Macie listę książek do których warto odliczać dni? Jeśli macie takowe listy to zdecydowanie (jeśli jej tam nie ma) musicie dopisać tam najnowszą książkę Angeli Węckiej, która będzie mieć premierę za 10 dni! Ta autorka podbiła moje serce przy pomocy Ostrego, więc nawet nie wiecie jak się cieszę, że mam przyjemność jej patronować - to zdecydowanie coś innego, a wiecie jak ja uwielbiam takie podejście do rzeczy.
Zaczynamy od poznania Mariki, która nota bene od razu polubiłam, chociaż wydawała mi się chwilami zagubiona i nader chaotyczna jednak, jeśli miała cel to do niego dążyła. Był on w jej głowie jeden i postanowiła uczynić z niego czarnego konia na swoją przyszłość. Słyszeliście o flippingu? Nie? To tak jak ja - musiałam udać się po pomoc do wujka google, jednak już w tym momencie wiedziałam, że chcę poznać co się będzie działo w Glow Up. Marika postanowiła, że flipping to będzie jej dzika karta na życie, kupiła mieszkanie w bytomskiej kamienicy, które nie grzeszyło dobrym stanem. Uda jej się wygrać swoją przyszłość wraz z pomocą tego mieszkania i czy odnajdzie się jako świeżo upieczona flipperka?
Kolejną główną postacią jest Aleksander, który stara się być poukładany i ma w sobie "to coś" chociaż nie jest żadnym gangsterem czy motocyklistą. Taki fajny zwykły facet, który wniesie nam trochę powagi, ale też sporo humoru do lektury - ja przez jego dialogi z Mariką kilka razy płakałam ze śmiechu (i nadal mam uśmiech na twarzy, chociaż czytałam jakiś czas temu). Dodatkowo, nie jest to postać, która jest okropnym chamem, chociaż jest pracownikiem fizycznym i ja temu przyklaskuję, bo zobaczyłam prawdziwego faceta bez żadnych przerysowań w jakiś cechach (takie postaci lepiej się sprawdzą w innych książkach!).
Czujecie, że będzie to coś fajnego? Mam nadzieję, że tak, bo czytając egzemplarz patronacki przeczytałam Glow Up w 1 wieczór/noc, a dzisiejsza paczka sprawiła, że oniemiałam, bo nie liczyłam na takiego grubaska, który na dodatek prezentuje się świetnie, te barwy to strzał w dziesiątkę, bo wyróżniają się na tle czerni i ciemnych barw jakie w moim odczuciu królują teraz. Kojarzycie syndrom Mary Sue (Mary Sójka), który czasami w niektórych książkach króluje? To tak zwana Panna Idealna, a Marice do niej daleko, oj bardzo... czyli nie mamy tu ludzi idealnych, a prawdziwych, żywych! Nie będę się tu rozwodzić nad tym, bo zdecydowanie musicie sami poznać ten duet bohaterów! Ponownie cofnę się do poprzedniej książki Angeli, bo w Ostrym ujęły mnie opisy jedzenia (tak plastyczne, że robiłam się głodna!), tak tu opisy kamienic pozwalające się przenieść do nieznanego mi miasta, a potrafiłam to wszytko sobie świetnie wyobrazić!
Mam tylko jedną sugestię dla czytelników - NIE zaczynajcie Glow Up wieczorem (ja zrobiłam taką głupotę), bo nie będziecie w stanie się oderwać, bo to kwitnące uczucie w le bytomskiego flippingu wciąga! I to bardzo! Wielkie gratulacje dla autorki i cóż mogę napisać - czekam na kolejne książki!