Belleville w stanie Luizjana. Miejsce idealne - w pięknej okolicy, z łagodnym klimatem, zamieszkane przez sympatycznych ludzi. Wymarzone miasto do życia? Nie dla Roxanne Sherwood, dziennikarki śledczej z Nowego Jorku, nieprzyzwyczajonej do ciszy, spokoju i błogiego nieróbstwa. Roxie nigdy z własnej woli nie zdecydowałaby się przenieść do Belleville - niestety, gdy prowadziła śledztwo, naraziła się wysoko postawionym, a przy tym niebezpiecznym ludziom i teraz jest zmuszona żyć pod fałszywym nazwiskiem. Jakby tego było mało, przyszło jej zamieszkać z obcym mężczyzną.
Wesley Blake, agent FBI oddelegowany do ochrony Roxanne, także nie jest zachwycony przymusowym zesłaniem. I bardzo wyraźnie daje to dziewczynie odczuć. Wkrótce jednak dochodzi do ciągu dramatycznych wydarzeń, które sprawiają, że tych dwoje mocno zbliża się do siebie. Bo jak to zwykle bywa, idealne miasteczko okazuje się za cichą i spokojną fasadą skrywać różne, niekoniecznie przyjemne tajemnice. Luizjana to wszak kraina voodoo...
Ludka Skrzydlewska, mistrzyni romantycznych thrillerów, tym razem zabiera nas w naprawdę mroczną podróż!
Z wykształcenia anglistka, absolwentka Uniwersytetu Śląskiego, z zawodu kierowniczka w pewnej międzynarodowej korporacji, z zamiłowania autorka romansów z wątkami kryminalnymi i sensacyjnymi. Pisze praktycznie od dziecka, od kilku lat dzieląc się swoimi tekstami w Internecie. Sama dużo czyta, a jej ulubioną autorką pozostaje Joanna Chmielewska. Prywatnie lubi podróże, planszówki ze znajomymi i swojego psa, labradora Milo. Sentymentalna bzdura jest jej pierwszą powieścią wydaną drukiem.
Sięgając po tą książkę nie spodziewałam się aż tak pozytywnych uczuć sądziłam ze będzie kolejnym zwykłym romansem i w tym momencie przyznam ze się myliłam. Książka z każda kolejna strona wciąga sprawia ze chcemy ją czytać dalej sposób jej napisania i fabuła to jest poprostu to. Wątek kryminalny totalnie mi się podobał jedne z ostatnich rozdziałów wzbudzały we mnie takie emocje których nie umiem opisać i których nie odczuwałam przy żadnej innej książce jestem poprostu zakochana,mimo ze ta zagadka może i była do rozwiązania to i tak było trzeba trochę pomyslec, niektórych może zirytować ślepota bohaterki oraz to ze czasem nie potrafiła połączyć prostych rzeczy i szła w swoje zaparcie,nie spodziewałam się ze wątek voodoo będzie tak rozwinięty i stoi za nim taka historia ta książka to zdecydowanie mój nowy ulubieniec relacja Wesley’a Blake’a i Roxanne Sherwood była tak piekna i to ile oni mogli by dla siebie zrobić było poprostu cudowne ta książka wciąga niemalże odrazu! Okładka jak na książkę jest dość nie pozorna i nie spodziewałabym się ze pod nią może siedzieć takie arcydzieło historia od samego początku jest poprostu wciągająca sprawia ze chcemy dowiedzieć się co dzieje się dalej i nie żałuje ze sięgnęłam akurat po ta książkę! Ogromnie polecam jest warta każdego grosza i każdej poświęconej dla niej sekundy!! Jeśli macie możliwość to naprawdę kupujcie i nawet się nie zastanawiacie to jest poprostu tak dobra książka ze to szok!
3.75 Klasyczny szybki rozwój relacji romantycznej, uparta główna bohaterka i bohater mruk, czy to źle? Chyba nie, mimo tej powtarzalności przesłuchałam to bardzo szybko i nie nudziłam się. Historia nawet się klei, jedynie wątek voodoo zbyt lekko poprowadzony - był duży potencjał, ale niewykorzystany. Nie oczekiwałam od tej książki niczego, bo nic o niej nie wiedziałam, więc to, że całkiem miło spędziłam czas działa na plus. Fakt, że wszystko szło jak po masłem również dobrze poprowadzony i wyjaśniony pod koniec. Naprawdę żałuję, że nie było mroczniej.
Jezusie, jakie to było świetne... Totalnie mnie ta książka wciągnęła, chyba pod każdym możliwym względem. Wątek z Voodoo był niezwykle interesujący. Między Roxie, a Wes'em nieustannie iskrzyło, co jednocześnie sprawiało, że człowiek chciał więcej i więcej tej ekscentrycznej dwójki. Moje oczekiwania zostały spełnione. W przyszłości chętnie sięgnę po kolejną powieść od Ludki! ❤️
Thriller i romans w jednej fabule. Czy to może się udać? W tym wypadku tak. Połączenie voodoo, fałszywej tożsamość i agenta FBI może brzmieć pomieszanie z poplątaniem, ale tworzy spójną całość. Gdy ma być namiętnie to tak jest, jak mamy czuć niepokój w związku ze śledztwem niepokornej dziennikarki to tak właśnie jest. Nie ma niczego na przysłowiową doczepkę by zadowolić zwolenników obu gatunków *tak na marginesie, wplątywanie wątków na siłę nigdy nie wypada dobrze*. Cóż mogę dodać, Skrzydlewska nie zawodzi 💚
Powoli nadrabiam książki autorki i jak na razie każda kolejna utwierdza mnie w przekonaniu, że wiem, czego zawsze mogę się spodziewać - dobrej, wciągającej historii. “Przeczucie” to połączenie romansu z thrillerem. Roxanne Sherwood jest dziennikarką śledczą. Badając jeden z tematów, naraziła się na niebezpieczeństwo. Jest kluczowym świadkiem w ważnej sprawie, czyli równocześnie celem do usunięcia. Musi się ukryć i żyć pod fałszywym nazwiskiem. Ta sytuacja prowadzi ją do małego miasteczka Belleville, położonego niedaleko Nowego Orleanu. Ochroną kobiety na miejscu ma zająć się agent FBI - Wesley Blake. Nie chce siedzieć bezczynnie, dlatego zgłasza się do lokalnej gazety, w której potrzebują pracownika. Tam trafia na niewyjaśnioną sprawę, która budzi jej ciekawość. Postanawia ją rozwiązać, co nie podoba się agentowi. Jednak choć sporo ich różni, muszą współpracować.
Tym, co ciekawiło mnie najbardziej były tajemnice skrywane przez mieszkańców Belleville. To, jak połączą się wszystkie niepokojące informacje, które odkrywała Roxanne. Historia jest utrzymana w bardzo fajnym klimacie - jest mrocznie, tajemniczo, pociągająco. Pojawia się też magia, w postaci voodoo, co bardzo mi się podobało.
Romans mnie nie porwał, choć polubiłam zarówno Roxy, jak i Blake’a. Ciągnęło ich do siebie bardzo, temu nie da się zaprzeczyć, ale jakoś nie zdołali mnie w pełni do siebie przekonać jako para. Momentami trudno było uwierzyć, że kobieta naprawdę jest tak dobrą dziennikarką śledczą, a Wes był czasem zbyt niekonsekwentny i nieprzekonujący jako agent. Tajemnice i wątek kryminalny ciekawe. Tym razem wciągnęły mnie o wiele bardziej niż romans. No i voodoo, moim zdaniem najciekawszy element tej książki. Było to coś, czego się nie spodziewałam - nie czytałam wcześniej żadnych opinii ani nawet opisu książki, więc zostałam bardzo miło zaskoczona.
Papierowe „Przeczucie” niby takie samo jak to Wattpadowe, a jednak inne. Czytałam dawno temu, pamiętałam zaledwie urywki. Dawno temu mi się podobało, teraz mnie porwało. No po prostu cudowności. Zacznę od ogólników — mamy małe miasteczko o bajecznej nazwie Belleville, do którego zostaje cichaczem przeniesiona dziennikarka śledcza o imieniu Roxanne (zaczęła grzebać tam, gdzie ktoś bardzo nie chciał aby grzebano, przeżyła snajpera i musiała zniknąć). Do opieki nad nią zostaje przydzielony agent Blake, czyli agent „po przejściach”. Główna bohaterka to wulkan energii i ciekawska, bardzo przyjemna postać. Główny bohater z kolei to mrukliwy gbur, który ma gdzieś to, jak wygląda i to, co kto sobie o nim pomyśli. Czy zakochałam się w agencie Blake’u? Oczywiście, że tak.
Roxanne, rzecz jasna, nie próżnuje nawet jako tajniak, który powinien się nie wychylać. Zaciąga się do pracy w małej redakcji, gdzie szefuje dupek Gordon (tego padalca nie lubimy). Belleville szczyci się tym, że unika kataklizmów, mieszkańcy są przecudowni i ogólnie największym miejskim przestępcą może być gość, który przewróci kosz na śmieci. Mówiąc prościej, przestępczości tam nie ma — życie jak w bajce. Niestety główna bohaterka ma szczęście i trafia na ciekawą sprawę — jej poprzedniczka zniknęła za sprawą pstryknięcia palcem. A pracowała nad… sprawą dotyczącą zaginięcia pewnego chłopaka. Roxie jako porządna dziennikarka śledcza wkracza do akcji. Akcji, przez którą odkrywa tajemnice idealnego Belleville.
Co mogę powiedzieć… Styl Ludki to przyjemna, wciągająca i tajemnicza zabawa. Roxie to fajna, ciekawa i solidnie wykreowana postać. Wesley Blake ma piękne imię, świetny charakter i pewną, że tak to nazwę, ułomność, przez którą pokochałam go jeszcze bardziej. Mam jakiś pociąg do bohaterów po przejściach, nie mam pojęcia dlaczego. Historia jest świetna, pomysł na fabułę czadowy a nutka z voodoo… No majstersztyk! Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam tę historię, bo ja daję jej solidne 8/10.
Połączenie thrillera i romansu? Brzmi całkiem nieźle, więc musiałam zaspokoić swoją ciekawość i sięgnąć po „Przeczucie” od Ludki Skrzydlewskiej.
Główna bohaterka, imieniem Roxanne, pracuje jako dziennikarka śledcza i w jej życiu nie ma czegoś takiego jak nuda. Jest ciekawska, sprytna i wie jak dowiedzieć się więcej, niż inni mogliby usłyszeć. Niestety, zainteresowała się nie tą sprawą, co trzeba i gdy na karku zaczyna odczuwać powiew zagrożenia, zostaje wysłana do małego miasteczka położonego z dala od wielkomiejskich oczu, żeby mogła przeczekać burzę, którą rozpętała. Do pilnowania jej, zostaje przydzielony agent FBI, który od dłuższego czasu mieszka na tym małym odludziu, nie bez powodu.
Roxanne jest osobą, która nie lubi siedzieć bezczynnie, dlatego też, z braku innych zajęć, zatrudnia się w lokalnej gazecie, licząc na to, że uda się spokojnie przeżyć ten czas na wygnaniu. Gdyby tylko bohaterka nie lubiła węszyć, to zapewne by tak było. Coś wisi w powietrzu, a Roxanne ma zamiar dowiedzieć się, co to jest.
--- Jestem bardzo zadowolona z tego, jak została poprowadzona akcja książki. Zarówno jeżeli chodzi o wątek bardziej kryminalny, jak i romantyczny. Wszystko dzieje się powoli, niespiesznie, swoim tempem. Z każdą kolejną stroną odkrywamy mroczne sekrety miasteczka oraz jego mieszkańców, którzy na pierwszy rzut oka wydają się cichą oraz spokojną społecznością.
Relacja naszych bohaterów ociepla się na tyle powoli, że nie przyćmiewa głównego wątku, co jest bardzo na plus. Romans jest dodatkiem do tego wszystkiego, co dzieje się wokoło.
Jeżeli interesują was wątki kryminalne, voodoo, zaginięcia i tajemnice, to myślę, że całkiem miło spędzicie czas.
"Przeczucie" to jedna z moich ulubionych książek autorki. Czytałam ją już co najmniej dwa razy, a i tak wciąż potrafi mnie czymś zaskoczyć.
Książka opowiada o dziennikarce, która w ramach jakiegoś śledztwa, które prowadziła, stała się celem. Dostaje więc ochronę jako świadek koronny i zostaje wysłana... na tzw zadupie.
Oczywiście Roxy nie potrafi siedzieć na tyłku i nic nie robić, zatrudnia się więc w miejscowej gazecie i natrafia na kolejną sprawę, którą musi się zająć.
W międzyczasie trochę lepiej poznaje też miejscowych, a także swojego ochroniarza. I dowiaduje się, że mieszkańcy wierzą w voodoo.
Co mi się podobało w książce? Przede wszystkim to, że cały czas było czuć napięcie. Czytałam książki, w których akcja rozwijała się tak powoli, że to było aż nudne. Tutaj, mimo że akcja rozwijała się powoli, to napięcie systematycznie rosło.
Oprócz tego mamy tu światłych bohaterów. Udało mi się polubić nie tylko Roxy, ale też i głównego bohatera. Inne postacie też były w odpowiedni sposób przedstawione, a ich zachowanie odpowiednie do wieku i stanu.
Mamy tu też opisy pięknej przyrody. I wgląd w wierzenia miejscowej ludności. To ciekawa odmiana. Chyba to też sprawiło, że książka przypadła mi do gustu. W końcu nie często natykam się na inną religię niż katolicką w polskich książkach.
Podsumowując, książka mi się bardzo podobała i polecam ją osobom, które lubią się zaczytywać w romansach z wątkiem kryminalnym.
Czytałam najpierw na wattpadzie. Była ok, wątek voodoo podobał mi się szczególnie, reszta raczej przeciętna. Zdecydowanie lepsza, niż nowsze książki autorki, mniej erotyki, a więcej akcji. Ciekawa koncepcja narracji, cała powieść pisana z perspektywy heroiny, natomiast epilog - z perspektywy faceta. Reread w wersji papierowej (chociaż raczej: czytnikowej) był słabszy, niż jak czytałam po raz pierwszy, ciężko mi powiedzieć, czy to kwestia poprawek przed wydaniem, czy po prostu inaczej odebrałam tę historię śledząc ją po raz kolejny.
4,75 ⭐ Wes czasami mnie irytował zazdrością i opiekuńczością, ale tak to wszystko cacy. Kocham Luizjanę, kocham Nowy Orlean, kocham tematy voodoo, a tu to wszystko dostałam. W dodatku nie zliczę, ile razy śmiałam się na tej książce, ile razy uśmiechałam się jak głupi do sera, przyglądając się rozwojowi relacji między Roxie a Wesem.
Jakoś gdy czytałam jej wattpadowską wersję czułam więcej emocji i ekscytacji. Reread nie wstrząsnął mną tak samo jak za pierwszym razem, możliwie dlatego, iż był to głównie kryminał. Nadal świetne zakończenie i przyjemna relacja głównych bohaterów.
8/10 bardzo mi się podobała, ciekawy wątek o vodoo i sekcie w sumie tak to można nazwać, główna bohaterka trochę naiwna, ale naprawdę dobry romans z nutką kryminału i nadprzyrodzonych wierzeń świrów z Belleville
Wątek kryminalny totalnie mi nie siadł, nie czułam przy nim żadnych emocji. Romans tak samo nijaki. Jak dla mnie za szybko potoczyła się relacja bohaterów
Niezły język, wyraziste i ciekawe sylwetki protagonistów, czupurnej i obdarzonej intuicją dziennkarki śledczej oraz agenta FBI, który jest jej ochroniarzem. Ona ma status świadka koronnego, on ma się nią opiekować przez trzy miesiące do czasu procesu. Rzecz się dzieje w uroczym miasteczku w stanie Luizjana.
Romans jest przewdywalny, ale interesująco opisany. Za to zagrożenia, które na protagonistów czyhają ze strony miasteczkowych elit … no cóż, po prostu ledwo przez te bzdurne horrory przebrnęłam
Okeej wiec przeczytałam i serio mi się podobało, miło się zaskoczyłam. Ciekawy ten wątek kryminalny, autorka serio to udźwignęła, trochę szkoda, że tak szybko wystąpiły uczucia między bohaterami, jestem fanką enemies to lovers 😩😩 Książka jest napisana w prosty sposób i raczej nie dzieję się tam nic odkrywczego. Aaa i wsm spoko okładka jest, książka spoko ale raczej nie wrócę już do niej pzdr. Aha i zal bo miała to być SMUTna książka, a było 2,5 smuta :(((((((((((((((((((((( nie no taki zarcik kosmonaucik 🥰🥰
Początek książki spokojny, z czasem akcja się rozkręca. Ciekawie wpleciony wątek voodoo- nie spodziewałam się, że w całej historii będzie on miał aż tak wielkie znaczenie. Wstrząsająca, mroczna tajemnica małego miasteczka szokuje, dostarcza wielu emocji. Główna bohaterka- Roxie - to kobieta odważna, zdecydowana, z pasją oddająca się swojej pracy. Na początku trochę irytowało mnie to, że robiła na złość agentowi i próbowała wyprowadzić go z równowagi, kiedy wszystko, co robił było dla jej bezpieczeństwa. Potem stworzyli jednak zgrany duet jako partnerzy w odkryciu tajemnicy oraz kochankowie. Zabrakło mi perspektywy Wesleya, bo przez to nie mamy okazji poznać jego myśli, uczuć, poglądów i pozostaje on małą tajemnicą. Mimo, że jest on narratorem w epilogu to czuję pewien niedosyt. Cała książka napisana lekko, tak jak w przypadku innych pozycji autorki.