What do you think?


Cena milczenia
Kanion to przerażające miejsce. Pełna skalistych, ostrych jak brzytwa zębów, duszna od morowego powietrza rozpadlina. Śmierć, to pewna śmierć – tak wam powiem, zacni ludzie.
Dobrze, żeśmy przed wiekami wypędzili tam Najeźdźców, którzy chcieli zepchnąć nas do morza i omal nie potopili nas jak kocięta.
Ale odzyskaliśmy nasze plaże, Rozlewisko Wezery, największy szlak handlowy, o który cały czas bezpardonowo, toczymy między sobą wojny.
Mamy swoich odchodzących w niełaskę czarowników, mamy nową magię – inżynierów, którzy – jak lubią mawiać – parą i ogniem wprowadzą nasz świat w przyszłość. Mamy nasz świat, kontynent, królestwa i księstewka, od morza aż po Góry Kolumnowe i wybity w nich Kanion..
Dobrze, żeśmy przed wiekami wypędzili tam Najeźdźców, którzy chcieli zepchnąć nas do morza i omal nie potopili nas jak kocięta.
Ale odzyskaliśmy nasze plaże, Rozlewisko Wezery, największy szlak handlowy, o który cały czas bezpardonowo, toczymy między sobą wojny.
Mamy swoich odchodzących w niełaskę czarowników, mamy nową magię – inżynierów, którzy – jak lubią mawiać – parą i ogniem wprowadzą nasz świat w przyszłość. Mamy nasz świat, kontynent, królestwa i księstewka, od morza aż po Góry Kolumnowe i wybity w nich Kanion..
- GenresPolish Literature
448 pages, Paperback
First published July 28, 2021
About the author
Jakub Pawełek
13 books7 followersAbsolwent filologii rosyjskiej Uniwersytetu Śląskiego, obecnie student Akademii Obrony Narodowej. Na co dzień korporacyjny trybik, po godzinach fascynat wojskowości, Airsoftu i papierowych konfliktów zbrojnych. Zainspirowany twórczością Clancyego i Bonda postanowił spróbować swoich sił w starciu z tematyką militarnego thrillera.
Ratings & Reviews
Friends & Following
Create a free account to discover what your friends think of this book!
Community Reviews
Displaying 1 - 10 of 10 reviews
August 11, 2021
Od dłuższego czasu miałem chęć na klasyczne fantasy. Takie w stylu: nieustraszeni wojownicy, źli magowie, przebiegłe królowe, do tego jakieś elfy, krasnoludy - smoki też nie byłyby od rzeczy, więc kiedy zobaczyłem okładkę "Ceny milczenia", tych jeźdźców o zaciętych twarzach, szarżujących wprost na czytelnika z uniesionymi mieczami, na tle majestatycznych szczytów, stwierdziłem, że bogowie dają mi znak. Problem w tym, że znaki bogów też trzeba umieć prawidłowo odczytać ...
... szczególnie, gdy opis wydawnictwa zamieszczony z tyłu okładki (i wszędzie w internecie) okazuje się tyleż zachęcający co lakoniczny, chociaż fakt, że z opisu niewiele wiadomo, to jeszcze pół biedy, całą biedą okazało się, że tenże opis absolutnie nie przystaje do treści książki. Owszem, w "Cenie" faktycznie jest jakiś kanion, nawet na mapie świata z tyłu książki został oznaczony, sęk w tym, że nie występuje jako miejsce akcji żadnego z opowiadań... Tak, opowiadań, to jest drugi problem z opisem/nieopisem - Cena milczenia, to zbiór opowiadań (siedmiu), o czym również wydawnictwo zapomniało wspomnieć. Opowiadania (oprócz jednego) są powiązane ze sobą fabularnie, chociaż nie do końca, o czym później.
Zazwyczaj jak ognia unikam opisywania treści książki, tak w tym wypadku czuję się do tego niestety zobowiązany.
Punktem wyjścia akcji jest niefortunny eksperyment czarowników, w wyniku którego w powietrze zostaje wysadzona wyspa Farven, a powstałe przy okazji tsunami zalewa całkiem spory kawałek świata, zaś nasz główny bohater, najemnik Wernar, zyskuje super moce - coś na kształt nieśmiertelności. Czarownicy zostają wygnani, a Wernar, jako że nie ma nic lepszego do roboty, bo wszyscy jego towarzysze giną we wspomnianej wyżej katastrofie, dołącza do magików w roli ochroniarza. Warto dodać, że w wyniku powyższego wypadku, miejsce czarodziejów, jako "wiedzących" na królewskich dworach, zajmują inżynierowie, którzy - jak dowiadujemy się z opisu - "parą i ogniem wprowadzają świat w przyszłość"... znowuż, tak jak w przypadku kanionu - coś jest w opisie, natomiast brak tego w treści, bo ci rzekomi inżynierowie w książce nie "inżynierują", próżno też w "Cenie" szukać jakiegoś konfliktu między nimi a czarodziejami.
Drugim drugą osią fabularną opowiadań są przygody Rotmistrza Hakarda. Niesłusznie skazany na banicję Hakard zostaje zesłany do zapomnianego przez boga i ludzi garnizonu kompanii pościgowej gdzieś na krańcu świata. Nasz rotmistrz próbuje zaprowadzić w swojej dziedzinie rządy prawa i sprawiedliwości, których to rządów okoliczni mieszkańcy mają po dziurki w nosie, i tak jak Wernar sprzymierza się z czarownikami, tak Hakard działa na rzecz inżynierów.
Spodobał mi się styl Jakuba Pawełka. Widać, że autor mocno inspirował się Sapkowskim i Sienkiewiczem, bo opowiadania przesiąknięte są rubasznym humorem, scenami pojedynków, walki i pijatyk - jednym słowem duch przygody pełną gębą, przy czym szare komórki czytelnika nie zostaną podczas lektury zbyt mocno nadwyrężone. Sam świat przedstawiony wykreowany przez Pawełka, jest ciekawy i chociaż nie odbiega od gatunkowych schematów, to pozwala się wczuć w klimat opowiadań, z których chyba najbardziej przypadło mi do gustu tytułowe "Cena milczenia" i ostatnie "Wyższy cel", natomiast za najsłabsze uważam dziwne "W odmętach lazuru" i umieszczone na siłę, nie mające nic wspólnego z resztą książki: "Jeszcze przywitamy słońce".
Podsumowując Cena milczenia powinna nazywać się Cena zmarnowanego potencjału, bo Jakub Pawełek naprawdę potrafi pisać, ale ewidentnie zabrakło mu (albo wydawnictwu) pomysłu na ten zbiorek. Większość wątków jest nieskończonych, urwanych w połowie, jakby autor chciał wydać to co ma w tej chwili napisane, byle szybciej i niestety książka całościowo na tym traci. Mimo wszystko polecam Cenę milczenia, bo to kawałek fajnego rozrywkowego fantasy.
książkę otrzymałem z klubu recenzenta portalu nakanapie.pl
... szczególnie, gdy opis wydawnictwa zamieszczony z tyłu okładki (i wszędzie w internecie) okazuje się tyleż zachęcający co lakoniczny, chociaż fakt, że z opisu niewiele wiadomo, to jeszcze pół biedy, całą biedą okazało się, że tenże opis absolutnie nie przystaje do treści książki. Owszem, w "Cenie" faktycznie jest jakiś kanion, nawet na mapie świata z tyłu książki został oznaczony, sęk w tym, że nie występuje jako miejsce akcji żadnego z opowiadań... Tak, opowiadań, to jest drugi problem z opisem/nieopisem - Cena milczenia, to zbiór opowiadań (siedmiu), o czym również wydawnictwo zapomniało wspomnieć. Opowiadania (oprócz jednego) są powiązane ze sobą fabularnie, chociaż nie do końca, o czym później.
Zazwyczaj jak ognia unikam opisywania treści książki, tak w tym wypadku czuję się do tego niestety zobowiązany.
Punktem wyjścia akcji jest niefortunny eksperyment czarowników, w wyniku którego w powietrze zostaje wysadzona wyspa Farven, a powstałe przy okazji tsunami zalewa całkiem spory kawałek świata, zaś nasz główny bohater, najemnik Wernar, zyskuje super moce - coś na kształt nieśmiertelności. Czarownicy zostają wygnani, a Wernar, jako że nie ma nic lepszego do roboty, bo wszyscy jego towarzysze giną we wspomnianej wyżej katastrofie, dołącza do magików w roli ochroniarza. Warto dodać, że w wyniku powyższego wypadku, miejsce czarodziejów, jako "wiedzących" na królewskich dworach, zajmują inżynierowie, którzy - jak dowiadujemy się z opisu - "parą i ogniem wprowadzają świat w przyszłość"... znowuż, tak jak w przypadku kanionu - coś jest w opisie, natomiast brak tego w treści, bo ci rzekomi inżynierowie w książce nie "inżynierują", próżno też w "Cenie" szukać jakiegoś konfliktu między nimi a czarodziejami.
Drugim drugą osią fabularną opowiadań są przygody Rotmistrza Hakarda. Niesłusznie skazany na banicję Hakard zostaje zesłany do zapomnianego przez boga i ludzi garnizonu kompanii pościgowej gdzieś na krańcu świata. Nasz rotmistrz próbuje zaprowadzić w swojej dziedzinie rządy prawa i sprawiedliwości, których to rządów okoliczni mieszkańcy mają po dziurki w nosie, i tak jak Wernar sprzymierza się z czarownikami, tak Hakard działa na rzecz inżynierów.
Spodobał mi się styl Jakuba Pawełka. Widać, że autor mocno inspirował się Sapkowskim i Sienkiewiczem, bo opowiadania przesiąknięte są rubasznym humorem, scenami pojedynków, walki i pijatyk - jednym słowem duch przygody pełną gębą, przy czym szare komórki czytelnika nie zostaną podczas lektury zbyt mocno nadwyrężone. Sam świat przedstawiony wykreowany przez Pawełka, jest ciekawy i chociaż nie odbiega od gatunkowych schematów, to pozwala się wczuć w klimat opowiadań, z których chyba najbardziej przypadło mi do gustu tytułowe "Cena milczenia" i ostatnie "Wyższy cel", natomiast za najsłabsze uważam dziwne "W odmętach lazuru" i umieszczone na siłę, nie mające nic wspólnego z resztą książki: "Jeszcze przywitamy słońce".
Podsumowując Cena milczenia powinna nazywać się Cena zmarnowanego potencjału, bo Jakub Pawełek naprawdę potrafi pisać, ale ewidentnie zabrakło mu (albo wydawnictwu) pomysłu na ten zbiorek. Większość wątków jest nieskończonych, urwanych w połowie, jakby autor chciał wydać to co ma w tej chwili napisane, byle szybciej i niestety książka całościowo na tym traci. Mimo wszystko polecam Cenę milczenia, bo to kawałek fajnego rozrywkowego fantasy.
książkę otrzymałem z klubu recenzenta portalu nakanapie.pl
August 24, 2026
Dostałem zbiór siedmiu opowiadań, który połknąłem dosłownie w jeden dzień. I choć lektura sprawiła mi sporo frajdy, to od razu muszę zaznaczyć jedno: te opowiadania, choć bez wątpienia smaczne, przypominają bardziej solidnego, dobrze doprawionego kotleta schabowego niż jakieś wykwintne, wyszukane danie. To proste, swojskie i treściwe jedzenie, które dobrze syci, ale nie zaskakuje nowymi smakami.
Świat zaprezentowany przez Pawełka ma w sobie coś z mrocznego, militarnego fantasy. Najbardziej uderzyły mnie w nim wyraźne, mocne podobieństwa do „Opowieściami z meekhańskiego pogranicza” Roberta M. Wegnera. Czuć tu ten sam brudny, żołnierski klimat, w którym stal i spryt znaczą znacznie więcej niż potężne zaklinania. Pawełek ma też świetne pióro do dobrych dialogów i dobrze rozpisywał sekwencje walk, co widać szczególnie w tytułowym, świetnym opowiadaniu z wątkiem kryminalnym.
Nie da się jednak ukryć, że „Cena milczenia” ma swoje niedociągnięcia. Wydawca na okładce i w opisie mocno przestrzelił, obiecując motywy i konflikty, których w treści praktycznie nie ma. Do tego część wątków sprawia wrażenie urwanych w najciekawszym momencie, jakby autorowi zabrakło czasu na ich domknięcie. Sama konstrukcja opowiadań bywa nierówna obok tekstów świetnych i dynamicznych trafiają się fragmenty, które ewidentnie doklejono na siłę.
Ostatecznie nie żałuję tego jednego dnia spędzonego przy książce. To bezpretensjonalna, "męska" literatura rozrywkowa, która nie przeciąża szarych komórek, ale daje sporo frajdy. Jeśli ktoś tęskni za klimatem Meekhanu i szuka prostej, mięsistej fantastyki, na pewno się nie rozczaruje pod warunkiem, że nastawi się na solidną porcję klasycznej klasyki, a nie na wykwintną ucztę dla smakoszy. Nic nie urwało nici nie zawiodło więc ocena wyjściowa 3/5 może 3.5/5
Świat zaprezentowany przez Pawełka ma w sobie coś z mrocznego, militarnego fantasy. Najbardziej uderzyły mnie w nim wyraźne, mocne podobieństwa do „Opowieściami z meekhańskiego pogranicza” Roberta M. Wegnera. Czuć tu ten sam brudny, żołnierski klimat, w którym stal i spryt znaczą znacznie więcej niż potężne zaklinania. Pawełek ma też świetne pióro do dobrych dialogów i dobrze rozpisywał sekwencje walk, co widać szczególnie w tytułowym, świetnym opowiadaniu z wątkiem kryminalnym.
Nie da się jednak ukryć, że „Cena milczenia” ma swoje niedociągnięcia. Wydawca na okładce i w opisie mocno przestrzelił, obiecując motywy i konflikty, których w treści praktycznie nie ma. Do tego część wątków sprawia wrażenie urwanych w najciekawszym momencie, jakby autorowi zabrakło czasu na ich domknięcie. Sama konstrukcja opowiadań bywa nierówna obok tekstów świetnych i dynamicznych trafiają się fragmenty, które ewidentnie doklejono na siłę.
Ostatecznie nie żałuję tego jednego dnia spędzonego przy książce. To bezpretensjonalna, "męska" literatura rozrywkowa, która nie przeciąża szarych komórek, ale daje sporo frajdy. Jeśli ktoś tęskni za klimatem Meekhanu i szuka prostej, mięsistej fantastyki, na pewno się nie rozczaruje pod warunkiem, że nastawi się na solidną porcję klasycznej klasyki, a nie na wykwintną ucztę dla smakoszy. Nic nie urwało nici nie zawiodło więc ocena wyjściowa 3/5 może 3.5/5
February 19, 2023
“Służę prawu, a według niego każde życie się liczy, nawet najmniejsze, najpodlejsze. Bez sądu nie ma kary. – odpowiedział pewnie rotmistrz.” – Jakub Pawełek, “Cena Milczenia”.
Rzadko sięgam po opowiadania. Nie przemawia do mnie ta forma, ale postanowiłam zrobić wyjątek. Podejmując się recenzji “Ceny milczenia” autorstwa Jakuba Pawełka, liczyłam na proste, bardzo klasyczne fantasy z elementami militarnymi. Chciałam chociaż trochę przełamać się do tej formy pisania. Okazało się, że jest całkiem w porządku, a moja ciekawość co do dalszych losów bohaterów została rozbudzona. Niestety w pierwszym tomie czuć duży niedosyt wydarzeń. Szkoda, bo liczyłam na bardziej rozbudowaną fabułę.
Autor opowiada nam trzy różne historie ujęte w siedmiu opowiadaniach. Dzieją się one w tym samym świecie zwanym Kanion. Postęp, który nieubłaganie nadszedł wraz z nowymi czasami, dla tego świata sprawił, że magia zostaje powoli zastąpiona nowoczesną technologią. To ciekawe, kiedy coś tak mitycznego zaczyna się mieszać z inżynierią oraz nowoczesnością, rywalizując o lepsze miejsce. Na przełomie tego czasu poznajemy trójkę bohaterów: żądnego przygód najemnika Wernara Hantsholma owładniętego żądzą pieniędzy, oficera Hakarda Rotesblatta oraz posępną księżniczkę Maeidę chcącą poznać smak wolności i niezależności. Nasza trójka bohaterów, tak mocno odmienna od siebie, będzie musiała stawić czoła niebezpiecznym sytuacjom i zmierzyć się z mrocznymi tajemnicami w groźnym Kanionie.
To, co najbardziej rzuciło mi się w oczy, to nierówność książki. Początek zdecydowanie mi się dłużył, mimo swojej mocnej strony, jaką jest sama w sobie historia. Miała ogromny potencjał. Dostrzegam, że autor stara się pisać spójną fabułę i nawet rozwija się z każdym kolejnym rozdziałem. Druga część zdecydowanie lepsza, akcja przyśpiesza, a nasi bohaterowie wpadają w wir przygód. Język jest soczysty, wręcz taki nadający adekwatny klimat do mrocznych czasów, chociaż niektórym może przeszkadzać ilość przekleństw zawartych w całym tekście. Opisy są dokładne, szczegółowe, przepełnione treścią, co pozwala na wyobrażenie sobie świata, miejsc i postaci, chociaż momentami męczące, autor mógłby dokonać jeszcze jednej korekty i skrócić swój tekst. Cieszę się, że w książce znalazło się miejsce na mapkę, ogromny plus dla wzrokowca, takiego jak ja. Można sobie śledzić drogę bohaterów czy miejsca ich przebywania.
Sekwencje walk, opisy oręża, cały aspekt militarny został dobrze przedstawiony. To widać, kiedy autor pisze o czymś, co go mocno interesuje, i wykonał potężny research pozwalający na sprawne operowanie językiem i nazewnictwem.
Spośród wszystkich opowiadań to właśnie tytułowa „Cena milczenia” przyniosła mi najwięcej rozrywki. Wątek kryminalny świetnie poprowadzony, z ogromną przyjemnością podążałam wraz z bohaterami za tropem zbrodni w stronę niebanalnego finału. Mam nadzieję, że pojawi się więcej takich historii, bo tutaj dopiero czuć potencjał autora.
Do brzegu. Czy polecam „Cenę milczenia”? Jasne, o ile jesteś docelowym targetem. Osoba, która lubi klasyczne militarne fantasy, będzie zachwycona historią, wydarzeniami, jak i postaciami. A ja mogę tylko zasiąść do czytania drugiego tomu i poznać dalsze przygody Wernara, Hakkarda oraz Maeidy.
Wydawnictwo: WarBook
Egzemplarz recenzencki dzięki uprzejmości Wydawnictwa WarBook
2/45/2023
Rzadko sięgam po opowiadania. Nie przemawia do mnie ta forma, ale postanowiłam zrobić wyjątek. Podejmując się recenzji “Ceny milczenia” autorstwa Jakuba Pawełka, liczyłam na proste, bardzo klasyczne fantasy z elementami militarnymi. Chciałam chociaż trochę przełamać się do tej formy pisania. Okazało się, że jest całkiem w porządku, a moja ciekawość co do dalszych losów bohaterów została rozbudzona. Niestety w pierwszym tomie czuć duży niedosyt wydarzeń. Szkoda, bo liczyłam na bardziej rozbudowaną fabułę.
Autor opowiada nam trzy różne historie ujęte w siedmiu opowiadaniach. Dzieją się one w tym samym świecie zwanym Kanion. Postęp, który nieubłaganie nadszedł wraz z nowymi czasami, dla tego świata sprawił, że magia zostaje powoli zastąpiona nowoczesną technologią. To ciekawe, kiedy coś tak mitycznego zaczyna się mieszać z inżynierią oraz nowoczesnością, rywalizując o lepsze miejsce. Na przełomie tego czasu poznajemy trójkę bohaterów: żądnego przygód najemnika Wernara Hantsholma owładniętego żądzą pieniędzy, oficera Hakarda Rotesblatta oraz posępną księżniczkę Maeidę chcącą poznać smak wolności i niezależności. Nasza trójka bohaterów, tak mocno odmienna od siebie, będzie musiała stawić czoła niebezpiecznym sytuacjom i zmierzyć się z mrocznymi tajemnicami w groźnym Kanionie.
To, co najbardziej rzuciło mi się w oczy, to nierówność książki. Początek zdecydowanie mi się dłużył, mimo swojej mocnej strony, jaką jest sama w sobie historia. Miała ogromny potencjał. Dostrzegam, że autor stara się pisać spójną fabułę i nawet rozwija się z każdym kolejnym rozdziałem. Druga część zdecydowanie lepsza, akcja przyśpiesza, a nasi bohaterowie wpadają w wir przygód. Język jest soczysty, wręcz taki nadający adekwatny klimat do mrocznych czasów, chociaż niektórym może przeszkadzać ilość przekleństw zawartych w całym tekście. Opisy są dokładne, szczegółowe, przepełnione treścią, co pozwala na wyobrażenie sobie świata, miejsc i postaci, chociaż momentami męczące, autor mógłby dokonać jeszcze jednej korekty i skrócić swój tekst. Cieszę się, że w książce znalazło się miejsce na mapkę, ogromny plus dla wzrokowca, takiego jak ja. Można sobie śledzić drogę bohaterów czy miejsca ich przebywania.
Sekwencje walk, opisy oręża, cały aspekt militarny został dobrze przedstawiony. To widać, kiedy autor pisze o czymś, co go mocno interesuje, i wykonał potężny research pozwalający na sprawne operowanie językiem i nazewnictwem.
Spośród wszystkich opowiadań to właśnie tytułowa „Cena milczenia” przyniosła mi najwięcej rozrywki. Wątek kryminalny świetnie poprowadzony, z ogromną przyjemnością podążałam wraz z bohaterami za tropem zbrodni w stronę niebanalnego finału. Mam nadzieję, że pojawi się więcej takich historii, bo tutaj dopiero czuć potencjał autora.
Do brzegu. Czy polecam „Cenę milczenia”? Jasne, o ile jesteś docelowym targetem. Osoba, która lubi klasyczne militarne fantasy, będzie zachwycona historią, wydarzeniami, jak i postaciami. A ja mogę tylko zasiąść do czytania drugiego tomu i poznać dalsze przygody Wernara, Hakkarda oraz Maeidy.
Wydawnictwo: WarBook
Egzemplarz recenzencki dzięki uprzejmości Wydawnictwa WarBook
2/45/2023
March 27, 2025
Gdyby to był debiut, dałbym 4 z hakiem. Ale Jakub Pawełek ma już całkiem solidną bibliografię, więc 3,75/5 będzie bardziej trafne.
Przyznaję bez bicia, że skusiła mnie okładka - chciałem czegoś klasycznego, raczej prostego, bez filozoficznych rozważań nad wyższością kolorów czy sandersonowskich systemów magicznych. Z grubsza coś takiego dostałem, choć nie wszystko tu zagrało. Trochę zaskoczyła mnie forma - opowiadania są oddzielnymi historiami, ale jednak dość mocno ze sobą związanymi (przynajmniej pod kątem bohaterów, których jest trójka na siedem tekstów). Istnieją wspólne motywy, popychane przez kolejne opowiadania, ale pełni to drugo- czy trzecioplanową rolę. Przede wszystkim to historie Wernara, Maeidy i Hakarda. Kobiecie dano najmniej czasu (jedno opowiadanie, Wernar i Hakard dostali po trzy), co nie znaczy że stała się zbędnym wypełniaczem. Przeciwnie, bez wielkich wydarzeń udało się pokazać całkiem fajny kawałek historii, inny niż pozostałe. Dobry przerywnik między "męskimi zadaniami" gęsto okraszonymi trupem. Posunę się wręcz do stwierdzenia, że jako całość, "Cena milczenia" straciłaby bez tego tekstu.
Same opowiadania były co do zasady dobre lub bardzo dobre, do gustu przypadły mi zwłaszcza te z Hakardem. Jego nieco naiwny wręcz legalizm został godnie potraktowany, w szerszej palecie barw niż można byłoby się spodziewać po tego typu książce. Wernarowi poszczęściło się mniej, jego postać nie została aż tak dopracowana. Też i opowiadanie tytułowe, którego jest bohaterem, zaliczyło największą skuchę - spartolony finał. O ile początek i środek są całkiem w porządku, to egzaltowane zakończenie "Ceny milczenia" mocno mnie zraziło. Dość powiedzieć, że autor w żywe oczy próbuje mi wmówić, że bohater był ślepy i nie domyślił się oczywistej intrygi; a po drugie - zachowanie kluczowych postaci w zakończeniu bardziej przypominało mi telenowelę niż military/dark fantasy. Sam trup to za mało - trzeba jeszcze poważnie ująć temat, a tam lejce przejęła groteska. Na szczęście ostatnie opowiadanie, "Wyższy cel", przyniosło odkupienie - bohaterowie "dojrzewają", klamry ładnie spinają całość, jednocześnie dostarczając satysfakcjonującego, choć lekko gorzkawego zakończenia. To nie jest wybitna literatura - ale naprawdę porządne czytadła z czymś więcej. Te słowa dedykuję Krzysztofowi Piersie, który fantasy sprowadza do ganiania za elfami i polowań na smoki :))
Początek mnie nie przekonał, ale w drodze dałem się kupić. Przy okazji zaopatrzę się w drugi tom opowiadań z tego świata, "Cenę pamięci" - choć serię "Przymierze" raczej odpuszczę. "Cena milczenia" jako zbiór dała mi więcej radości niż "Narrenturm" i "Boży bojownicy", a to o czymś świadczy. Albo tak źle o mnie, albo o Sapkowskim, albo tak dobrze o Jakubie Pawełku.
Można spróbować, bo jak na polskie fantasy to całkiem zacna propozycja. Nic się nie straci.
Przyznaję bez bicia, że skusiła mnie okładka - chciałem czegoś klasycznego, raczej prostego, bez filozoficznych rozważań nad wyższością kolorów czy sandersonowskich systemów magicznych. Z grubsza coś takiego dostałem, choć nie wszystko tu zagrało. Trochę zaskoczyła mnie forma - opowiadania są oddzielnymi historiami, ale jednak dość mocno ze sobą związanymi (przynajmniej pod kątem bohaterów, których jest trójka na siedem tekstów). Istnieją wspólne motywy, popychane przez kolejne opowiadania, ale pełni to drugo- czy trzecioplanową rolę. Przede wszystkim to historie Wernara, Maeidy i Hakarda. Kobiecie dano najmniej czasu (jedno opowiadanie, Wernar i Hakard dostali po trzy), co nie znaczy że stała się zbędnym wypełniaczem. Przeciwnie, bez wielkich wydarzeń udało się pokazać całkiem fajny kawałek historii, inny niż pozostałe. Dobry przerywnik między "męskimi zadaniami" gęsto okraszonymi trupem. Posunę się wręcz do stwierdzenia, że jako całość, "Cena milczenia" straciłaby bez tego tekstu.
Same opowiadania były co do zasady dobre lub bardzo dobre, do gustu przypadły mi zwłaszcza te z Hakardem. Jego nieco naiwny wręcz legalizm został godnie potraktowany, w szerszej palecie barw niż można byłoby się spodziewać po tego typu książce. Wernarowi poszczęściło się mniej, jego postać nie została aż tak dopracowana. Też i opowiadanie tytułowe, którego jest bohaterem, zaliczyło największą skuchę - spartolony finał. O ile początek i środek są całkiem w porządku, to egzaltowane zakończenie "Ceny milczenia" mocno mnie zraziło. Dość powiedzieć, że autor w żywe oczy próbuje mi wmówić, że bohater był ślepy i nie domyślił się oczywistej intrygi; a po drugie - zachowanie kluczowych postaci w zakończeniu bardziej przypominało mi telenowelę niż military/dark fantasy. Sam trup to za mało - trzeba jeszcze poważnie ująć temat, a tam lejce przejęła groteska. Na szczęście ostatnie opowiadanie, "Wyższy cel", przyniosło odkupienie - bohaterowie "dojrzewają", klamry ładnie spinają całość, jednocześnie dostarczając satysfakcjonującego, choć lekko gorzkawego zakończenia. To nie jest wybitna literatura - ale naprawdę porządne czytadła z czymś więcej. Te słowa dedykuję Krzysztofowi Piersie, który fantasy sprowadza do ganiania za elfami i polowań na smoki :))
Początek mnie nie przekonał, ale w drodze dałem się kupić. Przy okazji zaopatrzę się w drugi tom opowiadań z tego świata, "Cenę pamięci" - choć serię "Przymierze" raczej odpuszczę. "Cena milczenia" jako zbiór dała mi więcej radości niż "Narrenturm" i "Boży bojownicy", a to o czymś świadczy. Albo tak źle o mnie, albo o Sapkowskim, albo tak dobrze o Jakubie Pawełku.
Można spróbować, bo jak na polskie fantasy to całkiem zacna propozycja. Nic się nie straci.
August 17, 2021
https://wiewiorkawokularach.blogspot....
Jestem ogromną fanką starego, porządnego fantasy napisanego soczystym, barwnym językiem. Walki i magia wystarczają mi w zupełności, nawet nie potrzebuję jakichś fantastycznych stworzeń do tego. Dlatego też skuszona opisem, zdecydowałam się na lekturę Ceny milczenia Jakuba Pawełka.
Książka to zbiór siedmiu opowiadań. Trzy z nich łączy postać najemnika Wernara Hantsholma, trzy inne natomiast postać rotmistrza Hakarda Rotesblatta, a jedno opowiada historię Maeidy, dziedziczki Koralowego Przesmyku. Historie o najemniku i rotmistrzu mają nawet pewien swoisty motyw wspólny, jakim jest rywalizacja przemijających magów z nadchodzącą wielkimi krokami sławą inżynierów.
Wszystkie opowiadania są napchane akcją od początku do końca. Tak naprawdę najspokojniejsze z nich to opowieść o Maeidzie, czyli Jeszcze przywitamy słońce. W pozostałych sześciu historiach ciągle coś się dzieje, cały czas autor skutecznie podtrzymuje napięcie. Jakub Pawełek ma świetny styl pisania – obrazowy, plastyczny, oddający znakomicie realia epoki. Co prawda czasami zgrzytały mi określenia typu patogeny i misiurka jako pancerz (w rzeczywistości jest to specyficzny hełm pochodzenia wschodniego, którego używali np. Tatarzy w Ogniem i mieczem), ale to już moje czepialstwo i marudzenie. Świat przedstawiony określiłabym jako epokę tak mniej-więcej naszego XVII-XVIII wieku – mamy już broń palną, ale miecze i kusze są wciąż w powszechnym użyciu. Dlatego tak przeszkadzały mi te zbyt współczesne słówka, których na szczęście nie ma zbyt wiele i można na to przymknąć oko.
Bohaterowie to żywe, interesujące postacie. Najemnik Wernar, którego poznajemy już w pierwszym opowiadaniu, to twardy człowiek, mający jednak pewne zasady, chociaż jego miecz jest do wynajęcia za odpowiednie pieniądze. Po wypadku, jaki ma miejsce na wyspie Fenvar, jego ciało nabywa przypadkiem specyficznych właściwości, które jednak sprawiają, że Wernar wcale nie czuje się lepiej sam ze sobą. Gryzie się, roztrząsa w swoim sumieniu wiele spraw i próbuje jakoś poukładać sobie na nowo życie w kompanii czarownika imieniem Arlo, nadętego i momentami zbyt pewnego siebie, który nie potrafi odejść w cień i zrezygnować ze sławy, jaka mu się marzy i marzyła. Natomiast rotmistrz Hakard to poważny, rozsądny człowiek, dla którego prawo jest wszystkim. Nie odstępuje od tej zasady właściwie na krok, bo prawo jest prawem. Jest pod tym względem tak niezachwiany, że zostaje odsunięty ze swojego stanowiska przez zazdrośników i zesłany na daleką prowincję (zamiast do lochu), dzięki wstawiennictwu inżyniera Erlikona. Ten jest odpowiednikiem Arla w świecie magów – pewny siebie aż do przesady, uważający, że wszystko mu wolno i że cel uświęca środki.
Muszę zwrócić uwagę na opis z tyłu książki. Wspomniany jest tam Kanion, który tak naprawdę w samej fabule nie pojawia się ani razu. Dodatkowo mowa też o jakichś Najeźdźcach, którzy jednak przewijają się tylko pod postacią odkrytych w trakcie wykopalisk ruin budynków. Tak całkowicie szczerze – opis w ogóle nie ma nic wspólnego z samą fabułą książki. Nie wiem, czy to celowy zabieg autora albo wydawnictwa, ale po przeczytaniu tego, co znalazłam na tyle okładki, spodziewałam się czegoś innego. Na szczęście – nie rozczarowałam się mimo tej drobnej niespodzianki.
To, co przychodzi mi do głowy po lekturze fantastycznego debiutu Jakuba Pawełka, to to, że byłaby z tego świetna, pełnoprawna książka zamiast zbioru opowiadań. Te siedem historii (właściwie to sześć, bo ta o Maeidzie jest, jak dla mnie, taka trochę ni przypiął, ni wypiął) aż się prosi o wspólną klamrę, o rozbudowanie i pogłębienie świata przedstawionego. Byłabym pierwsza w kolejce po taką książkę, wierzcie mi. Mimo to szczerze i serdecznie polecam Wam Cenę milczenia – to porywająca lektura na kilka wieczorów, od której będzie Wam trudno się oderwać.
Jestem ogromną fanką starego, porządnego fantasy napisanego soczystym, barwnym językiem. Walki i magia wystarczają mi w zupełności, nawet nie potrzebuję jakichś fantastycznych stworzeń do tego. Dlatego też skuszona opisem, zdecydowałam się na lekturę Ceny milczenia Jakuba Pawełka.
Książka to zbiór siedmiu opowiadań. Trzy z nich łączy postać najemnika Wernara Hantsholma, trzy inne natomiast postać rotmistrza Hakarda Rotesblatta, a jedno opowiada historię Maeidy, dziedziczki Koralowego Przesmyku. Historie o najemniku i rotmistrzu mają nawet pewien swoisty motyw wspólny, jakim jest rywalizacja przemijających magów z nadchodzącą wielkimi krokami sławą inżynierów.
Wszystkie opowiadania są napchane akcją od początku do końca. Tak naprawdę najspokojniejsze z nich to opowieść o Maeidzie, czyli Jeszcze przywitamy słońce. W pozostałych sześciu historiach ciągle coś się dzieje, cały czas autor skutecznie podtrzymuje napięcie. Jakub Pawełek ma świetny styl pisania – obrazowy, plastyczny, oddający znakomicie realia epoki. Co prawda czasami zgrzytały mi określenia typu patogeny i misiurka jako pancerz (w rzeczywistości jest to specyficzny hełm pochodzenia wschodniego, którego używali np. Tatarzy w Ogniem i mieczem), ale to już moje czepialstwo i marudzenie. Świat przedstawiony określiłabym jako epokę tak mniej-więcej naszego XVII-XVIII wieku – mamy już broń palną, ale miecze i kusze są wciąż w powszechnym użyciu. Dlatego tak przeszkadzały mi te zbyt współczesne słówka, których na szczęście nie ma zbyt wiele i można na to przymknąć oko.
Bohaterowie to żywe, interesujące postacie. Najemnik Wernar, którego poznajemy już w pierwszym opowiadaniu, to twardy człowiek, mający jednak pewne zasady, chociaż jego miecz jest do wynajęcia za odpowiednie pieniądze. Po wypadku, jaki ma miejsce na wyspie Fenvar, jego ciało nabywa przypadkiem specyficznych właściwości, które jednak sprawiają, że Wernar wcale nie czuje się lepiej sam ze sobą. Gryzie się, roztrząsa w swoim sumieniu wiele spraw i próbuje jakoś poukładać sobie na nowo życie w kompanii czarownika imieniem Arlo, nadętego i momentami zbyt pewnego siebie, który nie potrafi odejść w cień i zrezygnować ze sławy, jaka mu się marzy i marzyła. Natomiast rotmistrz Hakard to poważny, rozsądny człowiek, dla którego prawo jest wszystkim. Nie odstępuje od tej zasady właściwie na krok, bo prawo jest prawem. Jest pod tym względem tak niezachwiany, że zostaje odsunięty ze swojego stanowiska przez zazdrośników i zesłany na daleką prowincję (zamiast do lochu), dzięki wstawiennictwu inżyniera Erlikona. Ten jest odpowiednikiem Arla w świecie magów – pewny siebie aż do przesady, uważający, że wszystko mu wolno i że cel uświęca środki.
Muszę zwrócić uwagę na opis z tyłu książki. Wspomniany jest tam Kanion, który tak naprawdę w samej fabule nie pojawia się ani razu. Dodatkowo mowa też o jakichś Najeźdźcach, którzy jednak przewijają się tylko pod postacią odkrytych w trakcie wykopalisk ruin budynków. Tak całkowicie szczerze – opis w ogóle nie ma nic wspólnego z samą fabułą książki. Nie wiem, czy to celowy zabieg autora albo wydawnictwa, ale po przeczytaniu tego, co znalazłam na tyle okładki, spodziewałam się czegoś innego. Na szczęście – nie rozczarowałam się mimo tej drobnej niespodzianki.
To, co przychodzi mi do głowy po lekturze fantastycznego debiutu Jakuba Pawełka, to to, że byłaby z tego świetna, pełnoprawna książka zamiast zbioru opowiadań. Te siedem historii (właściwie to sześć, bo ta o Maeidzie jest, jak dla mnie, taka trochę ni przypiął, ni wypiął) aż się prosi o wspólną klamrę, o rozbudowanie i pogłębienie świata przedstawionego. Byłabym pierwsza w kolejce po taką książkę, wierzcie mi. Mimo to szczerze i serdecznie polecam Wam Cenę milczenia – to porywająca lektura na kilka wieczorów, od której będzie Wam trudno się oderwać.
August 24, 2021
Akcja książki przenosi nas do fantazyjnego rozległego świata Kanion. Miejsca, które kiedyś hołdowało wszechobecnej magii. Wraz z nadejściem nowych czasów wiele jednak się tutaj zmienia i magia zaczyna coraz wyraźniej ustępować nowoczesnej technologii. Nastaje więc powoli świt nowej ery, niosącej ze sobą poważne zmiany, które nie dla każdego będą łatwe i przyjemne do zaakceptowania. To właśnie w takich realiach żyje trójka bohaterów, których poznajemy na łamach powieści. Są nimi żądny przygód i pieniędzy najemnik Wernar Hantsholm, oficer Hakard Rotesblatt oraz piękna i niebywale nieszczęśliwa księżniczka Maeida. Trójka zupełnie różnych od siebie postaci, którzy będą musieli zmierzyć się z licznymi niebezpieczeństwami i być gotowymi na odkrycie skrywanych mrocznych tajemnic Kanionu. Ich losy zostają w książce przedstawione w siedmiu ułożonych chronologicznie opowiadaniach/historiach.
Poświęcając się lekturze najnowszego dzieła autora, naprawdę trudno jest nie docenić jego starań stworzenia intrygującego i mocno perspektywicznego świata fantasy, w którym to może dziać się jeszcze wiele ciekawych historii. Ciekawy pomysł połączenia magii i technologii nie jest czymś, na co nazbyt często można natknąć się w książkach (szczególnie tych wydawanych w naszym kraju). Tworzy więc on tutaj podstawę naprawdę niezłego uniwersum. Nieźle zaprezentowane tło opisywanych przygód bohaterów jest głównie zasługą jego mocno opisowego charakteru prowadzenia narracji. Bardzo dużo miejsca poświęca on na szczegółowe obrazowanie otoczenia, w jakim dzieje się akcja, co pozwala czytelnikowi na dobre z wizualizowanie świata. Jest to szczególnie ważne w powieściach fantasy, nadając im tym samym odpowiedniego klimatu.
Nie ma jednak róży bez kolców. W przypadku tej pozycji są nią bohaterowie. Początkowo mają oni potencjał do stania się naprawdę ciekawymi postaciami, których losy czytelnik będzie śledził z wypiekami na twarzy. Im więcej stron za nami, tym bardziej nadzieja staje się płonna, a postacie stają się trochę za bardzo nijakie (momentami wręcz mogą irytować – chociaż to jest odczucie bardzo subiektywne).
Pewną „dawką dziegciu” jest również wspomniany mocno opisowy styl autora. Pozwala on nadać tytułowi odpowiedniego klimatu i dobrze obrazuje wymyśloną krainę, jednak zdecydowanie brakuje tutaj idącej w nim parze mocniejszej „akcji”. Znając wcześniejsze tytuły pisarza, jest to tym bardziej zaskakujące, że przecież doskonale wie on jak pisać dobre „bitewne/wojenne” sceny. Tego elementu tutaj naprawdę mocno brakuje i jeśli ktoś liczy na nadmiar treści typu „magią i mieczem”, to poczuje się mocno zawiedziony. Zamiast tego znajdziemy tutaj sporo wypitych wyskokowych trunków, jeszcze więcej „gadania” (z mocną dawką wulgaryzmów) i oklepywania służek po ich krągłych atutach.
https://popkulturowykociolek.pl/recen...
Poświęcając się lekturze najnowszego dzieła autora, naprawdę trudno jest nie docenić jego starań stworzenia intrygującego i mocno perspektywicznego świata fantasy, w którym to może dziać się jeszcze wiele ciekawych historii. Ciekawy pomysł połączenia magii i technologii nie jest czymś, na co nazbyt często można natknąć się w książkach (szczególnie tych wydawanych w naszym kraju). Tworzy więc on tutaj podstawę naprawdę niezłego uniwersum. Nieźle zaprezentowane tło opisywanych przygód bohaterów jest głównie zasługą jego mocno opisowego charakteru prowadzenia narracji. Bardzo dużo miejsca poświęca on na szczegółowe obrazowanie otoczenia, w jakim dzieje się akcja, co pozwala czytelnikowi na dobre z wizualizowanie świata. Jest to szczególnie ważne w powieściach fantasy, nadając im tym samym odpowiedniego klimatu.
Nie ma jednak róży bez kolców. W przypadku tej pozycji są nią bohaterowie. Początkowo mają oni potencjał do stania się naprawdę ciekawymi postaciami, których losy czytelnik będzie śledził z wypiekami na twarzy. Im więcej stron za nami, tym bardziej nadzieja staje się płonna, a postacie stają się trochę za bardzo nijakie (momentami wręcz mogą irytować – chociaż to jest odczucie bardzo subiektywne).
Pewną „dawką dziegciu” jest również wspomniany mocno opisowy styl autora. Pozwala on nadać tytułowi odpowiedniego klimatu i dobrze obrazuje wymyśloną krainę, jednak zdecydowanie brakuje tutaj idącej w nim parze mocniejszej „akcji”. Znając wcześniejsze tytuły pisarza, jest to tym bardziej zaskakujące, że przecież doskonale wie on jak pisać dobre „bitewne/wojenne” sceny. Tego elementu tutaj naprawdę mocno brakuje i jeśli ktoś liczy na nadmiar treści typu „magią i mieczem”, to poczuje się mocno zawiedziony. Zamiast tego znajdziemy tutaj sporo wypitych wyskokowych trunków, jeszcze więcej „gadania” (z mocną dawką wulgaryzmów) i oklepywania służek po ich krągłych atutach.
https://popkulturowykociolek.pl/recen...
April 20, 2022
„Cena milczenia”, to jedyna książka z gatunku fantastyki, którą przeczytałam w marcu i miałam szczęście, bo okazała się naprawdę wciągająca! Składają się na nią przenikające się wzajemnie historie osadzone w stworzonym przez autora uniwersum w czasach, gdy czarownicy odchodzili w niełasce, a nadchodziło oświecenie.
Ale to nie tylko starcie magii z siłą rozumu i idącym za nim postępem, czy też brutalne walki o przetrwanie, których tu nie brakuje, ale też wewnętrzne zmagania i rozterki, plany i marzenia bohaterów.
Najemnik Wernar, któremu nieudany magiczny eksperyment hartuje ciało i odsłania duszę, będzie musiał nauczyć się żyć i akceptować zmianę, która z jednej strony wydaje się nieoczekiwanym uśmiechem losu, a z drugiej przekleństwem.
Dziedziczka orientalnego Koralowego Przesmyku, Maeida zbuntowana przeciw tradycjom i nakładanym na nią zobowiązaniom w dalekim świecie i związanym z nim przygodach widzi swoją przyszłość.
Nazbyt prawy i honorowy rotmistrz Hakard, którego przymioty dla niektórych okazują się niewygodne, niesłusznie i podstępnie pozbawiony tytułu, ziemi i wydalony z garnizonu obejmuje służbę w przetrzebionym zarazą mieście.
Każdy z bohaterów bardzo realistycznie wykreowanych, ma w sobie magnes, którym przyciąga do siebie czytelnika i skupia jego uwagę na swojej historii. Autor znakomicie podsyca ciekawość, a dzięki spojrzeniu z tak różnych perspektyw i bohaterom odmiennym ze względu na narodowość, pełnioną funkcję, a nawet płeć wyłania się szeroki i barwny obraz stworzonego świata. Jedynie opowieść Maeidy moim zdaniem mogła zostać nieco bardziej rozbudowana. Świat stworzony przez autora ma tak ogromny potencjał, że może jeszcze o nim usłyszymy? Bardzo na to liczę.
Ale to nie tylko starcie magii z siłą rozumu i idącym za nim postępem, czy też brutalne walki o przetrwanie, których tu nie brakuje, ale też wewnętrzne zmagania i rozterki, plany i marzenia bohaterów.
Najemnik Wernar, któremu nieudany magiczny eksperyment hartuje ciało i odsłania duszę, będzie musiał nauczyć się żyć i akceptować zmianę, która z jednej strony wydaje się nieoczekiwanym uśmiechem losu, a z drugiej przekleństwem.
Dziedziczka orientalnego Koralowego Przesmyku, Maeida zbuntowana przeciw tradycjom i nakładanym na nią zobowiązaniom w dalekim świecie i związanym z nim przygodach widzi swoją przyszłość.
Nazbyt prawy i honorowy rotmistrz Hakard, którego przymioty dla niektórych okazują się niewygodne, niesłusznie i podstępnie pozbawiony tytułu, ziemi i wydalony z garnizonu obejmuje służbę w przetrzebionym zarazą mieście.
Każdy z bohaterów bardzo realistycznie wykreowanych, ma w sobie magnes, którym przyciąga do siebie czytelnika i skupia jego uwagę na swojej historii. Autor znakomicie podsyca ciekawość, a dzięki spojrzeniu z tak różnych perspektyw i bohaterom odmiennym ze względu na narodowość, pełnioną funkcję, a nawet płeć wyłania się szeroki i barwny obraz stworzonego świata. Jedynie opowieść Maeidy moim zdaniem mogła zostać nieco bardziej rozbudowana. Świat stworzony przez autora ma tak ogromny potencjał, że może jeszcze o nim usłyszymy? Bardzo na to liczę.
Read
January 15, 2023"Cena milczenia" to zbiór kilku opowieści osadzonych w fantastycznym świecie, który bardzo mi się spodobał. Urzekł mnie klimat tej książki, odczułam go już od pierwszych stron i trzymał mnie aż do końca 😍 Pod tym względem była to dla mnie bardzo przyjemna lektura.
Początek tej książki bardzo mnie zaintrygował, chociaż co prawda pierwsze strony były trochę chaotyczne i pojawiło się bardzo dużo imion postaci, które ciężko było mi spamiętać 😂 ale z czasem było tylko lepiej! Pierwsze opowiadanie jednak mimo wszystko mocno mnie wciągnęło i świetnie otworzyło ten zbiór. Byłam ogromnie ciekawa co będzie dalej.
Kolejne opowieści częściowo łączą się z poprzednimi, ale moim zdaniem niestety troszkę za mało. Dużo lepiej odebrałabym tę historię jako powieść, a nie zbiór opowiadań. Przeskoki między różnymi historiami i bohaterami wprowadzały chaos i dla mnie byłyby lepiej przyswajalne, gdyby były bardziej spójne.
Jednak jest to chyba tylko jeden mój główny zarzut wobec "Ceny milczenia". Pomijając tę kwestię to opowiadania czytało mi się bardzo przyjemnie, podobał mi się ich klimat, pomysł na świat i bohaterów. Styl autora także przypadł mi gustu, lecz momentami trochę zgrzytały mi dialogi, a niektóre słowa wydawały mi się zbyt potoczne lub współczesne jak na realia fantasy. Jednak ogólnie było dobrze.
Miło spędziłam czas z tą książką i będę ją pozytywnie wspominać, jest to ciekawe fantasy, potrafiące wciągnąć i zaangażować oraz wzbudzić trochę emocji.
Fabularnie też jest naprawdę nieźle. Parę momentów średnio mi zagrało, ale ogólnie uważam, że to dobry tytuł dla fanów magicznych światów, dużej ilości walk, ciekawych bohaterów mierzących się z trudnymi zadaniami.
Początek tej książki bardzo mnie zaintrygował, chociaż co prawda pierwsze strony były trochę chaotyczne i pojawiło się bardzo dużo imion postaci, które ciężko było mi spamiętać 😂 ale z czasem było tylko lepiej! Pierwsze opowiadanie jednak mimo wszystko mocno mnie wciągnęło i świetnie otworzyło ten zbiór. Byłam ogromnie ciekawa co będzie dalej.
Kolejne opowieści częściowo łączą się z poprzednimi, ale moim zdaniem niestety troszkę za mało. Dużo lepiej odebrałabym tę historię jako powieść, a nie zbiór opowiadań. Przeskoki między różnymi historiami i bohaterami wprowadzały chaos i dla mnie byłyby lepiej przyswajalne, gdyby były bardziej spójne.
Jednak jest to chyba tylko jeden mój główny zarzut wobec "Ceny milczenia". Pomijając tę kwestię to opowiadania czytało mi się bardzo przyjemnie, podobał mi się ich klimat, pomysł na świat i bohaterów. Styl autora także przypadł mi gustu, lecz momentami trochę zgrzytały mi dialogi, a niektóre słowa wydawały mi się zbyt potoczne lub współczesne jak na realia fantasy. Jednak ogólnie było dobrze.
Miło spędziłam czas z tą książką i będę ją pozytywnie wspominać, jest to ciekawe fantasy, potrafiące wciągnąć i zaangażować oraz wzbudzić trochę emocji.
Fabularnie też jest naprawdę nieźle. Parę momentów średnio mi zagrało, ale ogólnie uważam, że to dobry tytuł dla fanów magicznych światów, dużej ilości walk, ciekawych bohaterów mierzących się z trudnymi zadaniami.
July 30, 2023
Początkowo Cena milczenia zapowiadała mi się jako zbiór siedmiu opowiadań, których bohaterami są trzy różne osoby, kompletnie ze sobą nie powiązane. To jednak mylne spostrzeżenie. To kilka chronologicznie ułożonych tekstów, którym głównym spoiwem jest świat, w którym się dzieją, a mianowicie uniwersum Kanionu. To kraina równie bazująca na starożytnej magii, co na nowoczesnej technologii. Wydaje się, że gildie czarowników i inżynierów dążą tu do konfrontacji, w której przetrwa tylko jedna ze stron. W ten konflikt rzuceni są główni bohaterowie Wernar, Hakard Rosenblatt i Maieda. Ich przygody są tu brawurowo opisane i mogą się podobać, bo widać, że autor, o którym wcześniej nie słyszałem, umie pisać, a militarne fantasy, jakim jest ta książka wyszła mu znakomicie. Czyta się to bez nudy i z zaciekawieniem. Uwodzi tu narracja, doskonałe postaci czy sam koncept fantastycznego świata. Widać, że autor ma pomysł i wszystko rozwinie się w dalszych częściach, z których drugą mam już w rękach. Książka spodoba się fanom Sapkowskiego, Wegnera, Abercrombiego i na pewno nie będą rozczarowani, bo jak już czerpać inspirację to czemu nie od najlepszych. Dobrze, prosto napisana powieść fantasy, wychodząca spod polskiego pióra zawsze jest w cenie i cieszmy się, że takie książki powstają. Serdecznie polecam i zabieram się za Cenę pamięci, po której dużo sobie obiecuję.
Za książkę dziękuję wydawnictwu @warbook.pl
Za książkę dziękuję wydawnictwu @warbook.pl
January 10, 2024
Prostota- to najodpowiedniejsze, w moim odczuciu, slowo opisujace ta ksiazke. Z tym, ze jest to jak najbardziej pochwala. Do lektury podszedlem na luzie, majac nadzieje na mile spedzony czas i nie zawiodlem sie ani troche. Nie za duzo bohaterow, za to dorze zarysowanych, watki konkretne, odpowiednio przeprowadzone. Rozumiem innych komentujacych, ktorzy czuja niedosyt z powodu slabo zarysowanego swiata w ktorym toczy sie akcja. Rowniez fakt, ze temat magii jest, jak na ksiazke z gatunku fantasy, poraktowany po macoszemu, moze byc argumentem zniechecajacym. Natomiast ja mam dwa pwody, dla ktorych twardo obstaje przy swojej pozytywnej ocenie:
Postac rotmistrza- mam dosc bohaterow, ktorzy szczyca sie tym, ze nie widza swiata jedynie w kategoriach czerni i bieli. Ktorzy sa skontruowani tak skomplikowanie, ze nigdy nie wiadomo czego sie po nich spodziewac. Tutaj mam faceta, ktory wierzy, wbrew przeciwnosciom, w swoje zasady. Malo tego, ktory swoim zachowaniem potrafi sprawic, ze inni nawet jezeli sie z nim nie zgadzaja czy go nie rozumieja, po prostu go szanuja. A na koncu z tego pancerza sily i odpowiedzialnosci i tak wychodzi czlowieczenstwo. Dla mnie bomba!
Drugi argument- czytajac, poczulem nostalgie i tesknote za Meekhanem :)
Polecam!
Postac rotmistrza- mam dosc bohaterow, ktorzy szczyca sie tym, ze nie widza swiata jedynie w kategoriach czerni i bieli. Ktorzy sa skontruowani tak skomplikowanie, ze nigdy nie wiadomo czego sie po nich spodziewac. Tutaj mam faceta, ktory wierzy, wbrew przeciwnosciom, w swoje zasady. Malo tego, ktory swoim zachowaniem potrafi sprawic, ze inni nawet jezeli sie z nim nie zgadzaja czy go nie rozumieja, po prostu go szanuja. A na koncu z tego pancerza sily i odpowiedzialnosci i tak wychodzi czlowieczenstwo. Dla mnie bomba!
Drugi argument- czytajac, poczulem nostalgie i tesknote za Meekhanem :)
Polecam!
Displaying 1 - 10 of 10 reviews









