Inspirowana autentycznymi przeżyciami historia trzech kobiet, pełna zaskakujących sytuacji i mozolnego borykania się z codziennością.
Ich losy splatają się, chociaż każda z nich ma inne oczekiwania od życia. Tarot, bioenergoterapia, medycyna ingerują w ich zwykłe, a czasem niezwykłe życie ? czytelnik sam oceni czy wpływ ten jest tak naprawdę motorem ich działań, czy jednak same kierują swoim losem.
Żyj w tych pragnieniach, jakbyś żyła w realnym świecie. Przekonuj się, że są prawdziwe. Nigdy nie wątp i nie dopuszczaj negatywnych myśli, bo to nie żadne przypadki, a wiara w spełnienie organizuje ci życie i czyni cuda.
Dostałaś takie życie, jakie sobie wymyśliłaś, do jakiego dążyłaś. I tyle zyskałaś miłości, na ile otworzyłaś serce.
Losy trzech, z pozoru bardzo różnych kobiet, splotą się w zaskakujących okolicznościach. Każda z ich wiedzie inne życie, ma inne plany, problemy, marzenia. Fakt, że los rzuci je w to samo miejsce, sprawi, że połączy je coś wyjątkowego. Bardzo gęsta fabuła. Dla fanów dobrej, intensywnej historii, dla miłośników czarownic i zaskakujących zwrotów akcji.
„Babunia szykowała się na śmierć. Nie mówiła o tym, ale od tygodnia gromadziły potrzebne rekwizyty. Jak w teatrze. Gromnicę, święconą wodę, buty… Z dna szafy wydobyła sukienkę, którą wkładała tylko na uroczyste wydarzenia. Odprasowała zagięcia i powiesiła ją na wieszaku, na drzwiach swojego pokoju. Jeśli chciało się tam wejść, trzeba było bardzo uważać, by suknia nie spadła na głowę. Dzisiaj babunia wybrała się do miasta i kupiła dwie doniczki żółtych kwiatów. Kiedy weszła do mieszkania, wręczyła je Agacie. - Podlej je, wnusiu – nakazała. – W kwiaciarniach wody skąpią i rośliny ledwie zipią. - Co to, babuniu? – zdziwiła się Agata. - Gerbery. Chciałam kupić białe, ale kwiaciarka powiedziała, że białe pasują do młodej, niewinnej. A dla starej kobiety żółte, bo ten kolor symbolizuje rozstanie, melancholię i smutek. To kupiłam żółte. - Ale po co? - Będę umierać – mruknęła. – Czas się zbierać. - Co babcia… - Jęknęła Agata. Co to za pomysł? - Cicho bądź. Nie budź we mnie na nowo pragnienia życia, kiedy oswajam się z drugą stroną – wyrecytowała. – Wszystkiego trzeba się nauczyć. Śmierci też. - Czy babunia źle się czuje? – zatrwożyła się Agata. - Moja kochana, jak człowiek źle się czuje, na naukę już za późno. A rozmiar życia ma swoje granice, jak rozmiar koszuli. Kiedy jest za ciasna, pęka w szwach, wtedy trzeba się z niej wyzwolić. Jak dusza wyzwala się z ciała – westchnęła. - Babuni za ciasno? – zapytała ostrożnie Agata. - Nie mędrkuj, tylko podlej kwiaty, bo zanim umrę, to się zeschną. - Babunia sama kupiła sobie kwiaty? – zapytała Agata z niedowierzaniem, odbierając z jej rąk doniczki. - Twoja matka wiecznie zalatana, ojciec nie zna się na tym, a ty nie masz pieniędzy. Posłuchaj… - Babcia przysiadła na krześle, zdjęła buty i rozmasowała stopy. – Kwiaty muzą być – stwierdziła autorytatywnie. – Pogrzeb nie jest wprawdzie świętem, tylko chwilą zadumy i smutku, ale przydałaby się jakaś oprawa. Byłam już na tylu pogrzebach swoich koleżanek, że nam się na tym najlepiej. Dlatego wybrałam żółte gerbery, które są dyskretne, skromne i podkreślają powagę pożegnania. Jakbyście jednak chcieli dołożyć coś od siebie, to powiedz matce, że zestaw więcej niż trzech odcieni nie jest w dobrym guście i nie pasuje do smutnej atmosfery pochówku. A teraz je podlej i postaw w moim pokoju. - Gdzie? Po dwóch stronach łózka? - Na parapecie postaw – burknęła babunia i wyszła do łazienki umyć ręce”. Tamże, s. 7-8.
„Gdy Amira zapaliła ostatnią z zostawionych na komódce świec. Przyszedł Kornel. Ledwo go poznała, taki był elegancki. Jednak minę miał nietęgą, jakby się czegoś obawiał. - Proszę się odprężyć – poradziła i włączyła cichą muzykę, która popłynęła w tle, otulając miękko zmysły. - A jak to wszystko pani widzi w tych obrazkach? – zainteresował się, obserwując jak tasuje i rozkłada karty, analizuje ich układ. - Kiedy patrzę w karty lub na osobę, której wróżę, obrazy przesuwają się przed moimi oczami jak film. Czasem jest to wyrywek z czyjegoś życia, a czasem coś, co go czeka… Proszę nie krzyżować nóg ani rąk, żeby był dobry przepływ energii, i przełożyć karty na trzy części do siebie. - Do siebie? - Tak, wtedy zgarnia pan szczęście. Lewą ręką – zaznaczyła. Przełożył. I z wachlarza kart wyciągnął jedną”. Tamże, s.173.
„Poczekalnia była pusta. Amira wyjrzała kilka razy ze swojego gabinetu, lecz tego dnia nikt jeszcze nie przyszedł. Może dlatego, że od rana siąpił deszcz, i mimo początku lata temperatura za oknem mocno spadła. Usiadła w fotelu, bose stopy umieściła na okrągłym stoliku i zapatrzyła się w kolorowe świece. Ich tańczące płomienie rzucały drżący cień na ścianę i podłogę. Lubiła ten widok. Płonące świece to symbol magii żywiołów, podczas rytuałów powinny wypalić się do końca. Amira nie zapalała ich zapałkami, siarka mogłaby zwabić siły nieczyste. Na ceramicznej tacy nigdy nie brakowało żadnej z sześciu kolorów, ponieważ każdy z nich miał inne znaczenie. Biała oznaczała dobrą energię, czerwona pasję, zdrowie i odwagę, żółta pozytywne przemiany i pewność siebie, zielona odradzanie się, nadzieję i powodzenia materialne, niebieska spokój i zrozumienie, a czarna cierpliwość i wytrwałość. Amira dbała o swoich klientów, zapas świec trzymała w szufladzie i pilnowała, by zawsze palił się cały komplet. Dzisiaj nie przyszedł nikt, więc powoli budziło się w niej poczucie żalu i próżni. Zmęczona pustymi godzinami oczekiwania, zaczęła szykować się do wyjścia. Nie było sensu siedzieć tu do czasu zamknięcia. Zdmuchnęła świece i przez chwilę patrzyła na unoszącą się smużkę dymu. To ważne, który kierunek obiera. Jeśli na północ, spełnienie pragnień wymaga wiele wysiłku. Cierpliwość i odpowiednia strategia przyniosą sukces, jeżeli dym kieruje się na wschód. Południe oznacza natychmiastowy sukces na życzenia, a dym płynący na zachód każe ocenić sytuacje na nowo. Tym razem dym zatańczył nad świecą we wszystkich kierunkach i Amira nie wiedział, co o tym sądzić. Zapach wosku i dymu rozszedł się po wnętrzu, przysiadł na miękkich poduszkach, wtulił się w plusz kotary. Zanim schowała do szuflady pudełko z kartami, zrozumiała, że przyczyną dziwnego zachowani smużki dymu okazałaś się podmuch powietrza z zewnątrz. Ktoś wszedł do poczekalni i już po chwili delikatnie zadźwięczał dzwoneczek”. Tamże, 185.
(8/10) Z jakiegoś powodu ta książka mnie wymęczyła i czytałam ją zdecydowanie dłużej niż się spodziewałam, że będę, ale muszę przyznać, że naprawdę było warto. Z pozoru nudne opisy trzech różnych żyć, które w pewnym momencie się ze sobą spotykają, a tak naprawdę trzy niezwykłe historie trzech zupełnie różnych pod każdym względem osób. W tej książce wszystko jest jednocześnie zwykłe i niezwykłe, nużące i ciekawe. Pokazuje zderzenie z brutalną, choć momentami radosną rzeczywistością. Dobra lektura dla osób, które czytają dużo fantastyki i chciałyby na chwilę wrócić na ziemię.