Poszukujesz wyjątkowej książki, która sprawi, że nie będziesz mógł oderwać się od lektury? "Amethyst. Yes, please. Kamienie Miami. Tom 3" autorstwa FortunateEm to wyjątkowa powieść pełna zwrotów akcji i intrygujących historii, które podbije serca wszystkich czytelników.
Verina Berry to kobieta, która pomimo młodego wieku doświadczyła w życiu prawdziwego piekła. Wciąż pogrążając się w ciemnościach Verina poszukuje jakiegokolwiek wyjścia ze swojej sytuacji. Jakiś znak? Pomocna dłoń, która pozwoli jej wyjść na prostą? Każda, choć najmniejsza pomoc w jej sytuacji, mogłaby okazać się ratunkiem przed kompletnym upadkiem.
Na domiar złego w jej życiu pojawia się tajemniczy mężczyzna, Zena, który oprócz niewyobrażalnego bogactwa posiada również determinację, aby za wszelką cenę zatrzymać Verinę przy sobie. Kim naprawdę jest tajemniczy milioner i czy stanie się on zbawicielem, czy wrogiem?
"Amethyst. Yes, please. Kamienie Miami. Tom 3" to kolejna część bestsellerowej serii "Amethyst", która opowiada historię Veriny - 21-letniej kobiety zmagającej się z przemocą w rodzinie i próbujacej za wszelką cenę uciec z rodzinnego domu.
3.5/5 troche lepsza od poprzedniej części. Książka, która nie wymaga skupienia, jest całkiem lekka i można się przy niej troche pośmiać, ale nic poza tym. W połowie miałam już dość smutów, które pojawiały się co kilka stron..
To jest moje guilty pleasure, dobrze się bawiłam i niejednokrotnie uśmiałam. Z fabułą jest różnie czasem jest trochę odklejona XD Ale ogólnie super zabawa, zacznę czytać książkę o Kellerze na watt ♥️
Kontynuacja historii Rin i Zeny mnie totalnie kupiła! Szczerze? Nie spodziewałam się, że to wszystko pójdzie w taką stronę. Jestem wielką fanką nowego układu między bohaterami. Ta zamiana ról była przezabawna, uwielbiam fragmenty jak Rin się rządzi i prowokuje Zenę! BYŁO HOT! Dostajemy sporo ich zbliżeń i o mamo. Naaajs 🥵 Ale w tym wszystkim były te momenty gdzie była świadoma ile to znaczy dla kogoś kto kontroluje, a nie jest kontrolowany.
Ich relacja weszła na nowy poziom, układ miał swoje granice czasowe i zakończyć się ma czymś ważnym, o ile nie zostaną złamane jego warunki. Poznajemy tu bliżej historie małego Zeny, ale też tego dorosłego przed poznaniem Veriny. Ostrzegam, może popłynąć kilka łez. Wiecie co jeszcze mnie zaskoczyło? Tu było krwawo! I niebezpiecznie i brutalnie i w ogóle strasznie momentami. Ja tu się zaraz spodziewam „i żyli długo i szczęśliwie” ALE NIE! To nie ta bajka. Tylko znowu jakaś jatka! I tu muszę wspomnieć o mojej fav postaci drugoplanowej. O mój Boże psychol Keller!!! Miałam ochotę zaznaczyć każdą jego rozmowę z Rin w tej książce. To było prześmieszne, ale i kochane 🥹 Keller ja wiem, że gdzieś tam w środku jesteś miękka faja dla szefowej.
Seria #kamieniemiami to moje comfort książki. Jak potrzebuje poprawy humoru lub bierze mnie zastój czytelniczy, to wiem po co sięgnąć ❤️ No to teraz czekam na Krwawą Valentynkę na papierze 😏
3.5/5⭐️ Muszę powiedzieć, że mam bardzo mieszane uczucia co do tej pozycji. Tom pierwszy swoim zakończeniem bardzo mnie zaskoczył i nie mogłam się doczekać, aż sięgnę po tę książkę. Spowodowało to, że przeczytałam ją na dwa posiedzenia. Zakończenie zbyt słodkie można dostać cukrzycy niczym główna bohaterka.
„— A potem spotkałem ciebie i nie chciałem niczego poza tym, żebyś była moja. Patrząc w twoje piękne, udręczone oczy, myślałem tylko o tym, że jesteś aniołem. Moją nadzieją i szansą. I tak właśnie jest. Chcę ciebie. Chcę tylko ciebie. Chcę rodziny, Verina. Chcę jej z tobą. Chcę z tobą wszystkiego, co ma znaczenie. Dziecka, szczęścia, pieprzonej miłości, o której nie mam bladego pojęcia.”
♡ Po burzy zawsze wychodzi słońce. Myślę, że to motto powinno być powiedzeniem przewodnim każdego człowieka przez całe jego życie. Lecz, czasami ciężko nam w to uwierzyć. Los ciągle rzuca nam kłody pod nogi, potkamy się przez nie i tracimy siły do walki. Ale zastanawiałxś się kiedyś, co by było gdybyś zmieniłx swój sposób myślenia? Zamiast „nie uda się” pomyśleć „będzie cudownie”? Każdy ma nad sobą swojego anioła stróża, więc co nas blokuje, aby spróbować? Czyżby to była… przeszłość?
„Chciałem cię od pierwszej chwili, gdy cię zobaczyłem. Wierz sobie, w co chcesz, ale taka jest prawda. Każdy twój dotyk jest, był i będzie dla mnie pierdolonym wszystkim. Każde spojrzenie, uśmiech, śmiech, wszystko, aniele. Niczego nie chcę tak jak ciebie i tego, co możemy stworzyć.”
♡ „Amethyst. Yes, please.” jest trzecią pozycją, którą przeczytałam od Moniki Marszałek i na pewno nie ostatnią. Autorka ma bardzo przyjemne pióro. Czytając jej książki, mam wrażenie jakbym płynęła przez ocean pełen wzburzonych fal. Przy nich nie da się nudzić! Druga część zdecydowanie bardziej podobała mi się niż pierwsza! Po przeczytaniu „Of course, sir” lekko bałam się, że również będę miała dość nadmiaru spicy scen, lecz tak się nie stało! Muszę szczerze powiedzieć: świetnie się przy niej bawiłam i nie mogę stwierdzić, że czytając zmarnowałam czas. W drugiej części dylogii poznajemy historię Zeny, a w sumie… Intiego Vercettiego. Podczas czytania „Of course, sir” mamy wrażenie, że mężczyzna jest… kim? Psychopatycznym bogatym gangsterem czy może wybawcą, który ocalił Rin przed najgorszym? Dziewczyna wie jedno: jest do granic szaleństwa groźny i… do granic szaleństwa zdeterminowany, by ją zatrzymać przy sobie. Czy powinna się cieszyć, czy raczej obawiać? Dalsze losy tego przesłodkiego duetu, ukazują nam, że nie należy oceniać książki po okładce. Często to robimy, prawda? Odpowiedź jest oczywista i każdy powinien odpowiedzieć sobie na te pytanie sam. Zena nie miał banalnego życia. Prawda, miał pieniądze, mógł podróżować kiedy tylko sobie chciał, ale tu poznajemy jego ciemną oraz też tą jasną stronę. Z mocnego, twardego mężczyzny robi się potulny, czuły partner. Autorka cudownie poprowadziła wątek jego przemiany. Co do innych bohaterów: poznajemy nowego psychopatę - Kellera! (W sumie ja go poznałam bo nie czytałam „Emerald” i jeżeli jest tam o nim wzmianka to przepraszam). Pomimo szalonego charakteru, jego przerażającej aury bardzo go polubiłam. Postawił sobie za priorytet Verinę, Zene i ich córeczkę. Verina: nasz cukiereczek. Uwielbiam ją. Porównując ją do pierwszej części dylogii to stała się inną osobą. Polubiłam bardzo jej nową wersję! Mini podsumowanie: czy żałuję, że przeczytałam dylogię „Amethyst”? Nie. Myślę, że warto jest przekonać się na własnej skórze, czy historia Rin i Zeny przypadnie wam do gustu.
na pewno lepiej się czyta niż pierwszą część. ale ilość słów JESTEŚ MOJA/ JESTEŚ WSZYSTKIM w tej książce przekracza granicę. najlepsza postać z tej książki to Keller.
szczerze nie wiem co myśleć bo czasami była ciekawa akcja, ale również były momenty gdzie nie działo się nic i odczuwałam tylko irytację przesłodzoną do przesady główną bohaterką tez w tym tomie o wiele bardziej rozwinął się wątek mafijny, którego po prostu nie jestem fanką
szczerze nie wiem co myśleć bo czasami była ciekawa akcja, ale również były momenty gdzie nie działo się nic i odczuwałam tylko irytację przesłodzoną do przesady główną bohaterką tez w tym tomie o wiele bardziej rozwinął się wątek mafijny, którego po prostu nie jestem fanką
zacznijmy od tego, że ja serio pokochałam tą książkę. kocham tych bohaterów. KELLERA NAJMOCNIEJ. kocham to jak bardzo nie spodziewałam się tych zwrotów akcji. to było autentycznie niesamowite. i na koniec - KOCHAM KELLERA I NAWET NIE WIECIE JAK BARDZO CZEKAM NA PREMIERĘ BLOODY VALENTINE.
Życie Veriny Berry przewraca się do góry nogami, w momencie pojawienia się Zeny. Tajemniczy mężczyzna burzy jej cały, dotychczasowy „porządek”, aby poskładać go na nowo. Proponuje układ, na podstawie którego pomoże dziewczynie spełnić jej marzenie – uciec od okrutnych rodziców, którzy już od początku zmieniali świat Rin w piekło. Czerpie ona z owej umowy wiele pozytywów, ale wraz z poznawaniem kolejnych niewiadomych i pojawianiem się zagrożenia, świat Zeny zaczyna ją przerastać. Jak potoczy się dalsza historia tej dwójki?
„Amethyst. Yes, please” autorstwa FortunateEm to moje absolutne zaskoczenie. Nie ukrywam, że pierwszy tom dylogii mocno mnie zawiódł, ale kolejna część okazała się miłą odmianą. Książka naprawdę przypadła mi do gustu, czego nie spodziewałabym się po skończeniu „Amethyst. Of course, sir”.
Zakończenie pierwszego tomu faktycznie w pewien sposób na mnie wpłynęło – chciałam więcej, mimo że czułam się wyjątkowo przytłoczona treścią samej lektury. Książka była wręcz przesycona scenami erotycznymi, które zasłaniały całą fabułę. Natomiast w „Amethyst. Yes, please” role się odwróciły. Akcja nabrała rozpędu i wciągała czytelnika już od pierwszych stron. Wraz z rozgrywającymi się wydarzeniami, poznawaliśmy coraz więcej aspektów rozbudowanego świata #KamieniiMiami – odkrywaliśmy kolejne karty. Bohaterowie w ciągu wszelkich epizodów zdążyli przejść zauważalną przemianę, a na głównym planie pojawiły się także ukochane postacie z innej książki FortunateEm – „Emerald”. Ilość smutów w tej części była wyważona i tym razem nie stanowiła głównej części lektury, co także uważam za plus.
„Amethyst. Yes, please” to książka, która przekonała mnie do kontynuacji serii #KamienieMiami. Dzięki miłemu zaskoczeniu, jakie zdążyła na mnie wywrzeć, jestem ciekawa dalszych losów bohaterów. Jeśli tak jak ja zawiedliście się na pierwszym tomie dylogii, to zachęcam aby dać szansę kolejnemu – może również przypadnie wam do gustu. Warto jednak zaznaczyć, że obok scen niosących masę ciepła, przeplatają się także brutalne wydarzenia. Sama książka gatunkowo należy do erotyków, dlatego nie przypadnie każdemu do gustu i nie jest przeznaczona dla młodszych czytelników.
i’m mi love. kocham verine i zene, ale tutaj można lepiej poznać kellera, która ma moje serce na wieki, dosłowne. kocham typa całym serduchem. książka jest cudowna, więcej akcji niż spicy scen i wszystko z pierwszej części jest wytłumaczone. jestem po prostu w miłości do tego co tworzy fortuna. każda historia napisana przez nią ma moje serce🥹❤️🩹
Kocham książki Fortunateem Nie ważne czy główna bohaterka mnie irytuje bo jest głupia jak but, czy każdy mnie zachwyca bo postacie są cudownie zrobione. Książkę samą w sobie oceniam na na prawdę wysoko, mimo tego że przynjamniej do połowy skręcało mnie to jak przedstawiona jest mafia, to później już nie miałam nawet czasu o tym myśleć, przez zbyt wiele rzeczy które się tam działy. Dużo plot twistów i ciekawych akcji. Zacznijmy od tego że samo pojawienie się Kellera zmieniło bieg wydarzeń. Bo wszyscy kochamy Kellera i ja czekam na książkę o nim Później przyszła BV i zrobiło się jeszcze ciekawiej A Veira mnie tak irytuje że mam ochotę ją udusić własnymi rękami Ale dla Kellera jest 5 ⭐
Świat Veriny Berry zawsze stał na kruchych fundamentach, a teraz wygląda na to, że i one obróciły się w proch. Dziewczyna nie wie już, kto jest wrogiem, a kto przyjacielem. Pogrążona w niepewności, desperacko szuka jakiegoś punktu zaczepienia, podczas gdy wszyscy, których znała, okazują się zupełnie innymi osobami.
Zena, bogaty, przystojny i wyjątkowo niebezpieczny mężczyzna. Kim jest? Psychopatycznym gangsterem, który dla kaprysu zamieszał w życiu Rin? A może przeciwnie ― wybawcą, który ocalił ją przed najgorszym? Dziewczyna wie jedno: jest do granic szaleństwa groźny i… do granic szaleństwa zdeterminowany, by ją zatrzymać przy sobie. Czy powinna się cieszyć, czy raczej obawiać?
Drugi tom dylogii Amethyst zarodził we mnie jeszcze większą miłość do Zeny i Veriny. Kontynuację ich historii pochłonęłam na raz i ani przez chwilę tego nie żałowałam.
Monika zagwarantowała nam w tej części istny rollercoaster emocjonalny jak i niesamowicie dobre zwroty akcji. Jej książek po prostu nie da się nie kochać, albo przynajmniej uwielbiać! Nasi bohaterowie jak i sama autorka zadbają, abyście się nie nudzili!
Zena i Verina to moje dwa skarby, które idealnie się dopełniają. Są swoją odwrotnością, jednakże czy mówiło się, że to właśnie przeciwieństwa się przyciągają?!
Seria Kamienie Miami jest moja jedna z ulubionych i wręcz nie mogę się doczekać następnego tomu z kolejną historia! Wierzę, że każda z nich będzie w moim sercu na bardzo duży okres czasu!!
No po prostu musicie przeczytać książki Moniki i poznajcie tych niesamowitych bohaterów!
3.75/5⭐️ comfort but te opisy ciąży, i dzieci to było dla mnie too much. ultra nie lubię dzieci i przez to ze przez ostatnie 200 stron nic innego się nie działo poza nimi to wynudzilam się nad tym jak cholera😭