Zdegenerowani księża, wioska spowita zmową milczenia, policjant pokłócony z Bogiem i tajemniczy Kościół Chrystusa Mściwego. Z której strony nadejdzie zagrożenie?
Wnyki to urocza wioska zatopiona w górskim krajobrazie Karkonoszy, do której przenoszeni są duchowni, którzy nadszarpnęli zaufanie swoich zwierzchników i parafian. Czas płynie tam jakby wolniej, gościnność mieszkańców uspokaja, średniowieczny kościółek zachęca do zadumy, nawet jeśli miejscowe legendy mówią o Kościele Chrystusa Mściwego, gdzie podobno sam Zbawiciel schodzi z krzyża, aby brutalnie wymierzać sprawiedliwość…
Młody kapłan, ksiądz Piotr Dębicki, przyjeżdża tutaj na urlop i tydzień później znika bez śladu. Nieoficjalnego śledztwa podejmuje się Kosma Ejcherst, poproszony o to przez swojego wuja, wpływowego biskupa. W ten sposób trafia do Wnyków – i tak jak zwierzę zbyt późno orientuje się, że wpadło w sidła zastawione przez myśliwego – tak i on nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia. Kosma rozpoczyna nierówną walkę o prawdę w świecie kłamstw, niedomówień i prywatnych wizji porządku świata, w którym nikomu nie można ufać.
4,5 To, że książki Pana Michała bardzo dobrze wpisują się w mój gust czytelniczy, to chyba wiadomo. Jest w nich to, czego potrzebuję w lekturze. No i poczucie humoru, trafione w punkt. Tej konkretnej serii daję dodatkowy duuuuży plus za stworzenie zestawu Kosma - Kacper - Sikorka.
Po świetnej "Osadzie" postanowiłem z marszu sięgnąć po kolejną książkę Michała Śmielaka. Padło na "Wnyki" ponieważ nazwa tej miejscowości przewija się w "Osadzie" i bardzo ten zabieg (takie małe jeleniogórskie uniwersum) przypadł mi do gustu, jednak na geograficznej bliskości miejsc akcji podobieństwa miedzy tymi książkami się kończą, no prawie kończą. Znowu mamy do czynienia z małą wiejską społecznością i z tajemniczymi morderstwami, jeśli jednak "Osada" była rasowym kryminałem, to "Wnyki" chyba spokojnie można uznać za powieść grozy w bardzo specyficznym klimacie i sporą dawką antyklerykalizmu. Śmielak stworzył swoje małe karkonoskie Dunwich, jednak w przeciwieństwie do Lovecrafta hojnie (czasami zbyt hojnie) używa poczucia humoru, a miejsce Cuthulu zajął Jezus Mściwy (genialne!) schodzący z krzyża żeby karać grzeszników. Słuchało mi się "Wnyków" świetnie i nawet kiepski lektor i zbyt duże stężenie "ciętych ripost" w dialogach nie zdołało mi zepsuć frajdy słuchania.
O, takie kryminały lubię! Mała społeczność, leniwa (ale bardzo rzeczywista) fabuła bez wydziwiań. Wieś Wnyki co prawda nie istnieje, ale Jelenia Góra czy schronisko Orle - jak najbardziej. Widać, że autor zna te okolice, bo zgrabnie porusza się w terenie. Bohaterowie wykreowani w bardzo ciekawy i naturalny sposób. Moją ulubioną postacią jest Jadźka Walasiakowa (ale nie zdradzę dlaczego, bo to zakrawałoby o spojler). Opisy kulinarne sprawiają, że ślinka cieknie, a w brzuchu burczy (i sama nie wiem, czy to na plus czy na minus ;) ). Poczucie humoru autora trafia w moje. Jak kiedyś zdecyduje się na napisanie komedii kryminalnej - idę jak w dym! A historia... no cóż, ciarki przechodzą na myśl, że mogłaby wydarzyć się naprawdę. A mogłaby, oj, mogła...
Z książką zapoznałam się dwukrotnie: raz tradycyjnie - czytając, drugi raz - słuchając audiobooka. Zdecydowanie polecam obie formy.
Śmielak jest absolutnym mistrzem dialogu. I nie tylko. Tak bardzo się ucieszyłam, gdy skończywszy "Glebę", zobaczyłam premierę "Bielmy". Okazało się jednak, że to druga część z bohaterem Kosmą, więc najpierw trzeba było sięgnąć po pierwszą - "Wnyki". Po zapoznaniu się z opisem nie byłam przepełniona entuzjazmem, wszak motyw kościoła nie jest czymś, co pragnę zgłębiać. Wplątanie go w powieść rozgrywającą się we Wnykach było jednak absolutnie pozytywnym zaskoczeniem. Po raz kolejny autor utwierdził mnie w przekonaniu, że ma ogromny talent przenoszenia w świat stworzony w powieści i zamykania akcji w zgrabnej klamrze fabuły. Jak mało kto sprawia, że wciągam się już w pierwszych zdaniach i krążę w uniwersum powieści w 100%. Tu nie ma miejsca na niedopowiedzenia, luki, niedosyt. Jako czytelnik chłoniesz barwne opisy, wiesz, gdzie jesteś i oglądasz niezwykle klimatyczny film pod kopułą swojej wyobraźni. Historia powieści jest bardzo ciekawa, już nie pierwszy raz spod ręki autora poznajemy mroczne strony lokalnych społeczności zamkniętych w swoich przekonaniach i tajemnicach. Wiesz, że wszyscy coś knują, czasem kogoś podejrzewasz, ale ostatecznie z zaskoczeniem odkrywasz brutalne karty razem z głównym bohaterem. Bardzo dobre, nie biorące jeńców podejście do tuszowania ohydnych występków przedstawicieli kościoła. Jak zwykle, naturalne barwne i bogate w cięty język dialogi. Kocham je miłością absolutną. Świetny język. Nawet opisy strawy budzą podziw :) I świetnie wyważona akcja, bez przesadych fajerwerków, ale naturalnie rozkręcana, bez nudów i z przyspieszonym biciem serca w punkcie kulminacyjnym. Całość dopełniają ciekawe cytaty, tajemnicze powiedzonka i zachowania, niecodzienne symbole, motywy. Autor umie zadbać o różnorakie smaczki na deser. Polecam bardzo! Od razu zaczynam "Bielma", ciesząc się, że spędzę jeszcze trochę czasu w towarzystwie Kosmy :)
Jako że klasyfikuję kryminał jako coś z pogranicza literatury w ogóle, to nie trawię sytuacji, kiedy autor kryminału próbuje pisać literaturę, wplatając w swoje dzieło odpustowe psychologizmy etc. Śmielak te ambicje ma w nosie i pisze historyjkę, która nie rości sobie do niczego pretensji, przez co jest znakomitą rozrywką. Rekomendacja.
Przeczytana w 2 wieczory! Czyta sie szybko bo jezyk pisania autora jest bardzo przystepny. Pewnie to osadzenie na Dolnym Sląsku tez pomoglo bo czułam sie jak w domu .. Kryminał z dawką humoru to cos w sam raz na dlugoe wieczory. Polecam!
"Wnyki" to kolejna odsłona pisarskiego talentu Michała Śmielaka. Już widać pewne, charakterystyczne dla jego pióra aspekty: specyficzne poczucie humoru, piękne i tajemnicze kobiety i mroczna historia, którą niewątpliwie warto poznać. Tym razem w pogoni za autorem lądujemy na Dolnym Śląsku we wsi "Wnyki" niedaleko Jeleniej Góry. Na mapie może jej nie znajdziemy, ale nie mam wątpliwości, że mogłaby istnieć naprawdę.
Muszę od razu przyznać, że tworzenie klimatu to coś co autorowi wychodzi znakomicie. Niestety w przeciwieństwie do zakończeń "Panie Autorze jeśli kiedykolwiek Pan przeczyta te słowa, to proszę wiedzieć, że tego się czytelnikowi nie robi. I to na dodatek po raz drugi". Rozumiem sytuację, gdzie otrzymujemy otwarte zakończenie bo "już za rogiem czyha druga część, wszystko się rozwiązuje, wszyscy są szczęśliwi i można się brać za kolejną mroczną historię, a tak?
Bierzemy udział w literackim "Idź na całość", a trafiamy na bramkę z czerwonym kotem, który zdaje się nam mówić "nie tym razem Bratku, nie tym razem". Historie wychodzące spod pióra pana Śmielaka są naprawdę wciągające, zarówno historycznie jak i fabularnie. Czytasz z zapartym tchem zostaje może z 30 stron do końca, wszystko się "niby wyjaśnia", a tak naprawdę to wyjaśnienie jest jedynie "wierzchołkiem góry lodowej".
To co mnie najbardziej zaciekawiło to bardzo subtelne nawiązanie do Zbrodni Połanieckiej. Wiem, że to może być mały spojler, ale warto zapoznać się z tą historią, aby mieć nauczkę na przyszłość. Małe miasteczko, wszyscy się znają, szanują, chodzą do Kościoła, grzesznika to tam ze świecą szukać, ponieważ Jezus sam schodzi z krzyża i ich każe. Szkoda gadać. A jak jest naprawdę?. Odkrywanie tej prawdy przyniosło mi najwięcej frajdy podczas lektury.
Podsumowując: Rozczarowałam się otwartym zakończeniem kolejny raz. Książka subiektywnie rzecz biorąc podobała mi się nieco bardziej od "Znachora", ten klimat małych miasteczek zawsze mnie fascynował. Miały być 4 gwiazdki są 3 gwiazdki.
PS. Okazało się, że "Inkwizytor" to kontynuacja "Znachora", ja niestety nie lubię takiego przeskakiwania z jednej historii do drugiej, lecz najnowszą książkę od Michała Śmielaka przeczytam/ przesłucham na pewno.
Wioska spowita zmową milczenia, księża, którzy łamią przysięgę, tajemniczy Kościół i policjant pokłócony z Bogiem - to wszystko w jednym miejscu nie może wróżyć niczego dobrego.
Odpaliłam sobie audiobooka i gorąco polecam tę formę, bo realizacja zacna. Książka również.
Przedziwna. Klimat ciężki, lepki i niepokojący. Wnyki to wieś, gdzie zsyła się księży, których należy ukryć przed wiernymi w miejscu, w którym narozrabiali. A we Wnykach Chrystus Mściwy schodzi z krzyża i wymierza sprawiedliwość.
Naprawdę, ta książka jest tak dziwna, że aż nie wiem co o niej napisać. Zakończenie mnie kompletnie zaskoczyło i wbiło w fotel. Tu się po prostu tyle dziwnych rzeczy wydarzyło, że nie sposób o tym mówić. To trzeba przeczytać albo przesłuchać. Mnie się bardzo podobało i gorąco polecam.
Dodam tylko, że bardzo doceniam język powieści i poczucie humoru autora. Naprawdę momentami parskałam dość głośno, chociaż fabuła komediowa nie była wcale.
Sporo rzeczy mnie denerwowało tutaj, zwłaszcza polewanie wszystkiego seksem, że chłopu na każdym kroku coś stawało w spodniach. Nawiązania religijne poniekąd trafne ale bardziej to kliszowate i płytkie. Żarty, że coś jest tak stare, że wisi 5 zł Mojżeszowi, albo jak mówi święty Łukasz, ręka (...) nie oszukasz - przecież one mają najmniej 20 lat... Żałosne.
Najbardziej interesująca była legenda mściwego Chrystusa schodzącego z krzyża by wymierzyć sprawiedliwość, ale to jak został wyegzekwowany ten pomysł, jest po prostu płytkie.
Cała ta książka jest płytka, niby coś, gdzieś zalążek czegoś potencjalnie dobrego, złapana sroka za ogon, a jednak za wiele tych srok i wszystkie odleciały, w ręku została garść piór.
Podejrzewam, że nie będę wpominać źle bo po prostu za niedługi czas wyleci mi z pamięci większość tej książki.
Ja cię kręcę! Jaka to była historia! Po rewelacyjnych "Znachorze" i "Inkwizytorze" Michała Śmielaka przyszła pora na "Wnyki" tego autora. Liczyłam na mocną rzecz i się nie zawiodłam.
"Wnyki" to połączenie rasowego thrillera z wątkami obyczajowymi, nawet z małym elementem romansu. Co mi się bardzo podobało, to wpleciony w powieść humor, szczególnie uwidoczniony w rozmowach głównego bohatera, Kosmy Ejchersta, z kolegami.
Kiedy przyjeżdża się do małej wioski, która mogłaby wygrać konkurs na miejsce na końcu świata, człowiekowi nawet przez myśl nie przejdzie, że w tak sielskim zielonym zaciszu może się dziać coś złego. Kiedy zatem pewnego dnia do niewielkich Wnyków, wsi w Karkonoszach, przyjeżdża na urlop policjant Kosma Ejcherst, nie spodziewa się nawet, że jego pobyt będzie obfitował w tyle skrajnych emocji.
Wuj biskup prosi Kosmę o znalezienie pewnego młodego księdza, więc mężczyzna zabiera się za prywatne śledztwo. Kapłan odbywał swego rodzaju rekolekcje na plebanii we Wnykach, ale pewnej nocy spakował swoje rzeczy i zniknął bez słowa. Nikt nic nie wie, nikt nic nie widział. Tradycyjna w takich sytuacjach zmowa milczenia jest aż namacalna. Kosma powoli poznaje Wnyki i mentalność ich mieszkańców, ale to wcale nie pomaga mu w odnalezieniu odpowiedzi na zagadkę, gdzie podział się ksiądz Piotr. W dodatku wkrótce okazuje się, że nie jest to odosobniony przypadek, a miejscowe legendy o Chrystusie schodzącym z krzyża i wymierzającym sprawiedliwość wywołują gęsią skórkę. Policjantowi w poszukiwaniach pomaga piękna Maja, a także przyjaciele ksiądz Kacper i policjant Kamil, z którymi to właśnie ucina sobie wspomniane wcześniej humorystyczne w wydźwięku pogawędki. Dużym wsparciem dla sprawy jest również dziennikarz śledczy Barszczyk. Czy taka ekipa zdoła dojść prawdy? Czy uda im się odnaleźć zaginionego księdza i jemu podobnych? Jakie tajemnice skrywa społeczność niewielkiej górskiej wioski?
Stworzone przez autora postacie są realistyczne i pełne różnorodnych emocji. Każda z nich ma swój charakter, który został wyraźnie wyeksponowany. Kosma choćby sam siebie nie uważa za dobrego policjanta, szczerze przyznaje się do tego, że nie do końca nadaje się do tej profesji, chociaż ją lubi. Jako niedoszły ksiądz jest zbyt grzeczny i kulturalny, jak na glinę. W kierunku kapłańskim wulgarnością nadrabia za niego Kacper, a w policyjnym - Kamil. Ich rozmowy są rewelacyjne! Świetnie skonstruowani i opisani są również mieszkańcy Wnyków: ksiądz proboszcz, jego gospodyni Lucyna, mężczyźni spod sklepu, włóczęga Rubens czy Walasiakowa, u której Kosma wynajmował kwaterę. Lokalny koloryt w całej krasie.
Miałam nadzieję, że ta powieść przypadnie mi do gustu i nie pomyliłam się. Wciągająca fabuła, ciekawie skonstruowana intryga, śledztwo pełne zwrotów i niespodzianek, wątpiący policjant, energiczna kobieta, zamknięta społeczność, brudy i tajemnice kościelnych kątów.
Czytało mi się świetnie i mam nadzieję, że niedługo pojawi się kolejny tom z tego właśnie cyklu. Obietnica na końcu tej historii zobowiązuje ;-)
"Wnyki" to druga książka Michała Śmielaka, po "Znachorze" jaką miałam okazję przeczytać. Znacie tego autora? Jeśli nie, to znajdziecie również u mnie, na blogu, opinię o jego poprzedniej wydanej książce, a dzisiaj opowiem Wam o tej najnowszej, która premierę miała niecały miesiąc temu. Czy to jedna z tych wrześniowych, które warto przeczytać i mieć na swojej półce?
Co mnie do tej książki przyciągnęło? Karkonosze, bo akcja rozgrywa się we Wnykach, czyli właśnie w górskim, malowniczym klimacie. I tu kończą się te pozytywne aspekty maleńkiej społeczności, bo w samym jej środku jest kościół, zwany Kościołem Chrystusa Mściwego. Co to oznacza? Podobno właśnie tam, sam cudowny, wspaniały Zbawiciel schodzi z krzyża by wymierzać sprawiedliwość w sposób dość brutalny. Już się zastanawiacie czy to aby nie jakiś dziwny horror? A no nie, bo kryminał!
Wszyscy mieszają się właśnie tak specyficznie z kościołem, bo znika młody ksiądz, który przyjechał do Wnyków na urlop, śledztwa podejmuje się człowiek, który niemal został księdzem, a poprowadzenie tego śledztwa prosi bisku, jego wuj. Może być dziwniej? A no tak, bo do tej maleńkiej miejscowości księża są zsyłani za różne występki i brak zaufania do nich ich zwierzchników i parafian.
Śmielak nieco sobie kpi z wiary, a z drugiej strony mocno broni osób, które tak bardzo się w nią zagłębiają. Z takiej mieszanki powstał bohater, który jest mieszaniną sprzeczności. Niemal ksiądz, a jednak przestał wierzyć, przez to powoduje zwątpienie u innych. Co ciekawe, swojego przyjaciela wspiera w wierze, mimo, że sam sieje zamęt. Za to na śledczego się nadaje, bo jest zawzięty, dociekliwy i uparty.
Ta książka jest specyficzna i przede wszystkim nieco inna niż kryminały, które znamy, bo jednak temat tabu, którego można by było się obawiać, autor potraktował jako fundament powieści. Napisana jest tak, że nie ma się wrażenia, żeby Śmielak był po którejś ze stron, czy to po stronie wiary, czy wręcz przeciwnie, a jeszcze nadaje wiele znaczeń słowom, jak choćby tytułowi i przez to czyta się z zafascynowaniem, bo fabuła jest przemyślana bardzo dokładnie.
To nie jest książka dla każdego, a jeśli po nią macie zamiar sięgnąć, to podejdźcie do niej z dystansem, bo nie chodzi w niej o to, żeby obrażać, a żeby zainteresować, dziwić, bo pokazuje Kościół od tej gorszej strony, a nie jako coś wspaniałego, świętego i godnego jedynie wielbienia. Polecam!
Thrillery napisane przez Michała Śmielaka są moim najnowszym odkryciem literackim, w które wciągam się tym bardziej, im więcej historii poznaję. Po serii z Igą Ziemną postanowiłam sięgnąć po "Wnyki". Powodem akurat takiego wyboru był odczuwany przeze mnie niedosyt Kosmy. Zaintrygowała mnie ta postać w "Postrachu". Tam też znalazła się wzmianka, że policjant prowadził śledztwo dotyczące księży. W ten sposób trafiłam na "Wnyki", w których Kosma był głównym bohaterem.
Kosma, jako policjant na urlopie i niedoszły ksiądz, zostaje poproszony przez wuja, biskupa o udanie się do wsi Wnyki. Na jego prośbę ma się dowiedzieć, co dzieje się z jego protegowanym, księdzem Piotrem Dębickim. Śledztwo, a tym samym cała fabuła, dzieje się na przestrzeni ośmiu dni.
Z historii nie można za dużo zdradzić. Nie jest to książka dla zagorzałych, wierzących ślepo w dogmaty obrońców kościoła. Znajduje się w niej cały przekrój fanatyków, a także zwyrodnialców związanych z kościołem.
Finał, choć dynamiczny i mocny, w moim odczuciu przesadzony. Stracił przez to na autentyczności, ale to jest jedynie moje subiektywne zdanie.
Prócz oczywistej oczywistości, że kreacja głównego bohatera Kosmy była precyzyjna i głęboka, to mnie osobiście wyjątkowo ten szkic się spodobał. Skrupulatnie ukazany z całą złożonością, słabościami i zaletami. Pogubiony, nadal szukający własnej drogi, ale jednocześnie bardzo świadomy, w jakim kierunku iść nie chce. Opuścił seminarium, został policjantem, ale w tym zawodzie również nie czuł powołania. Mimo to świetnie się sprawdził i odkrył wszystkie tajemnice prywatnego śledztwa.
Tytuł, choć bezpośrednio nie odnosi się do sideł, to właśnie do takiej pułapki na dziką zwierzynę nawiązuje. Jednak dalsza część: "Kościół Chrystusa Mściwego" w moim przekonaniu nie jest nazwą cyklu, a podtytułem lub dalszą jego częścią. Finał nie wskazuje, by autor miał w planach pisanie kolejnych tomów cyklu. To już by była fantastyka. Ubolewam, bo spodobało mi się te odarte z przyzwoitości oblicze kościoła. Po przeczytaniu "Wnyków" zaczęłam rozważać, czy hipokryzja duchownych dotyczy jedynie ukrywania pedofilów. Może wkrótce zaczną wypływać na światło dzienne i inne grzechy kościoła.
Śmielak zaczyna wyrastać w moich oczach na kolejną perłę polskich kryminałów. Wnyki tylko to potwierdzają. Mamy tu świetnie zarysowanego bohatera, Kosmę. Policjant na prośbę swojego wuja, który jest też księdzem, rusza do tytułowej mieściny, aby zbadać sprawę zaginięcia pewnego młodego księdza.
Inne postacie też są bardzo dobrze rozpisane i wiele osób budzi tu sympatię, nawet jeżeli ich zachowania mogą wzbudzać pewne obawy. Intryga rozwija się powolutku, a my poznajemy lokalną ludność. Ich zwyczaje, przesądy i miejscowe ploty. O tym, że tutejszy Jezus potrafi zejść z krzyża i wtedy biada grzesznikom.
Kosma ma za sobą niezłe zaplecze i ciekawych pomocników. Aczkolwiek aż dziw bierze, że nie zorientował się co dzieje się w mieścinie. Sądzę, że książka nie powinna mieć podtytułu, bo on sugeruje co tu może się dziać. I to mój jeden zarzut. Obstawiłem tylko jedno rozwiązanie zagadki kryminalnej i niestety trafiłem.
Finał jest zbytnio przewidywalny, aczkolwiek były tam niezłe akcenty, które sprawiają że całość odbieram pozytywnie. Drugim zarzutem jest dosyć wyświechtany na ten moment motyw grzesznych księży. Rozumiem, że to nośny temat, ale w ostatnich latach mamy istny taśmociąg antyklerykalnych powieści...
Zresztą jeżeli wraz z bohaterem przeżywam pewne rozczarowania i dopinguje go z całych sił, tak autorowi musiała się udać pewna sztuka i za to bardzo lubię tą pozycję, mimo ewidentnej przewidywalności. Z pewnością sięgnę po kolejne przygody Kosmy. Bring this man a gun!
Trudno mi dobrze ocenić książkę. Z jednej strony ciekawy pomysł (zamknięta społeczność nieco odizolowana od świata oraz ciekawa intryga "znikający księża"), historyczne rozkminki, które uwielbiam (Mszczuj że Skrzynna walczył pod Grunwaldem, a ornat wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego przekazał ale do miejscowości Kije, jest to tutaj wplecione), no i płynna narracja. Antyklerykalizm bije po oczach i uszach, a bohaterowie przypominają o pedofilii w kościele na każdym kroku, dorzucając do listy przestępstw kolejne. I słucha się tego nawet spoko. Sama koncepcja Chrystusa schodzącego z krzyża zaintrygowała, a wyjaśnienie tego kupiłam na spokojnie. No to co się nie udało, że tylko 3 gwiazdki? Postacie, ich opisy, zachowanie i sposób mówienia to jakbyś wyciął narysowaną wcześniej postać wysokości 15 cm z tektury. Brzegi są takie "kanciaste". I tak jest z książką Śmielaka. Niby spoko, a rozbija się o detale, dziwne postacie i dziwne opowieści. No i nie jest to kryminał, autor myli czytelnika sugerując pradawne sekty, mistyczne tematy więc to chyba powieść z dreszczykiem, grozy? A śledztwa nic zero. Co mi zapadło w pamięć najbardziej? Ksiądz mówiący tak rynsztokowych językiem, że zęby mnie bolały.
Jeden z lepszych kryminałów w tym roku, akcja co prawda tutaj nie pędzi, ale czego oczekiwać od sennej wioski gdzieś w górach? Pan Śmielak pisze lekko, przez książkę się płynie, sama sprawa z książki ciekawa i wciągająca, momentami brutalna, ale naprawdę dobrze poprowadzona. Autor sypie żartami, lepszymi i tymi gorszymi, ale ma się poczucie zwyczajności i swojskości w dobrym tego słowa znaczeniu, to po prostu dobra rozrywka, bez zadęcia czy filozofowania.
Zaznaczam, że mogę być nieobiektywna- ponieważ autor umiejscowił akcję gdzieś między Karkonoszami, a Izerami- a jako, że pochodzę z pogórza Izerskiego- dała mi ta książka sporo frajdy, ponieważ nie brakowało w niej regionalnych ciekawostek, nawiązań, dobrze znanych mi miejsc.
To była pierwsza powieść Michała Śmielaka, która padła w moje ręce (lub dla ścisłości uszy). Bardzo odważna koncepcja nawiązań religijnych. Z jednej strony autor nie zostawia suchej nitki na kościelnych funcjonariuszach. Główny bohater Kosma Ejcherst to niedoszły ksiądz, który został usunięty na ostatnim roku seminarium duchownego. Skorzystał ze spadochronu w postaci wuja biskupa i trafił do policji. Za sprawą wuja trafił do Wnyk, niewielkiej osady w kotlinie jeleniogórskiej, a jego zadaniem będzie rozwiązanie tajemnicy zaginięcia młodego księdza. Fajna powieść kryminalna z lekkimi odnośnikami do mistrzyni gatunku kryminału satyrystycznego - Joanny Chmielewskiej.
"Wnyki" to oryginalna, ba nawet kontrowersyjna książka, na pewno nie dla każdego. Napisana specyficznym językiem z "poczuciem humoru". Fabuła ukazuje w większości te niechlubne dla księży wątki ich kapłaństwa. Ja bawiłam się świetnie. Akcja toczy się w małej, zabobonnej społeczności, gdzie wysyłani są "duszpasterze" na "sanatoryjne leczenie", po czym znikają bez śladu.
Książka dla mnie na mocną 4. Bardzo odpowiada mi poczucie humoru autora i klimat malych , tajemniczych miejscowości . Może trochę za dużo wulgaryzmów i tekstów seksistowskich ale całość się obroniła 👍
Po pierwsze dzieje się blisko Wrocławia, co już mi się podoba. Po drugie podoba mi się sposób narracji. Lubię taki styl i lubię ten kryminał. Całkiem fajny, a zakończenia do końca nie przewidziałam. Czyli jest dobrze.
• 5/5 ŚWIETNA. Jakub Śmielak jest zdecydowanie moim ulubionym pisarzem kryminałów. Cała książka trzymała mnie w napięciu, a prolog i epilog majstersztyk. Uwielbiam i nie mogę doczekać się kolejnej części.
Uwielbiam twórczość autora ale ta pozycja niezbyt mi podeszła. Nie mogę się przekonać do końca do głównego bohatera. Cała intryga też wydaje się być bardzo grubymi nićmi szyta i nieraz mialam ochotę aż trzepnąć w łeb Kosmę, żeby się wziął lepiej do roboty.