Spokojnie. Równie ważne są inne słowa: kocyk, kupa, chrapanie, no i oczywiście ciaftko.
Z psiosucharkowym słownikiem szybko i bezboleśnie przyswoisz cały elementarz dobrego psiego opiekuna. Dowiesz się, na czym polega dzień licznych drzemek, jak zabawić fanatyka patyków i co zrobić, kiedy pies napotka niespodziewany problem (spoiler: uruchomić ponownie).
Maria Apoleika z humorem i wdziękiem przybliży ci świat twojego grubeła czy chudeła, pójdzie z wami na spacer, zabierze na zakupy, zaprowadzi do weterynarza i behawiorystki.
W środku tysiąc śmiesznych piesków i liczne niespodziamki!
“Śpiulokolot” nie jest może słowem, które “musicie znać, żeby obsłużyć swojego psa”, ale bardzo się przydaje jako określenie tego jak zasypiają pieski - wciąż czujne, powoli odpływają w krainę snu, czasem bardzo walcząc z opadającymi powiekami. Śpiulkolotu nie znajdziecie w drugiej książce Marii Apoleiki, twórczyni “Psich sucharków”, ale do lektury macie olbrzymi alfabet pojęć ważnych dla każdej osoby opiekującej się psim zwierzakiem.
Czasem mam wrażenie, że nic nowego w tego typu książkach nie znajdę, bo przeczytałem już kilkanaście poradników o psiakach i w większości z nich są podobne rady. Tylko w jednym, wyjątkowo skretyniałym, znalazła się pochwała teorii dominacji, ale na szczęście to odosobniony przypadek. To, co wyróżnia słownik Psich Sucharków to rysunki, dzięki którym może komuś łatwiej będzie przyswoić wiedzę na temat zwierzaków. Chociaż informacja o tym, że odpadków kuchenny “nie wyrzucamy przez okno, nie kładziemy pod wiatą śmietnikową, nie wrzucamy do stawu w parku” powinna być wydrukowana na drzwiach co drugiej klatki schodowej. Niesamowite jest to jak wiele osób uważa, że należy dzielić się ze zwierzętami własną strawą lub pozostałościami po jej przygotowaniu.
A co wasz piesek złapał podczas spaceru? Na naszym osiedlu mamy ze znajomymi nieformalny konkurs na najbardziej kuriozalne i straszne żarćka. Póki co wygrywa zupa rybna, w której wytarzała się G. Gigantyczny serdelek wynorany przez Tajfa również znalazł się na podium. Nie wspominając już o niebezpiecznych przygłupach wkładających gwoździe do kiełbas, bo i takich na osiedlu mieliśmy. Trzeba przyznać, że blokowa część dzielnicy, która ponoć pachnie w maju, jawi mi się jak tor przeszkód. Na szczęście po kilku latach wiemy już gdzie nie chodzić, a i rzadziej zdarzają się już obiady wyrzucane przez okna. Postęp jednak istnieje.
Przetoka, saneczkowanie, koprostazja i… hopsasan. “Psie sucharki” doskonale łączą nieprzytłaczającą dawkę wiedzy z humorem, przez co ten pozornie nudnawy alfabet czyta się naprawdę sprawnie. No i te rysunki! Pozostaję wiernym fanem i wydaje mi się, że Apoleika w jakiś sposób przyczyniła się do rozwoju polskiej, psiarskiej gadaniny. Pozostaję fanem słowa “ulaniec”. A, wy jakie macie ulubione psiarskie słówka?
Za to po raz pierwszy (a może już nie pamiętam?) spotkałem się w książce o czworonogach z informacjami o tym jak wykonywać resuscytację, czyli innymi słowy - jak udzielać pierwszej pomocy psiakowi, który stracił przytomność. Kilka bardzo ważnych informacji tutaj znajdziecie. Ale też coś, co chyba jest dla mnie w tego rodzaju książkach najważniejsze - zrozumienie, że nie zawsze będzie dobrze. Pisze Autorka “Psich Sucharków”, że “Rozsądek, umiar i czilówa” to “bardzo ważne cechy opiekuna, umożliwiające zrozumienie, że [piesek będzie czasem robił wstydowe akcje”. Zwyczajnie - nie wszystko pójdzie nam dobrze, nie zawsze zwierzak zachowa się tak, jakbyśmy tego chcieli, czasem w najmniej odpowiednim momencie postanowi postawić na swoim. No i co z tym zrobicie? Wdech-wydech i żyjemy dalej.
Podobnie jak wobec dzieciaków, wobec zwierząt warto przyjąć postawę wystarczająco dobrego opiekuna, a więc takiego, który robi ile może, ale też zna swoje granice i ograniczenia swojego podopiecznego. Niczego na siłę. Zwłaszcza w książkach dotyczących treningu zwierzaków powinno się bardzo wyraźnie to podkreślać - wspólny trening jest super i może być bardzo ciekawą formą wspólnego spędzania czasu, ale jak nie macie na niego wiele czasu, zastąpcie go inną formą, lub zwyczajnie odpuścicie. Psy jako takie szczęśliwe będą dalej.
“Psie Sucharki” i ich wszystkie słowa są zabawne, mądre i na luzie, który mi i Tajfunowi odpowiada. Gdybym miał wybrać jedną rzecz, której Tajfun mnie nauczył to właśnie dawanie sobie na luz i nierobienie niczego na siłę. Czasem jako coś się przewróci, a nie mamy siły tego podnosić, to niech sobie leży. Dystans do rzeczywistości, radosny sceptycyzm, dużo spanka.
"Psie sucharki 2. Wszystkie słowa, które musisz znać, żeby obsłużyć swojego psa" to jeden z wielu poradników wydanych w tym roku, ale premierę miał dopiero w grudniu. Idealny na prezent świąteczny zatem?
Psie Sucharki pewnie każdy przynajmniej raz w internecie widział. Zabawne ilustracje, które obrazują jak faktycznie wygląda życie psa. Te cudowności tworzy autorka, która postanowiła, że książka (i to już druga!) to świetny pomysł. Ale czy właśnie nie kończą się jej one? W końcu codziennie coś nasze zwierzaki lubią spsocić, ale często się to powtarza, prawda? A no, w tym poradniku, bo nie bez powodu nazwany jest właśnie poradnikiem, a nie na przykład komiksem czy zbiorem dowcipów o psach, autorka zamieściła bardzo dużo przydatnych informacji. W środku znajdziecie cały ogrom wiedzy ułożonej w alfabetycznym porządku w postaci haseł i ich wyjaśnień. Nie zabrakło oczywiście również ilustracji, które mają za zadanie zarówno bawić, jak i edukować.
W takim razie dla kogo jest ta książka? Dla wszystkich miłośników psów, dla ich właścicieli, dla osób, które planują powiększenie stada o te cudowne stworzenia. No i przede wszystkim, dla każdego, bez względu na wiek. Można się bardzo dużo dowiedzieć o tym, kiedy trzeba udać się do weterynarza, jakie choroby mogą psiaka nawiedzić, a także o jego zachowaniu.
Pewnie wiele osób się zdziwiło, bo to nie jest jednak to samo, co tom pierwszy. Tutaj mamy skarbnicę wiedzy, a tam to był zbiór zabawnych obrazków. Jest inaczej, ale według mnie, po prostu świetnie.
Czy w takim razie ten poradnik m się podobał? I tak, i nie. Czytałam wiele podobnych psich poradników i ten jest zwyczajnie niedopracowany. Dla początkujących w relacjach z psami uważam, że jest świetny, ale gdy co nieco się już wie, to jak czytanie encyklopedii, która nudzi, bo to wszystko się już poznało podczas życia z psem. Momentami miałam wrażenie, że elementy, które niekoniecznie autorkę interesują potraktowała po macoszemu, na zasadzie napisania własnymi słowami tego, co znalazła w innej książce, czy w internecie. No bo właśnie, wszystko to znajdziecie w sieci bez problemu. Dlatego polecam na prezent dla psiarzy, aczkolwiek przypuszczam, że zostanie przeczytana i odłożona na półkę na wieczne "na później".
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak.
5 gwiazdek z dużej sympatii dla tematu, formy i języka. Bardzo przyjemna pozycja, napisana w ciekawy sposób. 😊 Jedyne moje "ale" dotyczy miejsca występowania (bardzo ładnych i pouczających z resztą) grafik. Często wstawione były w trakcie definicji, gdzie na kolejnej stronie się ona kończyła i można było spokojnie przenieść te grafiki o stronę dalej, aby nie rozpraszać się w czytaniu o jednym pojęciu.
Zdecydowanie najlepsze "Psie sucharki" ze wszystkich dotychczas wydanych (dwójka czytana po trójce). Śmieszą, bawią i uczą. W dodatku to ostatnie robią konkretnie i solidnie. Doczepić się można jedynie do kilku kwestii technicznych. Tu się znajdzie literówkę, tam brak przecinka, a na jednej stronie także białe tło grafiki zakrywające część tekstu (brr...).