Kasia, Michał i Dorota znają się od zawsze. Ich przyjaźń przetrwała kilkanaście lat, przeprowadzki do odległych miast, a nawet coraz bardziej rozjeżdżające się życiowe drogi. Gdy jednak skrzętnie skrywana tajemnica wycieka na grupowym czacie, los relacji zaczyna wisieć na włosku. Czy należy walczyć o marniejącą przyjaźń przez wzgląd na stare dobre czasy? A może pewnym rzeczom należy pozwolić umrzeć? Czy nasi rodzice mieli rację mówiąc, że w pewnym wieku prawdziwych przyjaciół policzymy na palcach jednej ręki?
Książka o przyjaźni to powieść o więzach mocniejszych niż miłość, powołaniu i rozczarowującej dorosłości. O tym kim chcemy się stać dzięki najbliższym ludziom i o codziennych kompromisach, które oddalają nas od wyobrażeń o nas samych, aż do momentu, kiedy stajemy się zupełnie do nich niepodobni. O wielkiej niewiadomej, którą jest nasze życie – do czasu, kiedy przestaje nią być.
To podróż przez formacyjne doświadczenia trójki przyjaciół – pierwsze miłości, noce spędzone na rozmowach i lekturach, wstyd i akceptację, historyczne wydarzenia i muzyczne festiwale. To opowieść o głosach przyjaciół, które zostają w naszych głowach nawet wtedy, kiedy oni już dawno zniknęli z naszego życia.
Ależ wspaniała była to książka! Z jednej strony jest to klasyczna historia coming of age z naszego polskiego podwórka, z drugiej dorosła perspektywa sprawia, że bardzo łatwo jest się utożsamić z poszczególnymi bohaterami czy konkretnymi sytuacjami. Bez problemu mogłem nawiązać więź z każdą z głównych postaci, a autor sprawnie balansuje pomiędzy naśmiewaniem się z millenialsów, a mocnym osadzeniem w tym pokoleniu. Do tego w końcu ktoś w tym kraju potrafi sprawnie i realistycznie opisywać wątki dotyczące osób LGBTQ+, co jest naprawdę bardzo miłą odmianą (patrzę na ciebie, Angst with happy ending, nie zapomniałem).
Dwa lat temu, po lekturze "Taśm rodzinnych", która mnie rozczarowała, ale też trochę zaintrygowała, stwierdziłam, że dałabym Marciszowi jeszcze jedną szansę i chętnie przeczytam jego następną książkę, bo być może się rozwinie, bo potencjał jakiś tam ma. Niestety okazało się, że się zwinął, nie rozwinął. Nie będę już śledziła poczynań tego autora, bo takie pisanie zupełnie mnie nie interesuje. Owszem, czyta się to łatwo i szybko, owszem - kiwa się często głową, że tak właśnie jest, tak to się życie toczy i tak wygląda dzisiejszy świat, owszem, wiele obserwacji jest tu trafnych, ale kurczę, to za mało, żeby stworzyć poważną, "dorosłą" powieść. Bo ja miałam wrażenie, że czytam coś napisanego przez (zdolnego i bystrego) licealistę, dla innych licealistów. Płaskie to wszystkie, płytkie i banalne. I nie zostawia ani kawałka miejsca na własne myśli i refleksje, wszystko jest elegancko wyłuszczone, wyliczone i podane na tacy. Taka trochę niepoważna literatura udająca poważną. Wiem, że takie rzeczy też mają prawo istnieć, nie samym Proustem i Dostojewskim człowiek żyje, ale myślę, że można napisać dużo lepiej i subtelniej nawet obyczajówkę o zwykłych ludziach i zwykłych rzeczach takich jak przyjaźń.
Obiektywnie 5, ale coś mnie uwiera. Pozwólcie, że jeszcze chwilę pozastanawiam się co. To będzie coś mocno subiektywnego, co nie wpłynie na moją ocenę. Może tylko wpłynąć na to, jak często będę do tej książki wracała myślami.
To co mnie uwiera na pewno nie jest błędem w książce, bo ta jest poprawna. Nie, jest dobra, a nawet BARDZO dobra. „Poprawny” to takie słowo wydmuszka, które oznacza, że autor wie, czym jest wstęp, rozwinięcie i zakończenie, ale zupełnie nie umie wpłynąć na czytelnika. O „Książce o przyjaźni” tego powiedzieć nie można. Jest napisana takim językiem, jakim chciałabym mówić: prostym, codziennym, ale z domieszką tego, co sprawia, że niektórych osób po prostu chce się słuchać. Rozwój fabuły pozwala nam poznać i nawet polubić lub chociaż zrozumieć bohaterów, z których każdy dostał swoje „pięć minut”. Spostrzeżenia autora są trafne, interesujące i poparte argumentami… Ale jest w tej pozycji coś takiego…
Bardzo przyjemna książka, zahaczająca o mnóstwo dzisiejszych, popularnych mikromotywów: środowiskowe powinności, nastoletnie dorosłości i wchodzenie słowem w koncepty zajmujące wcześniej literackie marginesy. Główną bohaterką jest tutaj przyjaźń, a jej idea i sens w umysłach bohaterów kreują się na przestrzeni powieści w naprawdę przejrzysty sposób - ale trochę zbyt jednoznaczny. Mam wrażenie, że za dużo było w tej powieści mówienia rzeczy wprost, wyjmowania ich spod płachty niedomówienia i niedoczucia, żeby od razu wprowadzić czytelnika do skoncentrowanej myśli precyzującej myśl poprzednią. Podobał mi się natomiast zabieg czegoś w rodzaju książki w książce, a bardziej - książki, która sama o sobie jest, który stworzył naprawdę zgrabną kompozycję klamrową. Kreacja bohaterów może nie zachwyca psychologiczną wnikliwością, ale jest na swój sposób czuła, a w tej czułości - wiarygodna. Nie było to dla mnie najbardziej udane przeżycie czytelnicze pod kątem językowym, ale podświadomie czułam, że styl w tej książce jest drugorzędną formacją i chodziło w niej bardziej o bycie powieścio-zwierciadłem, a to udało jej się doskonale. Przy okazji - dostarczyła mi jakiegoś niesprecyzowanego poczucia ciepła. Podsumowując: jestem chyba większą fanką zamysłu "Książki o przyjaźni" niż jej wykonania, ale nie zmienia to faktu, że była dla mnie naprawdę miłym wyjściem poza rzeczywistość.
Główną zaletą książek Marcisza są bohaterowie z którymi bardzo łatwo jest się utożsamić. Mimo, że sama jestem od nich o jakieś 10 lat młodsza, nie pamietam śmierci papieża (to jest ważne dla fabuły XD) to czułam jakbym mogła siedzieć z nimi w jednej ławce. Bardzo podoba mi się to jak autor lawiruje między gardzeniem milenialskim życiem, a byciem jego częścią. To sprawiło, że bohaterowie było dla mnie bardzo autentyczni. No i sam pomysł przedstawienia na pierwszym planie relacji przyjacielskich również jest bardzo trafiony, bo relacji romantycznych mam w literaturze wystarczająco.
80% książki przeczytałam jeszcze w ten sam dzień w którym ją otrzymałam. Ciężko było się oderwać i przerwać poznawanie tej historii. A dokładnie trzech historii, bliskich sobie osób. Jednak czy aby na pewno bliskich? Przyjaźń w literaturze pojawia się dość często, ale zazwyczaj szybko zmienia się w coś więcej. Kasia, Michał i Dorota wychowali się i dorastali w mniej więcej tych samych latach co ja, doskonale pamiętałam wiele rzeczy i wydarzeń, które były poruszane w tej książce. W każdej z tych osób znalazłam cząstkę siebie. Swoje myśli, odczucia, przemyślenia i rozterki. Utożsamiałam się z nimi w pewnym stopniu. Relacje międzyludzkie to coś bardzo skomplikowanego, poznajemy na swojej drodze wiele osób, zupełnie różnych i pochodzących z innych środowisk. Ciężko z tego tłumu wybrać tę osobę, której zaufamy i będziemy czuć przywiązanie. Na której nie zawiedziemy się i w każdej sytuacji będziemy mogli liczyć. Myślę, że niemożliwym jest znalezienie ideału, ale powinniśmy to akceptować. Ja wielokrotnie zawiodłam się na osobach, które uważałam za przyjaciół, pewnie nie jedna osoba zawiodła się też na mnie. Niestety czasem ścieżki nie prowadzą w to samo miejsce i trzeba się rozstać. Jednak jestem bardzo wdzięczna każdej osobie, która wniosła coś pozytywnego do mojego życia, wspierała mnie i akceptowała.
Niestety to kolejna książka Marcisza, która do mnie nie trafiła. Taśmy rodzinne w ogóle mi się nie podobały, tu było trochę lepiej, ale i tak mogłam przerwać lekturę w połowie i nic bym nie straciła.
Nie czuję tych bohaterów, wydają się totalnie papierowi. Tak jak i ich przyjaźń. Ich zachowania niby brzmią znajomo, a jednak wydają się w nich być tak bardzo sztuczni.
Wygląda na to, że pióro tego pisarza jest nie dla mnie i na tej książce poprzestanę.
Miałam przyjemność (ogromną!) na dłuuugo przed premierą czytać najnowszą, drugą już powieść Maćka Marcisza. W środku znajdziecie nawet moją polecajkę. Więc tak, zgadliście uwielbiam „Książkę o przyjaźni” i jak tylko skończycie czytać tego posta, lećcie kupić! Przyjaźń nie jest częstym motywem książek, jest trudna do opisania, nie ma wzniosłych punktów kulminacyjnych i nie jest tak ekscytująca jak miłość, często więc stanowi drugi plan histori. Tym razem jednak to właśnie przyjaźń jest głównym wątkiem, a Maciek Marcisz napisal o niej jak o pięknej wersji trudnej miłości. Trójka milenialsów, Kasia, Dorota i Michał nawiązują relację w liceum. Narracja nie jest prowadzona linearnie więc przeskakujemy w czasie widząc na przemian początek znajomości, etap jej nastoletniego zacieśnienia, a potem rozluźnienia więzów, kiedy każde z przyjaciół rozpoczyna dorosłe życie. Bohaterowie są z krwi i kości, mają realne problemy, odczuwają znajome emocje, przez co w ich przeżyciach rozpoznajemy własne doświadczenia i łatwo jest nam się z nimi utożsamić. Szczególnie jeśli jest się obecnie milenialsem po trzydziestce (hello, it’s me 🙌🏼), dorastało się na początku lat dwutysięcznych, też słuchało się Spice Girls, chodziło na wagary do księgarni, pisało listy do swoich przyjaciółek, miało plastikowego jeżyka na długopisy, czy było na białym marszu w Krakowie (oh, well). „Książka o przyjaźni” jest dla mnie ciepłym kocykiem wśród książek, comfort read’em smakującym słodko-gorzkim wspomnieniem, historią napędzaną nie tylko akcją, ale dla mnie przede wszystkim napędzaną sentymentem. Czytajcie!
Bałem się polskiej książki o przyjaźni, bo myślałem, że osadzenie jej w naszej kulturze nie wyjdzie dobrze. Tymczasem jest to książka, z którą się utożsamiam: chcę być wydany, chociaż szanse są nikłe, chodzę do Wrzenia Świata i robię tofu zmieniające życie, niegdyś awangardowe, teraz trochę pójście na łatwiznę. Ale przede wszystkim też uważam, że dorosłe przyjaźnie są bardzo trudne i ten słodko-gorzki klimat mocno ze mną rezonuje.
Przyjaźń … jak często to ona jest głównym wątkiem w książkach? Nie jest tak romantyczna jak miłość, nie powoduje tylu zwrotów akcji, nie jest nieprzewidywalna. A jednak Maciej Marcisz to ją postawił na piedestale. I … to zupełnie wyszło!
Dorota, Michał i Kasia. Poznajemy ich w liceum i możemy przyglądać się jak buduje się ich relacja, by później patrzeć jak się kończy. Opowieść nie jest prowadzona chronologicznie, przenosimy się czasowo w różne momenty życia przyjaciół. Jednak to jak oni są wykreowani powoduje, że bardzo łatwo jesteśmy w stanie się z nimi utożsamić. Wyrażają emocje, obawy, mają rozterki, żyją „prawdziwym” życiem. Każdy z nas znajdzie choć troszkę siebie w Michale, Dorocie czy Kasi.
Podobno to przyjaźnie nawiązane w dorosłym życiu są najbardziej trwałe. Ta książka jest jakby tego potwierdzeniem.
Bardzo podobała mi się ta historia. Dodatkowy plus, że mogłam sobie przypomnieć stare hity. Za każdym razem gdy w książce było nawiązanie do jakiejś piosenki, włączałam ją sobie i czytałam z jej melodią w tle. Weszłam w tą historie cała. Zasmuciłam się troszkę końcem. Jednak … życie nie jest słodkie i jego scenariusze również. Cieszę się że to jest taka słodko-gorzka babeczka. Historia, którą może nie jedna osoba mogłaby opowiedzieć.
Bardzo łatwo utożsamiłam się z całą tą książką. Dosłownie kliknęło od pierwszej strony i wzięło mnie totalnie z zaskoczenia, bo nie miałam pojęcia, co w niej znajdę. A co znalazłam? Cały czas się nad tym zastanawiam. Może prawdę o sobie, o ludziach i o świecie. Nie wiem, po prostu wydawało się to bliskie i znajome, a przez to bardziej dołujące. Zatem: 4.5 🧡
Nie tego niestety oczekiwałam. Kiedy tytuł mówi "Książka o przyjaźni" miałam przeświadczenie, że będzie dotyczyła ludzi, którzy są przyjaciółmi. Ale nie, ona dotyczy przyjaźni jako idei. Pokazuje, że owszem wszyscy jej potrzebują, ale w sumie to nie ma aż takiej presji, bo w końcu i tak się rozpadnie. Człowiek będzie cierpieć i w ogóle.
Wiecie, strasznie mnie to irytuje – to, że autor pisze w opisach o relacji, o której naprawdę chce się czytać, ale kiedy dochodzi o interakcji między bohaterami wcale nie ma tam tych niezwykle głębokich rozmów o życiu i śmierci, o których oni pamiętają, że miały miejsce, bo (jak twierdzą) to takie rozmowy są najważniejsze w przyjaźni. Nie ma między nimi tej relacji, o której oni myślą, że jest. Bohaterowie żyją obok siebie w ułudnej bańce przekonania, że potrzebują siebie nawzajem.
Ci ludzie nigdy by się nie przyjaźnili, gdyby nie autor. I teraz powiecie: "Ale hej, jak mieliby to zrobić skoro to autor ich stworzył? On decyduje o tym czy się przyjaźnią czy nie". Właśnie nie do końca. Autor powinien być świadkiem swoich bohaterów, nawet jeśli książka posiada narrację pierwszoosobową. Autor jest osobą decyzyjną jeśli chodzi o wszystkie działania, ale powinien być też obserwatorem świata. Powinien wiedzieć jak działa świat. Powinien być osobą, która jako świadek relacji i zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca spisuje je i prezentuje światu.
Po przeczytaniu tej książki naprawdę nie chcę dorosłego życia, bo przestraszyła mnie ona, że dorosłość to tylko jeszcze więcej smutku, zmęczenia i czas straty wszystkiego, co zbudowaliśmy do tej pory. Chociaż to akurat działa na plus dla tej powieści, bo pokazuje, że ludzie wiodą zwykłe, nudne życia, a niekoniecznie takie jak sobie wymarzyli. Pokazuje, że trudno jest doceniać codzienność, kiedy składa się ona z wyuczonych rutyn i da się przewidzieć każdy szczegół jutra.
Na koniec jeszcze o portrecie pisarki tutaj, który jest dosyć dołujący. Dziewczyna, która liczy, że sukces sam do niej przyjdzie i WCALE nie upomina się o swoje. Przykre jest to, że *spoiler alert* na końcu zostaje sama, bo daje taki ostateczny obraz: dusze twórcze, artystyczne nie nadają się do życia w społeczeństwie, nie są w stanie tworzyć przyjaźni i osiągnąć wtedy sukcesu, bo sukces musi być opłacony bólem i samotnością.
Przyjaźń przybiera różne formy i nie każdego spotyka, ale jeśli masz kogoś, kogo możesz bez zastanowienia nazwać przyjacielem, to jesteś ogromnym szczęściarzem. Mam wrażenie, że najłatwiej być przyjacielem w latach dzieciństwa i młodości, kiedy na karku nie czuć jeszcze oddechu braku wolnego czasu spowodowanego różnymi zobowiązaniami, jak praca czy rodzina. Gdy człowiek jest młody i pozbawiony poważniejszych obowiązków - jest łatwiej. Jednak czy przyjaźń musi oznaczać nieustanne przebywanie ze sobą, spijanie sobie z dzióbków oraz wspólne rozmowy każdego dnia? Jeśli tak, to nie mam przyjaciół. A może właśnie dorosłe życie jest idealnym sprawdzianem dla przyjaźni i nawet jeżeli widzisz się z przyjaciółmi raz na kilka miesięcy, ale gdy już dojdzie do spotkania, to nie kończą się Wam tematy do rozmowy, to właśnie jest przyjaźń? Jeśli tak, to mam przyjaciół.
"Książka o przyjaźni" to niesamowicie przyjemna lektura, którą wręcz chłonęłam całą sobą, niejednokrotnie w bohater(k)ach widząc cząstkę siebie. To tytuł idealny na wydobycie się z kaca książkowego czy spędzenie kilku miłych chwil z niezobowiązującą historią. Nie ukrywam, że do samego końca miałam nadzieję na jakiś plot-twist, który wyrzuciłby mnie z butów czy cokolwiek, dzięki czemu mogłabym umieścić tę książę w wąskim gronie moich ulubieńców.
Niestety zabrakło mi tu czegoś, jakby gdzieś w czeluściach życia głównych bohaterów zaginął wątek, który miał przodować, skłaniając czytelnika do refleksji. Mam nieodparte wrażenie, że autor usilnie starał się przekonać mnie do uwierzenia w przyjaźń pomiędzy trójką osób, którzy tak naprawdę nie do końca się lubili. Ja powinnam czuć ich sympatię, widzieć w ich zachowaniu wzajemną miłość i oddanie, a nie być przekonywana, że tak jest, chociaż w wielu momentach trudno to zauważyć.
Niemniej to świetna książka do przemyślenia kwestii przyjaźni, a także samych relacji międzyludzkich, toksyczności niektórych osób, a także własnych priorytetów. Ja tymczasem muszę przełożyć "Taśmy rodzinne" Marcisza bliżej w kolejce książek, które chcę przeczytać jak najszybciej.
Jeszcze nie do końca wiem co myśleć o tej książce. Bo z jednej strony urzekli mnie bohaterowie i ich przeżycia (tylko szkoda, że nie było ich więcej!), a z drugiej trochę gryzie mnie styl autora, który również mnie przytłoczył w Taśmach rodzinnych.
Pierwsze wrażenie po wysłuchaniu jej w jeden dzień: Nie spodziewałam się, że to będzie takie dobre!
Nie miałam wobec niej oczekiwań, a i tak to co otrzymałam wywołało u mnie ogromny zachwyt i pozytywne zaskoczenie! Książkę czyta się bardzo szybko, a jej zakończenie wywołało u mnie smutek, że to już koniec tej wspólnej przygody. Pozycja ta skupia się na przyjaźni, ale porusza także inne tematy dotyczące dorastania, związków, odkrywania siebie. Autor zaprasza czytelnika w podróż po przygodach i codzienności grupy przyjaciół. Pokazuje jak ta relacja się zmienia, jakie czynniki wpływają na jej kształt i rozwój oraz jak wiele dobrego płynie z pielęgnowania przyjaźni. Poprzez przedstawienie prostych, codziennych i zwykłych historii o relacjach występujących między przyjaciółmi, autor przekazuje ogrom wartości i skłania do głębokich refleksji. Literatura piękna zawsze budzi we mnie pewien niepokój – czy poradzę sobie z ciężarem tego gatunku, zrozumiem często złożone przekazy… Ta pozycja jest prosta i łatwa w odbiorze co uznaję za duży plus. Uwielbiam humor w książkach, a tutaj ilość ironii i sarkazmu była idealnie wyważona. Może to się okazać bardzo subiektywnym stwierdzeniem ze względu na podobieństwo wieku czy środowiska między mną, a bohaterami, ale bardzo szybko ich polubiłam i czułam, że postacie są prawdziwe, nie wyidealizowane. Odniosłam wrażenie, że czytam historie swoich znajomych opowiedziane w wiadomości. Ta naturalność i ukazanie rzeczywistości takiej jaka jest ogromnie mi się spodobało. Chwile radości i uniesień mieszają się tu ze smutkiem i rozpaczą i to właśnie jest urok tej pozycji. Myślę, że to dobry tytuł na prezent dla przyjaciela, bo jak wskazuje sam tytuł tak właśnie jest – jest to niezwykła książka o z pozoru zwykłej przyjaźni. Zdecydowanie polecam!
Maciej Marcisz na naszych oczach przeprowadza wiwisekcję przyjaźni Kasi, Michała i Doroty. Relacji nieidealnej, ale zdecydowanie pięknej. Takiej, gdzie ludzie czasami zawodzą, ale jednak wciąż są na wyciągnięcie ręki. Wciąż potrafią być wsparciem czy oderwaniem od codzienności. Przyjaźń ich jest stanem elastycznym, zmieniającym się podczas trwania życia, ale wciąż jest żywa. Niezależnie od wydarzeń, a w ich życiach dzieje się wiele. Bohaterowie gubią się w świecie, boją się codzienności oraz przyszłości, próbują odnaleźć własną tożsamość seksualną, mierzą się z niespełnionymi marzeniami... Są ludźmi z krwi i kości. Przyglądamy się ich życiu oraz ich relacji na różnych etapach. Obserwujemy codzienność, która w pewnym stopniu jest odbiciem tej naszej.
„Książka o przyjaźni" jest wszystkim tym, co przychodzi nam do głowy po przeczytaniu tytułu. Jest tym, co znamy i co widzimy każdego dnia wokół nas. Momentami boleśnie szczera, pełna pięknych słów i pięknych myśli ujętych prostym językiem. To powieść z rodzaju tych, gdzie akcja toczy się powoli i gdzie najważniejsza jest codzienność. Gdzie z uwagą możemy przyjrzeć się psychice bohaterów i niewiele więcej dostaniemy, ale też nic więcej w tym przypadku nie jest potrzebne, by wowołać burzę w naszej głowie.
Jesteśmy starzy, jak do tego doszło? To wręcz brutalne napisać książkę tak celnie podsumowującą moją przeszłość i teraźniejszość, Panie Marcisz. Celna, słodko-gorzka, dająca w twarz, ale również podsycająca płomień nadziei… dziękuję ;)
Moja druga książka tego autora i uwielbiam! Jestem kompletnie zauroczona. Przedstawianie tej przyjaźni na każdym etapie było tak realne i te lata 90te w tle. Momentami czułam powrót do dzieciństwa i czasów nastoletnich. Zakończenie mnie nie dziwi. Domyślałam się, że tak to się skończy. Nadal jestem zachwycona.
W moim odczuciu to książka o wiele lepsza niż debiutanckie Taśmy rodzinne. Jest o przyjaźni, co już czyni ją doskonale świeżą i inną. Bardzo dobrze rezonuje z dojmującą melancholią i problemami życia każdego millennialsa. Miałam wrażenie, że autor wyjmował niektóre myśli z mojej głowy, i to te, do których niekoniecznie chciałabym wracać. Wspaniała, ale i rozdrapująca rany książka z problemami osób pierwszego świata. Taki smuteczek na miarę naszych czasów.