Książkę polecam osobom, które oglądały Titan: Nowa Ziemia oraz Gwiezdne wrota, bo jak informuje nas sam autor to właśnie te produkcje były główną inspiracją do napisania trylogii Hellspace w której skład wchodzą: Piekło kosmosu, Demony kosmosu i Otchłań kosmosu. Ja czytając tę pozycję czułam nostalgię właśnie w nawiązaniu do “Planety skarbów”, miałam wrażenie, że jest to doroślejsza wersja tej bajki, chociaż te dwie historie nie mają ze sobą fabularnego związku.
Mimo,że s-f to jeden z moich ulubionych gatunków, to jeszcze nigdy nie czytałam space opery. I gdyby nie zrządzenie losu, przez które przeczytałam tę książkę, chyba jeszcze długo nie sięgnęłabym po ten podgatunek.
Pierwsze 40% książki bardzo mi się dłużyło przez ogrom terminologii technicznej, opisy składów flot kosmicznych, oraz zasyp bohaterów. Ciężko mi się było w tym wszystkim połapać, szczególnie, że niektóre postacie były wprowadzone tylko po to, by pokazać nam działania antagonisty. Ta część książki rodziła głównie pytania. Za to w pozostałych 60% stopniowo otrzymujemy odpowiedzi na wszystko co zastanawiało nas w pierwszej połowie. Autor nie zostawia nas z dużymi niedopowiedzeniami w oczekiwaniu na drugi tom. Przez większą część książki cały czas się coś działo, przez co gdy doszło do punktu kulminacyjnego zastanawiałam się czy to już. I gdyby nie najważniejsza informacja na jaką czekamy przez większość historii to nie zorientowałabym się, że to właśnie na ten moment.
Historia posiada dużo nawiązań do Ziemskiej kultury, zarówno do czasów, w których żyjemy obecnie, jak i do starożytności. Bardzo naturalnie połączone są ze sobą pradzieje z opisywaną przez autora technologią, z lekką nostalgią, ale bez zbędnej przesady. Widać, że autor bardzo interesuje się wszelkiej maści mitologią.
Mam lekki problem z postaciami, a raczej z tajemnicami, które je owiewiają. Z jednej strony jestem ciekawa co zaszło pomiędzy niektórymi osobami w przeszłości, a z drugiej nie czuje do żadnej z nich zbytniego przywiązania. Najbardziej ze wszystkich zaciekawiła mnie kreacja pijaczka. Mam nadzieję, że w kolejnych częściach wyjaśni się jego historia i jednocześnie będzie odgrywać bardziej znaczącą rolę.
Podsumowując: widać te lata pracy jakie autor włożył w swoje dzieło. Historia jest niesamowicie dobrze dopracowana, nie wyłapałam żadnych nieścisłości, a o takie bardzo łatwo gdy tworzymy swoje własne uniwersum. Dobrze się przy niej bawiłam, a to najważniejsza kwestia, jeśli książka jest pisana typowo dla rozrywki. Jak tylko autor uzupełni blog z terminologią swojego świata, czytanie jego historii będzie jeszcze przyjemniejsze i łatwiejsze w odbiorze!