Pij ze mną kompot Justyny Bargielskiej to autorski zestaw i wybór tekstów, które autorka publikowała w ostatnich latach m.in. na łamach miesięcznika „Znak”, „Ruchu Muzycznego” i „Charakterów”.
Jedni przepadają za kompotem, drudzy go unikają. Nie da się jednak ukryć, że ten gotowany ze świeżych lub suszonych owoców energetyczny napój ma swoją magiczną moc. Nie tylko skutecznie gasi pragnienie, ale także potrafi wywoływać wspomnienia.
Pij ze mną kompot Justyny Bargielskiej to zestaw tekstów publicystycznych – błyskotliwych, efektownych, w których autorka podejmuje kwestie społeczne, kulturalne, obyczajowe i osobiste. Zebrane w jednym miejscu układają się w niezwykłą i brawurową opowieść. Bargielska w charakterystyczny dla siebie sposób miesza tu języki, konwencje, style, gwarantując czytelnikowi czułą, zabawną i ironiczną relację ze swoich „randek ze światem”. Książka zdecydowanie dla odważnych czytelników!
Publikowała w wielu pismach literackich, m.in. w „Odrze”, „Ha!arcie”. Jej wiersze były tłumaczone na język angielski, język słoweński i bułgarski. Laureatka III edycji konkursu poetyckiego im. Rainera Marii Rilkego (2001) i nagrody specjalnej VIII edycji Ogólnopolskiego Konkursu Poetyckiego im. Jacka Bierezina (2002). W 2010 roku za tomik Dwa fiaty otrzymała Nagrodę Literacką Gdynia. Za swój prozatorski debiut Obsoletki otrzymała nominację do Paszportów Polityki oraz Nagrodę Literacką Gdynia. Książka ta znalazła się w finale Nagrody Literackiej Nike 2011
Gdybym miała jednym wyrażeniem podsumować te teksty, powiedziałabym: na siłę. Miałam wrażenie, że brakuje tym tekstom lekkości, że stara się być zabawna, że jakoś tak ironicznie stara się do wszystkiego podchodzić, ale nie miałam wrażenia, że to naturalne. Jej obserwacje są ciekawe, zainteresowania szerokie i byłam wciągnięta, ale gdy skończyłam czytać, uznałam, że brakowało mi w tych tekstach pewności siebie, czasem czułam się dziwnie niezręcznie i trochę się krzywiłam (dobra, dwa razy powiedziałam pod nosem „OK boomer”, a przecież autorka nie jest stara i jakoś tak przykro mi się zrobiło). No ale ostatecznie to są autorki randki ze światem, to jest jej sposób opisywania tych spotkań z kulturą i różnymi fenomenami, więc chyba się po prostu nie spotkałyśmy jeżeli chodzi o wrażliwość.
Zbiór krótkich form publicystycznych, żartobliwych, ironicznych, będących momentami niezręczną próbą połączenia boomerskich żartów z humorem współczesnych nastolatków. Te opowiastki z życia autorki są zaś przeplatane historiami największych kompozytorów muzyki klasycznej i ich żon oraz kochanek. Momentami nawet się zaśmiałam, innym razem chciałam przerwać w połowie i więcej do „pij ze mną kompot” nie wrócić. Kończę czytanie tego zbiorku mądrzejsza o kilka ciekawostek z życia facetów, którzy spłodzili nieracjonalną liczbę dzieci.
Fragment, który w mojej opinii idealnie podsumowuje humor i styl większości tekstów opartych na przeżyciach autorki:
„Wtedy z pomocą przyszła mi doktor Budwig, w swojej diecie bezwzględnie zalecająca w południe wypić lampkę szampana z siemieniem lnianym. Wypijałam szampana, siemię rzucając gołębiom, które zlatywały się na balkon. Z każdym łykiem czułam się bardziej jak Disneyowska księżniczka: trochę passé i okropnie ofensywnie wobec ruchu body positive, ale na pewno na dobrej drodze do ideału anime”.
Dobre, ale zdecydowanie wolę prozę Bargielskiej. Błyskotliwa ironia i dyscyplina formy, które zachwyciły mnie w "Obsoletkach" i "Małych lisach", tu rozlewają się w felietony - i okazuje się, że celna obserwacja blednie, gdy zostaje rozpisana na prasowe szpalty. Moja wrażliwość nie rezonowała też z typem humoru, jaki reprezentuje "Kompot" (co zadziwiające, bo za nieoczywisty humor właśnie Bargielską pokochałam) - niektóre koncepty jawiły mi się jako zbyt dopowiedziane, siłowo przewrotne wobec zjawisk popkultury czy współczesnych wątków społecznej dyskusji. Za to zachwyciła mnie okładka Alicji Białej - i sam tytuł Bargielskiej także.
Po przeczytaniu wstępu spodziewałam się czegoś bardziej uporządkowanego, ale też przekrojowszego. Styl miejscami mnie zachwycał, a innym razem irytował. Pani Bargielska bardzo lubi robić takie skaczące dygresje. A do tego swoiste mizdrzenie się do czytelnika.
Tematycznie to nie była książka dla mnie, za wiele miejsca poświęcono muzyce klasycznej i biografiom. W efekcie ominęłam około 1/4 tekstu.
Z przekory zobaczę co autorka ma do zaoferowania w innych rodzajach literackich.
Nie mam pojęcia o czym jest ta książka ani kto powinien być odbiorcą ale zdecydowanie nie ja. Krótkie teksty a randki ze światem przeróżne. Forma ani mnie nie zachwyciła, ani nie zezłościła. Lektura nie wzbudzająca żadnych emocji. Nie stawiam żadnej oceny bo błędem nie było jej powstanie a to że trafiła do mnie.
To jedna z tych książek, o których zapomina się zaraz po jej zamknięciu. Nie wiem o czym przeczytałam, ale nie miało to żadnego sensu. Odkładam i nigdy do niej nie wracam. Niestety.
3 z minusem i to raczej z sentymentu do autorki spowodowanego genialnymi "Obsoletkami", ale "Gawrony" 5 z plusem. Ogólnie całość jakaś taka pokazowo erudycyjna.