Co kryje się pod pojęciem wieloświata? Czy nasz wszechświat jest tylko jednym z nieskończenie wielu? Gdzie kończy się nauka, a zaczyna twórcza fantazja?
Pytanie o wielość (wszech)światów nie jest nowe, ale we współczesnej fizyce powróciło ze zdwojoną siłą. Od kosmologii przez mechanikę kwantową po teorię strun, uczeni coraz śmielej kreślą obraz rzeczywistości, w której oprócz naszego uniwersum istnieją także inne, równie realne wszechświaty. Czy jednak hipoteza wieloświata mieści się jeszcze w granicach nauk empirycznych? Idąc tropem fizyków i filozofów, a także matematyków i logików, Michał Heller przygląda się „kontrowersyjnemu, ale metafizycznie prowokującemu” pojęciu, a właściwie różnym odmianom pojęcia wieloświata. Jak zauważa, pytanie o realność innych wszechświatów, balansujące na krawędzi metody naukowej, jest jednocześnie pytaniem o tożsamość fizyki.
Professor of philosophy at the Pontifical University of John Paul II in Kraków, Poland, and an adjunct member of the Vatican Observatory staff. He also serves as a lecturer in the philosophy of science and logic at the Theological Institute in Tarnów. A Roman Catholic priest belonging to the diocese of Tarnów, Dr. Heller was ordained in 1959.
In March 2008, Heller was awarded the $1.6 million Templeton Prize for his extensive philosophical and scientific probing of "big questions." His works have sought to reconcile the "known scientific world with the unknowable dimensions of God."
"Einstein w rozmowie z Lemaitrem przyznał, że idea rozszerzającego się wszechświata jest dla niego zdecydowanie odrażająca (tout a fait abominable)" (109).
"Najlepszą metodą ukrycia suchego liścia jest ukrycie go w stercie suchych liści. Ideę początku można 'unieszkodliwić', przyjmując, że nasz wszechświat nie jest całym wszechświatem; że takich wielkich wybuchów jak ten, który zapoczątkował nasz świat, było wiele i każdy z nich dał początek lokalnemu wszechświatowi" (113).
Paul Steinhardt "pokazał, że inflacja plus efekty kwantowe generuje wszechświat, w którym realizują się wszystkie możliwe scenariusze, czyli wszystko 'wyjaśnia się' działaniem przypadku. 'A według mnie idea przypadkowego wszechświata jest naukowo bezsensowna, ponieważ nic ona nie wyjaśnia i niczego nie przewiduje" (147). - odwołanie się do przypadku zwalnia z wyjaśnienia - podobnie zresztą jak odwołanie się do Boga czy Jednego Jedynego. Odwołanie się do Jednego Jedynego w zasadzie nie jest wyjaśnieniem (w naukowym tego słowa znaczeniu), lecz manifestacją wiary w pewien niedający się wyjaśnić Fakt. Podobnie...
"Jeżeli istnieje nieskończenie wiele (lub przynajmniej odpowiednio dużo) wszechświatów, w których realizowane jest nieskończenie wiele (lub przynajmniej odpowiednio dużo) możliwości, to my żyjemy w tym bardzo szczególnym wszechświecie, bo w innym byśmy żyć nie mogli" (270).
Wszechświaty powoływano do istnienia tylko po to, żeby zneutralizować sztuczność bardzo szczególnym warunków początkowych.
"powiedzenie amerykańskiego astronoma, Roberta Jastrowa, że gdy uczeni wreszcie zdobyli szczyt - odkryli początek świata - spotkali gromadę teologów siedzących tam od stuleci" (110),
"Dlaczego matematyczne prawa fizyki - w tym prawa probabilistyczne - są tak 'nieracjonalnie skuteczne' w naszych usiłowaniach rozumienia? Przyjęcie istnienia wieloświata nie ma w tym temacie nic do powiedzenia" (274).
"Brandon Carter zdecydował się na desperacki krok powołania do istnienia (w kontekście zasady antropicznej) wieloświata jedynie w tym celu, żeby zneutralizować sztuczność bardzo szczególnych warunków początkowych" (271).
"Zasada antropiczna przychodziła w sukurs jedynie wtedy, gdy trzeba było w pewien sposób uzasadnić jakiś bardzo szczególny parametr naszego wszechświata, na przykład małą wartość stałej kosmologicznej" (271).
"Jeżeli przypadek rozumiemy jako wydarzenie o a priori małym prawdopodobieństwie urzeczywistnienia, to ostatecznie wszystko wyjaśnia przypadek" (271-272).
Carter: "To, co spodziewamy się zaobserwować, powinno być ograniczone warunkami koniecznymi dla naszego istnienia jako obserwatorów" (120).
Carter: "Chociaż nasze położenie niekoniecznie jest centralne, to jednak nieunieknienie jest ono w jakimś sensie uprzywilejowane" (120).
Carter: "Wszechświat musi być taki, żeby dopuszczał obserwatorów na pewnym etapie swojej ewolucji" Sformułowanie to karter nazwał mocną zasadą entropiczną. Powstało wokół niej wiele nieporozumień, Dopatrywano się w niej jakiejś zasady celowości. DO dziś komentarze w tym duchu pojawiają się w literaturze. Nie był to jednak sens zamierzony przez Cartera (jak świadczy o tym wymownie szcegółowo przez niego analizowany przykład takiego wyjaśnienia. Chciał on powiedzieć tylko tyle, że fakt naszego istnienia dowodzi, iż stałe fizyczne i inne parametry charakteryzujące wszechświat były w danych początkowych takie, że mogliśmy zaistnieć (121).
"Jak słusznie zauważa Kragh, źródłem nieporozumienia jest zapewne słowo 'musi', jakiego Carter użył w swoim sformułowaniu. Gdyby zamiast 'wszechświat musi być taki...' powiedział 'wszechświat był taki...' nie doszłoby do nieporozumień" (121).
"A więc silna zasada antropiczna (w sformułowaniu Cartera) nie zawiera żadnych odniesień do celowości" (122).