75 Niby to było ciekawe, niby dowiedziałam się nowych rzeczy, ale jednak czegoś mi w tej książce zabrakło.
Uważam, że Marcelina Szumer-Brysz poruszyła interesujące i dość różnorodne tematy, ale to wszystko było dla mnie zbyt mało uporządkowane. Moje myśli za często odbiegały od Izmiru, przenosiły się gdzieś w inne części Turcji a nawet Grecji. Sama nie wiem, jak to wyjaśnić. Po prostu myślę, że to byłby lepszy reportaż, gdyby był dłuższy. Albo byłby lepszy, gdyby był bardziej współczesny. Autorka bardzo często wyjaśniała coś bazując na dawnych wydarzeniach a mnie nieco wybijało to z rytmu. Rozumiem, że taki był zamysł, ale nie utrzymało to mojej uwagi. Być może ktoś inny odnajdzie się lepiej w tej formie i wyciągnie z tej pozycji więcej dla siebie.
Autorki nie przekreślam, wręcz przeciwnie, pewnie za jakiś czas sięgnę po jej drugą książkę o Turcji.
Taki w sumie groch z kapustą... Trochę historii, trochę współczesności, trochę o Izmirze, trochę o Turcji w ogóle, niektóre rozdziały zupełnie o niczym. Kilku ciekawych rzeczy się dowiedziałam, ale ogólnie myślę, że można było tę książkę napisać dużo lepiej.
Można powiedzieć, że kolejny z "reportaży o niczym" - leniwie poznajemy historie samego Izmiru jak i jego mieszkańców, sposobu, w jaki rozwiązuje się tu sprawy wszelakiej maści, jak postrzega się rzeczy i wydarzenia (często niezwykle odmiennie od sposobu, w jaki robi się to w innych częściach kraju), a to wszystko jest ubrane w język i stylizację, która (choć może czasami aż nadto poetycka) sprawiła, że pożałowałem sobie braku burka, szklanki słodkiej miętowej herbaty i widoku na Morze Śródziemne podczas czytania.
Izmir – miasto w Turcji wyjątkowe, wyemancypowane, pełne sprzeczności, pulsujące życiem i historią. Izmir to także Turcja w pigułce. Szumer-Brysz pisząc o Izmirze, pisze o Turcji, sprowadzając ją do mikrokosmosu tego miasta. Trzeba od razu jednak napisać, że ta książka nie jest jednym reportażem, a raczej zbiorem tekstów, których punktem wspólnym jest to miasto. Rozmowy z różnymi osobami prowadzą jednak autorkę w niespodziewane strony i pozwalają spojrzeć na Izmir przez różne soczewki. Ciąg dalszy: https://przeczytalamksiazke.blogspot....
Sława Izmiru jako raju dla tureckich liberałów dotarła do mnie, kiedy kilka lat temu odwiedziłam miasto. Najpiękniejsze Turczynki są z Izmiru, tu nie spotkasz kobiety w chuście, twoja religia to twoja sprawa – dzięki takim obiegowym opiniom zasłyszanym od stałych bywalców miasta, w mojej głowie Izmir obrósł w legendy. Jednak jako turystce i cudzoziemce trudno było mi je zweryfikować.
Z pomocą przyszła mi lektura książki Marceliny Szumer-Brysz. Autorka będąc jednocześnie kimś miejscowym i kimś obcym, potrafiła mi opowiedzieć Izmir na nowo.
Reportaż Szumer-Brysz to bardzo przewrotny przewodnik po Izmirze. Z jednej strony zdziera z miasta łatkę nowoczesnej metropolii, żeby pokazać całą plejadę postaw jego mieszkańców. Pokazuje Izmir jako Turcję w pigułce – zróżnicowaną i zmienną. Z drugiej oprowadza nie tylko po miejscach ważnych dla wszystkich mieszkańców, ale także po lokalizacjach związanych z osobistymi przeżyciami autorki. Zmienia trudną do ogarnięcia metropolię w ciąg znajomych ulic, z których każda przywołuje wspomnienia.
W książce najbardziej urzekły mnie historie bohaterek, które udowadniały, że Izmir kobietami stoi. Matka Ataturka, rowerzystki, które celowo obwieszają swoje rowery kwiatami czy wróżki czekające na klientów w kawiarniach nadały żywego koloru opowieści o mieście. Dynamicznie zmieniające się wątki nie pozwalały się nudzić. Polecam spacer po Izmirze w towarzystwie Marceliny Szumer-Brysz.
Po te książkę sięgnęłam już po lekturze Wróżąc z fusów, tej samej autorki. Trochę za mało w niej samego Izmiru, jak na pozycję właśnie o tym mieście. To barwna, jak schody na okładce, mieszanka różnych historii i spostrzeżeń autorki. Ja na wszystkie pozycje o Turcji patrzę trochę inaczej, ponieważ życie postawiło mi na drodze przyszłego męża właśnie z tego kraju. Mam więc trochę większą wiedzę i perspektywę niż osoba, która w Turcji nigdy np nie była. Przez ten osobisty aspekt być może oceniam książkę trochę lepiej. Czytając o Atatürku i jego domu w Salonikach, myślałam o pierwszej zagranicznej wycieczce z, wtedy jeszcze partnerem, do Grecji, w szczycie pandemii. Znam smak aşure, wrozono mi z fusów po kawie i Turcja jest już po prostu częścią mnie. Może dlatego İzmir przeczytałam w dwa dni i wolę te pozycje od pierwszej książki Marceliny.
Nierówna lektura. Szumer-Brysz pisze o ciekawych rzeczach, ale wszystko to jakoś bez ładu i składu - niby jest o Izmirze, a autorka ucieka w inne partie kraju, niby jest o różnorodności, ale jakoś tak jedynie przelatujemy po powierzchni. Narracja zdecydowanie wpływa negatywnie na całość - autorka nie potrafi trzymać się jednego stylu (raz jest poetycko, raz nisko, raz bardzo merytorycznie, innym razem ociężale), zbyt często porusza wątki absolutnie niepotrzebne, momentami niektóre rozdziały wyglądają jakby były przed redakcją. Szkoda tematu, bo jest on interesujący i w innych rękach okazałby się na pewno lepszy.
Merytorycznie jest super, zbiór ciekawostek, pełna faktów historycznych i wielu spostrzeżeń, które ubogie są we wnioski. Poza tym ociężliwy poetycko-fabularny styl i bezskładna narracja czyni całość horrendalnie męczącą. Niby byłem zafascynowany, ale narracja konsekwentnie studziła mój zapał do czytania xd
Do samej treści nie mogę nie przyczepić, chociaż moim zdaniem niektóre poruszone tematy mogłyby być trochę bardziej zgłębione. Zaokrągliłabym te 3.5 gwiazdek do 4., gdyby nie masa błędów w zapisie tureckich wyrazów. Nie chodzi mi o literówki, błedy pojawiają się w książce cały czas. Biorąc pod uwagę, że autorka umie po turecku, spodziewałabym się lepszej roboty ¯\_(ツ)_/¯
Jest parę dobrych momentów, nawet się zaśmiałam, ale niestety część opowieści jest tak skonstruowana, że trudno poczuć jakąś chemię z narratorką czy jej bohaterami. Ogólnie reportaż jest ok, ale nie rzuca na kolana pod żadnym względem.
Dobrze, że są miejsca takie jak Izmir, miejsca stanowiące wyłom z konserwatywnej rzeczywistości dosyć konserwatywnego kraju. Dobrze, że ktoś mi o tym opowiedział, choć mam podejrzenia, że ta historia mogła być dwa razy dłuższa i może spójniejsza jako całość. W każdym razie czytana małymi partiami podczas zimowego urlopu dała mi poczucie dobrze wykorzystanego czasu
To była piękna przygoda lektury tej książki! İzmir 💗 Mimo wszystko brakowało mi trochę więcej historii na temat współczesnych losów miasta, a mniej historii o serialu