Zrób rachunek sumienia, zanim trafisz do szpitala. Rodzice Marty Wolskiej zostali bestialsko zamordowani. Sprawców nigdy nie znaleziono, choć Marta jako dziecko była świadkiem tej zbrodni. Po latach w szpitalu, w którym pracuje, dochodzi do dziwnego zabójstwa, a po Warszawie grasuje morderca młodych kobiet. Marta zaczyna podejrzewać, że te wydarzenia mogą być z nią powiązane. Jakie sekrety skrywają bohaterowie książki? I kto naprawdę może stać się tytułowym wyleczonym? Pacjent czy lekarz? Wyleczeni to pierwszy polski thriller medyczny napisany przez lekarza, w którym wielopoziomowa intryga kryminalna łączy się z sugestywnym obrazem szpitalnej rzeczywistości widzianej od środka.
Lubię thrillery, w których już od samego początku coś się dzieje, a tutaj nie kazano mi zbyt długo czekać, bo już w pierwszym rozdziale ktoś ginie i nie wiemy, jak bardzo odbije się to na naszych bohaterach i do czego doprowadzi. Po mocnym wstępie długo jest dobrze. Gdzieś w środku był taki moment, że moje chęci na chwile opadły, bo trochę się to wszystko zaczęło przeciągać, ale ostatecznie siedziałam jak na szpilkach i zadawałam sobie w głowie pytania: „No dobra, kto morduje?!”.
Miałam swoje typy i do końca nie wiedziałam, kto to będzie, bo autorka umiejętnie prowadzi nas przez historię, zadając mnóstwo pytań, ale nie udziela odpowiedzi wprost, bo dopiero na samym końcu wszystkie drogi łączą się w jedno. A muszę przyznać, że to był naprawdę dobry finał i po cichu już żałowałam, że to tylko jeden tom. Nawet nie wiecie, jaka była koja radość, gdy ostatnie zdanie brzmiało: „koniec części pierwszej”. Oj, będę wyczekiwać kontynuacji i przyznaje, że poprzeczka została zawieszona wysoko!
To debiut autorki, ale takie debiuty mogłabym czytać w kółko, bo był zwyczajnie świetny. Nie do końca polubiłam się w trakcie z główną bohaterka, niektóre jej decyzje uważam za skrajnie głupie, a jej relacja z jednym z bohaterów jest dla mnie dziwna i nie rozumiem, jak do tego doszło. Za szybko, trochę bezsensownie. Dopiero znając całą historię jestem w stanie ją bardziej zrozumieć i rozumiem jej motywacje.
To nie będzie książka dla każdego, bo jej ostatnie strony mogą zszokować, może nawet zniesmaczyć, ale dla mnie to było jak wisienka na torcie, trochę chore, trochę psychodeliczne wręcz, ale kurde. Tego się kompletnie nie spodziewałam i jako fanka takich akcji uważam, że to było świetne i kompletnie zmieniło moje postrzeganie książki. A do tego byłam zwyczajnie zachwycona takim obrotem spraw.
"Nie ma normalnych ludzi. Są tylko tacy, którzy lepiej panuje nad swoim szaleństwem"
Nie czytam często thrillerów medycznych, ale opis zaintrygował mnie na tyle, że zdecydowałam się po nią sięgnąć. Marta Wolska jest lekarką, która pracuje w szpitalu na oddziale zakaźnym. Nie dawno rozwiodła się. Od pewnego czasu prześladuję ją koszmar senny, w którym jest świadkiem morderstwa rodziców. Mimo upływu wielu lat od tamtych wydarzeń nie potrafi uporać się ze swoimi emocjami. W dodatku sprawcy nigdy nie zostali ujęci. Wokół niej zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Jej przełożony zostaje znaleziony martwy w szpitalu, a w okolicach jej mieszkania zaś giną młode kobiety, padające ofiarą seryjnego mordercy. Podczas interwencji policyjnej poznaje przystojnego komisarza i wkrótce połączy ich coś więcej. Często, gdy słyszymy o wyroku jaki dostał sprawca przestępstwa, dziwimy się że jest on nieproporcjonalny do szkody jaka została wyrządzona. Czujemy rozczarowanie wobec wymiaru sprawiedliwości. Niektórzy starają się brać sprawy w swoje ręce, co jest bardzo ryzykowne z uwagi na konsekwencje za popełnione czyny. Tak właśnie czuła się Marta Wolska, która nie potrafiła pogodzić się z faktem, że mordercy jej rodziców nadal byli na wolności, a morderca jej przyjaciela nie został skazany ze względu na chorobę. Autorka sporo uwagi poświęciła pracy lekarzy w szpitalu. Pokazała z jakimi problemami muszą zmagać się każdego dnia. Praca ponad siły, często w nadgodzinach jest na porządku dziennym. W dodatku brakuje odpowiedniego sprzętu, bo dyrekcja szpitala ma inne priorytety. Jakby tego było mało to na światło dzienne wychodzą układy niektórych lekarzy przy prowadzeniu projektów finansowanych z NFZ. Powieść czyta się bardzo szybko. Styl jest lekki i przyjemny. Sama fabuła potrafi zainteresować i wciągnąć, chociaż muszę ją raczej określić mianem luźnej i niezobowiązującej. Akcja warta bez nudnych przedłużaczy. Ciekawe postacie. Generalnie uważam, że to jest dobra pozycja...zwłaszcza biorąc pod uwagę, że to debiut. Polecam na jesienne wieczory.
Thriller medyczny napisany pod pseudonimem przez lekarkę. Akcja dzieje się w Warszawskim Szpitalu Klinicznym. Głównymi bohaterami są lekarka Marta i policjant Michał 🤕
W Warszawie grasuje seryjny morderca, a w szpitalu ginie niezbyt lubiany współpracownik... Akcja rozwija się bardzo szybko i cały czas trzyma w napięciu. Końcówka wbija w fotel tak bardzo, że od razu sięgnęłam po drugą część 🤯
Odkrycie roku! Debiut idealny ✨
PS Jestem bardzo ciekawa ile wydarzeń było faktycznie zainspirowanych medycznymi i policyjnymi realiami...🤔
Szpital " Błeńska " ciekawe miejsce Marta ostra Pani Doktor i policjant Michał, pani Maria i jej wnuk.. i ciekawy wątek na koniec książki.. szybka i przyjemna książka. Napewno kiedyś przeczytam jeszcze jakąś książkę pani Horn.
Autorka buduje napięcie już na początku, gdy w szpitalu ginie dyżurujący lekarz. Potem wchodzą kolejne wątki. Ale nie ma zapętlenia. Wszystko się sensownie łączy. Dobre są dialogi. I często śmieszne. Zemsta na mężu i jego kochance jest po prostu perfekcyjna, a ta na zabójcy rodziców profesjonalna. Myślałem, że zakończenie będzie inne, nieco bardziej banalne. Ale okazało się odwrotnie, nie było w nim niczego oczywistego. Zastanawia mnie, czy w Polsce istnieją lekarze i policjanci tak rozprawiający się z kryminalistami, jak robią to bohaterowie Wyleczonych, bo ta historia mogłaby przecież wydarzyć się naprawdę.
DNF 182 strona. Styl pisania mnie nie zachwycił. Jest wiele niepotrzebnych, mozolnych wątków, które z czasem jeszcze dochodzą. Akcja wolno się rozgrywa. Dlatego też nie udało mi się dotrwać do końca.
Początek ciekawy, ale potem książka robi się trochę chaotyczna, rozwija się zbyt wiele wątków, że nie wiadomo, który z nich jest tym wiodącym. Na szczęście pod sam koniec wszystko się wyjaśnia, również tytuł książki, ale nie jest to książka, która zaparła mi dech w piersiach albo zrobiła sieczkę z mózgu. No i nazwanie tej książki thrillerem medycznym jest jednym wielkim nieporozumieniem. To, że bohaterka jest lekarką nie wystarczy. Bohaterka też nie za bardzo przypadła mi do gustu swoją postawą, te jej wyrzuty sumienia z powodu braków wyrzutów sumienia mnie nie przekonały, a łatwość i perfidia, z jaką odbiera komuś życie, spowodowały zniesmaczenie. Lekarz zabijający ludzi, nawet jeśli są to kryminaliści? Od razu przypomniała mi się łódzka afera "pawulon".
Nie mam żadnych znajomych lekarzy, ale może wy macie. Oni naprawdę tak często rozmawiają o zabijaniu?!
Wow, co to była za książka. Przeczytana w jeden dzień wywołała we mnie wiele emocji, chociaż chyba nie wszystkie były zamierzone przez autorkę...
To był debiut i to czuć. Styl jest poprawny, nie wyróżnia się ani na plus, ani na minus. Początkowo narracja balansuje pomiędzy thrillerem a horrorem, ale w żadną wersję nie byłam skłonna uwierzyć. Dzieje się dużo i ciężko w tym odnaleźć główny wątek, a czytanie uprzykrzają też topornie wprowadzone dygresje. Po co postać nagle sucho recytuje opis i historię jakiegoś związku chemicznego? Może żeby usprawiedliwić słowo „medyczny” w reklamie książki, nie wiem. Doceniam zrobienie researchu, ale nie zawsze wychodziło to naturalnie, czasami miałam wrażenie, że czytam artykuł w jakiejś naukowej gazecie albo stronę Wikipedii.
Ciężko uwierzyć w niektóre wydarzenia, a już najbardziej w to, co się dzieje wokół głównej bohaterki. Rzeczywistość na bieżąco zmienia się „pod nią”, żeby tylko wyszła zwycięsko z każdej sytuacji. Irytuje ją były mąż? Bum! Ni z tego ni z owego okazuje się, że przechowywała kompromitujące go zdjęcia. W ogóle, każdy tam ma na kogoś haka, jest przestępcą albo zna kogoś takiego. Pacjenci z oddziału zakaźnego to albo agresywni nietrzeźwi ćpuni albo anonimowi staruszkowie z biegunką. Ciężko mi ocenić, czy ten świat specjalnie miał wyjść taki przejaskrawiony, żeby usprawiedliwić morderców.
A propos zabijania, jest tutaj jedna scena, nad którą ubolewam, bo tak ją zepsuto. Spróbuję to opisać bez spoilerów – jedna postać postanawia zabić nieprzytomnego pacjenta. Warunki są idealne, to byłaby zbrodnia doskonała, łączyła ich tragiczna przeszłość, na miejscu zero pozostawionych śladów i jeszcze ten klimat chyżby-nawiedzonego szpitala, puste korytarze, no miodzio. I co? I nic, zero napięcia. Po robocie, zapominamy o sprawie.
Ja wiem, tak miało być, zakończenie tłumaczy wszystko. Zakończenie zasługiwałoby na osobny wykład, bo jest tak oderwane w kosmos, że do teraz się śmieję. Po prostu przeczytajcie to sami.
Czy boicie się szpitali? Po tej lekturze z pewnością będziecie mieć obiekcje co do tej instytucji, a właściwiej do ludzi tam pracujących i odwiedzających gości. Czy w 100% można ufać lekarzom? Czy boicie się wychodzić wieczorami z domu? Główna bohaterka lekarka Marta Wolska straciła rodziców. Zostali bestialsko zamordowani. Ona widziała sprawcę. Była wtedy małą dziewczynką, jednak jego twarz na zawsze utkwiła w jej pamięci. Co się stanie, gdy podobny człowiek do mordercy jej rodziców trafi do szpitala? W szpitalu ginie jeden z ważnych pracowników. Kto i dlaczego jego zamordował? Czy to ma coś wspólnego z Martą? Oprócz lekarza umiera również pacjent. Czy to było morderstwo, czy raczej jakieś powikłanie po chorobie? Równocześnie po Warszawie biega seryjny morderca, który poluje na młode dziewczyny. Czy nasza Marta stanie się jego kolejną ofiarą? Czy te wszystkie sprawy coś łączy? Czy są to oddzielne przypadki? Komu zależy na względach naszej głównej bohaterki? Każdy tutaj ukrywa przed światem tajemnice. Czy one ujrzą światło dzienne? Bardzo dobry medyczny kryminał, który wciągnął mnie od pierwszej chwili. Zakończenie daje do myślenia. Nie będę ukrywała, że byłam w głębokim szoku poznając końcówkę książki. Już się nie mogę doczekać kolejnej części. Mam taką cichą nadzieję, że wkrótce powstanie. Jeżeli uwielbiacie medyczne kryminały to koniecznie musicie sięgnąć po książkę „Wyleczeni”. Gwarantuję dobrą zabawę z odkrywaniem prawdy. Wielkie brawa dla autorki Alicji Horn. Niesamowite emocje i adrenalina. Uwielbiam takie książki.
Intrygująca okładka Wyleczonych ma w sobie zarówno obietnicę (wyraz twarzy lekarki powoduje, że zaczynam się bać: BĘDĄ EMOCJE!), jak i tajemnicę (jakie sekrety skrywa pani ze stetoskopem?). Fabuła jest znakomita, z dobrym morałem. Akcja jest spójna i toczy się wartko. Nie brakuje uczuć. Zarwałam noc, a w pracy zamiast skupić się, no właśnie, na pracy, przetrawiałam "Wyleczonych" i opowiadałam koleżankom. Książka to początek serii. W wywiadzie z autorką / autorem (?) wydającym pod pseudonimem przeczytałam, że w powstaje trzecia część cyklu. Mój ulubiony cytat z "Wyleczonych" to: - "Cząstki elementarne” Houellebecqa. No proszę, nie wiedziałam, że chłopcy z prewencji mają tak wyrafinowany gust literacki. - A co, myślałaś, że jak policjant, to z literatury francuskiej czytuje tylko gazetki Carrefoura?
Swego czasu zaczytywałam się w thrillerach medycznych Tess Gerritsen, a wcześniej Robina Cooka. Ta książka bardziej mi pasuje, bo wszystko jest w niej takie swojskie, bo akcja dzieje się w naszych współczesnych realiach, choć z wycieczką do niedawnej przeszłości bohaterki. Poza tym świat szpitalny to jedynie część znacznie szerszej historii.
Różne wątki są kompatybilne i łatwo się łączą. Niektóre będą chyba kontynuowane w kolejnej części. Czekam właśnie na wydanie "Pasożyta".
Główne postacie – lekarki i policjanta budzą sympatię. Czytelnik odruchowo staje po ich stronie, nawet jeśli nie zgadza się ze swego rodzaju filozofią życia, jaką wyznają. Ale i tak pozna ją dopiero na końcu. Epilog zaskakuje, również właśnie dlatego, że ma w sobie pewną istotną myśl przewodnią. A to nieczęsta cecha thrillerów, zwłaszcza krajowych.
Fajnie się czyta, nie tylko za sprawą stylu, ale przede wszystkim fabuły, która jest po prostu bardzo dobra. Postacie mają w sobie to coś. Są niebanalne, charakterne i nieprzewidywalne. Jest kilka miejsc akcji, ale na pewno najciekawsze są wydarzenia w szpitalu. Zaskakujące jest zakończenie, nowatorskie wśród kryminałów, które czytałem, i dobrze budujące przejście do kolejnej części, której na razie nie widać w zapowiedziach. Książka i relaksuje i trzyma w napięciu. Ma w sobie też jakieś głębsze treści, takie co zostają w głowie na trochę dłużej. Ogólnie myślę więc, że jest wartościowa, mimo że to tylko kryminał.
Opis mnie zaciekawił. Dobre noty również. Ale niestety mamy tu klasyczny przykład przerostu formy nad treścią. Fajnie, że autorka wie, o czym pisze, ale upychanie wielu wątków w tak krótką książkę nigdy nie wychodzi na dobre. Do tego postać głównej bohaterki, która robi takie rzeczy - no niezbyt trafia w mój gust. Nie było w niej nic, co pozwalałoby mi ją polubić. Nawet niespecjalnie mi jej żal. Końcówka - nie kupuję, ani organizacji, ani zachowania policjanta. A jej czyny mnie mocno zniesmaczyły i nie chciałabym mieć nic wspólnego z takim 'lekarzem'.
Próbowałam z kontynuacją, ale poddałam się po kilkudziesięciu stronach, gdzie ciągle wykładano rzeczy, które nie miały nic wspólnego z treścią, a więcej z poglądami autorki.
słabo.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Żarło, żarło i zdechło. Po przydługim wstępie bach, pierwsze morderstwo, które finalnie było niemal po nic, następnie długo, długo nic i końcówka, która mogłaby uchodzić za ciekawą, gdyby trwała nieco dłużej niż chwilę. Fragment, gdy Marta rozprawia się z byłym mnie ubawił, więc cóż, może się jeszcze w "Błońskim" spotkamy 😁
Nie spodziewałam się tak dobrej książki. Super, że z medycznego punktu widzenia wszystko się zgadzało. Fajnie, że jest niejednoznaczna główna bohaterka. (Przez to nie dziwię się, że autorka chce zostać anonimowa). Rozwiązanie było całkiem nieskomplikowane, ale mimo to akcja była ciekawa.
Nadrobiłam pierwszą część i była lepsza niż druga tak naprawdę tylko momentem *spojler* zabijaniem/torturowaniem Bestii, chociaż i tak według mnie za krótkim. Taka na jeden-dwa wieczory