[Recenzja zawiera SPOILERY na samym końcu, są one specjalnie oznaczone].
Mam z Mrozem taki trochę love/hate relationship, i takie uczucia właśnie występują u mnie, gdy myślę o tej książce.
Z jednej strony mamy tutaj ważny wątek przemocy domowej. I z bardzo dużym wyczuciem opisany. A im więcej się o tym temacie mówi, tym lepiej, nawet jeśli ktoś ma zamiar posądzić Mroza o to, że chce tym zasłonić ewentualne niedostatki książki. W kombinacji z posłowiem mogę śmiało powiedzieć, że to trochę taka beletrystyczna odpowiedź na wstrząsające "Mężczyźni objaśniają mi świat". Ogromny szacunek dla wydawnictwa też za to, że wykonali tę godzinę pracy i na końcu książki umieścili notkę z numerami, na które można zadzwonić, jeżeli jest się ofiarą przemocy domowej lub zna się kogoś, komu chciałoby się w tym zakresie pomóc.
Świetne jest tempo akcji (choć takie typowo mrozowskie "Biegnijmy szybko, zanim ktoś się zorientuje, że coś tu jest nie tak!"), bardzo dobrze autor też buduje napięcie (w paru minutach aż pod nosem mruczałam swoje "Ojej, ojej!"). No i, kurczę, wciąga to, dzięki czemu bardzo odpręża, zwłaszcza po najtrudniejszym egzaminie w sesji i podobno na całych pięcioletnich studiach.
Urocze są też (mimowolne czy zamierzone?) prawnicze wtręty Mroza - wójt, sołtys, ustawa o świadku koronnym. #respect
Z zarzutów: po pierwsze wydaje mi się, że - z możliwych zakończeń wątku przemocy domowej - to tutaj prezentowane jest jednak (w ostatecznym rozrachunku) dosyć przekombinowane. Nagrania, pozory, pościgi ciężarówek, zdanie się właściwie na łut szczęścia w ostatniej scenie - to po prostu nie do końca do mnie przemawia. Zwłaszcza w porównaniu z takim (swoją drogą genialnym) "Big Little Lies".
Po drugie: miałam napisać tutaj, że Mróz nie wyjaśnia nam wszystkiego, i że niektóre rzeczy są po prostu nielogiczne, jeżeli głębiej się nad nimi zastanowić, czemu dałam wyraz na samym dole recenzji (w części spoilerowej, specjalnie odznaczonej). Jednakowoż w trakcie rozkminiania książki zauważyłam specyficzny szczegół - możemy odruchowo dać wiarę drugiej wersji, która jest sugerowana jako ta prawidłowa, i wtedy całość może być minimalnie rozczarowująca, zwłaszcza że dużo rzeczy wówczas po prostu nie trzyma się kupy. Wówczas stwierdzimy, że autor znowu niekoniecznie o nas zadbał (tak, cały czas mam przed oczami tę okropną "Czarną Madonnę"). Jeżeli jednak przypatrzymy się szczegółom i zastanowimy nad pozornie odrzuconą wersją pierwszą, może okazać się, że jednak zaskakująco wiele elementów układanki na powrót do siebie pasuje. Stajemy więc przed odwiecznym pytaniem: to błąd autora czy celowa gierka z czytelnikiem? Jako że Mróz w ogóle sprowokował mnie do myślenia, a szacunek do niego jako do autora mam bardzo duży, to przyjmę wersję numer dwa, przybiję wirtualną piątkę i powiem, że, kurczę, dobrze to rozegrał.
Całość oceniam na plus, i zdecydowanie polecam jako sposób na miły wieczór. I na trochę rozkmin, kto właściwie mówił prawdę. Przy przyjęciu wersji gierki z czytelnikiem stawiam okrągłe 4,5 i daję serduszko.
SPOILERY SPOILERY SPOILERY!
Co właściwie stało się z Ewą - dlaczego jej ciało pojawiło się dopiero teraz? Dlaczego ci, którzy napadli Damiana i Ewę, tak dziwnie na kobietę zareagowali, gdy zobaczyli ją pierwszy raz? Skąd Kasandra znała wszystkie intymne szczegóły typu "Tygrysie", Biskupin itd., skoro poznała Ewę tylko z baz danych, nawet jeśli bardzo dobrze sprawdziła, kim ta była? Dlaczego Damian mówi, że Kasandra zabiła Ewę, skoro wychodzi na to, że Ewa popełniła samobójstwo ileś lat temu albo że (przy założeniu sfałszowania akt) np. to ci, którzy ją napadli, ją zabili?
Z drugiej strony - teraz mam taką konstatację - może to Glazur nie dostał całej prawdy? Może mimo wszystko to Prokocki kłamał? Skoro wersja Kasandry nijak nie trzyma się kupy, to może to jednak ona, w chęci dalszej ochrony Damiana, uciekła, kłamiąc mu, że to nie ona? A gliniarz, którego nazwiska nie pamiętam, na "F" - skąd on się tam wziął i dlaczego zrobił to, co zrobił, jeżeli to wersja Kasandry miałaby być tą prawdziwą?
Tylko z kolei w wersji, którą Mróz sprzedaje nam ustami Kasandry, nie do końca wiarygodny psychologicznie jest dla mnie moment porzucenia całego swojego dotychczasowego życia wraz z odrzuceniem faceta, którego się kochało ponad wszystko (nawet jeśli miało to być tylko na kilka miesięcy), aby się mścić, a potem wyjście za innego, bo możliwości i poczucie bezpieczeństwa. (#kobietyTakNieDziałają).