Jump to ratings and reviews
Rate this book

Kontra

Rate this book
Kontra – powieść Józefa Mackiewicza o Kozakach dońskich, obywatelach ZSRR i emigrantach politycznych, którzy w wojnie sowiecko-niemieckiej walczyli przeciwko bolszewikom, a następnie zostali im wydani przez aliantów na podstawie układu jałtańskiego nad rzeką Drawą w Austrii w 1945 roku.
Powieść została wydana po raz pierwszy przez "Instytut Literacki" w Paryżu w 1957 roku.

288 pages, Paperback

First published January 1, 1957

2 people are currently reading
95 people want to read

About the author

Józef Mackiewicz

31 books34 followers
Mackiewicz's prose is extremely realistic: he believed there were no untouchable subjects. In 1957, he published Kontra, a narrative account of the particularly brutal and treacherous handover of thousands of anti-Soviet Cossacks by British soldiers in Austria back to Soviets. His other works include Droga donikąd (The Road to Nowhere) - an account of life under Soviet occupation, Zwycięstwo prowokacji (Victory of provocation) - on communism, W cieniu krzyża (In the shadow of the cross) - on Catholicism.

His voluminous output as a writer of fiction and a publicist has been undergoing an unusual revival after many years of underground publishing and later marginal interest. His books are however hardly available in Poland due to legal issues.

Life:
Jozef Mackiewicz was born in Saint Petersburg, Russian Empire on 1 April 1902 to a Polish family from Polish-Lithuanian gentry. In 1907 his family moved back to Vilnius (Wilno) (from 1918 till 1945 in Poland, now in Lithuania).
Mackiewicz studied natural sciences and before World War II he worked as a journalist for Słowo (The Word), a newspaper published in Vilnius, then within Poland's borders. On 17 of September 1939 Soviet troops invaded eastern Poland (Kresy) and gave Wilno to independent Lithuania. Between October 1939 and May 1940 he was a publisher and editor-in-chief of the Gazeta Codzienna, a Polish language daily in Lithuanian-controlled Vilnius. In his articles Mackiewicz attempted to initiate a dialogue between Lithuanians and Poles. After the annexation of Lithuania by the Soviet Union, he worked as a labourer. In 1942, he witnessed a of massacre of Jews by the Germans in Ponary, which he described in his book Nie trzeba głośno mówić (“One Is Not Supposed to Speak Aloud”[1]). At the end of 1942 / beginning of 1943 he was sentenced to death by the Home Army for his work at Gazeta Codzienna and Goniec Codzienny (see below). Sentence was then cancelled by the Home Army .[2] In June 1943, with consent of the Polish government-in-exile, he assisted in the first excavations of the mass graves of the Polish soldiers killed by Soviet NKVD in Katyn in 1940. Mackiewicz left Poland with his wife in 1945, never to return, and died in exile in Munich, in 1985.
His brother, Stanisław Mackiewicz, was a political publicist and Prime Minister of the Government of Poland in exile from 1954 to 1955.

Ratings & Reviews

What do you think?
Rate this book

Friends & Following

Create a free account to discover what your friends think of this book!

Community Reviews

5 stars
33 (58%)
4 stars
18 (32%)
3 stars
3 (5%)
2 stars
1 (1%)
1 star
1 (1%)
Displaying 1 - 7 of 7 reviews
Profile Image for Tymciolina.
242 reviews92 followers
November 3, 2020
"- Ludzi na wschód, a konie na zachód.
- Koni bolszewikom nie wydają."

Lata mijają, a ludzka pamięć jest ułomna. Największe tragedie powszednieją i ulegają zapomnieniu. Józef Mackiewicz zagorzały krytyk komunizmu osią swej powieści uczynił jedną z takich tragedii - los Kozaków wydanych przez Wielką Brytanię na pożarcie ZSRR po II wojnie światowej. Dziś o ich gehennie nikt nie pamięta. "Kontra" to krzyk rozpaczy. Byliśmy, już nas nie ma. Zmieliły nas tryby historii.

Jak to u Mackiewicza, jest skrajnie pesymistycznie, a nad bohaterami ciąży fatum. Nie mogło być jednak inaczej w czasach gdy komunizm łamał życie milionom. Jak pisał Słowacki "nie czas żałować róż, gdy płoną lasy". W rezultacie rodzinę Kolcowów spotykają kolejne dramaty - i te małe jak i te wielkie jak Rewolucja październikowa, Wielka Czystka i w końcu wywózka do ZSRR na pewną śmierć. Mackiewicz nie zagłębia się zbytnio w psychikę bohaterów. Protagoniści przypominają mięso armatnie. Ewidentnie jest to celowym zabiegiem autora. Dzięki temu Mackiewicz stworzył powieść faktograficzną, unikając taniego sentymentalizmu. Szybkimi kreskami nakreśleni bohaterowie uchronili powieść przed nadmiarem patosu. Historia opowiedziana tak minimalistycznymi środkami tym bardziej mną wstrząsnęła.

"Kontra" nie jest ani łatwa ani przyjemna. Nie da się ukryć, że jak Sienkiewicz pisał ku pokrzepieniu serc, tak Mackiewicz pisał ku przestrodze. Aby na Zachodzie pamiętano czym naprawdę był komunizm.
9 reviews
September 2, 2025
Są dwie prawdy, mówi Mackiewicz we wstępie do Kontry: obiektywna i propagandowa. Obie istnieją równolegle, płyną jakby dwiema nurtami w jednej rzece. Ale tylko ta pierwsza, zdaje się mówić Mackiewicz, jest naprawdę ciekawa, tylko nią warto się zajmować. Bo tylko ona daje pełny obraz. I tylko ona jest niewygodna dla każdego.

Kontra, jedna z najlepszych powieści Mackiewicza, rozpoczyna się niemal mistycznie: od burzy śnieżnej, z której stopniowo zacznie wyłaniać się wspomniana wcześniej prawda, oraz przepowiedni.

Aleksander Kolcow urodził się w naddońskim chutorze Jaglickim, w wyjątkowo burzliwą noc zimową roku 1860. Opowiadano, że śnieżna zawieja zlała się z niebem tak dokładnie, że człowiek, który wychodził z chaty, widział przed sobą tylko drgającą w szaleństwie ścianę śniegu i nie mógł dojrzeć niczego więcej nawet na odległość zgiętej ręki. Było wiele kłopotu z przeprowadzeniem z trzeciego po sąsiedztwie domu baby znającej się na akuszerstwie. W stepie zasypało kompletnie ciągnący tabor kupiecki, i ponoć trupy ludzi i koni znaleziono dopiero na wiosnę. Czy była to legenda, czy prawda, trudno było ustalić, gdyż dokładnego miejsca katastrofy nikt nie umiał wskazać. Faktem jest jednak, że burza śnieżna trwała trzy dni i trzy noce, a człowiek biegły w odczytywaniu znaków na niebie i ziemi, sąsiad Tymoteusz Osmuchin, już wtedy przepowiadał nowonarodzonemu Aleksandrowi burzliwe życie i burzliwy koniec. (s. 13)

Parafrazując Mackiewicza: gdyby Aleksander Kolcow żył do dzisiaj, miałby, wzorem biblijnych patriarchów, 164 lata. Ale nie żyje od 1 czerwca 1945, “na skutek wypadków zaszłych w austriackim miasteczku Lienz, w dolinie rzeki Drawy” (s. 10). A skąd to Kozak, rodem znad Donu, wziął się u licha w 1945 roku w Austrii, zamiast spokojnie żyć w swoim chutorze? Odpowiedź jest krótka, może dla niektórych dziwna – otóż zagnał go tam wiek XX. Razem z około trzydziestoma tysiącami innych Kozaków – wojskowych, cywilów.

Bardziej precyzyjnie: w Rosji wybuchła rewolucja. A Kozacy, jako ludzie ceniący sobie wolność i niezależność, o czym mogli się przekonać polscy panowie już w wieku XVII, niezbyt polubili się z bolszewikami. Zniechęceni (łagodne określenie) życiem w czerwonym ustroju, czekali tylko okazji na kontrrewolucję. Okazja nadarzyła się dość szybko, bo już w 1941. Wtedy zdecydowali, że najlepiej będzie stanąć po stronie III Rzeszy i w ten sposób rozprawić się z bolszewizmem.

Moglibyśmy dzisiaj powiedzieć, że dopuścili się kolaboracji, więc z jakiego powodu mamy ich szanować, a tym bardziej o nich czytać? Twierdzenie o kolaboracji jest jednak zwyczajnym nadużyciem. Prawda nie jest tak prosta, mówi Mackiewicz, jak mogłoby się wydawać. Otóż Kozacy nie byli ślepi, widzieli działania Niemców, znali ich stosunek do samych siebie, wiedzieli, że są używani w sposób instrumentalny, że są potrzebni jako chwilowy sojusznik, ale niepotrzebni jako wolni ludzie. Ich postawę można określić krótko: przeciwko bolszewikom i bolszewizmowi to sprzymierzymy się choćby i z samym diabłem (co nadal nie zmienia faktu, że Mackiewicz jest mistrzem ukazywania różnic w ludzkich postawach, dlatego daleko mu do tępego propagandzisty, którego stać tylko na oczywiste “Bolszewika goń, goń, goń!”; owa wielość postaw oraz niuansowania sprawiają, że Mackiewiczowi blisko do chociażby Dostojewskiego).

Mackiewicz chyba trafnie oddaje klimat tamtych czasów:

— Wojna! Słyszeliście: wojna! Co za szczęście nie do wiary!

Nie tylko w turniach, więzieniach, łagrach, izolatorach, katorgach i kazamatach. W miastach i kołchozach ludzie stawali z twarzą zwróconą na Zachód wpatrzeni w nadchodzącą wojnę, jakby oczekiwali od niej cudu. Po dwudziestu czterech latach niewoli – czekali wyzwolenia. Po dwudziestu czterech latach bolszewizmu – czekali jego końca. Wszystko jedno kto: zły, czy dobry, lewy czy prawy, Hitler czy Churchill, byle każdy kto pierwszy wypowie słowo: „wojna”.

Byli tacy co budowali bramy triumfalne. Zrywali na łąkach kwiaty. Przyjmowali zwycięzców chlebem i solą. Nie Niemców, nie Anglików, nie Francuzów. Japończyków, czy Murzynów… Oni witali: wojnę! (s. 55)

W ten sposób Kozacy, przydzieleni do armii niemieckiej, zaczynają walczyć tam, gdzie są akurat potrzebni. Dodam jeszcze, na co wskazuje także Mackiewicz, że prawda nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać. A swoją epopeję wojenną kończą w północnych Włoszech, skąd już tylko mały krok do Austrii i ich ponurego końca. Żeby już nie przedłużać: na mocy ugody zawartej między Brytyjczykami stacjonującymi w południowej Austrii a Związkiem Radzieckim, około 30 tysięcy Kozaków walczących po stronie niemieckiej, w nomenklaturze radzieckiej: kontrrewolucjonistów, zostało deportowanym z powrotem do Rosji. Nieliczni, którym udało się pozostać na Zachodzie, to tzw. biali emigranci, którzy nigdy nie byli obywatelami ZSRR. Albo ci, którzy jak Mitia Kolcow, syn Aleksandra Kolcowa, mieli po prostu szczęście i na przykład zajmowali się pozostałymi po Kozakach końmi.

Co się stało z rodziną Kolcowych, której dzieje, splecione z losem Kozaków, obserwujemy przez całą powieść? Najkrócej, żeby nie ujawnić za dużo: ich życie wlało się w nurt XX wieku i prawie żadne z nich, rozrzuconych po całej Europie jak liście na wietrze, nie umarło śmiercią naturalną.

Co się stało z kozackimi oficerami? Powieszeni. Wyłącznie za to, że nie chcieli uznać nowej władzy.

I o ile na powieściową wywózkę oficerów do ZSRR (a także ich późniejsze losy) składają się obrazy przejmujące do głębi, tragiczne wręcz, tak apogeum Mackiewicz osiąga obrazując dramat cywilów.

Nagle, na dany rozkaz, żołnierze rzucili się w tłum, rozrywając łańcuch rąk i bijąc kolbami i pałkami po obnażonych do modlitwy głowach, po plecach, ramionach, po twarzach. Od razu zrobiło się zamieszanie, powstała panika. Wśród krzyków i lamentu deptano i zadeptywano się wzajemnie. Tłum cofając się zaczął napierać na parkan odgraniczający obóz od pola. Parkan runął pod naciskiem. Ale na polu też stały czołgi. Żołnierze strzelali na postrach nie w górę, a pod nogi. Zbitych i okrwawionych chwytano i wleczono do ciężarówek. Jednocześnie w innych obozowiskach również rozległy się strzały. Ludzie rzucali się na oślep, uciekali w lasy. skakali do rzeki. A rzeka była wezbrana. W powszechnym tumulcie rozbiegły się po dolinie tabuny koni.

Miejscowi mieszkańcy żegnali się początkowo nabożnie, gdy jednak ktoś zrobił początek, wielu rzuciło się grabić opustoszałe namioty, łapać konie, zabierać bydło. Wzburzenie doszło do punktu kulminacyjnego. Księża katoliccy kazali bić w dzwony po kościołach i nawoływali ludność do zaprzestania hańbiącej grabieży. Na wieży kościelnej w pobliskim Dolsach pojawiła się czarna chorągiew. Anglicy kazali ją zerwać.

Główna masa Kozaków zgrupowana w Peggetz, cofając się przed zbrojnymi żołnierzami, usiłowała jeszcze wyrywać Z ich rąk tych, których już schwytali. Wtedy to padł pierwszy Kozak doński przebity bagnetem. Tłum odpłynął na chwilę i odsłonił ołtarze. Duchowny odwrócił się i wyciągnął ku żołnierzom Ewangelię, ale piechur 8-go batalionu wytrącił mu ją bagnetem z ręki. Jeden z Kubańców zasłonił się ikoną Matki Boskiej, otrzymał jednak cios w skroń i skóra wraz z włosami zwisła mu na ucho. Trzeci próbował parować cios chorągwią św. Mikołaja Cudotwórcy. Istotnie, uderzenie pałki zerwało tylko materiał, i wdeptało Mikołaja Cudotwórcę w błoto, ale Kozak uszedł cało. (ss. 191-192)

Te obrazy są szokujące i chyba na zawsze pozostaną w czytelniczej pamięci. Bo chociaż wszystkie są do siebie podobne – dla mnie, w miarę obeznanego z historią – to każdy z nich jest straszny i przypomina o prostej prawdzie wojny: najbardziej zawsze cierpią ci, którzy się bronić nie mogą.

Tym bardziej szokuje jeszcze co innego. Tuż po wojnie i dużo później, nawet do dzisiaj, sympatie radzieckie i komunistyczne były (i są) silne w Europie. Entuzjazm udzielił się wszystkim demokracjom zachodnim, z których rekrutowało się mnóstwo pożytecznych idiotów, co to nie dowierzali chociażby w istnienie systemu Gułagu. Niemniej i tak ten fragment z końcowych stron brzmi jak ponury żart – zwłaszcza, że następuje zaraz po informacji o rozstrzelanych “kolaboranckich” przywódcach kozackich: “W tym samym czasie na listę komunistyczną podczas wyborów 1946 we Francji, głosowało 30,5% całej ludności. We Włoszech podczas wyborów 1948 głosowało na listę komunistów 31% całej ludności”. (s. 259)

— Demokracja?!!! — Pułkownik gwałtownie zatoczył wokół ręką. — Ma pan tę swoją „demokrację”! Pilnuje w tej chwili drutów kolczastych. Ja pytam: czy za czasów tak zwanej ,,najczarniejszej reakcji” można by było postąpić w ten sposób z tysiącami oficerów, politycznych bojowników jakiejś idei, którzy proszą o azyl! Jak z nami postąpiono? I to postąpiła „najdoskonalsza demokracja w Europie” ta właśnie, wychwalana angielska?! (s. 183)

Z perspektywy lat powojennych (czyli z naszej perspektywy), zawarta w powieści i zapewne autentyczna historycznie pewność Kozaków, że Zachód, ze swoimi wartościami, z chrześcijaństwem, stanowiący całkowite zaprzeczenie komunizmu i Rosji sowieckiej, nie pozwoli, żeby ktokolwiek jęczał w radzieckiej niewoli jest zwyczajnie smutna i gorzka. Zachód ich zostawił, podobnie jak zostawił nas w 1939, jak pozwolił na obcięcie Kresów w 1943, jak nas sprzedał Stalinowi w 1945 w Jałcie i Poczdamie. Że za mocne słowo, że “sprzedał” to przesada, bo przecież Polska się odrodziła? Jasne, pod radzieckim butem (gdyby ktoś zapomniał), a ze skutkami owego “odrodzenia” musimy się zmagać do dzisiaj. Kiedy w grę wchodzą wielkie interesa, sentymenty przestają się liczyć. Pozostaje twarda, realna polityka, odarta z jakiegokolwiek romantyzmu. I twarde, nieubłagane prawidła historyczne.

Przykłady tak zwanej wierności Zachodu swoim wartościom i swoim sojusznikom można mnożyć, w historii było ich mnóstwo. Nic się w tej kwestii nie zmieniło i nie zmieni. Zachód nie widział nic zdrożnego w obściskiwaniu się z Putinem i hojnemu słaniu pieniędzy choćby za gaz, bo Putin potrzebował pieniążków na wojnę z Gruzją, z Ukrainą… Mówiąc Mackiewiczem: Zachód też ma na rękach krew ukraińskich dzieci.

I dalej Mackiewiczem: ale przecież nie musi to psuć naszego dobrego samopoczucia. Mamy Unię Europejską, jesteśmy w NATO. Zachód na pewno nas nie zostawi w razie potrzeby. Na pewno…

Na koniec zostawiłem dłuższy cytat, swego rodzaju receptę, którą Mackiewicz zostawił wszystkim swoim czytelnikom. Sposób, na przetrwanie w świecie opresji, absurdu, zdrady, fałszu, totalitaryzmu, faszyzmu, komunizmu…

— Śmiechem — powiedział — wy mnie ust nie zamkniecie. Dmitrij AIeksandrowicz. Ty bardzo ważne postawiłeś pytanie. Z bolszewikami gadać nie można, a fakt, że tacy sami ludzie jak my. Więc co z tego za wniosek? Dla mnie jasny: że nie ludzie winni, a ustrój. Ot i cała filozofia. A także i całe porównanie z ustrojem poza sowieckim. Bo tu gadać wolno. A teraz widzisz różnicę?

— Gadać! Dużo ty, inni, mają z tego gadania!

— Dużo-niedużo, a od tego zależy wszystko. Nie od takiego, czy innego prawa do życia, a od prawa do gadania. Nie żeby zaraz skutek jaki był. Czasem lata przejdą, a czasem dużo lat. Ale ludzie spostrzegają swoje błędy, naprawiają swoje błędy. Nie od maszyn to idzie, bracia, nie od wynalazków takich czy innych. A od gadania. U nas stare przysłowie mówiło: “Język i do Kijowa doprowadzi”. To może przed bardzo dawnymi wiekami to przysłowie wymyślono, a Kijów znaczył w nim niby cel. Także samo i teraz: gadaniem, a w końcu dojdziesz do prawdy. Tą, czy inną drogą. Bo wolność gadania to znaczy wolność wyboru, żeby tam nie wiem jaka w tej chwili działa się krzywda, i komu. Ale gadać o niej wolno. Ot, co jest najważniejsze. Ale dopiero tam, gdzie gadać zabroniono, gdzie: nie-ma-gadania! Aaa… wtedy dopiero, bracia, nie można mieć nadziei. (ss. 267-268)
Profile Image for Maciek Klimowicz.
15 reviews1 follower
February 11, 2023
Genialna książka z pogranicza gatunków. Trochę tu reportażu historycznego, trochę powiesić o losie ludzi miażdżonych walcem historii, a i nie mało poezji w opisach przyrody i krajobrazu.

Sama historia, porażająca i dotycząca szerzej nieznanych faktów. Nieznanych niestety.
Profile Image for Beata Horała.
222 reviews
December 1, 2022
To powinna być lektura. A na usta cisną mi się jedynie niecenzuralne słowa gdy pomyślę o "parszywieńkim zachodzie" i Brytyjczykach.
8 reviews
February 6, 2023
Świetnie napisana książka. Bardzo wciągająca i poruszająca. Sprawnie łączy ze sobą historię losów rodziny oraz wątki historyczne.
Displaying 1 - 7 of 7 reviews

Can't find what you're looking for?

Get help and learn more about the design.