Zawsze wolałam psy niż koty - do tych pierwszych jakoś mi bliżej. Koty są dość nieufne, chadzają własnymi ścieżkami i generalnie rzadko są tak przytulaśne jak większość psów. Niemniej uwielbiam kawę (napój bogów!), zatem kiedy w zapowiedziach ujrzałam "Kocią kawiarnię", doszłam do wniosku, że połowa tytułu jest bliska mojemu sercu, więc warto spróbować.
Życie Nagore posypało się; nic nie jest tak, jak powinno. Sytuacja finansowa kobiety jest tak dramatyczna, że postanawia ona przyjąć pracę w kociej kawiarni, pomimo swojej antypatii do tych zwierzaków. Ku jej zdziwieniu, upływ czasu sprawia, że koty stają się dla niej coraz bliższe, a do tego ich zachowanie daje jej cenne życiowe lekcje.
Lubię proste, nieprzesadzone historie, które swoim urokiem lub mądrością potrafią zjednać niejedno serce. Czasami im mniej, tym więcej, a wymyślne zdania z licznymi metaforami, bogate słownictwo i filozoficzne wynurzenia nie są potrzebne, kiedy historia urzeka. "Kocia kawiarnia" jest właśnie nieskomplikowaną, przyjemną lekturą do pochłonięcia na jeden raz. Miło mi się ją czytało, ale w tym przypadku owa prostota jest nieco banalna i niezapadająca w pamięci.
To takie przyjemne czytadełko, w którym można zatopić się, siedząc pod kocykiem i popijając ciepłą herbatę, ale nic więcej. Znajduje się tu kilka ciekawych zdań, jednak podane są w dość nienaturalny sposób, jakby wtrącone po to, aby jakiekolwiek przesłanie zostało zawarte. Owszem, z owej historii płynie nauka dotycząca niezaprzątania sobie głowy tym, na co nie mamy wpływu czy konieczności wprowadzenia w życie zasady zdrowego egoizmu - wszystko byłoby super, gdyby nie przekazanie tego w mocno bezemocjonalnym i wymuszonym stylu.
Jeżeli kochasz koty, to pewnie nie muszę namawiać Cię do tej książki. Ja jej jednak ani nie odradzam, ani nie polecam nadzwyczaj mocno. Można przeczytać, nawet uśmiechnąć się, ale to tyle.
"(...) niezależnie od tego, jak bardzo różnisz się od innych - nawet jeżeli jesteś najbardziej dzikim kotem w stadzie - zawsze znajdzie się ktoś, kto cię pokocha."