Ciepły majowy poranek, niebawem całe miasto rozbrzmi tysiącem dźwięków festiwalu Praska Wiosna. Najważniejsze w Czechach święto muzyki poważnej ma jednak tragiczny przedtakt: w budynku filharmonii zostaje znalezione ciało Olgi Brandejsovej, klarnecistki o międzynarodowej sławie.
Kolejne śledztwo Mariána Holiny od początku źle się układa, w dodatku podinspektora zaczyna zawodzić słynna intuicja. Energiczna kapitan Šotolová ma zakaz przesłuchiwania świadków, pozostaje więc wsparcie Diviša Mrštíka, obżartucha coraz lepszego w policyjnym fachu, oraz Rosti Bora, który ma wiele zalet i jedną zasadniczą wadę – jest mężem Sabiny. A Holina planował z nią wspólne życie...
Czy zakończenie burzliwej sprawy będzie równie dramatyczne, co finał Wielkiej symfonii g-moll Mozarta?
Zagraj mi na drogę to trzecia część serii ze śledczym Mariánem Holiną. Pierwsze dwa tomy, Mężczyzna na dnie i Roznegliżowane, zjednały sobie dużą sympatię polskich czytelników. Wartka akcja i nieodzowny czeski humor sprawiają, że Iva Procházková wprowadza nową jakość do literatury kryminalnej.
Iva Procházková was born in Olomouc, Czechoslovakia, in 1953. She spent most of her childhood in Prague. After graduating from J. Neruda grammar school, she could not go on to university for political reasons. She worked in various jobs, among others as a cleaner and a cook. In 1983 she emigrated to Austria with her husband, the film director Ivan Pokorný, and their children. She spent eleven years in exile first in Austria and then in Germany. She wrote plays and books, the latter mainly for children and young people, with some of them gaining substantial recognition. After returning to the Czech Republic in 1995, she began to work together with Czech publishers such as Melantrich, Albatros, Amulet, Mladá Fronta, Arsci and others. She has worked for the Czech TV and is currently devoting all of her time to writing. She now lives in Prague.
„PLAY IT AGAIN, SAM” * „Zagraj mi na drogę” – trzeci i ostatni wydany w Polsce kryminał Procházkovej – nie ma już takiej siły rażenia jak „Mężczyzna na dnie” czy „Roznegliżowane”, ale to wciąż bardzo przyzwoita powieść kryminalna.
Tym razem wszystko rozgrywa się „klasycznie”. Trup pada na pierwszych stronach, policja od razu wkracza do akcji i początkowo tylko miota się niemrawo, bo wszystko jest bardzo skomplikowane. Nie ma, niestety, tak charakterystycznego dla wcześniejszych kryminałów Procházkovej perfekcyjnego tła obyczajowego i drobiazgowego przedstawienia osób dramatu w różny sposób powiązanych z morderstwem, w pierwszej części powieści. Nie znaczy to, że książka jest zła, tamte po prostu były doskonałe, a ta jest tylko dobra.
Akcja rozgrywa się w środowisku muzyków słynnej praskiej orkiestry symfonicznej, której siedziba mieści się w gmachu zwanym… Rudolfinum (powinnam chyba zwiększyć ocenę za ten miły akcent, ha, ha). Pojawia się nawet polski wątek w postaci młodej klarnecistki, która ma swój udział w sprawie bardzo zagadkowej śmierci innej młodej, dla równowagi, czeskiej klarnecistki. Podejrzanych mamy sporo, śledzimy akcję uzyskując wcześniej niż detektywi informacje o morderstwie, możemy więc sami bawić się w prowadzenie śledztwa.
Rozwiązanie zagadki trochę mnie rozczarowuje. Mimo, że wszystko okazuje się spójne, logiczne i dopracowane (wielka zaleta w dzisiejszych powieściach kryminalnych), to jednak osoba zabójcy i powody jego działania należą do motywów najczęściej eksploatowanych przez współczesnych autorów, bo to najłatwiejsze rozwiązanie. Więcej nie zdradzę, żeby nie spoilerować. Jeśli zaglądacie czasem do moich recenzji i tak będziecie wiedzieli o co mi chodzi.
Tak czy inaczej, szkoda, że pozostałych kryminałów Procházkowej już po polsku nie przeczytamy. No cóż, chyba należy się przyzwyczajać, że zagraniczni autorzy będą mogli liczyć na wydanie w Polsce jedynie takich książek, które spodobają się niewymagającemu odbiorcy. No chyba, że otrzymają nagrodę Nobla.
* „Play It Again, Sam” czyli „Zagraj to jeszcze raz, Sam” – tytuł sztuki teatralnej i filmu Woody’ego Allena nawiązującego do motywu z filmu „Casablanca”. https://www.czytacz.pl
Po bardzo udanym pierwszym spotkaniu z czeskim kryminałem podczas lektury „Południcy”, z chęcią sięgnęłam po kolejny, by przekonać się, czy był to szczęśliwy traf, czy może nasi sąsiedzi zasługują, by bliżej przyjrzeć się ich twórczości. I Iva Prochazkowa ze swoją serią o podinspektorze Marianie Holinie okazała się strzałem w dziesiątkę.
Mimo, że lekturę rozpoczęłam od tomu trzeciego, to mam wrażenie, że w żaden sposób nie wpłynęło to na odbiór zarówno bohaterów, jak i intrygi kryminalnej.
Główny bohater jawi nam się jako człowiek nieidealny, dobry w tym co robi, ale i działający nieszablonowo. Opierający się prócz dowodów na, o zgrozo, astrologii. Tym razem jednak, przy zabójstwie znanej klarnecistki, zawodzi go intuicja, a dowody wyprowadzają znacznie na manowce. Czy pojawienie się kolejnych ofiar sprawi, że śledztwo wskoczy na właściwe tory, a może zupełnie się zagmatwa?
Autorka w niespiesznym stylu pokazuje nam nie tylko meandry śledztwa, ale i historię ludzkich dramatów, pełnych wyrzutów sumienia i nierozliczonej przeszłości. Zaglądamy również za kulisy filharmonii poznając codzienność muzyków i zespołu technicznego, co jest ciekawym dodatkiem do intrygi kryminalnej. Nie sposób nie wspomnieć również o szczególnym czeskim humorze, który ubiera fabułę powieści traktującą zarówno o zbrodniach, jak i zwykłych ludzkich problemach, w zwiewne szaty dodające jej lekkości.
Tomy poprzedzające mam już na półce w Empik go i po znakomitej części trzeciej z chęcią je przeczytam. Twórczość autorki będzie idealna dla miłośników klasycznych, opartych na skrupulatnym śledztwie kryminałów, dość lekkich, ale z wyrazistymi bohaterami.
Trzeci i na razie ostatni wydany przez Wydawnictwo Afera tom o praskich śledztwach podinspektora Mariana Holiny. Tym razem akcja prawie w całości toczy się w rozpoznawalnych dla turystów miejscach stolicy Czech, z samym Rudolfinum w centrum wydarzeń. Trup ściele się tutaj gęsto, sposoby pozbawiania życia są niebanalne, fabuła roi się od punktów zwrotnych. Jak zwykle wszyscy są podejrzani, chociaż w tym tomie po raz pierwszy domyśliłam się kto jest króliczkiem przed rozwiązaniem zagadki. Ale też autorka zostawiła dużo więcej wskazówek, choćby motyw zabójstwa, który poznaliśmy przed śledczymi. Niestety Iva Prochazkova zarobiła u mnie dwa małe minusy. Pierwszy za pisanie o ustawieniach hellingerowskich jako prawilnej formie terapii, drugi za bardzo stereotypowe przedstawienie osoby na spektrum autyzmu. Oby dwie te rzeczy to maleńkie epizodziki, które zupełnie nie rzutują na odbiór książki, ale ja je wyłuskałam i zapamiętam. Poza tym om dłużej ją czytam tym bardziej nabieram podejrzeń, że Prochazkova jest prawdziwą niuejdżówą i naprawdę wierzy w te wszystkie psychotroniczno/altmedowe klimaty. Nie przeszkodzi mi to wytrwale czekać na kolejną wyprawę do Pragi śladami zbrodni.