Mercy Stone nie planowała wracać do rodzinnego miasta. Hazardowe Reno było miejscem, które w ciągu ostatniego roku próbowała wymazać z pamięci. Jednak młoda kobieta ułożyła sobie w głowie plan zemsty osładzający jej konfrontację z bolesną przeszłością.
Mercy zamierza obrócić życie przybranej siostry w proch. Zetrzeć w drobny mak szczęście, które niegdyś zostało jej tak bezlitośnie odebrane. A do tego ma posłużyć Gabriel Crade – przyjaciel jej ojczyma, chłopak siostry oraz utalentowany bokser walczący o miejsce w szeregach „Diabłów Vegas”, garstki najlepszych pięściarzy w całym kraju.
Ten zdystansowany i tajemniczy mężczyzna na pozór wydaje się poza jej zasięgiem. Mercy na początku jest dla niego zbyt głośna, pyszałkowata i przemądrzała. Z czasem jednak odkrywa, że za ironicznym uśmiechem kryje się czyste zepsucie. Takie, które wypaliło piętno w złamanym sercu kobiety.
Nie zdążyłam przeczytać tego na Wattpadzie, więc stwierdziłam, że kupię papierową wersję, bo wiele osób chwaliło i polecało mi Diabły. I szczerze powiedziawszy jestem zawiedziona. Sam styl pisania autorki moim zdaniem jest nie tyle co słaby, bo może i niektórym odpowiada, ale dla mnie totalnie nie. Nawet nie umiem opisać dokładnie moich odczuć, co do niego, bo dla mnie osobiście jest wręcz nijaki (irytowały mnie np. często powtarzające się te same frazy). Sami bohaterowie co prawda nie byli najgorsi, choć przez całą książkę próbowałam się do nich przywiązać, lecz na marne. Nie wiem, nie potrafię się z nimi do końca zżyć. W niektórych momentach, zwłaszcza w rozdziałach z punktu widzenia Gabriela, czułam lekkie zażenowanie i zdegustowanie.
Mam nadzieję, że w kolejnych tomach będzie już lepiej, bo z pewnością po nie sięgnę. Nie tylko dlatego, że nie lubię nie kończyć serii, a dlatego, że jestem ciekawa po prostu co się wydarzy. Zwłaszcza po tym zakończeniu.
Still trzy gwiazdki, bo wbrew moim poprzednim słowom nie było aż takie złe, ale takie są po prostu moje odczucia.
Długo zastanawiałam się, jaki mam stosunek do tej książki i co tak naprawdę o niej myślę. teraz już wiem, że książka jest po prostu słaba. Może to kwestia stylu pisania autorki – buduje ona zdania w niespotykany sposób, jednak dla mnie ewidentnie nie był to plus. Często musiałam czytać ponownie dane zdanie i skupić się aby w ogóle zrozumieć sens. Po jakimś czasie myślę, że przyzwyczaiłam się do takiego sposobu budowania zdań, jednak na początku męczyłam się z tym za bardzo, aby teraz powiedzieć, że było w sumie dobrze. Problemem jest jeszcze fakt, jak autorka buduje opisy w owej książce. Często miałam wrażenie iż Martyna Keller próbuje ładnie pisać, nie mając równocześnie talentu pisarskiego. Na praktycznie każdej stronie można było znaleźć określenia jak "pieprzony", "przeklęty", "cholerny" czy "pierdolony". Przykładowe zdanie: "Podałam mu prawdę na cholernej tacy". Po co? Te słowa nie dodają nic w moim mniemaniu, a wręcz przeciwnie, ich natłok sprawia, iż odczuwam wrażenie braku talentu pisarskiego autorki. Ciężko przebrnąć przez tekst, w którym większość opisów stanowią niepotrzebne słowa, wydumane i bardzo wyniosłe. Styl pisania Martyny Keller to nie moja bajka. Jeśli chodzi o bohaterkę, to Mercy ma charakter zbudowany z cech które mnie denerwują. Jest egoistyczna, wywyższająca się i grożąca wszystkim dookoła. Cały czas powtarza swojej siostrze Faye, iż zniszczy jej życie, a finalnie jedyną krzywdą jaką jej wyrządza jest uwiedzenie chłopaka Faye, Gabriela, który tak czy siak chce zakończyć związek z siostrą Mercy. Bohaterowie są płascy – cały czas mówi się o ich tajemnicach z przeszłości, a poznajemy je na ostatnich 20 stronach, co może jest plusem ale nie dla mnie. Książka nie ma fabuły. Nie pamiętam jak się ona zaczęła i jaki wątek był najważniejszy. Jest to po prostu plecionka z wattpadowych pomysłów w dość kiepskim wykonaniu. Po korekcie wydawniczej straciła ona klimat i zrobiła się płaska, tym samym upodabniając się do wielu książek z wattpada, które zostały wydane, a niepotrzebnie. Pomysł na książkę fajny, ale wykonanie zupełnie mi nie pasuje. Diabły Reno czytałam rok temu na wattpadzie i muszę przyznać, iż internetowa wersja tej książki bardziej do mnie przemawiała. Relacja Gabriela i Mercy nie rozwijała się tak szybko. Ja znudziłam się stosunkiem głównych postaci do siebie już po 50 stronach. Zakończenie jest słabe – praktycznie go nie ma. Nie wyjaśnia się mnóstwo wątków i tajemnic i może dla kogoś to nie problem – wszak na jesieni ukaże się kolejna część – jednak ja oczekiwałam czegoś innego po przeczytaniu opisu. Zawiodłam się i nie sądzę abym miała przeczytać kolejne części, gdyż pierwsza wymęczyła mnie okrutnie.
Sięgnęłam po tą książkę po przeczytaniu komentarzy, które bardzo są zachwalały i jakie było moje rozczarowanie. Nie mogłam się w ogóle wciągnąć w historię, a gdzie przywiązać do bohaterów. Przez pierwsze 100-120 stron poprostu nic się nie dzieje. Kiedy mam już nadzieję,że się to zmieni i ta wielka zagadka to będzie coś - to jak się okazuje to jedno wielkie nic, opisane w 1-2 zdaniach. Gdzie tylko i kiedy się da są powtórzenia np. o tym jak dziewczyna ma słabość do tatuaży na przedramionach chłopaka, co dla mnie było już męczące. Zbyt szybko przeskakuje akcja, przez co wątki są pourywane i nie rozwinięte. Jedną z rzeczy, które najbardziej mnie denerwowały to to, że dziewczyna wyjechała z Reno tylko na rok, a zachowywała się jakby nie znała tego miejsca i ludzi, jakby to wszystko widziała pierwszy raz na oczy. Różnicą wieku między bohaterami jak dobrze pamiętam to 6 lat ?, a Gabriel co rusz mówił do Mercy dzieciaku - serio? Długo męczyłam ta książkę i zapewne jeśli sięgnę po kolejne części to tylko do podczytywania między innymi pozycjami i tylko po to, żeby skończyć całą serię.
To nie było najlepsze co przeczytałam, w życiu ale też nie najgorsze. Rozumiem dlaczego Martyna jest tak bardzo zniechęcona do tej serii. Pierwsza połowa była nudna i nijaka ale jak już się fabuła rozwineła to naprawdę się wkręcilam!! Zdecydowanie sięgnę po kolejne części!
Szczerze mówiąc całkiem inaczej zapamiętałam tą książkę, jestem trochę zdezorientowana, myślałam że związek Faye i Gabriela był aranżowany, sporo wątków się zmieniło albo książki pomyliłam 💀
To jest najgorzej napisana książka jaką kiedykolwiek przeczytałam. Ta historia nie ma sensu, dialogi są do dupy. Milion niepotrzebnych fragmentów, no matko 6 stron o tym jak ona idzie naostrzyć łyżwy do serwisu? Serio? I tyle powtórzeń i przesyt słów typu: przeklęte, pieprzone, cholerne, do diabła. Po kilku takich powtórzeniach tracą swoją moc. A potrafiło sie na jednej stronie znaleźć kilka takich smaczków. Jezu oszczędźcie sobie czas i nie czytajcie tego.
Czytając tą książkę na wattpadzie byłam nią oczarowana. Teraz w papierowej wersji mam ochotę wyć widząc jak to cudo zostało zepsute. Relacje zostały tak spłycone. Mercy jest zupełnie inną osobą. Faye i Daniel są bez wyrazu. Jestem zawiedziona absolutnie. Brak łączeń pomiędzy wydarzeniami. Krótkie i płytkie opisy. Trzy razy na nie
Pomimo tego że książka ma dość pozytywnych opinii mi nie przypadła do gustu. Chociaż bardzo lubię książki o tej tematyce to ta wpędziła mnie w trwający kilka miesięcy zastój czytelniczy. Prawdę mówiąc to zmuszałam się do jej czytania. Często denerwowało mnie zachowanie Mercy. Jednak epilog zachęcił mnie do przeczytania dalszych części.
Ogólnie bardzo przyjemna książka,kocham wątek łyżew .Trochę denerwowały mnie powtórzenia,to samo w kółko.Bardzo szybko się czytało ale tez nie jest niesamowita :)
Znacie te stan - słyszcie o jakiejś książce, czytacie jej opis i coś Was w niej bardzo mocno zaciekawia? Potem pojawiła się okładka, która już całkowicie sprawiła, że macie na nią ochotę... To właśnie moja pierwotna relacja z Diabłami Reno, i miałam nadzieję, że na dalszych etapach będzie równie dobrze, ale... Serio byłam na etapie wielkiego zaciekawienia, gdy zaczynałam czytać, bo Pani Martyna pokusiła się o coś innego niż mafia i erotyka - za to już dałam plusa tej pozycji, pomysł to źródło wszelkiego dobrego projektu i tak też miało być tutaj. Tylko problem pojawił się w przypadku wykonania... bo niemożebnie nie mogłam wejść w historię Mercy... tak gdzieś do połowy chyba. Nasza główna bohaterka to Mercy (łaska, litość) i właśnie to w jej czynach miało przyjść coś całkiem przeciwnego - zemsta, na która czekałam i czekałam, jednak się nie pojawiła tak mocno jak powinna, skoro przestawiono ją aż tak mocno w opisie. I klops... o nie poczułam tego za nic... a szkoda, bo wtedy moje odczucia byłyby inne. Bohaterowie, to kolejna słodko-gorzka pigułka, bo jak bohaterka średnio mi podpasowała, tak Gabriel już był całkiem fajną postacią, którą mogłam chętnie obserwować i słuchać, bo w wątku sportowym sprawdził się bardzo dobrze, a niestety to nie on tu dominował. Budowanie relacji to coś co przychodzi prosto lub jest niczym syzyfowa raca i tu chyba padło na to drugie, bo może i co miało być między Mercy a Gabrielem, ale nie miało to przełożenia na głębsze warstwy. Nie wchodzę za bardzo w żadną z warstw, bo też były one tylko zarysowane, nie można było się w nie, mówiąc kolokwialnie - "wgryźć". Za co daję trzy gwiazdki? Za pomysł, który jest inny niż to co pojawia się teraz głównie; za motyw sportu, który autorce się udał i myślę, że mogłoby być go więcej, oraz za Gabriela, który moim zdaniem ratował tą historię. Myślę, że po kolejną część sięgnę, bo jestem ciekawa czy autorka poprawi swój warsztat i pokaże pełne możliwości historii.
Czekałam z niecierpliwością, aż będę mogła przeczytać tę książkę i praktycznie od razu jak tylko przyszła to się za nią wzięłam. Totalnie nie był to błąd, bo jest świetna. Doczekała się już kolejnych części, z których drugą mam przeczytaną na półce a trzecia jest na mojej liście “do kupienia”. Nie była opowieścią idealną, ale przyjemną, chociaż wywołującą wiele emocji, książką romantyczną idealną na zastój czytelniczy. Martyną opisała rozwijające się uczucie i więzi pomiędzy sportowcami z dwóch skrajnie różnych od siebie dyscyplin. Pokazała również, jak demony z przeszłości mogą wpływać na naszą teraźniejszość. Pomysł, jak i jego wykonanie są cudowne. Prosty, przyjemny i płynny styl pisania, odpowiednia ilość opisów oraz dialogów. To wszystko składa się w idealną całość. Niestety dużym minusem dla mnie (i możecie mnie wziąć za czepialską) są opisy scen erotycznych. Po trzeciej takiej scenie myślałam, że jest napisana na zasadzie “kopiuj - wklej”. Osobiście wolę, kiedy sceny są różnorodne a tutaj niestety każda była taka sama. Oczywiście wiem, że to nie jest podstawowy element książki i powinnam się skupiać innych częściach, natomiast dla mnie, jeżeli pojawia się takowy w opowieści to jest częścią braną pod uwagę w ocenie. Jak wspomniałam wyżej książka zawiera sceny erotyczne. Ze względu na to i na dosyć poważny motyw przewodni uważam, że jest ona przeznaczona dla osób starszych niż 15 lat. Życzę wam miłego czytania, bo książka jest naprawdę świetna i warta uwagi.
Jezu jakie to było gówniane. Po pierwsze, żadnych opisów bohaterów, przez całą książkę miałam czarną dziurę czytając co mówił jakiś bohater bo nic nie było o ich wyglądzie czy charakterze. Ile ma lat Mercy dowiedziałam się dopiero pod koniec książki (20) ale nadal nie wiem ile lat ma Gabriel co dopiero reszta bohaterów. Nie ma chemii między Mercy a Gabrielem i nie do końca rozumiem ich relacji bo jest dość płytka. Powtórzenia w tekście aż bolały w oczy „pieprzony, pierdolony, cholerny” itp. Już chciało mi się płakać jak widziałam 10 powtórzenie na 4 stronach. Dialogi były mało zwięzłe i łatwo się w nich zgubić. Otoczenie dość często się zmieniało przez co też się gubiłam. Zero fabuły, nudna akcja. W najbliższym czasie raczej nie kupię 2 części mimo że jest podobno lepsza - po prostu się mocno zraziłam. Cieszę się że nie kupiłam obu części na raz jak to miałam w planach.
Na początek powiem, że zaczynając tą książkę liczyłam raczej na coś wow i niestety lekko się rozczarowałam. Chyba liczyłam na zbyt wiele, chociaż nie było tak źle. Zacznę może od plusów. Podobał mi się zamysł na miasteczko Reno, takie drugie mini Las Vegas. Dodawało to takiego klimatu tej książce. Chciałabym je trochę dokładniej poznać, bo jakoś nie za bardzo mieliśmy szanse. Fajne tez były takie sportowe wstawki i to, że bohaterowie tak zawzięcie walczyli o swoją sportową karierę. Mamy tutaj boks i łyżwiarstwo figurowe (które swoją drogą bardzo lubię), czyli same ciekawe dyscypliny. Chociaż szczerze chciałabym niektóre sceny poznać bardziej szczegółowo, jak np. walka na koniec czy nawet trening Mercy. Samych bohaterów tez polubiłam. Mercy jest bardzo energiczną i pewną siebie osobą przez co przyciąga do siebie czytelnika. Natomiast Gabriel jest tak tajemniczy i zdystansowany, że aż chce się go bliżej poznać. Są to naprawdę ciekawe postacie. Sama relacje między bohaterami mi się podobała. Była pełna droczenia się, ale tez gwałtownych intymnych chwil. Uważam, że dosyć nagle zmieniło się to co między nimi było i może nie to, że wyszło to nienaturalnie ale tak jakoś trochę dziwnie. Chociaż myśle, że ich relacja jest trochę inna, może nie tak głęboka jak w niektórych innych książkach, ale podobało mi się to, że z każdym rozdziałem bohaterowie poznawali te uczucia do siebie i nieświadomie się do siebie zbliżali, co sprawiło, że ich relacja stawała się bardzo naturalna. I właśnie o to chodzi, z jednej strony ta relacja wydaje się nienaturalna a z drugiej całkowicie na odwrót wiec ciężko coś powiedzieć. Myśle, że to coś między nimi dopiero kwitnie. Przede wszystkim dzięki nim było dużo humoru i pięknych scen intymnych. I tak jak pod względem technicznym ta książka była całkiem w porządku, tak pod względem wykonania już zaczęło się trochę walić. Przeszkadzało mi trochę to, że wszystko było tak na szybko napisane. Miałam wrażenie, że z tych wszystkich wydarzeń autorka wybierała sobie tylko fragment i szybko przechodziła do kolejnej sceny. Na zasadzie: zaczyna się jakieś spotkanie, zostaje one na szybko opisane i następuje ucięcie akcji i przejście do kolejnego zdarzenia. Dopiero z czasem zaczęło mi to przeszkadzać, bo zauważyłam, że brakuje mi takiej szczegółowości. Nic tak naprawdę nie było jakoś szczegółowo opisane, nawet takie ważne wydarzenia jak końcowa walka. Po prostu wszystko działo się tak szybko, że niestety nawet nie dało się w 100% przywiązać do bohaterów. Jasne, polubiłam ich ale nie miałam okazji aż tak bliżej poznać. Nawet ich zbliżenia zaczynały się i szybko zostały ucinane, przez co nie było czuć aż tak wielkiej chemii między nimi. Zabrakło mi tez trochę emocji. Uważam, że niektóre sceny mogłyby zostać lepiej napisane pod względem emocjonalnym, bardziej przedstawić te uczucia i myśli bohaterów. No i tez trochę mało było tu akcji. Oczywiście działy się ciekawe i wciągające rzeczy, ale tak naprawdę było to takie zwykle życie codzienne. Chociaż mimo to miały one swój urok i klimat, podobały mi się niektóre wydarzenia. Myślałam ze na koniec dostaniemy jakąś wielką akcje, która zmieni wszystko, ale tak czekałam i czekałam i tak naprawdę chyba tylko ostatnie 15 stron miało to coś. Uważam, że książka ma duży potencjał, który może nie do końca został dobrze wykorzystany. Przeczytam kolejny tom, bo mimo wszystko dobrze mi się czytało i polubiłam bohaterów, ale tez przede wszystkim te zakończenie nie daje innego wyboru. Mam nadzieje, że kolejna część nadrobi to czego tutaj zabrakło. Naprawdę nie była to zła książka, bo podobała mi się i bardzo się wciągnęłam, ale nie była tez najlepsza. Mam wrażenie, że za bardzo zjechałam tą książkę a bardzo tego nie lubię, ale tak jak widać miała ona swoje wady i zalety. Mimo wszystko dobrze wspominam. Ocena końcowa: 5,75 lub 6/10
Diabły Reno, czyli tom pierwszy serii „Diabły Nevady” od Martynki, to mój pierwszy tegoroczny (i ogólnie życiowy) patronat. Jak doskonale wiemy, to co jest pierwsze, zawsze ma w sercu specjalne miejsce — witajcie w moim sercu Diabły! Brzmi groźnie, prawda?
Zaczynając tę pozycję, miałam mieszane uczucia. Książka jest napisana językiem, który określiłabym jako wyniosły — z początku lekko mnie to denerwowało. Albo nie spotkałam się wcześniej z taką formą zdania jak „przechwyciwszy spojrzenie Iksińskiego, podałam Igrekowskiemu dłoń”, albo jakimś trafem nigdy nie zwróciłam na to uwagi. A może to po prostu jakieś zboczenie zawodowe, bo ja pewnie napisałabym „przechwyciłam spojrzenie Iksińskiego i podałam Igrekowskiemu dłoń” — możliwe, że mam sentyment do „i” 😂 Tak czy inaczej, to z początku był mój problem. Jednak im dalej, tym zdecydowanie lepiej — przyzwyczaiłam się do takiej formy zdania i szczerze ją polubiłam. A po dłuższej chwili z lekturą, odczułam coś fenomenalnego — tego tekstu się nie czyta, po nim się płynie. Lubię takie pozycje, w których tekst się pochłania, a nie męczy i to jest jedna z nich. Litery zamieniają się w słowa, słowa w zdania, zdania w akapity, a akapity w strony i cyk, kolejna za tobą, a nawet nie wiesz kiedy to się stało i chcesz więcej, więcej i jeszcze trochę więcej.
Fabuła Diabłów Reno skupia się na boksie, czyli Gabrielu oraz na łyżwach, czyli Mercy. Dziewczyna na czas wakacji wraca na stare śmieci, do swojego ojczyma i przybranej siostry, której… nie lubi. Ja też jej nie polubiłam, więc przybijam Mer piąteczkę.
Relacja pomiędzy mrukliwym i wiecznie poważnym Gabrielem oraz wiecznie głośną i sarkastyczną Mercy to dla mnie największe zaskoczenie tej książki (zabawne, nie?). Nie spodziewałam się tak naturalnej relacji pomiędzy bohaterami. Przeplatając ich znajomość z sportami, które uprawiali… ja nawet nie poczułam, kiedy, co i jak się wydarzyło. Oni… Oni po prostu się wydarzyli! I to było tak fajne i proste. Tak wręcz życiowe i piękne. No po prostu zajebiście dobre. Dokładając do tego porządnie zbudowane tło w postaci zawodów bokserskich i stosowną ilość informacji co do tego przedsięwzięcia, otrzymujemy naprawdę dobrą książkę. Podsumowując mogę powiedzieć tyle, że chcę kolejny tom. Chcę dalej. Chcę więcej i już nie mogę się doczekać tego, co się stanie z tymi bohaterami. Martyna zostawiła mnie na pastwę losu z kacem czytelniczym i mam nadzieję, że jak wróci z drugim tomem, to odkupi swoje winy! Jeśli szukacie dobrej książki o sportowcach, to trafiliście w dyszkę. Jeśli szukacie ciekawych i oryginalnych bohaterów, to trafiliście w dyszkę. Jeśli szukacie dobrej lektury na wieczór, to trafiliście w dyszkę. Jeśli szukacie czegoś, co was walnie w twarz przy końcówce, to trafiliście w dyszkę. Gratuluję debiutu, czekam na więcej i polecam kupować to cudo, bo jest zajebiście dobrym odejściem od mafii, biznesmenów i tego, czego teraz mamy w księgarniach na pęczki.
Mercy Stone nie planowała wracać do rodzinnego miasta. Hazardowe Reno było miejscem, które w ciągu ostatniego roku próbowała wymazać z pamięci. Jednak młoda kobieta ułożyła sobie w głowie plan zemsty osładzający jej konfrontację z bolesną przeszłością.
Mercy zamierza obrócić życie przybranej siostry w proch. Zetrzeć w drobny mak szczęście, które niegdyś zostało jej tak bezlitośnie odebrane. A do tego ma posłużyć Gabriel Crade – przyjaciel jej ojczyma, chłopak siostry oraz utalentowany bokser walczący o miejsce w szeregach „Diabłów Vegas”, garstki najlepszych pięściarzy w całym kraju.
Ten zdystansowany i tajemniczy mężczyzna na pozór wydaje się poza jej zasięgiem. Mercy na początku jest dla niego zbyt głośna, pyszałkowata i przemądrzała. Z czasem jednak odkrywa, że za ironicznym uśmiechem kryje się czyste zepsucie. Takie, które wypaliło piętno w złamanym sercu kobiety.
***
Zapowiadało się naprawdę świetnie. Młody bokser, przemądrzała dziewczyna, zemsta, tajemnice. Mam wrażenie, że ta książka posiada niewykorzystany potencjał. Moim zdaniem momentami było to po prostu nudne. I jak na złość wszystko, nagle, na szybko wydarzyło się na ostatnich dwudziestu stronach.
Styl autorki był prosty, ale dla mnie też ciekawy. Przykładowo „Przejechawszy palcami po rączce od walizki, zastanawiam się…”. Typowe polskie słowo, a raczej rzadko spotykany styl. Robiąc jedno, robiło się drugie. Mam wrażenie, że ten sposób pisania wyróżnia autorkę.
Bohaterowie też mieli być świetni. Mercy Stone, arogancka dziewczyna, która wraca do Reno w ramach zemsty na przybranej siostrze. Zepsuta w środku. Jej cechy charakteru się zgadzają, tak samo jak jej wnętrze, ale zemsty to MOIM ZDANIEM tyle co kot napłakał. Ja tego nie czułam.
Gabriel Crade, natomiast został wykreowany naprawdę nieźle. Bokser, którego priorytetem jest dostać się do rozsławionej na cały kraj grupy pięściarzy – „Diabłów Vegas”. Zdystansowany i tajemniczy, co widać nawet przy jego pierwszym spotkaniu z Mercy.
Po całej książce spodziewałam się więcej, a w pewnym momencie udało mi się nawet przewidzieć jej zakończenie.
Zastanawia mnie jednak jaki los czeka głównych bohaterów w następnych częściach, po które mam zamiar sięgnąć.
Ocena: 3/5
„ – Gdy jesteś obok, każdy cios boli odrobinę mniej”
Dnf po dokładnie 87 stronach. Zabierałam się do czytania z entuzjazmem, który jednak, niestety, malał wraz z kolejnymi kartkami. Postanowiłam się nie poddawać, dawałam kolejne szanse, ale kiedy po siedmiu rozdziałach nic się nie zmieniło, postanowiłam odpuścić. Już od samego początku coś nie pasowało mi w stylu, jakim ta książka została napisana. Miałam wrażenie, że czytam urwane notatki z pamiętnika, które nie były nawet oddzielone magicznymi gwiazdkami. W jednym zdaniu główna bohaterka znajdowała się w domu ojczyma, a w następnym była już na siłowni i miałam wrażenie, że zgubiłam gdzieś jakiś akapit, a może nawet kot zeżarł mi całą kartkę. Musiałam czytać niektóre fragmenty po kilka razy, by wreszcie dojść do wniosku, że Mercy albo ma moc teleportowania się z miejsca na miejsce, albo po prostu momenty jej podróży są pomijane. O fabule nie mogę powiedzieć zbyt wiele, bo do tej strony 87 nie działo się nic ciekawego, nic, co powstrzymałoby mnie przed porzuceniem dalszej lektury. Owszem, Mercy i Gabriel mieli kilka swoich rozmów, głównie neutralnych sprzeczek, lecz dla mnie osobiście było to za mało. W całych "Diabłach" czegoś mi brakowało i nie mówię tutaj tylko o brakujących łącznikach między kolejnymi miejscami akcji.
Miałam dobre nastawienie kiedy zaczęłam czytać te książkę, ale niestety szybko ono zniknęło. Już na początku coś mi nie grało i po przeczytaniu całej książki zrozumiałam, że ta książka po prostu ma słabą fabułę oraz słabo wykreowanych bohaterów. Próbowałam się wczuć w historie głównych bohaterów, ale styl pisania i prowadzenie akcji w tej książce jest niskich lotów. Bohaterowie są płytcy i nie ma między nimi żadnej chemii. Na przykład: wybierają się w kilka miejsc aby autorka dała czytelnikowi poczucie, że ich relacja się niby rozwija. Ale tak nie jest, bo to szybko się kończy i autorka leci dalej. Jakby ich wycieczki, wypadu nic nie wnoszą. Odnośnie czasu akcji i zmiany miejsca bohaterów- były często nie jasne i w połówkę czytania uznałam że nie będę się wysilać tylko po prostu będę płynąc z prądem jaki narzuciła autorka. Ogólnie jest dużo nieścisłości i zapychaczy, których autorka nie wykorzystała dobrze. Daję dwie gwiazdki, ponieważ jedna gwiazdka jest w mojej opinii dla bardzo złych książek. Ta natomiast miała potencjał, ale autorka go zmarnowała.
3.5/5 „Diabły Reno” to debiut autorki. Styl pisania jest dość ciężki, przez co książkę niełatwo się czyta i pojawia się mały chaos. Miałam problem, aby wciągnąć się w całą historię przez co trochę mi się dłużyła. Fabuła jest ciekawa, ale momentami niedopracowana. Występujący wątek sportowy nie został potraktowany pobieżnie. Martyna świetnie przedstawiła świat bokserski i łyżwiarski. Bardzo dokładne opisy walk i treningów. Zarówno postacie Mercy i Gabriela, jak i rozwijająca się relacja między tą dwójką, która do samego końca była jednym wielkim znakiem zapytania, bardzo mi się podobały. Czasami za dużo sobie docinali i było to dla mnie trochę sztuczne, ale nie wiem nawet kiedy, a stali się dla siebie kimś więcej. Rozczarowało mnie jednak to, że wątek między przybranymi siostrami został za mało rozwinięty i niewystarczająco szczegółowy. Mimo to zdecydowanie książka jest godna polecenia.
Nie była to zła książka, ale nie była także dobra. Większość książki nudziła mnie, autorka na 2 najciekawsze wątki (przeszłość Mercy, 15 czerwca) poświęciła łącznie maksymalnie 30-40 stron a cała reszta książki skupiała się na relacji Mercy i Gabriela, która moim zdaniem była bardzo monotonna i gdy w końcu zainteresował mnie jakiś dialog był on urywany i mieliśmy przejście do kolejnego rozdziału. Za 3 dni jedyne co będę pamiętać z tej książki to fakt, że opowiada o łyżwiarce figurowej i bokserze. Czy podobała mi się ta książka? Uważam ją za przeciętna i nudną. Czy przeczytam dalsze tomy? Dam im szanse, ponieważ czasami 1 tomy bywają gorsze od kolejnych i mam nadzieję, że tak będzie w tym przypadku.
Pierwsze 100 stron było denne a sam styl pisania autorki mnie nie przekonał , dopiero w połowie książki miała ona jakikolwiek większy sens. Jestem nią rozczarowana bo każdy ja kocha a mi się tak średnio spodobała. Bardzo n podobało mi się w jaki sposob Autorka wykreowała glowna bohaterkę. Ale muszę powiedzieć że Gabriel przypadł mi do gustu i nie jestesm pewna czy sięgać po kolejne części ale jeśli znajde ją na jakiejś promce to napewna po nią sięgnę bo sekrety bohaterów są bardzo ciekawe. sądzę że mi się nie spodobała bo przez m.in. tiktoka miałam do niej bardzo dużo oczekiwania. I niestety nie sprostała im. Ale bardzo przyjmie się ja czytało 3,5/5