Awangardowa minipowieść rozgrywająca się w Palestynie w latach czterdziestych. Na targowisku w Jaffie Piotruś, młody mężczyzna z gumową ręką, „zmuszony okolicznościami i długami moralnymi” wystawia się na sprzedaż. Kalekiego Piotrusia otacza groteskowy świat: wymęczonego natłokiem towarów, zapachami, gwarem przekupniów i gorącem kupuje wreszcie stara, flejtuchowata pani Cin. Zatrudnia go jako strażnika… klozetu, w którym Piotruś ma przesiadywać zamknięty przez cały dzień, blokując dostęp innym lokatorom, których chce się pozbyć jego nabywczyni. Czerpiąc temat z własnej biografii, autor przedstawia wyobcowanie i degradację człowieka we współczesnym zdegenerowanym świecie, szybkim, wirującym, w którym wszystko jest prowizoryczne, w świecie pełnym zabiegania za interesami i zmysłowymi przyjemnościami, rządzonym przez powierzchowne, instrumentalne relacje międzyludzkie. Urzeczowiony, zamknięty w wychodku Piotruś cierpi bez skargi; być może ratunkiem dla niego okaże się młoda, żywiołowa malarka Batia.
Лео Липский - этакий польский Кафка, но с языком Саши Соколова. Только если Саша Соколов плетёт словесные узоры широкие, как дачные гамаки, с такой летней красивой дрёмой, то Лео Липский каким-то особым сердцедёром обрывает предложения и потом с завораживающей ловкостью выкладывает кровоточащие картины то моря, то Иерусалима, то клозета, а всё вместе - пазлом - в одиночество, такое реальное, что жутко. Но этот литературный регтайм такой обманчиво лёгкий, что то и дело улыбаешься, когда не можешь сбежать от ужаса....
"Было это в Палестине, на Святой земле, примерно весной 194... года.
Как раз в то время обстоятельства и нравственный долг вынудили меня повесить над головой большое объявление на немецком, иврите и английском: ПЁТРУСЬ ВМЕСТЕ С ОДЕЖДОЙ - НА ПРОДАЖУ".
Sześć opowiadań różnej długości, o zróżnicowanej tematyce i sposobie tworzenia świata, wciągających jak dawno już nic. W tytułowym “Piotrusiu (Apokryf)” mamy czynienia z dość niezwykłą, mocno spoetyzowaną narracją, nielinearną i absurdem trochę rodem z Ionesco. Główny bohater, zniedołężniały Piotruś postanawia sprzedać się na targu. Nabywczynią okazuje się wredna matrona, która używa Piotrusia jako stróża… kibla. Choć z tego, co się zorientowałem, jest to najpopularniejsze opowiadanie Lipskiego, to akurat do mojej wrażliwości ono nie dotarło, musnęło coś tam ale odbiło się od mojej dość prostackiej natury. Za to “Dzień i noc (na otwarcie kanału Wołga-Don)” to majstersztyk - opowieść o żydowskim pomocniku lekarza w radzieckim łagrze to popis naturalistycznej, brutalnej narracji W polskiej literaturze prawie nieznany jest ten sposób szczerości w opowieści obozowej, najbliżej było chyba Grzesiukowi w “Pięć lat kacetu”, ale Lipski jest zdecydowanie mocniejszy i literacko ciekawszy. O sile tej prozy (a jednocześnie jej niszowości) stanowi jednak podejście Lipskiego do cielesności i seksualności. Otóż są to opowiadania przepełnione erotyką, brudną, trochę wulgarna, cielesnością turpistyczną, opisywanej szczegółowo i detalicznie. A co najważniejsze - w każdej odsłonie. Jak na polską literaturę to sporo u Lipskiego homoerotyki obozowej opisanej nie (jak u Grzesiuka) jako coś wyjątkowego, ale jako naturalne zjawisko obozowego życia.
W opowiadaniu “Miasteczko” Lipski pisze o dzieciach, które zabijają szczeniaki. Robi to tak:
“Marysia, która przyniosła psy, nie miała już żadnego. Patrzyła, co będą robić z jej szczeniętami. Wszyscy szli do pewnego lasku, w którym czuli się bezpiecznie. Tam osły małe sosenki i był mech. Usiedli na ziemi Piotr podniósł jedno szczenię.
- Zobaczymy, jak długo będzie piszczeć.
Trzymał je parę minut. Marysia odebrała dwa pieski. Zrobiła rodzaj uprzęży z trawy i kazała ciągnąć gałąź. Ale nie umiały, rozpełzły się na różne strony.
- Spróbujmy, czy pływają. - Głupia. - To co będziemy robić? - Spróbujemy, czy one potrafią nie żyć. - Co? - Głupia. Zrobimy je nie żyć. - W jaki sposób? - Będziemy się bawić w pogrzeb.
Nie patrząc na siebie wzajemnie, robili trumny z gałązek.
- Tak się robi.
Przewiązał gałązki trawą.
- Ja będę ksiądz - powiedział
Włożyli szczenięta do trumny. Szedł na przedzie, za nim dziewczynki. Nieśli trumny ze szczeniętami, na przodzie szedł ksiądz z krzyżem Szczenięta piszczały. Czy można je zrobić nieżywe? Muchy to nie był przykład. Chodzi o to, aby były z mięsa. Szli pomału w głąb lasku.”
Niedobrze mi od tej prozy. Niesamowitej. Onieśmielająco dobrej.
Po kilku z rzędu przeczytanych kryminałach (ok, szwedzkich, więc teoretycznie przyzwoitych) dopadła mnie ochota, by sięgnąć po literaturę niegatunkową, trudniejszą, ignorującą oczekiwania i nadzieje odbiorców. I trafiło na Leo Lipskiego.
O matko! To jest dopiero przygoda. I nawet ci, którzy poczuliby się zniesmaczeni, zmęczeni, rozczarowani lub najzwyczajniej w świecie źli na "Piotrusia", mogą bez trudu przebrnąć przez tę w sumie niewielką awangardową powieść.
Lipski jakoś tam niby wpisuje się w literaturę emigracyjną, ale na szczęście kosmicznie daleko mu do tej stereotypowo rozumianej formy "polskiego Polaka-pisarza na obczyźnie". Nawet Gombrowicz nie robi takich fikołków stylistycznych, formalnych, tematycznych jak Lipski w "Piotrusiu".
Co my tu mamy? Niby biograficzny fundament, bo i tytułowy bohater, i Lipski ze zdrowiem problemy mają. Bohater w Ziemi Świętej przebywa i tam wlecze swoje kalectwo zatłoczonymi i hałaśliwymi uliczkami bliskowschodnich miast. Groteskowe zadanie, do jakiego został "wynajęty", zmusza do ustawicznego poniżania się, schodzenia do kloacznego (dosłownie) poziomu egzystencji. Relacja z młodą zepsutą aspirującą malarką odsłania świat czystej biologicznej wręcz erotyki.
Lipski nie bierze jeńców. To, co sobie skrobał po cichu Gombrowicz w "Kronosie", Lipski pakuje czytelnikowi między oczy. Prostytucja, wykorzystywanie dzieci w burdelach Bliskiego Wschodu, klientela... Wprost. Bez woalki i subtelności. Groteskowe wręcz zbliżenia na te cielesności i fizjologizmy.
A z drugiej strony absolutnie cudowne liryczne momenty. Napady liryki wręcz, gdy Lipski wszystkie zmysły czytelnika angażuje w odbiór tych wszystkich cudowności Wschodu - jedzenia, zapachów, barw, faktur. Tymi dysonansami oddycha ta proza. Prowadzi Bóg wie gdzie przez te targowiska, uliczki, podwórza, skaliste plaże, kabiny, w których miłość się uprawia...
Den polsk-israelske forfatter Leo Lipski (1917-1997) er en veritabel litterær fest, der er god grund til at opsøge. Også selv om festen mest foregår på et uhumsk, stinkende lokum. Læs min anmeldelse af den danske oversættelse fra 2022 på K’s bognoter: https://bognoter.dk/2023/01/29/leo-li...
Obrzydliwa. Dostrzegam to, co się za tym tekstem kryje. Te opisy zepsucia, zdegradowania. Jest w tym pewien obraz obleśnej natury człowieka. Niestety język i sposób prowadzenia narracji do mnie nie przemawia. Za bardzo jest to chaotyczne, za bardzo o niczym. Może po prostu język awangardy nie jest dla mnie?
Zostawiam bez oceny, bo szczerze nie wiem. Trudne ale mam wrażenie, że ze mną zostanie i kiedyś do niej wrócę bo ma warstwy, które chciałabym lepiej dostrzec.