Każdy element tej książki chyba po prostu w jakimś stopniu nie wyszedł. Być może jako osoba dla której temat strzelanin nie jest bliski, nie powinnam była oceniać zachowan bohaterek po tak ogromnej traumie, ale wciąż uważam że wiele z nich było po prostu głupie.
Matka zostawiająca swoje dwie bezrobotne córki z silnym urazem psychicznym aby przyjąć nowe stanowisko na drugim końcu kraju, w dodatku ignoruje pogróżki otrzymywane od obcego mężczyzny, ignorowanie depresji u swojej córki, przez co ta popelnia próbę samobójczą.
Elizabeth, główna bohaterka bez charakteru o której mogę powiedzieć tylko tyle, że interesuje się modą, oklepany wątek romantyczny z nią w roli głównej, jej znajomi których łączy jedna cecha a oprócz tego są po prostu równie szarymi, niewiele wnoszącymi do książki bohaterami
Siostra Elizabeth, której, przyznam się szczerze, imienia nawet nie pamiętam. Buntownicza, obrażająca wszystkich wokół, nawet najbliższych jej osób
Nie wiem czy mogę komentować jej zachowanie ze względu na sytuację w jakiej się znalazła, ale mam wrażenie że miała to być ta zawsze stawiająca na swoim outsiderka, z silnym charakterem, coś na wzór tych serialowych bohaterów, którzy ostatecznie stają się ulubiona postacią każdego widza
Jednak w przypadku tej bohaterki nic z tego nie wyszło, ostatecznie, mimo że miała więcej charakteru od innych postaci, to nie była to postać dobrze wykreowana, dlatego trudno ją nawet polubić
Michael, czyli postać kopiuj wklej z innych książek czy filmów młodzieżowych. Ten przystojny brunet z ciężkimi przeżycami, o dobrym sercu, uroczy, dobry, normalnie ideał!
Te kopiuj wklej z jego postacią, sprawiało że wątek romantyczny był fatalny, tak naprawdę do teraz nie wiem co sprawiło że tak po prostu stali się parą. Znacznie lepiej wyszłoby, gdyby Michael po prostu został przyjacielem Betty.
No i końcówka, aby wszyscy skończyli ta ksiazke zadowoleni, bo wszyscy potem żyli długo i szczęśliwie. Betty znajduje mieszkanie oraz pracę, jej matka wyjeżdża, siostra, po odwyku i leczeniu psychiatrycznym ponownie popada w alkoholizm, czego akurat trochę nie rozumiem. Czego jeszcze bardziej nie rozumiem, to fakt że Betty wysyła swoją siostrę do Hiszpani, do jej ojca żyjącego w jakimś kulcie czy coś.
I właśnie po takim szybkim zakończeniu wątku, można się zastanowić ,po co autorka chciała zachować powagę książki, skoro kończy historie w taki absurdalny sposób .
Język, czy tłumaczenie, chyba jedno i drugie było po prostu słabe, momentami wręcz nielogiczne. Jak to w młodzieżówkach, prosty język ale próbowano zachować jakąś,,głębie" I wrażliwość dziwnymi metaforami.
Temat rzeczywiście niezwykle ważny, sprawa o której zdecydowanie za mało się mówi w literaturze, ale mimo wszystko,,rany których nie widac" jest jedną z tych książek którą przeczytasz, ale nic z niej nie wyniesiesz i prawdopodobnie po kilku dniach/tygodniach nawet o niej zapomnisz. Sądziłam że będzie to coś większego, książka która pomoże dostrzec niektóre kwestie i zmienić spojrzenie na świat, ale okazała się słabą młodzieżówką.