Oto książka dla każdego, czyj PESEL zaczyna się od cyfry „8”. I nie tylko!
Piotr Stankiewicz na nowo odkrywa formę, z którą eksperymentowali Amerykanin Joe Brainard i Francuz Georges Perec. O Polsce lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych jeszcze nikt tak nie napisał.
Wspomnienia, lakoniczne i nietrwałe, tworzą świadectwo przeszłości, które - chociaż osobiste - uruchamia w czytelniku pokłady jego własnych wspomnień, skojarzeń i refleksji.
Ciekawa ksiazka w ktorej te dalsze wspomnienia dzielimy z autorem a te pozniejsze juz coraz mniej. Za komuny i bezposrednio po niej spoleczenstwo oddychalo tym samym oddechem, te same losy dotykaly wszystkich. 10-20 lat pozniej juz kazdy mial inne wspomnienia, wolnosc samorealizacji i warunki ekonomiczne powoduja ze takiej ksiazki o latach 2010-20 juz napisac sie nie da. Kazdy dzis zajmuje sie tym czym chce i coraz mniej znaczenia maja dezycje rzadowe. Chyba ze chodzi o pandemie, tu na chwileczke wrocilismy do wspolnego losu (ale ksiazka do pandemii nie siega) Autor jest duzo mlodszym czlowiekiem ode mnie, a ja na dodatek mieszkam za granica, mialem wiec brak wspomnien sprzed 1980 a w zamian nadmiar politycznych skandali polskich o ktorych juz pewnie zapomnialem lub wogole nigdy o nich nie slyszalem. Dziwily mnie wspomnienia na tematy zydowskie, ze wujek mowil o tym ze ktos wydal Zydow Niemcom i zostali zamordowani, potem ze w szkole sie zartowalo o Zydach i gazie, a potem czy mamy przepraszac za Jedwabne. Nie sa to wspomnienia ktore ja zarejestrowalem. Jako dziecko slyszalem dowcipy zydowskie od starszego pokolenia (wcale nie o Zydach i gazie), byly potem nawet wydane w formie ksiazkowej. Temat wydawania Zydow czym pomagania im nie istnial. To jest temat ktory pojawil sie po upublicznieniu mordu w Jedwabnem. Nie pamietam tez jakiejs wielkiej homofobii w polskich socjalistycznych szkolach, troche sie smiano z tego tematu, ale nie bylo atmosfery agresji (o ktorej wspomina autor). Ksiazka niestety nie satysfakcjonuje do konca, bowiem okolicznosci w ktorych widzimy autora w ostatniej dekadzie wspomnien nie sa doswiadczeniem pokoleniowym. Ta ostatnia dekada wydaje sie byc pisana niedbale, w pospiechu, niestarannie. Konczy sie to wszystko na szczescie nuta optymizmu.
Bardzo urzekająca i wchodząca gładziutka książeczka (czytasz ją w niecałe - zdaje się - dwie godziny) pozwalająca mi poczuć jak wiele wspólnych wspomnień mogę mieć ze sobą jako ludzie urodzeni w latach 80-tych. Jestem 3 lata młodsza od autora, wiec miało to dla mnie także wartość edukacyjną w departamencie historii (jestem straszliwym ignorantem współczesnych wydarzeń) więc sporo się też dowiedziałam.
Pamiętam, że razem z żoną czytałem tę książkę w hotelowym pokoju podczas wyjazdu na narty. Taki sposób odbioru pozwala porównać czy ma się podobne wspomnienia jak autor. Mimo tego, że jestem od autora młodszy o 9 lat, to większość nawiązań była dla mnie czytelna. Część o latach 80. jest mocno nostalgiczna, lata 90. to zapis tamtych czasów, natomiast lata 00. są podlane (zbyt) dużą ilością alkoholu. Gorąco polecam
Zaskakująco urokliwa podróż w czasie i to taka pełna osobistych wspomnień, które jednocześnie są wspomnieniami każdego z danego pokolenia. Zwykła codzienność miesza się z tłem historycznym oraz z popkulturą, a niecodzienna forma sprawia, że przez kolejne strony biegnie się bardzo szybko. Podobało mi się! I zrobiło mi ochotę na twórczość panów, z których autor czerpał inspirację.
To była dość wyjątkowa podróż.przez wspomnienia autora. Dość niezwykła w swojej formie bo jeszcze tak napisanej książki nie miałam okazji czytać. Nie jest to nic niezwykłego, co mnie urzekło lub poruszyło do głębi, ale jako czytelnik mogłam powiedzieć sobie w duchu "o, ja też to pamiętam". Uznaje, że dość ciekawe, ale nieobowiązkowe do przeczytania.
Dla rocznika, którego pesel zaczyna się od 8 faktycznie będzie to ciekawa lektura. Dużo pamięci mam wspólnej z autorem, ale wiele rzeczy mógłbym dodać, a niektóre ze swojego „pamiętnika” bym ujął. Książka bardziej jako ciekawostka przynosząca dużo sentymentu za minionym dzieciństwem i młodością danego pokolenia niż litetacka uczta.
Fajnie było powspominać lata młodości :) Chociaż kilka błędów się wkradło w treść (np. wspomniany kilka razy piłkarz nazywa się WarzYcha, a nie WarzEcha).
Zanudziła mnie potwornie. Poddałam się po kilkunastu stronach i żałuję, że sięgnęłam po nią w pośpiechu na lotnisku nie zaglądając do środka, bo wtedy wiedziałabym, że setki zdań zaczynających się od „Pamietam gdy…” to nie lektura dla mnie.
Książka jak wnioskuję miała przywoływać wspomnienia, jakiś sentyment, ale zlepek frazesów zaczynających się od „pamietam gdy…” to w mojej ocenie zbyt mało, by wydać książkę.
Pamietam gdy tego typu treści wrzucało się na fotobloga, żeby wypełnić puste pole pod zdjęciem.
Pamietam, że kiedyś trzeba było mieć zdolności pisarskie, by wydać książkę.
5/5, choć nie każdego ruszy, tak jak mnie. Oszczędne pisanie w taki sposób, że jedno zdanie potrafi zmieścić więcej, niż cała strona - w tematyce pamięci oraz wspomnień, który mocno mnie zajmuje.