W świecie elfów każdy człowiek jest służącym. W hierarchii stoi niżej niż zwierzę. Pracuje i umiera u boku swego pana. Co się stanie, jeśli do tego świata trafi ktoś z zewnątrz? Apopi ‒ studentka, wieczorami dorabiająca jako barmanka ‒ zwraca uwagę na podejrzanego klienta. Młodzieniec skrywa twarz pod kapturem. To właśnie on pewnej nocy przebija jej serce sztyletem i odmienia jej los na zawsze. Mimo to dziewczyna budzi się ‒ wciąż żyje, ale… znajduje się w zupełnie nieznanym jej świecie, intrygująco pięknym, ale i brutalnym. W dodatku otrzymuje tytuł, który przynależy tylko elfom. To rzecz niebywała, żeby jakikolwiek człowiek był kimś więcej niż poddanym. Kim jest tajemniczy młodzieniec? Dlaczego elfy nienawidzą ludzi? Czy Apopi znajdzie sprzymierzeńców w obcym świecie? I jakim cudem żyje, choć umarła? Baśniowa opowieść o krainie pełnej rozpusty i zepsucia. Oto pierwszy tom niepowtarzalnej historii o Synach i Córach Lasu.
Największym atutem tej powieści są dla mnie bohaterowie. Uwielbiam pyskate główne bohaterki i nawet poboczne postacie były interesujące. Styl autorki jest lekki i przyjemny. Książkę czyta się trochę jak taki wstęp, bo nie do końca wiadomo dokąd zmierza ta historia i jaką rolę odegra w niej Apopi. Czy dojdzie do walki między ludźmi a elfami, do pojednania pomiędzy nimi, a może wydarzy się coś jeszcze innego. I to zakończenie. Koniecznie muszę wiedzieć, co zdarzy się dalej.
Hegemon Apopi: Córa Lasu to pierwsza część serii fantasy autorstwa J.K.Komudy, wydana przez bookedit
Fabuła rozpoczyna się w barze, gdzie główna bohaterka dorabia jako barmanka podczas trwania studiów. Jednym z klientów okazuje się tajemniczy mężczyzna skrywający twarz pod kapturem i to właśnie on zmienia całe jej dotychczasowe życie o 180 stopni w momencie kiedy przebija jej serce sztyletem. Jednak nie umiera... budzi się w zupełnie innym świecie. Świecie, w którym ludzie są tylko niewolnikami na usługach elfów. Apopi otrzymuje wysoki elficki tytuł jak na rasę, którą reprezentuje i musi poradzić sobie w nowej, niełatwej rzeczywistości.
Lubię poznawać mniej znane książki, odkrywać perełki literatury i nie czytać tego, co jest na ustach wszystkich. Ale wraz z tym powstają pewne obawy co do jakości - bo nikt nie lubi czytać gniotów. Na szczęście moje obawy zostały całkowicie rozwiane, a Hegemon Apopi stała się jedną z najlepszych książek jakie przeczytałem w 2022 roku.
Przez całe 322 stron jak zgorzchniały maruda starałem się znaleźć wady tej książki i mógłbym tutaj niektóre wymienić. Przede wszystkim brakowało mi pewnego szlifu konstrukcji świata (może jakieś geografii, bardziej złożonych zasad, reguł i prawa), denerwowały mnie japońskie imiona, które w moim guście nie pasowały do klimatu, a także brakowało mi jakiegoś punktu kulminacyjnego oraz większej ilości akcji. Ale żadne z wymienionych elementów nie zaprzeczy temu, że książkę czytało mi się po prostu SZALENIE dobrze.
Pani Komuda sprawiła, że zostałem wciągnęty w wykreowany świat jak w bagno, a klimat krainy pełnej rozpustnych i zepsutych elfów świetnie nadawał pewnego pazura książce. Zakochałem się w historii, postaciach i w uczuciu czystej radości, jakie miałem podczas czytania. Główna bohaterka Apopi jest człowiekiem z krwi i kości, ma swój indywidualny charakter, który naprawdę można polubić. Chociaż martwię się o jej słabość do alkoholu! Ale z drugiej strony nie można się dziwić, jeśli chodzi o sytuację w jakiej się znalazła. Pozostałe postacie też mają swoją duszę, nie są prostymi wydmuszkami z jedną dominującą cechą. Świat Lasu Północnego tętni własnym życiem, ma swoją historię (skromną i krótką, ale ma) i cechuje się swoimi własnymi zasadami, obyczajami oraz rozpustną kulturą~
Akcja nabiera niebywałego tempa przy ostatnich 20 stronach, aż czytałem z wyraźnym przyspieszonym biciem serca i głębszym oddechem. A nie zdarza mi się to często! Naprawdę nie wiem jak i kiedy tak szybko minęły mi te 322 strony. Po ostatnich problemach z gatunkiem fantasy miałem obawy czy może już wypaliłem się czytając tego typu książki. Na szczęście Hegemon Apopi przywrócił mi moją miłość do fantasty. Z zapartym tchem czekam na tom drugi, który ma ukazać się jesienią 2022 roku.
Podsumowując Hegemon Apopi: Córa Lasu to niezwykle zaskakujący i wciągający debiut J.K.Komudy. Książkę po prostu pochłania się jak zimne lody w upalny dzień zapominając na parę wieczorów o otaczającym nas świecie. Jest to książka obowiązkowa dla fanów zarówno fantasy jak i romansów. To nie rewolucja. To nie książka, która zdefiniuje gatunek fantasy na nowo, ale to po prostu niesamowicie dobra rozrywka - a chyba też o to chodzi w naszej miłości do czytania książek!
Hegemon Apopi to książka, która w sieci zbiera bardzo dobre opinie, i nie ukrywam, że przez ogólny zachwyt innych czytelników wzięłam się za jej lekturę. Jak możecie się domyślić po mojej ocenie niestety nie podbiła mojego serca, ale to nie znaczy, że nie ma w sobie nic dobrego. Zacznę jednak od tego co mi nie zagrało, a zakończę na pozytywach.
Kojarzycie ten stan gdy czymś się martwicie i w waszych głowach kotłuje się milion myśli?. Czytając tą książkę miałam wrażenie takiego właśnie chaosu w głowie, tylko że te milion myśli nie należało do mnie, a do głównej bohaterki. Historia prowadzona jest z perspektywy Apopi. Pierwszoosobowa narracja powoduje, że duża część książki jest po prostu przegadana, a biorąc pod uwagę fakt, że historia jest dość krótka, rozterki i rozmyślania dziewczyny zajmują zbyt dużo miejsca w fabule, którą w końcu poznajemy jej oczami. Sama Apopi ma dość rockowy wygląd i charakter. Glany, krótkie włosy, skórzana kurtka, grungowy styl, dodajcie do tego papierosy, wulgarny język i gburowatość i macie naszą główną bohaterkę. Myślę, że Apopi z założenia miała być wyszczekana, mieć trochę olewczy styl bycia, niestety wydaje mi się, że ta kreacja nie do końca się udała. To co po tej lekturze o niej mogę powiedzieć to, to że jest infantylna, niepotrzebnie przeklina (wulgaryzmy wybijały mnie z czytania i były całkowicie zbędne, a ją bardziej kreowały na prostaczkę niż na cool dziewczynę), upija się co trzy strony i jest nieracjonalna.
Stosunki między bohaterami też były w mojej opinii nienaturalne. Mężczyźni, których poznaje Apopi i jej relacje z nimi są po prostu toksyczne, a jej zachowanie w stosunku do nich nie jest logiczne, zważywszy na wszystkie wydarzenia które miały miejsce.
Styl pisania tej historii bardziej pasował by do fantastyki młodzieżowej, przez język i dużą koncentracje na seksie nie jest to książka dla młodszych odbiorców. Nie zrozumcie mnie źle, ja nie mam nic przeciwko scenom łóżkowym, romansom w fantastyce, trójkątom miłosnym czy dobrze użytym przekleństwom, ale tutaj było tego za dużo i w momentach, gdy historia robiła się ciekawa, za chwile pojawiała się scena albo flirtu, albo dotycząca rozwiązłości elfów, albo bohaterka zaczynała rzucać mięsem zupełnie niepotrzebnie.
Mam wrażenie, że historia była za krótka. Czułam, że jest to wstęp do czegoś większego, ale póki co fabuła skupiła się na zapoznaniu nas z regułami świata elfów i pełnego spektrum zauroczeń i nowych doświadczeń, które przeżywała Apopi. Wiele scen też kręci się w około jedzenia, spania, kąpieli i flirtu i te sceny są bardzo repetytywne.
Apopi jednego dnia po wyjściu z pracy zostaje zaatakowana, przez mężczyznę, którego kilkukrotnie widziała w barze w którym pracuje. Napastnik przebija jej serce, po czym dziewczyna przebudza się w zupełnie nowej krainie. Tam okazuje się, że jej zabójca od tej pory będzie jej niewolnikiem, a ona jego Hegemonem. Jej oprawca od tego momentu ma jej służyć i mieszkać z nią w jednej izbie, a dziewczyna nie może się zdecydować co do swoich uczuć względem niego. Wśród elfów fakt, że Apopi jest człowiekiem na tej pozycji budzi spore zamieszanie, zważywszy na to że ludzie w tym świecie są na najniższej pozycji w hierarchii. Zostaje jej przydzielony opiekun, który ma ją wprowadzić w zasady panujące w tym świecie i przygotować ją do roli Hegemona. Jest on także postacią, która nas wprowadza w ten świat. Szkolenie mogło by być bardzo dobrym elementem fabuły, ale ponownie nauki zostają przyćmione przez flirt. Przez długą część akcji niewiele wiemy, bo i bohaterce nic nie jest tłumaczone wprost. Początek jest bardzo zagmatwany i nawet po zakończeniu książki mam poczucie, że wiele rzeczy nie zostało wyjaśnione w pełni, a raczej po łepkach, a szkoda bo fabuła, która gra tu drugie skrzypce była dla mnie dużo bardziej interesująca, niż gra w tego lubię, tego kocham, tego pocałuję.
Świat elfów, który proponuje nam autorka, jest bardzo barwny. Łatwo było mi wyobrazić sobie drzewa w których mieszkają, piękno przyrody i równowagę którą z tą przyrodą osiągnęły. Do tego ich związek z tradycją i pamięć o historii sprawiły, że automatycznie szanuje się ich zwyczaje. Interesujący dla mnie też był świat, mimo, że dowiadujemy się o nim niewiele, byłam zaintrygowana innymi plemionami elfów i ich podejściem do ludzkich niewolników i prawom, które przestrzegają. Samo wyjaśnienie ich historii z ludźmi to jeden z mocniejszych punktów tej książki. Zaintrygował mnie również wątek szkolenia zabójców i ich misji przy obronie granic ziem Elfów, chociaż o tym zdecydowanie było za mało i czuję tu pewien niedosyt.
Hegemon Apopi czyta się bardzo szybko, a zakończenie, mimo, że książka nie za bardzo mi się spodobała sprawiło, że jestem zaintrygowana jak potoczą się dalsze jej losy. Nie zamierzam jednak kontynuować tej serii. Mam nadzieję, że jeśli sięgniecie po tą historię traficie do grona jej fanów. Żałuję, że nie była to książka dla mnie.
"Hegemon Apopi" to pierwszy tom serii "Córa Lasu" J. K. Komudy - i mam wrażenie, że ten tom jest takim... prologiem do całości. Zapoznajemy się tutaj ze światem, z bohaterami, ale w gruncie rzeczy nie wiemy jeszcze dobrze o co chodzi, do czego to wszystko prowadzi... i przyznać muszę, jestem bardzo ciekawa, jak się to dalej potoczy. Ale po kolei!
Pierwszą rzeczą, o której muszę wspomnieć, jest świat przedstawiony. Jest po prostu piękny! Kiedy wyobrażałam sobie te wszystkie lokalizacje... ahh! Nie często zdarza mi się tak zachwycić wyglądem miejsc, jednak kraina, do której przenosi się Apopi tak bardzo trafia w moje gusta, że nie jestem w stanie przejść obok tego obojętnie. Lokalizacje, te wszystkie zwierzęta, ich relacje z elfami i sama społeczność elfów... coś cudownego. Ogromnie spodobało mi się przedstawienie tej rasy w "Hegemon Apopi" - był to taki miks elfów Tolkiena, Maas i Holy Black - moglibyście powiedzieć mieszanka wybuchowa, i faktycznie, ale w bardzo pozytywny sposób. Coś oryginalnego i przykuwającego uwagę. Ich relacja z naturą, poglądy na świat, życie, sztukę... Na ich poglądy o rasie ludzkiej też narzekać nie mogę - w gruncie rzeczy się nie mylą.
Kolejną rzeczą, która najzwyczajniej w świecie mnie zachwyciła, była główna bohaterka. Pewnie, nie grzeszy ona rozumem, ale... nikt nie jest idealny. A jej reakcje na wszystko co jej się przydarzało były po prostu świetne. Tak realne... w końcu ktoś, kto nie przyjmuje porąbanych (w ich standardach z innego świata, innych realiów i konwenansów) akcji jakby był to chleb powszedni, tylko razem z czytelnikiem zapyta "Co tu się właśnie, kurwa, odjebało?!"! Bo Apopi to dziewczyna... prosta, która ze swojego zwyczajnego życia przez czysty przypadek została nagle wciągnięta do intryg zupełnie odmiennej społeczności. I choć z jednej strony brakowało mi jakichś gierek z jej strony, by została wilkiem w owczej skórze, tak z drugiej... podobała mi się jej upartość i przekora. Momentami nieco narzekałam na to, że nie uczy się na błędach, kopie pod sobą dołki, za grosz u niej instynktu samozachowawczego, ale po jakimś czasie doszłam do wniosku, że... w sumie dlaczego miałaby zachowywać się inaczej? Nie pisała się na nic z tego, co jej się przydarzyło, wbrew woli wyrwano ją z jej życia... czemu nie zasiać trochę zamętu? Niech pożałują, my nie mamy nic do stracenia... Pozostali bohaterowie również są niczego sobie, jeszcze nie poznaliśmy ich bardzo dogłębnie, ale jestem pewna, że wraz z rozwojem historii i oni więcej kart odsłonią, zdają się być naprawdę ciekawi i przemyślani. Najbardziej czekam aż przyjdzie mi lepiej poznać Shiro - jest to taka... bogata podróbka Thranduila(🥵) z "Hobbita". Wiecie, do oryginału wciąż mu daleko, ale jak się nie ma co się lubi...
Tak jak już wspomniałam na początku, "Hegemon Apopi" wydaje się być zaledwie prologiem do całej historii, dlatego ciężko mi tutaj mówić o fabule. Była przyjemna, wciągająca, ale nic konkretnego nad czym można by się rozwodzić. Zupełnie mi to jednak nie przeszkadzało, w książce działo się dużo i działo się mocno, uśmiech (czy też raczej wyszczerz) nie schodził mi z twarzy przez prawie cały czas, dawno się tak nie uśmiałam podczas lektury! I pewnie, nie jest to pozycja idealna, mam do niej parę "ale", są to jednak tak małe rzeczy, że nawet nie chce mi się o nich wspominać.
Bawiłam się po prostu świetnie i szczerze polecam. Jest to historia oryginalna, wciągająca i z potencjałem, czekam niecierpliwie na kolejne tomy, bo coś czuję będzie to jedna z moich comfort series.
A tak btw, tak, tytuł wydawał mi się na początku straaasznie dziwny, dopiero po przeczytaniu gdzieś... ¾ książki zapamiętałam go i miałam takie "ah, to ma sens!" 🤣
Świat elfów ustawił człowieka w hierarchii niżej niż zwierzęta. I właściwie niczego więcej dodawać nie trzeba.
Gdybym miała wybrać najfajniejszy tytuł książki ever, to byłby to właśnie ten: „Hegemon Apopi” - pięknie brzmi prawda? Tak samo pięknie brzmi książka. Świat stworzony przez Justynę Komudę jest po prostu cudowny! I choć pełen rozpusty, zepsucia i niekiedy głupich praw, to wygląda tak, że ja chcę tam trafić! Obrazy z powieści w mojej głowie pewnie nigdy nie wyblakną. Fabuła mnie zaciekawiła. Podobał mi się dość niecodzienny początek. Jednak nie odnalazłam się w wątku romantycznym. I to nie znaczy, że to było złe, to oznacza tylko tyle, że ja romansów nie lubię. No co zrobisz, jak nic nie zrobisz? 🤷🏼♀️ Gdybym czytała to 25 lat temu, pewnie byłabym zachwycona wszystkim, a teraz człowiek już stary, to marudzi 😉
Dawno nie uśmiechałam się do książki, a tu mi się zdarzało nad wyraz często. Za to autorce kłaniam się w pas.
Zakończenie mnie zaintrygowało na tyle, że na pewno przeczytam drugi tom.
Mam tylko jedno pytanie do autorki: czy ceremonia (nie będę spoilerować i pisać dokładnie) z początku przygody Apopi wygląda zawsze tak samo? Bo ja bym bardzo chciała przeczytać opis takiej ceremonii Shiro 🤣
Czytajcie! A jeśli lubicie romanse, to rzućcie wszystko i czytajcie natychmiast!
Ps. Czy Shiro stał się moim książkowym crushem? Być może 🧝🏻♂️
„Hegemon Apopi” jest książką, która na moim celowniku znajduje się już od czasu swojej premiery w 2021 roku. Jak to jednak często bywa, początkowa niecierpliwość w oczekiwaniu na jej pojawienie przemieniła się w długi pobyt na mojej wirtualnej półce. Zdecydowałam się po nią wreszcie sięgnąć w listopadzie, kiedy nie miałam pomysłu na kolejnego w kolejności audiobooka do przesłuchania. I wybór ten okazał się dobry, ale jednak nieidealny. Ale po kolei.
Apopi to barmanka i studentka żyjąca w jakimś bliżej nieskonkretyzowanym mieście. Dziewczyna lubi ciężką muzykę, uwielbia swoją najlepszą przyjaciółkę i nigdzie nie rusza się bez swojej ulubionej ramoneski. Któregoś wieczora jednak spotyka ją niemiła niespodzianka. Apopi bowiem umiera. A przynajmniej na to wszystko wskazuje, kiedy nieznajomy mężczyzna przeszywa jej serce sztyletem. W tym bowiem momencie trafia ona do zupełnie innego świata. Krainy rządzonej przez piękne, ale i okrutne elfy. W miejscu tym ludzie są niewolnikami swoich elfich panów. Wszyscy – z wyjątkiem Apopi. Okazuje się, że jej przeznaczono zupełnie inne miano. Dziewczyna, podobnie jak i czytelnicy, kompletnie nie zna tego świata, więc wraz z nią odkrywamy tajemnice świata i historii elfów oraz ludzi. Pomagają jej w tym Sheut i Shiro, charyzmatyczni mężczyźni, którymi Apopi początkowo gardzi, a potem… Tym, co ich wyróżnia, jest oczywiście fakt, że Sheut jest człowiekiem, niewolnikiem, zaś Shiro to obłędzie przystojny elfi następca tronu. Teraz już pewnie zaczynacie spodziewać się, jak może potoczyć się ta historia, ale uwierzcie mi, że się mylicie – przynajmniej w kontekście pierwszego tomu.
Książka jest ciekawa, ma interesującą fabułę i intrygujących bohaterów. Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że jest co najwyżej poprawna. Bardziej przypomina opowiadanie z bloga sprzed piętnastu lat aniżeli prawdziwą powieść z krw…z kartek i okładki. Autorka jest bardzo oszczędna w opisywaniu elfiej krainy. Dostajemy więcej opisów kwatery Apopi aniżeli całego otoczenia, w którym teraz przyszło jej żyć. Ponadto dziewczyna dość szybko godzi się z faktem, że nigdy nie wróci do domu, przyjaciółki, rodziny i dawnego życia. Więcej w niej myśli o bujnych piersiach i twardych sutkach elfek wokół aniżeli o ważnych jej ludziach, których pozostawiła. Wszystko to sprawiało, że nie mogłam myśleć o tej opowieści inaczej aniżeli o pisanej w cotygodniowych notkach historii z Myloga, w których kiedyś tak bardzo się zaczytywałam. Ponadto mocno przeszkadzało mi to ciągle opisywanie, jak to główna bohaterka się upija, ma czkawkę, a następnego dnia potężnego kaca.
Czy pomimo minusów sięgnę po drugą część? Tak, bo zakończenie obiecuje sporo akcji w kontynuacji. A ponadto mam jakąś dziwną słabość do Shiro, którego bardzo chętnie poznałabym bliżej, bo wydaje się szalenie intrygującą postacią. Podsumowując – jest okej, ale bez uniesień. Klasyczny przeciętniak, trochę już przestarzały, bazujący na oklepanych schematach. Niemniej jednak podziałał odprężająco, zatem idę dalej.
Z jednej strony fabuła jest ciekawa i można jej dać takie 4/5, chociaż przez większość książki dopiero rozkręcamy się z jakąkolwiek akcją. Z drugiej jednak strony, mimo pomysłów, realizacja trochę kuleje literacko, takie 2/5. Rozumiem, że to jest debiut, ale jak to czytam, mam wrażenie, że na tym poziomie pisarskim byłam w gimnazjum, kiedy próbowałam coś tam własnego pisać. Oczywiście nie jestem pisarką i moje teksty nie zostały nigdy nigdzie wydane, ale tak mi się to rzuciło w oczy. Ciekawe, bo jeśli autorka pisała to będąc osobą dorosłą, to raczej miała czas zetknąć się z porządnie napisanymi literacko książkami. Dodam jeszcze, że znów nie wiem gdzie był korektor tego tekstu, bo zdarzają się tutaj literówki łatwe do wyłapania w procesie czytania oraz przynajmniej dwa błędy ortograficzno/składniowe. Szkoda, bo tekst ma duży potencjał.
Hegemon Apopi. Córa Lasu to pierwszy tom serii, która choć zaczyna się dość normalnie to jest mocno zaskakująca i wciągająca. Polecam słuchać w audiobooku, głos lektorki jest świetny i bardzo dobrze oddaje emocje przy niektórych sytuacjach. Na pewno nie tego się spodziewacie sięgając po ten tytuł.
Co znajdziecie w środku: ❥ bardzo dobrze wykreowany świat elfów; ✿ trochę makabryczne zwyczaje; ❥ anomalię w postacie Apopi, która niby jest kimś innym ale do końca nie wiadomo; ✿ wprowadzenie do panujących zwyczajów w nowym świecie, które momentami wydadzą się nam dość dziwne; ❥ kilka charakterystycznych elfów oraz ich niebanalny sposób bycia; ✿ sporo sytuacji w których wynikają nieporozumienia; ❥ akcja i finał po którym od razu chcecie sięgnąć po kolejny tom.
"Czas leci powoli, ale równo i nieubłaganie. Wszystko ma swój koniec, ale przynosi też ze sobą zapowiedź czegoś zupełnie nowego". Jeśli z dobroci serca pomożesz nieznajomemu a on w zamian godzi Cię mieczem w serce i przenosi wraz z Tobą do magicznej krainy pełnej elfów to wiedz, że coś jest nie tak. Dla jednych wydaje się to jak gwiazdka z nieba ale dla samej Apopi nie do końca. A to dlatego, że jest człowiekiem a przyznano jej prawa elfów przy czym nim nie jest czyli nie posiada ich szybkości, słuchu i tu zaczynają się problemy. Ale z drugiej strony wraz z bohaterką wsiąkamy w nowy świat i sami już nie wiemy czy nam się aż tak nie podoba jak ma samym początku czy po prostu w jakimś stopniu się przyzwyczajamy, zachowując swoje wartości i w kryzysowych sytuacjach wyciągamy je na światło dzienne tylko po to żeby narobić sobie jeszcze więcej problemów.
Miałam już różne przeboje czytelnicze z elfami dlatego do każdej nowej książki podchodzę dość sceptycznie, ale tu po dość burzliwym początku wciągnęłam się tak bardzo że obie książki pochłonęłam w 2 dni i zapartym tchem śledziłam dalsze losy. Nie to jest to wcale taka typowa książka z motywami jakie znamy, przede wszystkim wielki plus bo choć są zaczątki jakiegoś romansu to jest on zepchnięty w dalszy kąt na rzecz świata oraz zachowań elfów które są dość frywolne w stosunku do naszej moralności.
Bawiłam się świetnie, kilka razy zostałam zaskoczona. Na pewno nie jest to książka, która spodoba się wszystkim szczególnie na początku, ale dajcie jej szansę bo warto. Głównie przez obyczaje panujące w Lesie Północnym. W jakimś stopniu lektura zmusza nas do zastanowienia jak sami odnaleźli byśmy się w takim świecie.
Będę szczera, jeśli powiem, że pierwsze 100 stron czytałam z wielkim trudem. Miałam problemy z przystosowaniem się do stylu autorki, który nie przypomina tego, do czego jestem przyzwyczajona. Zadania nie ułatwiały także liczne (niestety) błędy w interpunkcji. I o ile brak czy jakiś nadprogramowy przecinek to taki mały drobiazg, który zbyt wiele (zazwyczaj) nie robi, tak zdarzały się momenty, gdy znak zapytania pojawiał się ni z gruchy, ni z pietruchy. Podobnie z wykrzyknikiem.
Ale gdy przywykłam do stylu, zaczęłam ignorować interpunkcję i przestałam głowić się nad znaczeniem niektórych znaków, fabuła mnie porwała. Dosłownie. Pozostałe 200 stron przeczytałam na raptem dwa razy i to tylko dlatego, że w międzyczasie musiałam studiować.
Jestem zachwycona światem elfów, wykreowanym przez autorkę. Niezwykle podoba mi się pomysł harmonii z naturą i relacji elfów z człowiekiem - która poszła o krok dalej niż zazwyczaj się spotyka. Treść zdecydowanie zwyciężyła nad formą.
Jednak nie rozumiem jednej rzeczy. Choć może to raczej będą dwie rzeczy. Jak można w ogóle shipować Apopi z Shiro? Albo z Sheutem? Żadna z tych relacji nie zapowiada się na zdrową. Co trochę mnie martwi, zwłaszcza że w klasycznym schemacie takie "trójkąty" często kończą się w dość oczywisty sposób.
No i jak można tak zakończyć książkę?! Jak można tak zostawić czytelnika w takiej niepewności co do losu bohaterów?! No jak?!
O „Hegemon Apopi” pierwszy raz usłyszałam już całkiem dawno, ale jakoś nie czułam się do niej zachęcona. Okładka, mimo że naprawdę ładna, nie zapowiada kompletnie tego, co znajdziemy w środku mam wręcz wrażenie, że jest myląca. Nie wygląda jak okładka fantastyki, bardziej jak książka przyrodnicza o naturze. Fakt, natury w książce nie zabraknie, bo jest w niej bardzo ważna, jeśli nie najważniejsza, ale daleko jej do literatury przyrodniczej. Być może, gdyby okładka była inna, to sięgnęłabym po tę historię dużo wcześniej. Dlatego dobrze, że bookmedia istnieją, bo dzięki nim poznałam początek historii Apopi.
Moi drodzy, cóż to była za lektura! Pełna emocji i to niesamowicie skrajnych, szczególnie w przypadku pierwszych rozdziałów. Apopi, to zwykła dziewczyna, studentka, która wieczorami pracuje jako barmanka. Gdy pewnego razu w barze pojawia się zakapturzony chłopak, nie spodziewa się ona, że to jest osoba, przez którą niedługo znajdzie się ona daleko od domu. Bez szansy na powrót. Po jednej ze zmian, gdy wraca do domu, mężczyzna za nią podąża. Nie udaje jej się uciec, a on przebija jej serce sztyletem. Jej życie nie będzie już nigdy takie samo.
Dziewczyna budzi się w kompletnie nieznanym miejscu, które swoim pięknem przebija wszystko, co do tej pory widziała. Jako człowiek powinna stać w hierarchii niżej niż zwierzęta, a jednak otrzymuje zaszczytny tytuł, który przypada tylko elfom. Staje się Hegemonem.
W świecie, gdzie człowiek jest służącym, nie każdy elf jest w stanie pogodzić się z takim obrotem spraw. Wzbudza to we większości z nich oburzenie, które zakrawa na nienawiść. A Apopi wrzucona do obcego świata nie bardzo wie, jak sobie poradzić z nową sytuacją. Tym bardziej że elfy, z którymi musi obcować, niczego jej nie ułatwiają, stawiając jednocześnie przed nią bardzo wysokie wymagania.
Jak pisałam wyżej, powieść jest pełna bardzo silnych emocji, które przeżywamy wraz z bohaterką. Odnalezienie się w tej sytuacji wydaje się jej wręcz niemożliwe. Nie bardzo wie, co powinna ze sobą zrobić, czy w ogóle jest szansa, by wróciła do domu? Każda z targających nią emocji, jest świetnie oddana na kartach powieści. Złość, nienawiść, strach, zagubienie, które z czasem przeradzają się w inne, wraz z postępem fabuły.
To, co jest świetne, to fakt, że Apopi jest silną postacią, która nie daje sobie w kaszę dmuchać. Mimo początkowej niepewności, z czasem zaczyna pokazywać swoje pazurki. Mając tę świadomość, spodziewam się ogromnego jej rozwoju w kolejnych tomach. Tutaj zostały położone jedynie fundamenty, a ja nie mogę doczekać się już efektu końcowego.
Na przestrzeni powieści skupiamy się tak naprawdę jedynie na wdrożeniu czytelników i bohaterki w świat elfów. Wraz z Apopi poznajemy panujące w nim zasady i fragment jego trudnej i skomplikowanej historii. Każdy dzień w tym miejscu sprawia jej ogromną trudność, ale z czasem zaczyna się powoli zadomawiać. Jest to powolny i bolesny proces, który ciągnie się przez większość książki, co czyni z niej idealne wprowadzenie do właściwej fabuły.
A przynajmniej ja odebrałam tak ten tom. Z jednej strony, trochę mi to przeszkadzało, ale z drugiej, samo poznawanie świata, mierzenie się z tą katastrofalną dla bohaterki zmianą i idącymi za tym konsekwencjami, było niezwykle angażujące. Tym bardziej że świat przedstawiony jest niesamowicie rozbudowany i wręcz baśniowy! Opis każdego z miejsc, które otaczają bohaterkę, przyprawiał mnie wręcz o gęsią skórkę. To miejsce przesycone naturą i magią, pełne piękna, ale jednocześnie niebezpieczne i brutalne. A jego mieszkańcy są jeszcze bardziej intrygujący. Ich wygląd, ich zachowanie, sposób bycia, poznawanie ich, słuchanie ich głosów, myśli, ogromnie mnie fascynowało. A w powieści działo się na tyle dużo, że nie potrzebowałam więcej.
Przyznam jednak, że zanim poznałam tę historię, spodziewałam się więcej akcji, więcej emocji, więcej wszystkiego. Choć początek dostarczył mi solidną dawkę emocji, to czasami czułam lekkie znużenie. Bo ileż razy można czytać o tym, że bohaterka uczyła się fechtunku, jazdy na koniu, że spędzała czas na kolejnym balu. Bardzo szybko zrozumiałam, że to wstęp, który po prostu jest potrzebny i z łatwością się z tym pogodziłam. Bez niego zrozumienie motywacji elfów i bohaterki, gdy już przejdziemy do głównego wątku w drugim tomie, byłoby bardzo trudne.
To podwalina, która po prostu musiała powstać, to powolne wprowadzenie do świata i poznawanie ram, które go wyznaczają. Nie ma tutaj pędzącej akcji, plot twistów, jest powolne poznawanie bohaterów, a także nowego życia. Dopiero tak naprawdę na ostatnich stronach dzieje się coś więcej, zakończenie jest bardzo emocjonalne i daje obietnicę, że kolejny tom będzie genialny.
Dla mnie, ze względu na świetny styl autorki, było to przyjemnością i książkę pochłonęłam błyskawicznie. Zdaję sobie jednak sprawę, że dla niektórych może to być niewystarczające. Czy zachęcam, by mimo wszystko dać jej szansę? Na to pytanie odpowiem Ci, gdy przeczytam drugi tom.
Teraz mogę jedynie powiedzieć, że książkę czyta się naprawdę dobrze, szczególnie że jest naprawdę lekko napisana, ale jednocześnie przepięknie oddaje klimat elfiego świata. Wyobrażenie sobie ogromnego, gargantuicznego wręcz drzewa, na którym zbudowane są naturalne elfie domy, wizja każdego niesamowitego zwierzęcia, zamieszkującego pradawny las, każda z opisanych potraw, muzyka, tradycje i stroje elfów, jest wspaniałym doświadczeniem. Żałowałam, że nie mogłam się tam przenieść, bo brzmi to jak miejsce, w którym po prostu muszę zamieszkać. Nie zabrakło również fajnego humoru, a także emocjonujących starć słownych. Kreacja świata jest dopracowana w każdym calu, a miejsce to samo w sobie bardzo mocno uzależnia od siebie czytelnika.
Dodatkowo same elfy są niesamowicie intrygujące. Dystyngowani, piękni, lubieżni. Nie można nie wspomnieć o tym, że to stworzenia, które nie wstydzą się swojego ciała i pod względem łóżkowym są bardzo otwarci. Czasami aż za bardzo. Choć ich zachowanie względem ludzi może budzić oburzenie, to jednocześnie mają w sobie coś, co przyciąga, charyzmę, której ciężko się oprzeć.
Warto wspomnieć, że w powieści dzielą się one na szczepy, z których każdy jest trochę inny, ubiera się inaczej, ma inne tradycje i obyczaje, a także wygląd i zachowanie. Ci, do których trafiła Apopi są bardziej cywilizowani, ubierają się w przepiękne niesamowicie kolorowe szaty, zajmują się głównie tworzeniem sztuki i dobrą zabawą. I tak nie każdy szczep jest taki jak ten, znajdą się również takie, gdzie elfy są bardziej pierwotne, można wręcz określić jako dzikie, ale także też i inne, nie będę jednak wszystkiego zdradzać.
Na koniec wspomnę jeszcze o innych bohaterach, którzy odgrywają tutaj ogromną rolę. Sheut i Shiro, których pokochałam całym serduchem, mimo że obaj wzbudzili we mnie na początku skrajne i raczej negatywne emocje. Wraz z postępem fabuły, powoli odkrywamy, co tak naprawdę siedzi im w głowach i z jakimi trudnościami muszą się mierzyć. Obaj, choć bardzo specyficzni, z łatwością zaskarbili sobie moje zaufanie. I nie tylko moje, ale również i głównej bohaterki. Powoli między nimi rodzi się relacja, która w kolejnych tomach stanie się niezwykle ważna. Dla tej dwójki zdecydowanie warto dać tej książce szansę, nie będziecie w stanie o nich zapomnieć. Oj nie.
Nie żałuję, że dałam szansę Apopi. Mimo że spodziewałam się czegoś trochę innego, to gdy już wdrożyłam się w tę historię, to nie mogłam wręcz się od niej oderwać. Dała mi mnóstwo przyjemności z lektury, radości, uśmiechu, a przede wszystkim emocji. Fakt, trochę jej zabrakło do ideału, więcej akcji, zamiast wstępu do historii. Ale to tak naprawdę jedyne, do czego mogę się doczepić. Bo cała reszta była wykreowana po prostu świetnie. Każdy bohater jest charakterystyczny i wyróżniają się na tle innych. Są świetnie napisani i podążanie za nimi jest czystą przyjemnością.
Czuję, że kolejny tom ma duży potencjał i już nie mogę się doczekać, kiedy zacznę go czytać. Tym bardziej że słyszałam mnóstwo bardzo pozytywnych opinii. Jeśli kochacie elfy, naturę i jej piękno, silnych bohaterów, rozbudowane kreatywne światy, to jest książka idealna. Pełna klimatu, intrygująca, wręcz uzależniająca.
Ostatnio coraz częściej sięgam po fantastykę. Kiedyś jako dziecko ja uwielbiałam potem jakoś miałam przerwę w czytaniu albo było sporadyczne. Kiedy wróciłam do czytania w moje ręce wpadała w większości obyczajówka. Teraz czas wrócić do fantastyki. "Hegemon Apopi" to debiut literacki autorki. Dodatkowo to tom pierwszy więc z góry trzeba się przygotować na to, że książka ma kontynuację. Na plus, że właśnie ma i tom 2 więc nie będę musiała na niego czekać.
Apopi to młoda dziewczyna, która studiuje i pracuje jako kelnerka w barze. Głowinie wieczorami lub w nocy. Od jakiegoś czasu widzi młodego chłopaka, który nic nie zamawia tylko siedzi zakryty kapturem. Denerwuje ją to i intryguje jednocześnie. Zawraca mu uwage ale to nie przynosi skutku. Dodatkowo ma wrażenie, że on ja śledzi. Pewnego wieczoru zostaje zaatakowana i ugodzona w serce przez tego zakapturzonego chłopaka. Kiedy wydaje jej się, że umarłą budzi się w zupełnie innej rzeczywistości.
W świecie, w którym się budzi rządzą elfy, a ludzie są im poddani. Apopi jako jedyny człowiek zostaje hegemonem czyli jest na równi z elfami. Nie podoba to się nestorce, która jest najważniejsza w tym klanie. Dziewczyna budzi jednocześnie pogardę co zafascynowanie wśród elfów i ludzi. Jest zupełnie inna, ma ostry język i ciągle popełnia wg wszystkich błędy. Rozpoczyna też szkolenie pod okiem Shiro syna nestorki, który jako jedyny odważył się dać szanse Apopi.
Fabuła książki jest dobrze wykreowana, Dużo opisów, sama akcja na początku toczy się powolnym rytmem, w którym poznajemy główną bohaterkę. Dziewczyna próbuje odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Zawiera nowe znajomości, które nie koniecznie dobrze jej służą. Wpada też w masę tarapatów. Autorka wprowadziła też masę intrygujących zdarzeń, które mają swoje konsekwencje. Wykreowany świat jest nam zupełnie nieznany. Wiadomo postacie elfów przewijały się w wielu książkach. ale tu mamy nowy świat, który powstał w umyśle autorki. Muszę przyznać, że intrygujący.
Główna bohaterka jest osóbkę , która zawsze mówi co myśli co wpędza ja w szereg niebezpiecznych momentów. Jej dialogi z Shiro są zabawne i pełne różnych insynuacji. W dodatku Apopi wbrew sobie zaczyna go lubić. Jednocześnie uczy się zwyczajów panujących w społeczności, choć nie wszystkie jej się podobają. W książce mamy kilka postaci, które są warte uwagi ale autorka skupia się głównie na trójce bohaterów. Apopi jej słudze i jednocześnie osobie odpowiedzialnej za jej przygody Sheutcie oraz Shiro. Obaj są postaciami, które mają swój udział w tworzeniu historii. Bardzo spodobał mi się postać Shiro. Młody elf jest dość specyficzny. Z jednej strony Apopi go irytuje z drugiej coś sprawi, że go do niej ciągnie. Sheut to postać dziwna. Z jednej strony jako sługa zachowuje się nienagannie, by zaraz robić coś wbrew temu. Pozwala sobie na więcej niż inni .
Końcówka książki jest mega zaskakująca. Dynamiczna, intrygująca i kończąca się dramatycznymi wydarzeniami. Wciąga od pierwszej strony a im dłużej czytam, tym bardziej chcemy poznać zakończenie. Muszę przyznać, że gdyby mi nawet książek nie przypała do gustu to zakończenie na tyle zaintrygowałoby się gnąc po kontynuację. Czy polecam? Mnie ta książka urzekał. Może nie jest wybitna, ale od debiutów nie wymagamy by były idealne. Fantastyka ma to do siebie, że każdy interpretuje ja jak mu wyobraźnia na to pozwala. Ja polubiłam Apopi i jej historie....
Jeśli nie lubicie fantastyki z silnym wątkiem romantycznym, możecie podziękować za recenzję i nie czytać dalej, bo to na sto procent nie są książki dla Was, a wszystkich pozostałych zachęcam do dalszej lektury. ;)
Kto nie chciałby znaleźć sposobu, na dostanie się do innego, pełnego elfów świata? Doskonale wiem, że nie ma takich ludzi, a jeśli nawet ktoś zaprzecza, to oznacza, że kłamcą i łgarzem przebrzydłym jest lub… czytał dwa tomy cyklu „Córa lasu” autorstwa J.K. Komuda.
Po lekturze tych książek, powiedzenie: „Uważaj, czego sobie życzysz, bo możesz to dostać”, staje się jeszcze bardziej wymowne, a życzenie: „chcę poznać elfy” szybko przeobraża się w asekuracyjne „chcę poznać miłe elfy albo zostać w domu”.
Główną bohaterką powieści, pełniącą zarazem funkcję narratora, jest Apopi. Młoda studentka, która wieczorami dorabia w pubie z muzyką – zaznaczę, że "mocną muzyką", bo muzyka muzyce nierówna – na żywo, chodzi w glanach, lubi mocniejszy makijaż i alkohol (w każdych, byleby niemałych, ilościach). To silna, samodzielna kobieta, która jest twarda i niczego się nie boi… no, chyba że się boi, to wtedy już taka silna nie jest, bo ta twardość, to w sumie taka bardziej zasłona dymna i straszak na panów, przy tym nie staje się jednak irytująca i czytelnik może ją polubić.
Jak Apopi trafia do innego świata? W – oględnie mówiąc – nieciekawy sposób. Nie dostaje listu z zaproszeniem od miłego staruszka z długą brodą i spiczastą czapką ani nie porywa jej przystojny książę na białym rumaku… Chociaż… Jakby tak użyć wybitnie luźnych skojarzeń? W każdym razie przystojny się zgadza. ;)
Świat wykreowany przez autorkę jest ciekawy, pełen intryg, czyhających na każdym kroku niebezpieczeństw i intrygujących mieszkańców o dość specyficznym podejściu do różnych aspektów życia. Chciałby się go dużo, dużo więcej, bo – moim zdaniem – troszkę niknie w powodzi romantyzmu.
Powódź romantyzmu, jak to ładnie brzmi, nie sądzicie? Trzeba jednak pamiętać, że jak ma się do czynienia z powodzią, to istnieje ryzyko utonięcia…
Apopi miota się między dwojgiem przystojniaków: Sheutem (człowiekiem) i Shiro (elfem o "androgenicznej urodzie" – biorąc pod uwagę częstotliwość, z jaką to wyrażenie pojawia się w tekście, dochodzę do wniosku, że autorka musi je lubić), i poświęca im sporo miejsca w swoich przemyśleniach. Zdarzają się momenty, gdy pomiędzy całowaniem się z jednym a robieniem tego samego z drugim mija parę godzin… Prawdopodobnie nie powinnam tego oceniać, jestem stara, nudna, średniowiecze się kłania, a może nawet dinozaury, ale no tak troszku niee 🙈.
Wracając do pocałunków, seksów i ich opisów... Nie jestem przeciwniczką obecności tego typu scen w fantastyce, ale w niektórych miejscach opisy tych czynności były dla mnie trochę za długie i niepotrzebnie szczegółowe.
Pomimo drobnych niedoskonałości książki czyta się bardzo szybko. Pierwszy tom zaczęłam w niedzielę, ostatnie strony drugiego pochłonęłam dzisiaj, a mamy dopiero wtorek…
Jeśli macie ochotę na coś lekkiego, z ciekawym światem i dużą ilością romansu, a także przystojnych panów, to ta książka jest dla Was. :)
Czy mi się podobało? Były lepsze i gorsze momenty, ale jako całość zdecydowanie na plus. :)
I stało się, przepadłam 🤭 Jak zaczęłam czytać książkę @ wiedziałam, że to będzie dobra pozycja. Spodziewałam się naprawdę wiele po przeczytaniu i wiecie co? Ta książka ani trochę mnie nie zawiodła! Co więcej, znacznie przewyższyła moje oczekiwania. Aż się boję zaglądać do kolejnego tomu, bo chyba mam zarwaną nockę, @ co? 😎
,,Każdy gra tu w jakaś grę, każdy ma swoje karty. Czas, żebym zaczęła kolekcjonować swoje”.
W książce mamy przedstawiony splot wielu wątków i motywów fantasy, ściśle powiązanych z jedną, najważniejszą postacią. Oś fabularna krąży wokół głównej bohaterki Apopi, która jako człowiek zajęła miejsce hegemona, a to pozycja dostępna tylko Synom i Córom Lasu. Autorka w zabawny i intrygujący sposób przedstawia jej perypetie oraz próby odnalezienia własnego sensu w nowym świecie, w którym się znalazła. Jest to świat elfów, który został dogłębnie scharakteryzowany. Rozdział, w którym @ charakteryzuje mieszkańców poszczególnych lasów bombowy! Powiem Wam, że robiłam sobie notatki czytając, by móc podczas balu, na którym uczestniczyła Apopi, odróżniać klany poszczególnych mieszkańców lasu. Oj powiem Wam, że książka uruchomiła we mnie duże pokłady wyobraźni.
Fabuła książki jest niezwykle oryginalna, intrygująca i wciągająca. W książce mamy wiele zwrotów akcji, dużo się dzieje i jeszcze więcej mnie zaskoczyło. Lubię przyjemność płynącą z bycia zaskakiwaną. Przy tej książce nie sposób się nudzić, tak po prostu. Nieocenioną zaletą tej książki okazała się możliwość pogrążenia w nierzeczywistym świecie, a tym samym sposobność do chwilowego odprężenia. Bo w końcu czymże jest spotkanie z Apopi wobec piątkowego poranku?
Bohaterowie zostali świetnie wykreowani, a relacje między nimi idealnie ukazane. Powiem Wam, że rozterki głównej bohaterki spowodowały, że ja sama zaczęłam się zastanawiać ,,Co się tutaj odwaliło?”. Bardzo dobrze poznałam trójkę bohaterów i miałam możliwość zżycia się z nimi i kibicowania podczas podejmowania trudnych decyzji. Apopi, Sheut oraz Shiro to postacie bardzo specyficzne, posiadają zarówno wady, jak i zalety, ale każde z nich zachwyciło mnie czymś innym. Jestem niesamowicie ciekawa ich dalszych losów. Na ten moment najbardziej polubiłam zabójcę Shiro. A czemu? Sama nie wiem…
Zakończenie, do którego zmierza fabuła, jest więcej niż nietypowe, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Zagrożenie, które narasta na kartach powieści, znajduje swój finał właśnie na końcu powieści. Bywa, że nie jesteśmy w stanie wydedukować, kto odpowiada za takie, a nie inne zakończenie. Oczywiście dopóki pisarz sam nam tego nie wyjawi! A na to trzeba poczekać cierpliwie kilkaset stron i co najmniej kilka godzin. Ja muszę uzbroić się w cierpliwość, szybko przeczytam drugą część książki a na trzecią będzie pewnie trzeba trochę poczekać 🤭
Lubicie książki, w którym to elfi świat gra pierwsze skrzypce? Ja muszę przyznać, że bezpowrotnie zakochałam się w elfach i ich magicznym świecie, który jest pełen niespodzianek. A idealną propozycją dla osób, które jeszcze nie czytały żadnej książki w tym klimacie będzie „Hegemon Apopi” autorstwa J. K. Komuda. Justyna w fenomenalny, bardzo prosty lecz urzekający sposób przenosi nas do świata elfów. Tą historię niezwykle szybko się czyta a akcja i bohaterowie są niezaprzeczalnie genialni. Autorka w cudowny sposób opisuje otoczenie, zwierzęta, elfy i ich pochodzenie ale i coś jeszcze! I zacznę od tego, że do tej lektury polecam zaopatrzyć się w jakieś jedzonko - Justyna w tak fenomenalny sposób opisuje potrawy pojawiające się w książce, że nieustannie byłam głodna! To był istny majstersztyk za co chylę czoła.
Sam początek tej historii był dla mnie dość ciężki do przebrnięcia - to ten czas kiedy Apopi znajdowała się jeszcze wśród ludzi. Tu było po prostu ciut nudno i zabrakło mi tego wyczekiwania i emocji na to co będzie dalej. Jednak kiedy główna bohaterka już trafia pośród elfów zaczyna się epicka przygoda, którą pochłonęłam w dwa wieczory! Jest tu pełno niewiadomych, pomału zostajemy wprowadzeni w całkiem inny świat i odkrywamy coraz to różne ciekawostki oraz tajemnice. I tu tych emocji nie zabrakło! Była ich cała gama, która spowodowała, że jeszcze bardziej zatraciłam się w tej historii.
Apopi jest przekozacką bohaterką - to mocno stąpająca po ziemi, pyskata i nie dająca sobie w kaszę dmuchać babka! Nie jeden raz pokazała, że potrafi dać popalić nawet elfowi a to nie lada wyczyn. Uwielbiam takie bohaterki, a dzięki Apopi nie jeden raz uśmiechałam się od ucha do ucha przez jej wybryki. Mamy tu również dwóch głównych bohaterów a są to Sheut, który jest śmiertelnikiem, w którym totalnie się w nim zakochałam i Shiro wysoko postawiony w hierarchii elf, którego jak na razie nie za bardzo polubiłam. Jednak w tej recenzji nie będę zagłębiać się w te postacie, kiedy poznam kolejny tom będę miała zdecydowanie więcej do opowiedzienia na ich temat.
Możemy odczuć, że tu rodzi się pewna romantyczna relacja a nawet dwie! Jestem niesamowicie ciekawa, w którą stronę pójdzie ta historia, ponieważ jak na razie dostajemy tylko pewne smaczki, które ukazują pewne emocje i uczucia bohaterów. Autorka zostawia dwie otwarte furtki i możemy tylko się domyślać co wydarzy się dalej. 🤭
Odczułam, że pierwszy tom to zdecydowanie porządne wprowadzenie do historii, która może przynieść naprawdę wiele akcji. Sama końcówka „Hegemon Apopi” to niezły huragan wydarzeń, który zostawia czytelnika z szybciej bijącym sercem. Niebawem biorę się za kontynuację i zdecydowanie nie mogę się doczekać tej przygody!
Jeżeli macie ochotę na naprawdę dobrą książkę z elfickim klimatem to „Hegemon Apopi” będzie strzałem w dziesiątkę. Zdecydowanie polecam 💚
"Hegemon Apopi" to “elfowa fantastyka” z elementami romansu... Coś dla fanów „Okrutnego Księcia”!
🍀🧝🏻 Nie polecam Wam czytać opisu z tyłu książki, bo uważam, że spoileruje troszkę pewien ciekawy zabieg. Główna bohaterka zadziorna Apopi przypadkowo trafia do krainy, o której istnieniu nie miała pojęcia. Musi się odnaleźć w świecie, gdzie ludzie są rasą pogardzaną, a głównym celem ich istnienia jest służyć istotom o spiczastych uszach. Pomagają jej w tym tajemniczy, zniewolony zabójca Sheut oraz arogancki i nieziemsko przystojny elf Shiro…
🍀🧝🏻 Styl autorki jest bardzo przyjemny i lekki. Na plus zasługuje zbudowanie społeczności elfów charakteryzującej się wielkim szacunkiem do przyrody i zwierząt. Świat jest opisany w taki sposób, że czytelnik widzi przed oczami dokładny obraz, który chciała nam przybliżyć autorka. Całą opowieść naprawdę bardzo przyjemnie się czyta i nie było momentów, które by mi się jakoś specjalnie dłużyły, a to dla mnie ogromny plus!
🍀🧝🏻 Nie jest to oczywiście powieść bez wad. Bardzo nie lubię, gdy w książkach imiona przedstawianych bohaterów zaczynają się na tę samą literę lub na podobnie brzmiące sylaby- tym bardziej, gdy są to “egzotyczne” imiona. Do samego końca nie mogłam rozróżnić imion Shiro a Sheut. Tyle liter w alfabecie, a musiało paść na “Sh” dla obu panów… Idea Hegemona i zabójcy w przedstawionym świecie nie do końca była dla mnie jasna przez większość książki, cały czas zadawałam sobie pytania: dlaczego i po co? Jaki jest tego sens czy benefit? Co nieco wyjaśniło się podczas pewnej rozmowy między dwoma bohaterami na końcu powieści, która wg mnie powinna być umieszczona gdzieś na początku historii. Nie mogłam też stwierdzić dokąd zmierza cała opowieść, nie widziałam wyraźnego celu– co może nie koniecznie jest minusem…
Alternatywny świat. Natura. Piękno. Inne życie. Kiedy Apopi wydaje ostatnie tchnienie myśli, że to jej koniec. Okazuje się, że to początek zupełnie innej historii. Z Apopi się nie polubimy chyba, że zmieni swoje nastawienie, podejście i zacznie używać tej swojej inteligencji. Przestanie się bać, zacznie korzystać z tego co jej daje los i przestanie się użalać nad sobą. Przypomina taką młodszą wersję mnie, której nigdy nie lubiłam. Z Shiro pokochamy się na każdej płaszczyźnie: inteligentny, przystojny i w dodatku z cudownym poczuciem humoru. A z Kenkooishi (zielarką) to jest mój crush tej serii. Ile bym dała, żeby znaleźć się w takiej sytuacji jak Apopi. Sheuta jeszcze nie mogę do końca rozgryźć, ale takim obrońcą bym nie pogardziła. Historia jest bardzo dobra, czyta się ją bardzo szybko. Niekiedy zmieniłabym niektóre słowa na prostsze i wyrzuciła niektóre opisy, bo są zbyt obszerne, ale poza tym wszystko gra. Bohaterowie są naturalni, ze strony na stronę autorka podnosi ciśnienie coraz bardziej, aby na koniec wylać na nas kubeł zimnej wody i zostawić z rozdziawioną buzią. Świat jest wykreowany tak aby czuć z każdej strony, że to elfia kraina. Jest niebezpieczna, ma wiele do odkrycia. Bije prostotą co czasami mi przeszkadzało, ale wiem, że jeszcze ma przede mną tajemnice do odkrycia. Co wyróżnia tą historię: nietuzinkowość, łamanie schematów, a najbardziej urzekło mnie podejście do ludzi i to jak w prosty sposób autorka przedstawiła naszą rasę jako coś gorszego od psa, a zarazem wyjaśniła dlaczego i jak bardzo ambicja przeszkadza nam aby zsynchronizować się z naturą. Sięgam od razu po drugi tom!
Hmm, co tutaj się wydarzyło. Ale dobra, zacznijmy od początku. Apopi pracuje w barze, zazwyczaj na drugą zmianę. Pewnego dnia wyprasza tajemniczego mężczyznę, który tylko siedzi przy stole i nic nie zamawia. Czy jednak było to dobre posunięcie? No cóż, nie bardzo. Gdy dwa dni później wychodzi z pracy, zostaje napadnięta w drodze na przystanek autobusowy, a następnie dźgnięta prosto w serce. Jednak niespodziewanie budzi się w dziwnym lesie, otoczona dziwnymi ludźmi ze spiczastymi uszami. Podejrzewa, że to jakaś sekta. Nawet nie przypuszcza, co się później wydarzy.
Książka przenosi nas w magiczny świat elfów, oddalony od tego ludzkiego niemalże o lata świetlne. Apopi nie ma pojęcia dlaczego i jak się tutaj znalazła i jak ma się tutaj zachowywać. Nie rozumie dlaczego jej oprawca staje się nagle jej sprzymierzeńcem i... Podwładnym? Z czasem jednak, powoli, nawet bardzo powoli, wszystkiego się dowiaduje. I z pewnością jej się to nie podoba. A na pewno nie podoba jej się zachowanie pewnego elfa, który postanowił przedstawić jej wszystkie ich tajniki i zwyczaje.
Książkę czyta się lekko i płynnie, praktycznie się przez nią przepływa. Jednak nie miałam problemu z tym, by odłożyć ją w dowolnym momencie, ponieważ rozdziały są troszkę długie, ale... Jak nie byłam zmęczona po pracy, to wręcz mogłabym nie odkładać książki dopóki bym jej nie skończyła, jednak życie, jak wiadomo ma swoje plany dla nas. Ale cieszę się, że mogłam poznać tę książkę w booktourze u Kasi @corkaksiegarza. Jest to pierwszy tom serii o Apopi.
Zakończenie wbiło mnie na maksa w kanapę, co tu się odwaliło, to dopiero szok. Czytajcie 🤭.
,,Hegemon Apopi" jest debiutancką książką J. K. Komudy.
Elfy pokochałam za sprawą Holly Black, dlatego gdy dowiedziałam się o tej powieści musiałam ją przeczytać. Gdy nadszedł ten czas, usiadłam pełna emocji do lektury....
Lubicie elfy? Książki o elfach?
Pierwsze strony, czyli jeszcze przed trafieniem za sprawą tajemniczego nieznajomego przez Apopi do krainy elfów, troszkę mnie nudziły. Ale gdy Apopi trafiła do innego świata, czytałam z wielkim zainteresowaniem losy bohaterki.. Styl pisania autorki mnie urzekł był prosty, ale zarazem piękny. Elfy zostały przedstawione inaczej, oraz zasady ich życia/świata, i to mi się podobało. Liczyłam, że będą gardzić ludźmi jak to elfiki, i tak było. Żebyście to widzieli, tą przepaść między dwoma innymi narodami. Jest to takie aktualne, w naszym świecie. Mimo, że to fantasy, jak widać porusza tematy społeczeństwa, podziały społeczeństw, które dzieją się też w współczesnym świecie.
Bohaterzy. Nasza główna bohaterka Apopi jest z krwi i kości. Prawdziwa, i to mi się w niej podobało. Shiro, on był dziwną postacią, zmienny, ale polubiłam go. Sheut, on właśnie mnie najbardziej intrygował, ale czasem irytował.
Ciekawym zabiegiem było to, że wiedzieliśmy tyle co Apopi, dzięki temu mogłam razem z nią odkrywać zakamarki Północnego lasu, i tajemnice elfów.
Reasumując, trafia na topkę moich ulubieńców książkowych i czekam na 2 tom, który mam nadzieję, jeszcze bardziej wprowadzi nas w świat elfów. Zwłaszcza po tak niespodziewanym zakończeniu.
2⭐ Według mnie ta książka jest pozbawiona jakiejkolwiek ciekawej fabuły.
Główna bohaterka jest płaska i kompletnie oderwana od rzeczywistości i zamiast wykorzystać sytuację, w której się znajduje, ze świadomością że nie ma już z niej absolutnie żadnego wyjścia, dalej stara się uciec i postawić czym pogarsza swoją i tak już marną sytuację.
Wątek romantyczny również jest odklejony, jak dla mnie to co dzieje się przed oczami czytelnika to jawna poligamia i niezdecydowanie autorki, z którym z love interestów powinna skończyć główna bohaterka, chociaż tak na prawdę momentami sprawia wrażenie, że i tak jest bardziej zainteresowana przedstawicielkami swojej własnej płci niż tej przeciwnej.
2⭐ za całkiem dobry pomysł na książkę, aczkolwiek coś poszło definitywnie nie tak przy pisaniu i z ciekawego pomysłu został niedosyt i nie wykorzystany potencjał. Niezwykle męczyłam się całą książkę i bardzo mi się dłuźyła, a szczególnie pod sam koniec. Niestety autorka nie potrafiła wykorzystać pełnego potencjału własnego pomysłu.
Niedawno skończyłam czytać tą cudowną powieść. Zachęcona nie jednym bookstagramem oraz opiniami w internecie. Jakoś cały czas za mną chodziła ta książka. No i muszę przyznać usiadłam i przepadłam, wciągnęła mnie bez końca. Powoli się rozkręca i robi się coraz lepiej. Nie chcę zdradzać za dużo, ale tak wykreowany świat elfów rzadko można spotkać i to jeszcze u tak młodej autorki. Zadziwiające z jaką dokładnością tworzy i kreuje piękny, czarujący, ale i czasem brutalny świat Lasu Północnego. Dodatkowo książka ma bardzo ciekawą bohaterkę, która mówi co myśli. Próbuje się odnaleźć w nowym świecie, stara się dać radę sobie radę z wszystkimi trudami jakie narzuca jej nowe społeczeństwo. Poza tym relacje między bohaterami są strasznie wciągające, nigdy nie wiadomo co będzie później. Wydaje mi się, że każdy znajdzie w Lesie Północnym coś dla siebie. Bardzo polecam tę pozycję!
To była świetna historia. Sprawiła, że uśmiech nie schodził mi z twarzy. Autorka stworzyła niesamowity świat: cudowny i dziki. Pełen egzotycznych roślin, dusznego klimatu i magicznych stworzeń, ale również okrutny. Świat, w którym ludzie są traktowani jak robactwo, a elfy to rozpustne i mściwe istoty.
Malownicze opisy stworzyły tak wyraźny obraz w mojej głowie, że miałam wrażenie jakbym to ja była główną bohaterką Apopi. I razem z niezwykłymi towarzyszami: cichym i niedostępnym zabójcą Sheutem oraz pięknym i niebezpiecznym elfem Shiro staram się dostosować do nowego świata, nie tracąc wiary na powrót.
Lekki i przyjemny język sprawia, że przez książkę się płynie. Świetnie wykreowane postacie, duża dawka humoru oraz kultura i elfie obrzędy nie pozwalają zaznać nudy podczas lektury. Do tego zakończenie, które zwala z nóg. Cieszę się tylko, że na kolejną część nie muszę czekać długo 🤭
Podsumowując jest to naprawde udany debiut. Na pierwszy rzut oka może się wydawać prosta i przyjemna, jednak złożony obraz Elfów, które według mnie mają dwie twarze, tę czułą i delikatną względem wszystkich, no prawie wszystkich żywych istot i natury, oraz tę okrutną dla człowieka, który nie jest bez winy. Sprawiają, że historia nabiera głębi a my z zapartym tchem śledzimy poczynania Apopi.
Długo zabierałam się za przeczytanie tej książki. Nigdy nie byłam jakąś wielką fanką elfickiego świata, a książki chociażby Holly Black przeczytałam bez większego entuzjazmu. Jednak jednym z moich ulubionych motywów w literaturze fantasy jest motyw świata równoległego do którego trafia bohater/bohaterka więc postanowiłam dać książce szansę i ... przepadłam:) Zarwałam noc, a Hegemona Apopi przeczytałam w kilka godzin. Bogate opisy, ciekawe postacie i relacje między nimi:) Przyjemnie się czyta, napięcie rośnie z każdym rozdziałem! Coż napisać - Team Sheut ;) Czekam z ogromną niecierpliwością na drugi tom:)
Podobało mi się, w sensie, tyłka nie urwało, ale gdzieś tak od 120 strony naprawdę się wciągnęłam. Apopi jest taką trochę typową protagonistką, ale lubię ją. Jestem też fanką Shiro i jego ckliwych żenujących tekstów haha. Autorka stworzyła świat, który mnie nie był przytłaczający ilością elementów takich jak nazwy miejsc, osób czy historii świata wykreowanego. Czułam, że jako czytelniczka dostaję wystarczająco informacji, żeby wiedzieć dlaczego coś się dzieje, a dlaczego nie. Chcę wiedzieć co się będzie działo dalej.