Naukowcy szykują się do największej z dotychczasowych misji ludzkości. W kosmosie, całkiem blisko jak na jego skalę, odkryto nadającą się do zamieszkania Drugą Ziemię. Co może zjednoczyć podzieloną ludzkość? Rozwiązaniem wydaje się nowy prometejski mit: ogólnoświatowy projekt wyprawy międzygwiezdnej do zbadania pokrytego lodem globu. Za przygotowania „Płomienia” do startu odpowiada charyzmatyczny astrofizyk i inżynier technologii kosmicznych. Pozyskuje do projektu uzdolnioną psycholożkę moralności, która będzie odpowiadać za etyczne aspekty przedsięwzięcia. Dokąd zaprowadzi parę naukowców ich romans bez śladu cyfrowego? Czy mapowanie mózgu pilotów uczestniczących w misji okaże się sukcesem i przed jakimi dylematami z tym związanymi stanie ludzkość? W powieści Magdaleny Salik zderzenie rzeczywistości alternatywnej z niespełnionymi ludzkimi aspiracjami prowadzi do absolutnie zaskakującego finału. „Płomień” zapewni czytelniczą satysfakcję zarówno fanom Stanisława Lema, jak i widzom serialu „Westworld”.
Wspaniała, intensywna opowieść, która osadza się w sercu czytelnika – „Płomień” Magdaleny Salik! O wielkich marzeniach ludzkości i dylematach z nimi związanych.
„Odwaga. To właśnie cecha, która uczyniła nas tym, kim jesteśmy. Wykorzystajmy ją. Płomień jest po to, żebyśmy wszyscy mogli znów poczuć odwagę. Żeby każdy z nas mógł powiedzieć sobie i wszystkim dookoła: jestem człowiekiem, nie boję się.”
W „Płomieniu” nie ma nic banalnego, nic fantastycznego – jest wielka wizja i ludzie, którzy niczym mrówki dążą do jej ziszczenia. Ogólnoświatowy projekt, wspólne marzenie, które idealistycznie łączy nas wszystkich, wszystkim bowiem daje nadzieję. Powieść czyta się z zapartym tchem, z prawdziwą przyjemnością. Nic w tym dziwnego – nie od dzisiaj science fiction porusza tematy tak uniwersalne, tak nam bliskie i tak intensywnie działa na wyobraźnię. Nie bójcie się kosmicznych książek – czytajcie, zachwycajcie się, nie sposób się oderwać!
This is an SF novel with a philosophical bend. The translation of the title to English is Flame. I’ve read this novel, published in 2021, because it is one of the nominees for Janusz A. Zajdel Award for 2022. This SFF fannish award is roughly the equivalent of Hugo for Poland. The book was also nominated for Jerzy Żuławski Literary Award, which is closer to Nebula.
The following review contains some spoilers about the early developments of the plot.
The book starts in our relatively near future with the news that astronomers discovered a new Earth-like planet 21 light years from us. It is similar in mass but is currently in an ice period. In order to get to the planet, a worldwide project is started, to build a ship and travel with a small crew to investigate the world further and possibly start up its terraforming to finally launch a stellar expansion of mankind. Both the project and the ship are named ‘Flame’. There is no faster than light travel, so the ship should reach its destination in a century of our time.
The head of the project is a professor, a man in his 40s and a person, who can make a team out of diverse individuals, even antagonists, Albert Townsend. In the very first scene, he meets Evelyn Grin, a 30-something professor of psychology of morals, who will be one of the major characters. She asks Townsend to set a team of ethics, to observe and supervise and he readily agrees, installing her at its helm. Their research should show how new technologies and never-before occurring situations may affect the ship’s crew, with a special interest in the ‘second variant’ – never previously applied tech to map brains and simulate them in a VR.
From this major plotline, we suddenly and unexpectedly shift to two others – the one with Keri, a woman pilot on a space station, which waits till spaceship Flame delivers supplies to them, the other – with Wynfred, a man in a post-Apoc setting on Earth (?), who also has to get to a spaceship Flame, which is supposedly on the planet’s orbit.
The novel is a bit slow, with a lot of questions like how an AI-driven car should react if any of its actions endanger either passengers inside or people outside and other problems new technologies set for our moral choices. It is definitely in the style of such classic Polish SF writers as Stanisław Lem and Western SF Philip K. Dick. There is not a lot of action and an interesting twist at the end.
Nie rozumiem wysokich ocen tej książki. Czułam się, jakbym czytała fabularyzowany artykuł popularnonaukowy. Wszystko zorientowane jest wokół "naukowej" koncepcji, która właściwie nie wybrzmiewa w pełni ani jako konstrukt myślowy, ani jako interesująca fabuła zorientowana wokół pomysłu.
Jeżeli rozdzielimy wszystkie trzy wątki i spojrzymy na nie jako osobne historie, prowadzą one donikąd. Są dość stereotypowe, nie porywają fabularnie, nie wystarczają jako tło do opowieści o koncepcie (który również był już wałkowany w popkulturze w znacznie bardziej porywającej odsłonie). Nie mają satysfakcjonującego rozwiązania, gdyby usunąć połowę treści, nic byśmy nie stracili. A prawdziwie transhumanistyczna opowieść mogłaby zacząć się dopiero tam, gdzie ta "Płomień" się kończy.
Uczynienie psycholożki etycznej główną bohaterką to zabieg pozwalający autorce na bezprecedensowe snucie rozważań moralnych łamiących zasadę "show, don't tell". Czułam się, jakbym trafiła na konferencję doktorantów, którzy koniecznie muszą pochwalić się nowo nabytą wiedzą. To mniej więcej tak (na najprostszym przykładzie), jakby zamiast dać postaci wybór między przyjacielem A a przyjacielem B, zacząć opowiadać o dylemacie wagonika. Że istnieje, że to taki wybór moralny.
W książce doskonale widać research autorki. Gołym okiem. Szanuję wykonaną pracę, ale bez problemu mogę wskazać palcem na całą masę fragmentów, zdań, pomysłów, które pokazują, jak zdaniem autorki lub jej źródeł może wyglądać świat niedalekiej przyszłości. Jest tak, ponieważ bohaterowie nieustannie muszą dotykać "polimerowych, plastikowych, chropowatych" powierzchni, zapalać konkretne rodzaje żarówek lub snuć rozważania na temat szybko otwierających się drzwi na czujniki bicia serca (czy jeśli technologia jest oczywista w danym świecie, naprawdę tak to zauważam? naprawdę jadę ruchomymi schodami i myślę "och, szybko jadą te ruchome schody wynalezione dziesięć lat temu, poruszają się bez problemu"?).
Research powinien służyć sprawnemu i wiarygodnemu opowiedzeniu historii. Tu nie znalazłam historii, a popularnonaukowe (lub czasem naukowe) rozważania ubrane w płaszcz mało zajmującej fikcji. W dodatku nie były to rozważania praktyczne, a (nomen omen) czysto akademickie. Umęczyłam się lekturą, a szkoda, bo "Mniejszy cud" zostawił mnie z pozytywnymi wrażeniami.
Nie będę ściemniać - chciałam tę książkę w pewnym momencie porzucić, bo nie po to sięgnęłam po sci-fi, żeby czytać o zdradzie i romansie i przewracać przy tym oczami. Ale byłam ciekawa jak się skończy wątek próby kolonizacji innej planety plus moja intucja podpowiadała, żebym dała jej jeszcze szansę. I jak dobrze, że kontynuowałam bo zakończenie ROZWALA MÓZG. No przynajmniej mózg czytelniczki, która nie siedzi w tym gatunku. Ale do rzeczy - jesteśmy w przyszłości, w której roboty są na porządku dziennym a identyfikacja człowieka odbywa się nie za pomocą odcisku palca a skanu rytmu serca. Na naszej planecie nie ma jeszcze totalnego kataklizmu, ale powoli się do niego przygotowujemy więc naukowcy szukają odpowiedniej planety, na którą moglibyśmy w dalszej przyszłości się przenieść. I w końcu w przestrzeni kosmicznej pojawia się upragniona pretendentka do drugiej ziemi. Co prawda jest skuta lodem, ale i tak rozpoczyna się długofalowy projekt misji kosmicznej Płomienia. Długofalowy bo Ci, którzy go rozpoczęli nie doczekają jego finału, sam lot na planetę będzie trwał 100 lat! To co jest niezwykle ciekawe to podjęcie przez Magdalenę Salik tematu moralności wiążącej się z odbyciem takiej wyprawy oraz kwestii etycznych związanych z rozwojem technologii. Czymś czego mi brakowało było tło społeczne - tzn. jesteśmy w przyszłości, są roboty, autonomiczne samochody i podbój kosmosu, ale w społeczeństwie dalej pełno stereotypów i właściwie patriarchat dalej nie upadł (sorry, musiałam) - nie o takie jutro walczyłam! Ale tak jak napisałam na początku tego tekstu, wszystko wynagradza nam zakończenie, przy którym nie opada Ci tylko szczęka, ale całą siebie musisz zbierać z podłogi, a mózg ze ściany. Jeśli więc jesteście w stanie przymknąć oko na niektóre minusy, to czytajcie bo końcówka powinna Wam je wynagrodzić.
Ta powieść jest cudownie skonstruowana! Science fiction bez wybuchów i laserów, ale z jakim przesłaniem. Największa misja kosmiczna w historii ludzkości wywołuje problemy etyczne, nad rozwiązaniem których pracuje sztab ludzi. Ale konsekwencje błędów ponieść będą musieli nie badacze, ale załoga statku. Bardzo dobre!
"Płomień" Magdaleny Salik to powieść, która zapewni czytelnikowi sporo satysfakcji. Próby rozpracowania powiązań między wątkami, śledzenie relacji między głównymi bohaterami oraz swoisty współudział w postępach misji dają sporo czytelniczej satysfakcji. Odbiór końcowy nieco psuje wspomniane rozwiązanie fabularne, lecz nie zmienia to faktu, że mamy tu do czynienia z wysokiej jakości literaturą, taką do jakiej przyzwyczaił czytelników Powergraph.
Mam ogromny problem z tą książką - z jednej strony porusza tematy istotne, szarpie struny które wybrzmiewają zbyt rzadko, z drugiej ma to tak wsobną formę, że najchętniej rzuciłbym całość w kąt. Bez samozaparcia nie dowiedziałbym się, że jakieś 90% powieści służy za tło dla samego finału. Finału bardzo dobrego, satysfakcjonującego, dobrze splatającego wątki - ale nadającego sens wydarzeniom zbyt późno, by po drodze nie odczuć frustracji.
Dalej możliwe są delikatne spoilery, choć nie aż tak poważne, by je chować.
Zbyt dużo jest w Płomieniu infodumpów, które nadają się bardziej do popularnonaukowych artykułów niż do pełnoprawnej fabuły. Nie, SF nie polega na fabularyzowaniu wykładu. Proporcje uległy zaburzeniu i to koń prowadzi jeźdźca, nie pozwalając się rozpędzić i płynąć z fabułą. Dla samej historii i przekazania myśli przewodniej nie jest istotne wyjaśnienie stałej Plancka i jej roli, porównanie koncepcji astronomicznych i poinformowanie o tunelu Flamma (to zdaje się już fikcja). Ale nie tylko technikalia lotu w kosmos były tu zbyt dosłownie potraktowane - analiza moralnosci filozofów moralności zdawała się być jedynym motywem dla którego doszło do "naruszenia moralności" (wink wink). Zdziwiło mnie to zdarzenie - nastąpiło znikąd, niejako po nic, będąc tylko motorem fabuły wbrew autonomiczności bohaterów. Wyjaśnienie - post factum. Paradoksalnie jednak wraz z *tym wydarzeniem* cała opowieść nabrała rumieńców, zyskała nieco dynamiki. Czasem ten koń rwał aż tak bardzo, zwłaszcza w scenie z Kocicą (bleh), gdzie przesadny opis był już obrzydliwy. Szczegółowość bywała irytująca i w innych miejscach, kiedy dostaję w twarz wyjaśnieniem, że w postapo broń *o kalibrze 5,56 mm* jest największym skarbem. Pewnie, że jest, walka o zasoby i narzędzia do niej są jednym z głównych motywów w postapokalipsie. Ale niech to zostanie mi pokazane, bez ulotkarskiego trzaśnięcia mnie tą informacją w twarz. A nie była to sytuacja pojedyncza, a zwyczajowe wciśnięcie mi ekspozycji w oczy. Można byłoby chwycić nóż i kroić tę powieść - wyrżnąć bohaterów trzecioplanowych (których nazwiska obchodzą mnie jak peruwiańscy tancerze oberka), ekstrakty z sympozjów, całe wątki poboczne, dylematy i fantazje (też seksualne). Historia i jej wydźwięk tylko by na tym zyskały - w Płomieniu brakuje pewnej podmiotowości. Podmiotem jest wykład filozoficzny na naukowej podbudowie, zakończony pytaniem pozostawionym bez odpowiedzi.
Irytowała mnie też rwana narracja - raz trzecioosobowa, raz pierwszoosobowa, trzy światy przenikające się zbyt często i zbyt szybko. Rozumiem po co to w ten sposób ułożono, jest to wyjaśnione - co doceniam, ale jednocześnie uważam, że dało się to zrobić płynniej, nie wytrącając tak często z rytmu. Czułem się, jakby ktoś co chwilę mi kazał zmieniać buty, żonglując szpilkami, traperami i jakimiś samoróbkami NASA. Rzuciło mi się na myśl porównanie z Expanse, gdzie świat był pokazany z wielu perspektyw, ale zmiany nie były tak częste, a styl tak różny. Przeskok między perspektywą nie wiązał się z irytacją, a był odświeżeniem. Tu odczucia były diametralnie inne. Między innymi przez to nie potrafiłem do końca związać się z bohaterami - a może taki był zamiar? W jednej z recenzji ktoś wspomniał o wrażeniu obserwowania bohaterów przez szybę. Miałem podobnie. Obserwowałem mrówki sterowane przez demiurga, nawet niektóre polubiłem, ale nigdy nie stały się one prawdziwymi ludźmi. Miały tylko służyć wyższemu celowi. Co za ironia.
No właśnie, ironia - mam wrażenie, że autorka wprowadziła jej do powieści całe mnóstwo. Spomiędzy wierszy wypływały sugestie zabawy formą i metakomentarz. Uroiło mi się? To, co wyżej wskazałem jako problemy, być może zostało wprowadzone celowo. Z notatek, które sobie zrobiłem, wynika że około 146 strony jedna z bohaterek snuje rozważania nad przerostem formy nad treścią - niby dotyczy to fabuły, a jakby czegoś więcej. Wtedy tak naprawdę zacząłem się zastanawiać, czy nie uczestniczę w grze (sic!) autorki. Podobne myśli towarzyszyły mi już niemal do końca i osłodziły brnięcie prz ez tę podróż. Jeśli ktoś czerpie radość z takiej formy dialogu autora z czytelnikiem to może będzie ukontentowany - dla mnie było tego wszystkiego za dużo. Albo to ja łączyłem kropki, których nikt nie narysował.
Wątek główny i pomysł - świetny, Bohaterowie - ujdą jako narzędzia, Forma - intrygująca, ale przede wszystkim męcząca, Spójność i klarowność - poniżej przeciętnej, Potencjał nagrodowy - będę musiał nadrobić konkurencję do Zajdla i Żuławskiego, bo ja bym nagród nie dał. Najwyraźniej nie znam się i mam w dupie poprzewracane.
Tylko przez zakończenie i domniemany metakomentarz - 3,5/5, ale nie zaokrąglę w górę, bo 4 to już za dużo.
Na chwile po skończeniu lektury stwierdzam, że „Płomień” to jedna z lepszych książek sci-fi jakie czytałam. Ja bardzo lubię gdy w takiej literaturze jest dużo rozważań moralno-psychologicznych, w odniesieniu do robotyki i ogólnie potencjalnej nowej technologii, więc nic dziwnego że tak bardzo przypadła mi do gustu. Jeśli miałabym ją do czegoś porównać to na pewno będą to dzieła Asimova, które zresztą przywoływane są w tekście „Płomienia”, więc na pewno były dla autorki inspiracją.
Słyszałam, że ludziom przeszkadza wątek romansu między dwójką bohaterów i przyznam szczerze że dla mnie był on praktycznie niewyczuwalny (co jest dużym plusem XD.) Podobało mi się również to, że zamiast stworzyć prostą, jednotorową historię, Salik postanowiła urozmaicić ją dwoma dodatkowymi wątkami, które jednak nie wydają się zbędne. Szczególnie w obliczu samego zakończenia, które nawiasem mówiąc było cudowne!
Na koniec dodam, że została naprawdę dobrze napisana, a wszystkie teorie psychologiczne na których się opierała autorka nie mijają się z prawdą. Aż byłam w szoku, że nie posiada ona wykształcenia w tym kierunku.
Nie wiedziałam, czego spodziewać się po „Płomieniu”. Cokolwiek jednak myślałam, dostałam o wiele więcej. I chociaż nie jest to pozycja, którą chciałabym przeczytać powtórnie, to „Płomień” na mojej liście najlepszych książek sf znajduje się bardzo blisko topowego „Ślepowidzenia”.
Fabuła wydaje się prozaiczna. Naukowcy odkrywają Drugą Ziemię, co prawda zlodowaciałą, ale umiejętna terraformacja załatwiłaby sprawę. Rozpoczynają się przygotowania, twarzą i napędem których jest charyzmatyczny astrofizyk i inżynier Albert Townsend. Angażuje on w projekt również Evelyn Brin, psycholożkę moralności. I to ona jest dla mnie główną postacią powieści - ona i jej rozważania o moralności, podważania etyczności przedsięwzięcia; jej obawy, jej czyny. Dzięki wprowadzeniu tego wątku „Płomień” staje się książką nasyconą motywami sf. Mamy tutaj nie tylko podróż dalekogwiezdną i rozwiniętą technologię. Mamy również rozważania o tym, jak bardzo technologia wyprzedza cywilizację i człowieczeństwo, o tym jak bardzo zmienia nasze wybory. Definiowanie zła i dobra staje się coraz trudniejsze w obliczu nowych, przełomowych sytuacji.
„Płomień” zachwycił mnie również swoją narracją. Swoją strukturą układanki. Na początku dostajemy szczątkowe informacje, a dopiero w toku zbieramy kolejne puzzle, a pełen obraz otrzymujemy dopiero po włożeniu ostatniego brakującego elementu - czyli zakończenia. Mocnego, niespodziewanego i wywołującego emocje. Dopiero wtedy w pełni możemy zdać sonie sprawę o znaczeniu etyki.
Dialog na temat tego, jak bardzo można przekraczać granice jest nieco sprowadzony do intelektualnego romansu i bliskich relacji dwojga ludzi o różnych koncepcjach. W moim odczuciu absolutnie nie jest to wada. Bo rozważania intelektualne i emocje to bardzo przyjemne do czytania połączenie.
Długo walczyłem by móc daj tej książce 4,5 czyli w rezultacie 5 gwiazdek jednak zasługuje ona na 4.25. Brakuje dobrze nakreślonych postaci, intrygującej akcji i przekonującej otoczki, by uczynić z głównego tematu coś więcej niż tylko akademicką zabawę myślową. Chodź sama książka ciekawie mówi o tematach moralny i etycznych.
Ludzkość po odkryciu planetarnego układu z planetą podobną do Ziemi, podejmuje wysiłek międzynarodowej współpracy nad stworzeniem okrętu kosmicznego, mającego dostarczyć pierwszych kolonistów na tę nową planetę.
Sposób przedstawienia wiedzy naukowej poprzez dialogi i monologi jest dla mnie świetny i to jest dla mnie największy plus tej pozycji. Książka jest przegadana ale przez to mnie wciągnęła.
Książka jest super dla takich laików jak ja. Pożeram wiedzę nie akcje za co doceniam tą pozycje.
Niestety, tak jak polskie produkcje filmowe mają w istotnym odsetku skopany dźwięk, tak wiele książek polskich autorów ma skopaną redakcję. Jeden z bohaterów jest wielokrotnie kłuty pistoletem (ba, często wręcz "kuty", bo przecież między pracą igłą a młotem kowalskim nie ma żadnej różnicy, nawet jeśli oba czasowniki są tu bezsensowne), duże partie tekstu wyglądają jak z Google Translate, zgniłą wiśnią na torcie jest stwierdzenie, że mózg nie może istnieć poza ciałem - znaczy, co: jeśli go wypreparować, to znika? Postulat Gałązki po raz trzeci w ostatnim czasie: zanim weźmiecie się, ludzie, za pisanie powieści, nauczcie się w ogóle pisać, plz.
„Płomień” to naukowa fantastyka w której opowieść o wyprawie na Drugą Ziemię jest równie ważna co mocno „lemowskie” rozważania na temat moralności, etyki i człowieczeństwa w odniesieniu do technologii całkowicie zmieniających rzeczywistość. Bardzo aktualna w czasach gdy podbój kosmosu przejmują prywatne firmy i dwuznaczne postaci takie jak Elon Musk. Początek trochę trudny i nieco gubiłem się w narracji ale warto przebrnąć - jest to bardzo dobrze przemyślana i konsekwentna powieść, od pewnego momentu bardzo trudno się od niej oderwać a zakończenie dosłownie wgniata w fotel - ma w sobie coś z nie dających się zapomnieć wizji Jacka Dukaja czy Petera Wattsa. Bardzo polecam!
Zachęcony recenzją @Ambrose na naszym blogu i ja sięgnąłem po powieść science fiction „Płomień” pióra Magdaleny Salik, współczesnej rodzimej naszej pisarki (ur. 1978), która debiutowała w „kategorii” fantasy w 2009 książką „Gildia Hordów (Runa)” otwierającą trylogię „Doliny mroku”, a teraz, jak widać, próbuje swych sił w klasycznej SF, nawet takiej trochę hard.
Fabuła dzieła w zasadzie skonstruowana jest wokół przygotowań, a następnie realizacji, pierwszej ludzkiej wyprawy w daleki, prawdziwy kosmos, a konkretnie do ziemiopodobnej planety właśnie odkrytej na orbicie jednej z gwiazd w konstelacji Łabędzia. Szczegółów nie będę zdradzał, ale warto zaznaczyć, że wzorem mistrzów s.f. autorka zwłaszcza etap poprzedzający start wykorzystała do wiwisekcji różnych typów ludzkich i udało jej się to przepięknie; warstwa psychologiczna, która jest naprawdę mocną stroną książki, nie przytłacza i jawi się jako naturalny element narracji dopełniający akcję. Szkoda, że na socjologię nie starczyło miejsca…
Niestety, sam pomysł, wokół którego osnuto alternatywny charakter misji, przygotowany na wypadek, gdyby żywi kosmonauci zawiedli, a ukryty pod nazwą „mapowanie mózgu”, kompletnie mnie nie przekonuje. Jeśli pod przeniesieniem ludzkiego mózgu do komputera, stworzeniem cyfrowej jego kopii, czy jak by tego nie nazwać, rozumiemy, jako skrót myślowy, przeniesienie ludzkiej osobowości, ludzkiego „ja”, a nie stworzenie jakiegoś kalekiego umysłowego Frankensteina, to moim zdaniem jest to absolutnie nierealne i pomysł taki, jako chybiony, jest już sam w sobie dużym obciążeniem dla dzieła. Człowiek, odrębna świadomość ludzkiej istoty (i chyba nie tylko ludzkiej) nie siedzi bowiem w samym mózgu, czego dowodów jest coraz więcej. Z tego prosty wniosek, że nawet udane skopiowanie działającego mózgu (obojętnie, czy na drodze cyfrowej, czy biologicznej), podobnie jak przeszczep mózgu do innego ciała, nie stworzy niczego poza okaleczonym potworem. Już dużo bardziej realną możliwością, choć pewnie raczej w bardzo dalekiej przyszłości, jest zbudowanie od podstaw sztucznego mózgu (szkoła Asimova i innych).
Drugim, za to dużym minusem, jest powielanie negatywnych, w dodatku fałszywych stereotypów promujących najbardziej patologiczne, negatywne postawy i podawanie takich haseł w chwytliwej oraz mającej pozory naukowości formie:
Ludzie po to wykuli pierwsze narzędzia, by zabijać nimi innych ludzi.
Nie tylko nie ma żadnych dowodów na tę tezę, ale wręcz przeciwnie – najnowsza wiedza skłania nas raczej ku przeświadczeniu, że to altruizm jest wrodzonym elementem człowieczeństwa, gdy tymczasem okrucieństwo jest wynalazkiem cywilizacji i wiary.
Z drugiej strony, Salik uwzględnia w książce na przykład wiedzę o ciągłej ewolucji wspomnień i ich kreatywnym przetwarzaniu przez podświadomość bez udziału woli*, jest więc w tym dużo bardziej na bieżąco w stosunku do aktualnej wiedzy, niż na przykład nasze sądownictwo.
Mimo tych, dość poważnych, krytycznych uwag, muszę przyznać, że świetnie się „Płomień” czytało. Autorka zastawiła na czytelnika ciekawą pułapkę, której istoty oczywiście nie zdradzę. Nie ujawnię też jak udało jej się wpleść w fabułę elementy klasycznego military fiction, wręcz powieści wojennej i klimatów postapo, ale wspominam o tym, gdyż ten wątek bardzo jej się udał. Ma pani Magdalena rękę do tych tematów, której może jej pozazdrościć wielu kolegów po piórze. Szkoda, że nie napisała dotąd niczego w tym kanonie – mam wrażenie, że mógłby to być hit.
Wracając do tematu, czyli do „Płomienia” – mamy tu porcję solidnej, dobrej SF, obarczoną co prawda poważnymi wadami, ale mającej i wiele mocnych stron, a przede wszystkim wciągającej, trzymającej tempo i styl do ostatniej strony. Nie wytrzymuje co prawda konfrontacji z klasykami, ale i tak wybija się ponad przeciętność, zwłaszcza jeśli zawęzimy konkurencję do współczesnej literatury rodzimej. Jest potencjał, są oryginalne pomysły, czekam na więcej.
Kiedy naukowcy odkrywają Drugą Ziemię, planetę, na której prawdopodobnie możliwe jest życie, cały świat zaczyna współpracować, by wysłać ekspedycję, która ma zbadać ten nieznany zakątek kosmosu.
"Płomień" naprawdę przyjemnie mnie zaskoczył - niby czytałam o nim dobre opinie, ale zupełnie nie spodziewałam się tego, jak bardzo mi się spodoba!
A początkowo wcale się na to nie zapowiadało. Pierwsza notatka, którą zapisałam sobie podczas czytania, brzmiała: "kierownik misji zachowuje się i myśli bardziej jak robot, któremu kazano udawać człowieka". Dopiero potem okazało się, że nie była to nieudolna kreacja postaci, jak początkowo myślałam, tylko zamysł jak najbardziej celowy. (Nie w sensie, że jest robotem, tylko takim typem człowieka).
Ale do brzegu, książka ma dwa niekwestionowane plusy:
Po pierwsze Salik niesamowicie ciekawie przedstawia motyw moralności w przyszłym świecie wielkich technologii, sztucznej inteligencji, autonomicznych samochodów i podróży w kosmos.
A po drugie sam aspekt technologiczny jest niezwykle interesujący! Autorka postawiła na rozwiązania, których jeszcze w książkach nie spotkałam, a nawet te, na które już trafiłam, zostały zaprezentowane w taki nieoczywisty sposób!
No dobrze, tak naprawdę plusy są trzy, bo nie można nie wspomnieć jeszcze o końcówce książki! Akcja w powieści nie jest jakoś szczególnie dynamiczna, choć Salik wciąż buduje napięcie, obdarzając nas jedynie szczątkami niezrozumiałych informacji i coraz bardziej rozbudzając naszą ciekawość. Ale kiedy wszystkie wątki w końcu się łączą, plot twist wgniata nas w fotel!
"Płomień" jest dla mnie jak sci-fiowy powiew świeżości, jak pierwszy krok na nowej planecie, która jest niby podobna do tego, co już znamy, a jednak zaskakująca. To bardzo przyjemna, emocjonująca i zmuszająca do przemyśleń lektura, w której można przy okazji znaleźć kilka pięknych zdań. I jedynie wątek romantyczny mnie w niej kłuje.
Napisać o "Płomieniu", że to ciekawa książka to jak nie napisać nic. Otwierałam ją z zainteresowaniem, ale nie byłam przygotowana na to, co mnie spotkało. To trochę tak, jakby zostać wrzuconym do środka kilku równoległych seriali Netfliksa. Tych najbardziej polecanych z pierwszej dziesiątki. Ale to znowu jakby nic nie powiedzieć o tej książce. Bo ona nie tylko wciąga, ale zapuszcza swoje korzenie, na początku tak cienkie, że nawet nie zauważamy kiedy dostają się w przestrzenie naszej głębokiej wrażliwości. Zaczynamy współodczuwać z bohaterami, dzielić ich lęki, zachwyty i całą gamę ludzkich emocji. Warstwa po warstwie. Odkrywając swoją prawdę... po to, żeby za chwilę ją zakwestionować... Czytając miałam odczucie podobne do drapania paznokciami po tablicy... tylko jakby ktoś to robił w środku mnie. Nie mogłam się oderwać od lektury, mając nadzieję, że mi to uczucie przejdzie. Nie przeszło. Rozgościło się we mnie. Przyglądamy się sobie. Nie wiem czy się zaprzyjaźnimy, ale to uczucie jest mi tak bardzo znajome... Tak bardzo z przestrzeni do których nie za dużo ludzi dosięga... Dostałam o wiele więcej niż się spodziewałam. Dziękuję Autorce, że powołała do życia tę mapę wewnętrznych uszczypnięć, które pozwalają sprawdzić co jest we mnie żywe.
Nie umiem chyba sensownie ocenić tej książki. Ja się wkręciłam i połknęłam w jeden wieczór, w czasie czytania bardzo mi się podobała - wątpliwości przyszły chwilę później.
Dam czwórkę bo uważam że poniżej będę trochę party pooperem i ostatecznie jestem zadowolona z lektury :)
Książka jest z jednej strony wciągająca i na tyle powierzchownie przekonująco zbudowana, że można właśnie łatwo z nią popłynąć.
Z drugiej strony końcówka sprawia że zaczynasz się zastanawiać nad sensownością dwóch z trzech wątków narracyjnych w książce... Nie wiem, rozumiem że chodziło o to że mózg musiał dostawać jakieś bodźce, ale no czy naprawdę musiało to wyglądac w ten sposób? No i ta "kocica" yyyyy....
Choć też dla mnie w tym coś realistycznego, (co prawda nie wiem czy akurat taki był zamiar autorki) jako kolejny ludzki projekt który oferuje rozwiązania nieco bez sensu, moralnie wątpliwe, nie liczące się z konsekwencjami. Widzę jakichs techbrosów którzy uważają że taka zgejmingowana rzeczywistość to spełnienie marzeń...
Końcowe rozdziały świetnie budują napięcie, konfrontacja z potencjalną bezcielesnością bardzo niepokojąca i było mi aż fizycznie niedobrze.
Myślę też że sprawniejsza tu była technika budowania sytuacji i klimatu, niekoniecznie zaś postaci. Bohaterowie pełnili swoje funkcje zgrabnie, ale też ostatecznie ich istotą były właśnie funkcje które pełnili w fabule, a nie oni sami w sobie. Można więc empatyzować bardziej z sytuacjami w któych się znaleźli a nie z nimi samymi.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Podobała mi się, ale mam jakiś niedosyt;) Ciekawy jest koncept wyprawy na odległą planetę i przygotowania do niej, bardzo mi się podobało że autorka umiała oddać klimat niedalekiej przyszłości, z wszystkimi tymi rozwiązaniami technologicznymi, które już dziś widzimy w zarodku. W książce funkcjonują one na na porządku dziennym. Rys psychologiczny postaci też był niezły, i etyczno- filozoficzne rozważania jak najbardziej satysfakcjonujące. Mam wrażenie, że książka mogłaby pociągnąć to, czego dowiadujemy się na końcu dalej - i to by mogło być pasjonujące. Czytałam inne książki sf, gdzie ten sam motyw jest pięknie wkomponowany w akcje, w interakcje i to było naprawdę ciekawie. Muszę sie jeszcze przyczepić do dość łopatologicznego sposobu wykładania teorii z dziedzin fizyki i kosmologii - przekazane są zwykle w formie wykładu, wypowiedzi, wywiadu.. a nie w "akcji". Akcja jest na końcu, i jest świetna i trzymająca w napięciu, ale w stosunku do zakończenia całość wydaje się nieco rozwleczona. Niemniej jednak nie jest to zła książka sf, i odbudowuje moją wiarę w polską fantastykę współczesną, i na pewno sięgnę po kolejne książki tej autorki :)
Bardzo ciekawa powieść z gatunku science-fiction, która porusza różne tematy, rzadko przeze mnie spotykane w literaturze. Bohaterką tej powieści jest Evelyn Brin, etyczka zatrudniona do projektu misji na planetę, zwaną drugą Ziemią. Misja ma na celu terraformację tej planety, aby w przyszłości ludzkość mogła ją zaludnić. Evelyn, nadal w związku małżeńskim nawiązuje romans z szefem całego projektu, Albertem Townsendem. Ten związek jest przyczynkiem do rozważań etycznych - czy taki romans ma wpływ na etyczne decyzje Evelyn? Czy Evelyn może zachować niezależność opinii, czy będzie się skłaniać do podejmowania decyji zgodnie z założeniami Ala? Równolegle tym wątkiem, mamy tu dwie dodatkowe historie Keri i Wynfreda - którzy są w bazie na tej nowej planecie, oraz Jake'a i bohatera (którego imienia nie pamiętam) - są one dość zagadkowe, choć niestety pewne słowo opisu książki na tylnej okładce było dla mnie taką wskazówką, że po mniej więcej 80 stronach już wiedziałam do czego to prowadzi. Niemniej uważam tę ksiażkę za bardzo dobrą powieść!
Krótko: dla mnie książka roku w polskiej fantastyce. Grandą będzie, jeśli nie dostanie Żuławia (pal licho plebiscyt krewnych i znajomych pt. Zajdle).
Przez większość powieści właściwie nie wiemy ku czemu to zdąża, mamy jakieś przeczucia, niekoniecznie właściwe (sam całkowicie pobłądziłem). I dopiero w finale klocki trafiają na swoje miejsce. Finale nieoczekiwanym, zaskakującym (przynajmniej dla mnie, choć kiedy już go poznałem, dostrzegłem, że wcześniej autorka jakieś tropy podrzucała).
Bardzo dobrze napisane i bardzo zgrabnie połączone. Już samo to zapewniłoby u mnie wysoką ocenę. Ale na tym zalety powieści się nie kończą...
Nie czytałam tak dobrej science-fiction od czasów Solaris i Odysei kosmicznej, choć tej ostatniej Płomień ustępuje rozmachem. Ta jakość zasadza się głównie na dyskretnie umieszczonych dylematach etycznych, wątpliwościach i introspekcji. W ogóle nie zauważamy momentu, kiedy pojawiamy się wśród zbiegających się linii wątków, tworzących spójną, choć jednak zaskakującą całość, a następnie popopadamy w stupor... Książka zostawia nas w stanie lekkiego niedowierzania i ruminacji Bardzo bym chciała doczekać się kontynuacji, może rozszerzenia, czegokolwiek w tym świecie. Wyobraźnia autorki przyjemnie postymulowała moje zwoje. Dodatkowo na plus technika, zgrabnie wplecione zagadnienia z zakresu fizyki i ogólny konkret pisarski.
Książka zawiera ciekawą historię, która częściowo opiera się na futurystycznych technologiach, do których jest nam obecnie bardzo daleko, ale jest osadzona w świecie, który jest nam znany. Podobały mi się główne postacie tej powieści - szczególnie z 'projektowej' linii fabularnej.
Zakończenie, które powiązało ze sobą różne linie fabularne był dla mnie zaskakujące (zupełnie się tego nie spodziewałem), ale cały czas satysfakcjonujące. Książka nie była zbyt długa i w dobrym tempie została przedstawiona zapisana w niej historia.
Sięgnąłem po tę pozycję, jako po zwycięzcę nagrody Zajdla. Nie zawiodłem się i mam nadzieję, że uda mi się przeczytać też inne nagrodzone powieści.
Wow. Początek nie wciąga, trochę nie wiadomo o co chodzi, co gdzie się dzieje. Z czasem poznajemy bohaterów (dalej trochę nie wiadomo o co chodzi, po co są pewne elementy). Aż do końcówki, która wszystko wyjaśnia. Czytałam z wypiekami na twarzy. Bohaterowie-ok, fabuła-super, genialne wątki filozoficzne, dające do myślenia czym jest życie i kiedy się kończy. Bardzo mocno osadzona w naszych realiach-to mogło (może) się wydarzyć. Książka przedstawia różne postawy, mam wrażenie, że żadnej nie krytykuje, pokazuje różne punkty widzenia, a ocenę ich pozostawia czytelnikowi.
[SPOILER] No dobrze, 3,5, bo okazało się na koniec, że jednak podoba mi się konstrukcja książki i - nie wiem, czy zamierzony - kontrast między chłodem i nudą wiejącymi od głównych żywych bohaterów funkcjonujących w prawdziwym świecie, a energią, żywotnością i empatią tych, którzy poruszają się w stworzonych dla nich grach, a są tylko zmapowanymi świadomościami pozostałymi po astroanutach.
This entire review has been hidden because of spoilers.
3,5 Początek książki trochę nudny, czasem odnosiłem wrażanie, że autorka próbuje budować napięcie, nie do końca to potrafiąc. Finał zdecydowanie stanowi najmocniejszą strone książki, ciekawe były też dywagacje nad etyką samego projektu i mapowania mózgu. Wiedza autorki z różnych dziedzin nauki była widoczna, bardzo mi w tym opowiadała. Jednak ostatecznie czegoś mi w niej zabrakło.
Świetna książka, dająca mi wiele do myślenia, a jednocześnie utwierdzająca mnie w przekonaniu, że niektóre hipotetyczne wizje przyszłości są dla mnie nie do przyjęcia. Budowanie napięcia udało się autorce tak sprawnie, że kilkakrotnie musiałem odłożyć książkę, żeby trochę wytchnąć... jedna z najlepszych książek jakie przeczytałem w tym roku.
Całkiem ciekawa perspektywa podróży kosmicznych. Pryzmat, przez którą pokazano "ziemską" część projektu, zupełnie nie klei się z całością opowieści - to było jak dla mnie zbędne i zaciemniało całość, chyba że taki był cel - odwrócić uwagę ;-)
Mocne 3, 75 Udana powieść SF z wątkami psychologicznymi. Najlepszy wątek główny, z budową "Płomienia"; nieco rozczarowało mnie zachwalane w wielu recenzjach rozwiązanie wątków pobocznych. Ale napisane to jest efektownie, czyta się szybko i z dużą przyjemnością. Mocna kandydatka do Zajdla 2021.