#Kamienie Miami Dziewczyna o oczach jak szmaragdy. Mężczyzna twardy jak diament
Życie Valerii upływa wśród słodyczy. Dosłownie, nie w przenośni - dziewczyna jest cukierniczką, wyjątkowo zdolną, jeżeli wierzyć klientom. Niektórzy mówią też, że Valeria jest równie słodka jak torty, które wychodzą spod jej ręki.
O Vincencie można powiedzieć wiele, ale nie to, że jest słodki. Kiedy pojawia się w cukierni, w której pracuje Valeria, dziewczyna odczuwa pewien... niepokój? Strach? A może nawet fascynację? Na pewno ciekawi ją ten małomówny twardziel. Nie wie jeszcze, że będzie miała okazję poznać go bliżej, niekoniecznie dobrowolnie. Bo Vincent ma plany związane z Valerią i nie ma w nich pytania jej o zgodę. Plany, za którymi kryje się stara tajemnica, skryta głęboko, jak głęboka jest zieleń oczu dziewczyny...
Tę sensacyjną i romantyczną historię na Wattpadzie pokochało ponad pół miliona osób - teraz możesz ją poznać i Ty!
Naprawdę okropna. Nie widzę w niej nic szczególnego, oprócz tego, że jest wyjątkowo irytująca. Główna bohaterka ma 23 lata, a traktują ją i zachowuje się jak niedojrzała piętnastolatka. Główny bohater wywodzi się z półświatka, był płatnym mordercą, a nie potrafi przewidzieć najprostszych rzeczy. Moim zdaniem ktoś, kto należy do takiego świata musi być sprytny, potrafić logicznie myśleć i być dwa kroki do przodu przed innymi, żeby przeżyć. Ten bohater ze swoim ujemnym IQ dawno powinien umrzeć. Poboczne postacie są okropne, typowe kule u nogi, które prawią komplementy głównej bohaterce i są nijacy. Nawet nie pamiętam ich imion. Język w jakiejkolwiek książce tak dawno mnie nie zażenował jak ten tutaj. Bo DLACZEGO ONI, DO CHOLERY, TAK DO NIEJ MÓWIĄ? Pracownicy tego Vincenta zwracają się do Emerald zdrobnieniami typu "cukiereczku". Ile ona ma lat, żeby tak do niej mówić? Jakby to jest dwudziestotrzyletnia kobieta, a ci goście mają lat trzydzieści. Czy jest tu na sali jakaś dobra dusza po trzydziestce, która powie mi, czy ludzie w takim wieku mówią do siebie w tak żenujący sposób? Humor we mnie nie trafił, a porwanie głównej bohaterki jest idiotyczne. Skoro typ zna się z jej babcią to, po cholere, ją porywa? Robi sam sobie problem, a babcia oszalała i najgorsze jest to, że najbliższa osoba Emerald nawet nie zadała sobie pytania, jak to się odbije na jej zdrowiu psychicznym. Czy naprawdę w tej książce nie było nikogo inteligentnego, kto powiedziałby temu Vincentowi, że porwanie dziewczyny, żeby się w nim zakochała jest o wiele trudniejsze i za pomocą jej babki może się z nią zapoznać? I że jak tak bardzo chce zaruchać to jest właśnie na to prostszy sposób. To tak bardzo nie ma sensu, o Jezu. Końcówka jest szczęśliwa, nieprawdopodobna i egoistyczna do pożygu. Stanowczo nie polecam, pod żadnym pozorem nie zbliżać się do tej książki, chyba że na własną odpowiedzialność.
This entire review has been hidden because of spoilers.
Na początku nie byłam zachwycona tą książką. Irytowało mnie sporo rzeczy w tej książce i miałam jej dać 4/5 gwiazdek ale ostatnie 50 stron to był rolerkoster emocji Naprawdę przyjemna książka
Nie byłam w stanie doczytać jej do końca. Ta książka jest po prostu zła. Nic nie trzyma się kupy, czułam się jakbym czytała książkę napisaną przez 13latkę. Dialogi to jakaś porażka...
Zaczęłam swoją przygodę z serią kamieni Miami na wattpadzie od ametystu który jest chronologicznie druga częścią, więc zakończenie nie było dla mnie dużym szokiem, ale sama fabuła nie była mi jakoś bardzo znana i się nie zawiodłam, kocham styl pisania Moniki i czytając to widać też jej progres na przestrzeni dwóch lat, książka jest napisana trochę chaotycznie w niektórych momentach, ale nie jest to jakoś bardzo widoczne, jestem całkowicie zakochana w historii Val i Vincenta, super że autorka wprowadziła też wstawki które są wprowadzeniem do kolejnej części czego w wattpadowskim oryginale podobno nie było
4,5⭐️ na początku nie byłam zachwycona tą książką. uważałam nawet, że jest strasznie głupia. aż do połowy, BO O MÓJ BOŻE dalej to był istny rolercoaster emocji, ta książka była tak zabawnie głupia, że bawiłam się przy niej przednio
Ilość zużytych znaczników- ogromna <3 Liczba przeżytych załamań nerwowych- już przestałam licznych Moje uzależnienie- chyba na całe życie Ta recenzja może być badziewna bo mój mózg zmienił się w paćkę… I jeszcze jedno uwierzcie, że jak bym mogła dałabym conajmniej dziesięć gwiazdek Zaczynajac od początku sięgnęłam po książkę nie wiedząc kompletnie o czym jest. Równa się to z tym, że nie miałam żadnych oczekiwań. Początek naszej relacji był trudny, mianowicie strasznie zalatywała wattpadem. Nie podobało mi się to i sam początek historii wydawała mi się strasznie tandetny. Sama postać Vincenta i ta tajemnicza otoczka działała mi na nerwy, aleeee z biegiem historii pokochałam jego, a tajemniczość historii zaczęła mi sprawiać duża przyjemność. Przy tej książce nie da się nudzić- nie ma zastojów akcji. Czyta się świetnie. KOŃCÓWKA Dosłownie brak mi słów, nie wiem jak napisać nie spojlerując, ale nigdy nie czytałam chyba książki przez która tak waliło mi serce ze stresu. Skupiająca się już na samym końcu historii: majstersztyk, nie przyczepie się do niczego bo wszystko poprowadzone świetnie. Przysięgam, że czytałam to z opakowaniem chusteczek i palpitacją serca. VINCENT- uzależniłam się od niego, nie mam nic więcej do powiedzenia po prostu przyjęłam to na klatę i zaakceptowałam Chyba więcej nie będę pisać po prostu czytajcie i tyle! Chciałabym mieć możliwość przeczytania jej po raz pierwszy jeszcze raz… Nie przypominam sobie książki, przy której nie domyślałam się następujących plot twistów A PLOT TWISTY EMERALDA POWALAJĄ NA ŁOPATKI Cholernie dobra tyle powiem Jestem strasznie ciekawa historii Zeny :) Sorry, ze takie pojedyncze zdania ale tylko tyle mój mózg wypluje aktualnie
1/5 choć najchętniej dałabym 0/5 od samego początku ksiazka była tak nierealna, a dialogi tak cringe’owe, że czytanie nie sprawiło mi żadnej przyjemności. jedynym wybawieniem w trakcie lektury był stanley, którego spośród wszystkich postaci lubię najbardziej. ale wciąż - wszystko było tak naiwne, ze niestety książka ląduje na samym dole rankingu przeczytanych przeze mnie pozycji. a plottwist, który według opinii innych czytających, miał zmienić moje postrzeganie tej książki? w ogóle mnie nie zaskoczył, wręcz sama doszłam do niego jeszcze przed „oficjalnym” wyjaśnieniem.
Nie byłam w stanie przeczytać nawet 100 stron, dialogi okropne, słownictwo, że tak powiem czuć mocno wattpadem. Sam temat - absurdalnie przedstawiony. Bardzo chciałam dać jej szansę, ale nie mogę.
poczatek byl naprawde spoko i no pierwsze 3/4 takie git ale bez szalu. natomiast koncowka byla absolutnie beznadziejna. spiaczka vincenta? no dobra jeszcze ok. ale caly ten fragment od wypadku valerii do ich slubu byl absolutnie nielogiczny a nawet absurdalny. a przede wszystkim niemozliwe wydawalo sie zachowanie babci i to ze nikt nie popieral anny (mimo ze nie powinna byla klamac). niesamowicie nie podoba mi sie jak ta ksiazka romantyzuje syndrom sztokholmski.
This entire review has been hidden because of spoilers.
To było tak porąbane, że aż wciągające. Dawno nie czytałam książki z taką wciągająca fabułą. Szczerze książka może nie jest wybitna i przedstawia dość specyficzną relacje, ale mega wciąga i dobrze się przy niej bawiłam.
Jeśli miałabym powiedzieć, który moment w książce mi się najbardziej podoba to na pewno początek i koniec. Co do środka mam mieszane uczucia. Sama historia była okej, ale jest więcej opowiadań, które bardziej mnie do siebie przyciągają.
3,5 ciężko mi ocenić te książkę, na początku byłam załamana dialogami i bardzo mnie irytowała, ale koniec był naprawdę świetny, wydaje mi się, ze mimo wszystko warto się przemęczyć na początku, bo pozniej naprawdę jest ciekawie