Naprawdę okropna. Nie widzę w niej nic szczególnego, oprócz tego, że jest wyjątkowo irytująca. Główna bohaterka ma 23 lata, a traktują ją i zachowuje się jak niedojrzała piętnastolatka. Główny bohater wywodzi się z półświatka, był płatnym mordercą, a nie potrafi przewidzieć najprostszych rzeczy. Moim zdaniem ktoś, kto należy do takiego świata musi być sprytny, potrafić logicznie myśleć i być dwa kroki do przodu przed innymi, żeby przeżyć. Ten bohater ze swoim ujemnym IQ dawno powinien umrzeć. Poboczne postacie są okropne, typowe kule u nogi, które prawią komplementy głównej bohaterce i są nijacy. Nawet nie pamiętam ich imion. Język w jakiejkolwiek książce tak dawno mnie nie zażenował jak ten tutaj. Bo DLACZEGO ONI, DO CHOLERY, TAK DO NIEJ MÓWIĄ? Pracownicy tego Vincenta zwracają się do Emerald zdrobnieniami typu "cukiereczku". Ile ona ma lat, żeby tak do niej mówić? Jakby to jest dwudziestotrzyletnia kobieta, a ci goście mają lat trzydzieści. Czy jest tu na sali jakaś dobra dusza po trzydziestce, która powie mi, czy ludzie w takim wieku mówią do siebie w tak żenujący sposób?
Humor we mnie nie trafił, a porwanie głównej bohaterki jest idiotyczne. Skoro typ zna się z jej babcią to, po cholere, ją porywa? Robi sam sobie problem, a babcia oszalała i najgorsze jest to, że najbliższa osoba Emerald nawet nie zadała sobie pytania, jak to się odbije na jej zdrowiu psychicznym. Czy naprawdę w tej książce nie było nikogo inteligentnego, kto powiedziałby temu Vincentowi, że porwanie dziewczyny, żeby się w nim zakochała jest o wiele trudniejsze i za pomocą jej babki może się z nią zapoznać? I że jak tak bardzo chce zaruchać to jest właśnie na to prostszy sposób. To tak bardzo nie ma sensu, o Jezu.
Końcówka jest szczęśliwa, nieprawdopodobna i egoistyczna do pożygu. Stanowczo nie polecam, pod żadnym pozorem nie zbliżać się do tej książki, chyba że na własną odpowiedzialność.