Poetycka baśń dla dzieci i dorosłych o tym, co życiu najważniejsze.
Mała Księżniczka spotyka na swojej drodze zaginioną w tajemniczych okolicznościach legendarną amerykańską pilotkę, Amelię Earhart. Ale zanim dadzą sobie wzajemnie lekcję siostrzeństwa, bohaterka przemierzy kosmos, próbując lepiej zrozumieć swój ukochany kwiat – i napotka przy tym mnóstwo dziwacznych i pięknych postaci. Dzięki niej czytelnicy przeżyją cudowną przygodę, która rozwinie im skrzydła i doda odwagi. No i wreszcie dowiemy się, co naprawdę stało się z Amelią Earhart, która zaginęła podczas pionierskiego lotu nad Pacyfikiem...
Mała Księżniczka to inspirująca i wzruszająca książka, która pomaga w oswojeniu całej palety emocji i podpowiada, jak decydować o sobie, słuchać własnego głosu oraz wybierać w życiu relacje, które są dla nas dobre. Książka, która nie tylko uczy dzieci, jak w przyszłości być mądrymi dorosłymi, lecz także uczy dorosłych, jak stać się mądrzejszymi dorosłymi – dla siebie i dla swoich dzieci.
Zacznijmy od coming-outu. Z tymi jestem za pan brat, więc jeden więcej różnicy mi nie robi. Otóż nigdy nie lubiłem “Małego Księcia”. Cały ten książę wydawał mi się zawsze nudny, a narysowany przez autora wyglądał raczej niezdrowo i jakoś bierno-agresywnie. Do tego kolejny blondyn i ta cała podejrzana menażeria, z którą się spotyka. Mam nadzieję, że wśród czytających to miejsce znajdę choć jedną osobę, której dzieło Antoine'a de Saint-Exupéry'ego również nie zachwycało.
Wspominam o tym, bo moja bańka medialna pełna jest informacji o książce Karoliny Lewestam, “Mała Księżniczka”. Bardzo mnie ucieszył fakt, że księżniczka patrząca na mnie z okładki nie jest blondynką, a jej mina nie przypomina zaskoczonego światem chłopca, którego sportretował francuski pisarz. Jest to dziewczynka raczej świata ciekawa i śmiało patrząca przed siebie. Takie księżniczki ośmielają do lektury.
Karolina Lewestam nie tworzy nowej, dziewczyńskiej wersji “Małego Księcia”, a jedynie biorąc na warsztat podstawowe motywy z książki de Saint-Exupéry'ego uzupełnia historię, którą większość dzieci chcąc nie chcąc pozna. Uzupełnia o kobiety, ale też o bardzo ważną nie tylko dla najmłodszych opowieść o złości i gniewie. Czy mamy prawo do wyrażania tych uczuć? Czy zawsze trzeba się hamować i powstrzymywać gniew? Czy jest to uczucie wyłącznie destrukcyjne, czy podobnie jak wszystkie inne ludzkie emocje, może być przydatna w życiu? Warto sobie o tym pomyśleć czytając Lewestam, zwłaszcza że autorka nie tworzy tylko miłej i przyjemnej bajeczki. “Mała Księżniczka” momentami jest bardzo mroczna, co przyjemnie mnie zaskoczyło. Dzisiaj zbyt często autorzy i autorki zapominają, że dzieci mogą się angażować emocjonalnie w lekturę i wypełnianie jej wyłącznie tęczowymi jednorożcami, choć miłe, to niewiele nowego wnosi do wyobraźni młodych czytelników i czytelniczek.
Zamiast pilot - pilotka. Zamiast księcia - księżniczka. Baranek zastąpiony jednorożcem. A także odwracanie roli. Gdy pilotka Amelia rysuje Małej Księżniczce jednorożca w pudełku, licząc na to - jak w “Małym księciu” - że dziewczynka będzie zachwycona pomysłowością rysowniczki, bohaterka wydaje się być zirytowana. “- Ale ja nie chcę musieć wyobrażać sobie jednorożca! - krzyknęła i rozpłakala się - Ja chcę jednorożca!”
Może i dzieci mają bogatą wyobraźnię, ale przecież jak chcą jednorożca, to nie chcą szpetnego pudełka, z którego wystaje róg mitycznego zwierzątka.
“Mała Księżniczka” jest opowieścią o siostrzeństwie i mądrym towarzyszeniu dzieciom w ich życiu. Lewestam sugeruje, że warto pozwalać popełniać błędy i nie przy każdym łóżku musi wisieć obrazek z aniołem stróżem przeprowadzającym latorośl przez dziurawą kładkę rozwieszoną nad przepaścią. Bardzo to jest miła odmiana i choć dalej nie cierpię formy przypowiastki filozoficznej, i nie zmienił tego ani Wolter ani Lewestam, to przekorność tej historii i brak moralizatorstwa z pewnością spodobają się nie tylko dziewczynkom.
⭐️6/5 Ocena tej książki, w tym momencie, kiedy z oczu leją mi się łzy wzruszenia, jest i najgorszą i najlepszą chwilą na napisanie recenzji. Myślałam, że się zawiodę, bo będzie to praktycznie ta sama książka, jak „Mały Książę”. Zauważam podobne motywy, jednak wzbudziła we mnie zdecydowanie więcej emocji, niż niejeden film. Tak jak „Mały Książę”, był niesamowita książka, ta jest totalnie skradła moje serce. Będę ją opłakiwać jeszcze dobre pare dni. Dziękuje mamo za kupienie mi tej książki.
"Mały Książę" to jeden z bardzo nielicznych tytułów, który czytałam kilkukrotnie, co świadczy o tym, że jest to dla mnie wyjątkowa pozycja. Z tego względu kiedy na rynku wydawniczym pojawiła się wersja dziewczęca, czyli "Mała Księżniczka", nabrałam na nią ogromnej ochoty.
Tytułowa bohaterka przemierza kosmos, aby lepiej zrozumieć kwiat, który pragnie otoczyć opieką. Owa podróż pozwala jej na spotkanie wielu osobliwych postaci, a powrót do niedawno spotkanej pilotki, której samolot rozbił się podczas lotu nad Pacyfikiem, uświadamia jej kilka istotnych kwestii.
Kiedy sięgam po książkę dziecięcą, pragnę, aby uczyła ona czegoś, uświadamiając proste prawdy, o których niekiedy zbyt często zapominamy. W zasadzie mogę rzec, że "Mała księżniczka" je przekazuje, ale robi to w tak totalnie niezajmujący sposób, że do mnie kompletnie nie przemówiła. Niestety ten tytuł to mocno nieudana próba podrobienia cudownej i wartościowej historii. Tutaj zabrakło jakiejkolwiek głębi, a sama snuta opowieść po prostu nudziła zarówno mnie, jak i dzieci.
Z pewnością nie będę chciała powrócić do tej opowieści, bo już podczas czytania zupełnie nie ciągnęło mnie do dokończenia jej, a do finału dobrnęłam na siłę. Natomiast wierzę, że autorka jeszcze stworzy piękną historię - byle była ona jej pomysłem.
„Po co mi barwne sny, wolę latać naprawdę, nad koronami drzew. W górze być, tak jak Ty, tam gdzie gwiazd konstelacje, meteorytów deszcz. Z ogromnym zdumieniem, poznawać wiele wyjątkowych miejsc”. ❤️
Nie ukrywam, że trochę się zawiodłam, bo miałam nadzieję (po przeczytaniu recenzji) na coś zupełnie innego niż Mały Książę, jednak historia była boleśnie taka sama. Mieszkańcy planet jednak przekazywali moim zdaniem wartości ważniejsze współcześnie, bohaterkami były głównie kobiety i to mi się podobało. Bardzo ciekawa była też polemika z ideą "oswojenia". Nie jestem jednak fanką literatury dziecięcej, ani samego Małego Księcia, więc ta książka chyba nie była dla mnie, ale dzięki przeczytaniu jej doszłam do wniosku, że gdybym czytała Exupery'ego teraz, to bardziej bym go zrozumiała i doceniła.
Jakie to było urocze! Bardzo lubię małego księcia więc byłam ciekawa jak historia zostanie poprowadzona, kiedy bohaterkami będą kobiety. Bardzo przyjemnie mi się tego słuchało, a końcówka była wzruszająca. Dorównuje małemu księciu ❣ polecam
Fajny dialog z "Małym księciem", ukierunkowany na dziewczęcą/kobiecą perspektywę. Realizacja bez zarzutu, na pewno warto czytać to z córkami - ale nie tylko z nimi, bo pewne rzeczy są bardzo uniwersalne.
Nigdy przez myśl mi nie przeszło, że będę miała możliwość przeczytania "Małego Księcia" z perspektywy dziewczynki! Z jednej strony było to odgrzewanie kotleta, z drugiej zaś, coś odświeżającego, co pozwoliło spojrzeć na tę pozycję z innej perspektywy.
"Mała Księżniczka", którą napisała Karolina Lewestam jest historią o dziewczynce zamieszkującej małą, odległą planetę, którą postanawia opuścić, by zrozumieć swojego ukochanego kwiata jakim jest tulipan.
Podczas swojej podróży spotyka przeróżne osoby, w tym Amelię Earthart, legendarną, amerykańską pilotkę. Co bardzo interesujące, ta postać, o czym nie wiedziałam, jest postacią prawdziwą. Amelia faktycznie była amerykańską pilotką, która zaginęła podczas pionierskiego lotu nad Pacyfikiem
"Podczas próby lotu wokółziemskiego w 1937 roku samolotem Lockheed L-10 Electra zaginęła wraz z nawigatorem Fredem Noonanem nad środkowym Pacyfikiem, niedaleko wyspy Howland. Okoliczności tego zdarzenia pozostają nierozwiązaną tajemnicą, będąc przedmiotem teorii spiskowych i fascynacji wielu ludzi." (Wikipedia) Więcej o samej fabule napisać nie mogę, gdyż mocno bym Wam zaspoilerowała, jednak pozwolę sobie napisać, jakie są moje odczucia odnośnie tej pozycji, a te są niebywale pozytywne.
Ciężko jest nie odnieść się do "Małego Księcia" kiedy książka ta wygląda jak jej kopia. Podobało mi się natomiast, że pomimo na prawdę wielu podobieństw, autorka zmieniła pewne detale.
Najmocniej utkwiły mi dosłownie pierwsze strony książki, gdzie Mała Księżniczka poprosiła o narysowanie jednorożca. Scena bardzo zbliżona do tej w "Małym Księciu" jednak zmodyfikowana na tyle, że byłam lekko zaskoczona. Oczywiście pozytywnie zaskoczona, że autorka dodała coś od siebie, czego w ogóle się nie spodziewałam.
Przepiękna! Napisana z niezwykłą wrażliwością, przenikliwością i ciepłem. Jest tu trochę dziewczyńskiego buntu, wyłamania się z oczekiwań (dlaczego ciągle ktoś mi każe coś sobie wyobrażać i udawać, że widzę coś, czego nie ma!), trochę akceptacji siebie przy czułości i rozumieniu, że niedoskonałości nie są czymś, za co należy się winić.
"Mała Ksiezniczka" to książka, którą chciałam przeczytac moim dziewczynkom. Zaczęłam nawet. Jednak, gdy pierwszy rozdział kończy się zdaniem, które każe Ci się otrząsnąć to wiesz, że najpierw to Ty musisz przeczytać tę pozycję. Tym zdaniem rozpoczęłam dzisiejszy post... Książka jest pełna metafor. Jednak jak dobrze się wczytasz to są to nasze, kobiece codzienne rozterki, bolączki i brak wiary w własne siły. Za pomocą wydawać, by się mogło Małej Księżniczki, autorka ukazuje nam to o czym na codzień zapominamy a jest na wyciągnięcie ręki. I choć zakończenie trochę smutne, to bardzo ważne. Pokazujące siłę miłości. Książkę przeczytałam w jedno popołudnie. Nie jest długa, ale strasznie wciągająca. Zmuszająca do przemyśleń. Ukazująca wartości, ale także pokazująca siłę, odwagę, dającą przyzwolenie na bunt i złość. Ta książka to emocje. I dobra lekcja. Nie wiem czy takie przesłanie było autorki, bo ja nigdy nie byłam dobra w "co autor miał na myśli", lecz po przeczytaniu stwierdziłam, że to najważniejsza książka w tym roku, którą każdy powinien przeczytać.
"Chciałam dać jej wszystko: tysiące cebulek, sto złotych koron, wszystkie ptaki świata. Ale dałam jej skrzydła ze stali - i to właśnie powinna dawać miłość."
Kocham całym serduszkiem „Małego księcia” Antoine de Saint-Exupéry’ego, ale zawsze mi czegoś w niej brakowało. Teraz wiem: dziewczynek. Pilot, książę, wszystkie postacie, w tym zwierzęta, to jednak chłopcy. Jedynie Róża ratowała honor liczebnie, bo już niekoniecznie jakościowo. Wszak była to postać zadufana w sobie i okazująca dość słabo emocje. Karolina Lewestam daje czytelnikom kobiecą odpowiedź na „Małego Księcia” – „Małą Księżniczkę”. Podobało mi się, że Mała Księżniczka to postać, która nie jest taką białą kartą jaką wydawał mi się Mały Książę. To dziewczynka rezolutna, potrafiąca walczyć o swoje, ale też posiadająca w sobie coś mrocznego, ciemnego, a dokładniej COŚ. Taki mrok ma wszak każdy z nas. Można się go bać, tak jak początkowo boi się mała bohaterka, ale można też COŚ oswoić i zaakceptować, bo właśnie wtedy możemy kontrolować samego siebie. Książka Karoliny Lewastam nie jest może dziełem na miarę „Małego Księcia”, jednak czytana jako dziecko daje satysfakcję i pewne lekcje na przyszłość dla każdej małej kobietki.
2/5 Po przesłuchaniu nie wiedziałam zbytnio co o niej sądzę. Napisana na podstawie „Małego Księcia” „Mała Księżniczka”… no właśnie co dalej.
Autorka postanowiła niemalże przepisać „Małego Księcia” zmieniając jednak postaci na inne. To zamiast latarnika mamy modelkę, zamiast róży tulipana, zamiast lisa wilka. Narrator został narratorką lecz nadal był/była pilotem. Natomiast jak można się domyślić z tytułów obu powieści Mały Książę stał się Małą Księżniczką.
Taka zamian i niemalże przepisanie historii na nowo z nowymi bohaterami jest spotykane w kulturze. Jednak czy mi to przypada do gustu… absolutnie nie.
Podchodząc do tej książki pomyliłam książki. Po prostu chciałam poznać inną historie to tym samym tytule. Więc gdy po raz pierwsze poczułam, że znam tę książkę nawet za dobrze (bo „Mały Książę” jest jedną z książek mojego życia) coś zaczęło mi nie pasować. Gdy zrozumiałam, że książka jest inspirowana wyżej wymienioną postanowiłam skończyć tę i zobaczyć jak to będzie. No i nie do końca zagrało.
Żeby było jasne wiele osób wyniesie dużo z tej książki jednak, ja która zna oryginał bardzo dobrze, niezbyt bawiłam się przy tej powieści.
Eh... Myślałam, że ten trend zmienia wszystkim na siłę płci, koloru skóry i orientacji nie dotnie książek, bo uważam, że pisarze są najbardziej kreatywną grupą i sami potrafią wymyślić wspaniałą książkę, która będzie wspierać wszystkie mniejszości. Niestety ktoś pomyślał, że nie może tak być, że "Mały książę" ma tyle osób płci męskiej, dlatego postanowił, żeby zrobić tę historię w negatywie i wszyscy teraz będą kobietami i dziewczynkami. Żeby nie było, że jest jeden do jednego pozmieniajmy niektóre elementy. Wyszła z tego dziwna, infantylna parodia małego księcia. Momentami nawet nie najgorsza, ale fakt, że książka wygląda jak praca tego kolegi co może odpisać zadanie domowe, pod warunkiem, że coś pozmienia, żeby nauczycielka się nie zorientowała jednak bardzo zaniża ocenę. Mały książę miał w sobie uniwersalne przekazy, które na różnym etapie życia mogły być rozumiane na różny sposób. Tu? Dosyć prostolinijnie, skierowane stricte do małych dziewczynek.
Bardzo mi przykro, że zamiast napisać coś nowego, ktoś posunął się do robienia marnej kalki oryginału.
Nowa wersja "Małego Księcia"? Nie do końca... To bardziej dialog z popularną powieścią. To jej sfeminizowana wersja. Główna bohaterką jest dziewczynka - tytułowa księżniczka, która na pustyni spotyka słynną pilotkę (nie pilota) - Amelię. Kim może być Mała księżniczka? Oczywiście każdą i każdym z nas. Dotyczy poznawania najważniejszych wartości, uczenia się empatii, rozumienia, przyjaźni, miłości... Ot, odświeżona wersja tego, co znane. Czy lepsze? Czy odmienne? Trudno powiedzieć. Warto jednak poznać i na nowo podumać nad sensem tego i owego... Ciekawie zrealizowana wersja audio.
* Niektóre rzeczy są jedyne w swoim rodzaju, bo są tak niesamowite, że wszechświatowi może zawierać tylko jedną. A inne są jedyne w swoim rodzaju, bo po prostu nie ma żadnej potrzeby, żeby było ich więcej.
* Nawet jeśli dwie istoty się kochają, to nie znaczy, że są oswojone. Miłość to zawsze jest rozejm dwóch dzikości. I jak każdy rozejm wymaga delikatności i szacunku.
Ciekawa pozycja z literatury dla dzieci i młodzieży. Dobrze pokazuje, że nie trzeba się godzić na wszystko co nas spotyka, tylko można się temu przeciwstawić. Bardzo wyraźnie odczuwa się skierowanie na problemy dotykające młode, dorastające dziewczyny - moze to odbierać charakter uniwersalny. Językowo książka mogłaby być lepsza. Niektóre wątki również mogłyby być bardziej rozwinięte, opisane, na przykład ten z wilczycą. Za dużo również oczywistych kopii z „Małego księcia”. Momentami wygląda to jak jakby autorka nie miała własnego pomysłu, więc postanowiła odpowiednio pozmieniać utwór Exupery, ego.
Warto. Ta książka wywraca wartości Małego księcia, nie jest biblią młodocianych samobójców, hołduje dziewczyńskości, mówi głośno: nie musisz tkwić w toksycznym związku, choć literacko jest nie tak dobra jak "Mały książę".
„Kłamstwo może nie jest dobre, kłamstwo to niepotrzebny chaos. Ale czasem, żeby zorganizować wszechświat trochę lepiej, trzeba zrobić w sobie trochę bałaganu.”
Okładka piękna, ilustracje bajkowe, ale jak dla mnie samej treści czegoś zabrakło.
Ocena: 3,75/5 ⭐ Książka jest naprawdę dobra, ale nie będzie moją ulubioną. W skrócie można powiedzieć że to taka dziewczęca wersja Małego Księcia. Czytając ją można naprawdę dużo z niej wynieść i nad wieloma rzeczami się zastanowić. Ogólnie podobała mi się.
Początkowo byłam sceptyczna, bo przeżywałam ciągle deja vu i książka za bardzo przypominała mi „Małego księcia”. Ale na szczęście jakoś od połowy zaczęło coś się dziać. COŚ. Ostatecznie - bardzo się cieszę z lektury! Polecam.