4.25
Na początku miałam dość mieszane odczucia odnośnie tej książki. Nie trafiła do mnie ta forma opowiadania, która otwiera całą historię. Nie potrafiłam się w niej odnaleźć, ale im dalej, tym było lepiej i łatwiej.
Książka zaczyna się od dosyć dziwnego spotkania, co było dla mnie czymś, co już w literaturze i filmach jest dość oklepane – i to nie tak, że będąc na 93 stronie już się domyśliłam, o co w tym chodzi – jednak zostałam mile zaskoczona tym, co wynika z tego spotkania. Każdy by pomyślał, że jest to temat męczący i wyczerpany przez popkulturę, ale wierzcie mi, wcale nie jest. Pomimo swojej przewidywalności, problemy wynikłe z tego wszystkiego są dość ciekawe i intrygujące. Nie spodziewałam się takiego prowadzenia fabuły, takiego obrotu sprawy. Pierwsza część jest dosłownie fantastycznym kryminałem, druga natomiast – tym, co urzeka w Dorze, czyli zmaganiem z magicznymi siłami.
Cała książka ma w sobie coś takiego, że nie da się jej odłożyć. Może to przez tą duszną atmosferę – dosłownie i w przenośni – która idealnie wpasowała mi się w czas Halloween i Wszystkich Świętych, a może przez cudowny styl Jadowskiej. Ogólnie skromnie uważam, że „Szamański blues” jest jedną z najlepiej napisanych książek autorki pod względem stylu – łączy w sobie lekkość i humor z Dory, ale jednocześnie dojrzałość i mądrość z serii o Ustce. Może to wpływ sposobu bycia Witkaca, a może jest to zwyczajny rozwój pisarski.
Podsumowując, „Szamański blues” jest książką idealną na jesień – jest duszna, mroczna, deszczowa; sama miałam wrażenie, że brakuje wokół mnie tylko dymu papierosowego, szklanki whisky i dobrego bluesa grającego w tle. Polecam tą książkę nie tylko dla fanów Dory i Jadowskiej, ale także dla tych, którzy takie klimaty uwielbiają.