Co parędziesiąt stron pojawiały się cenne dla mnie odniesienia do literatury zagranicznej, po którą będę musiał sięgnąć. Było także paręnaście mądrych wskazówek, chociaż niestety w większości (dla mnie to tak naprawdę powinno być -stety) powierzchownych i o których od dawna, od naprawdę bardzo młodego wieku, wiem.
"Jak wychować Rapera" to z pewnością olbrzymi osobisty gift ojca dla syna, i mówię tu stricte o Matczakach. Przez to, niestety, dla powszechnego odbioru te historie tracą dużo merytoryki. Książkę zatytułowałbym Historią o Macie, bo w sumie to giga przewodnik po jego twórczości i podboju. I taki zamiar chyba ostatecznie przyświecał autorowi. Dużo tu wulgaryzmów, wiele słabości i dowodu na to kim jest prawnik UW, nie chodzi mi o to, że jest jakimś wulgarnym gnojkiem, spokojnie, bardziej mam na myśli głęboko emocjonalnego i podatnego na uczucia człowieka. To chyba dobrze...?
Nie obyło się bez wielu ogólnikowych wypowiedzi i, bardzo żałuje, poprawności politycznej, serio chwilami to nawet nie rozumiałem po co. Książki traktuje jako nośnik największej szczerości i przelania w zasadzie siebie na papier, czemu więc na siłę włączać w treść coś, co naturalnie tam nie pasuje - a widocznie wynika z mody. Nikogo racjonalnego nie zaboli fakt, że chłopcy są liderami w legendach etc. To stwierdzenie stanu faktycznego. Nie zaprzecza on jednak temu, że kobiety w życiu są liderkami, są i pewnie nieraz lepszymi od chłopaków, ale akurat o chłopakach są legendy, czy mity, czy opowieści, najczęściej w ramach postaci leadów. W mojej ocenie autor pisze o poprawnym nazywaniu rzeczywistości, a sam nadużywa rzeczownika faszyzm. Nie tylko tu widziałem, że nazywa zjawiska, w mojej ocenie, nieobiektywnie.
(Ktoś jak będzie czytał tę opinię, pomyśli, że niczego tu nie zrozumiałem. Zrozumiałem. Widzę populizm i autorytaryzm, myślenie władcze itd. Dało się to jednak napisać celniej)
Doceniam historie o antybrag'dze, ważne i zgadzam się, że tak patrzy wielu młodych, którzy boją się promowania podboju, wolą, mimo bycia jednostkami silnymi, pokazywać swoje słabości na pierwszym planie, także przed samymi sobą. Było też więcej małych powiastek dla mnie fajnych, ale już ich generalnie nie kojarzę by specyficznie wymienić. Ostatni Rozdział bardzo szczery i przez to, bez zaskoczenia, bardzo dobry i wymowny.
Literacko natomiast daleko od zadowolenia. Wielokrotnie miałem wrażenia błędów językowych, chwilami interpunkcyjnych, ale najbardziej mi przeszkadzało, gdzieś pośrodku książki, formułowanie wypowiedzi, gdzie słowa odnosiły się do tych zawartych wcześniej, a były to odnośniki mało czytelne i zawikłane w odbiorze. "Narcyści" bolały w oczy. "Kraj, w którym umrę" nieporównywalny, polecam, jeżeli ktoś szuka M.M. w TOPie.
Doceniam, ale też i oceniam, brutalnie i szczerze.
/// z pozdrowieniami © 2024