Czwarty tom bestsellerowej serii dla dzieci, dorosłych i potworów, bez względu na wiek, kształt bądź liczbę macek!
Czwarta klasa to nie przelewki, o czym Bożydar Antoni Jekiełłek przekonuje się na własnej skórze. Również w domu nie ma co liczyć na spokój, kiedy z każdego kąta wyłażą krasnoludki i sikają do kakałka, Tsadkiel organizuje korki z matmy, Licho prowadzi przyspieszone kursy z higieny mniej lub bardziej osobistej, a wujek usiłuje pracować. Ale prawdziwe zamieszanie zaczyna się, gdy do klasy czwartej be nieoczekiwanie wkracza Jedna Wielka Zmyłka, wywołując wilka z lasu. Czy też, jak w tym przypadku, widmowego Szczęsnego z zaświatów. Krasnoludki, babskie sprawki i tatuś w przypływie romantyzmu. Nic dziwnego, że pochłonięty Sprawami Bożek nie zauważa, co czai się w szkolnym budynku. A jest to coś straszniejszego niż pierwsza miłość, klasówka z matmy, a nawet chińskie gumki do mazania…
Przez większość czasu udaje, że robi coś konstruktywnego, czyli niewiele z niej pożytku. Przebrzydła polonistka, beznadziejnie zakochana w romantyzmie i twórczości Juliusza Słowackiego, który wielkim poetą był. Zwierzę odludne, występuje przede wszystkim w środowisku domowym, rzadko wyłaniając się na światło dzienne. Zadebiutowała opowiadaniem Rozmowa dyskwalifikacyjna („Fahrenheit” nr 53/2006). Być może uwierzyłaby w zjawiska nadprzyrodzone, gdyby się o jakieś potknęła, co wcale nie zmienia faktu, że fantastykę czyta namiętnie, a nawet i pisuje. Żadnym tematem nie wzgardzi, począwszy od aniołów w bamboszach (Dożywocie, antologia Kochali się, że strach, Fabryka Słów 2007), przez trupy (Przeżycie Stanisława Kozika, „Science Fiction, Fantasy i Horror” nr 44/2009) aż po nawiedzone zamtuzy (Nawiedziny, antologia Nawiedziny, Fabryka Słów 2009) i insze paskudztwa. Ot, żelazna konsekwencja…
Ta seria jest wspaniała - z książki na książkę Bożek coraz bardziej dorośleje i staje się coraz mądrzejszy! I tworzy wokół siebie tak bardzo wartościowa grupę przyjaciół.
Trochę mało tu było Liszka, ale nie szkodzi, bo dobry przyjaciel zawsze wraca i nieważne, ile się ze sobą nie rozmawiało, zawsze czuje się tak, jakby ostatnia rozmowa miała miejsce zaledwie dzień wcześniej 💜
Jak ja kocham ciepło tego pokręconego domu. Gdybym dostała propozycję zamieszania w Lichotce 2.0, to choćbym miała mieć w wannie utopce, w szufladach krasnale, a na głowie Tsadkiela, już bym się pakowała.
Ciut słabszy tom. Może dlatego, że szkoła nie daje takiego pola do popisu jak mroczny las 😉 Troszkę więcej o relacjach między dziećmi. Uwaga! W towarzystwie Bożka pojawia się dziewczynka.
Bożek dorasta i dowodem na to nie są jedynie ubrania, z których wyrasta, a coraz bogatszy zasób słów oraz (przede wszystkim) systematycznie powiększająca się ilość przyjaciół. Osób, które akceptują zarówno jego samego jak i jego dom pełen istot znanych jedynie z ludowych wierzeń — zaczynając od aniołów, przechodząc przez krasnoludki, a wcale nie kończąc na duchach. Czwarta część przygód pół człowieka, pół ducha a pół gluta (bo matematyka akurat tutaj nie ma nic do powiedzenia) zaczyna się we wrześniu, kiedy to rozpoczyna się kolejny rok szkolny, który ani myśli być spokojniejszy niż ten poprzedni. Nowy wychowawca, nowa uczennica i nowe wyzwania, a wszystko to ubarwione poczuciem humoru Marty Kisiel. Połączenie idealne dla starszych i młodszych, ludzi i niekoniecznie. Sporo tutaj romantycznej poezji, trochę wzdychania i szczypta babskich sprawek. Jest język niemiecki i jest matematyka. Jest bąbelek, z którego od czasu do czasu warto wyjść, ale zawsze miło się do niego wraca. Są różnobarwnii bohaterowie i wciągająca fabuła. Marta Kisiel potrafi pisać, a akurat w serii Małe Licho ukazuje świat pełen przygód i ciepła, którego każdy z nas potrzebuje. Czaruje czytelnika od pierwszych zdań i nie sposób się z nią źle bawić.
Owszem, kolejna część przygód Bożydara Antoniego Jagiełka ma w posiadaniu moje serce i całą serię Wam szczerze polecam, a nawet zalecam. Jest bowiem świetnym lekarstwem na całe zło tego świata.
Kakałko jest? Ciepłe bamboszki są? W takim razie czas na kilka słów o najnowszym tomie jednej z moich najukochańszych serii dla młodszych czytelników, czyli „Małe licho i babskie sprawki”.
To już czwarty tom, a ja doskonale pamiętam jak Liszko i Bożek zawładnęli w tamtym roku moim serduchem. Marta Kisiel stworzyła naprawdę przeuroczą, magiczną i z dużym humorem serię, która zaskarbi sobie miłość czytelników w każdym wieku.
Wydarzenia w „Małym lichu i babskich sprawunkach” dzieją się bezpośrednio po poprzednim tomie, gdzie Bożek spędził wakacje u cioci, a jego dziwaczny dom przechodził porządny remont. Nadszedł czas wrócić do szkoły, w końcu czwarta klasa to nie przelewki… W ostatnim czasie Bożek zawarł nowe przyjaźnie i tutaj ku naszemu zaskoczeniu chłopiec poznaje Zmyłkę. Zmyłka jest dziewczyną, a jemu naprawdę dobrze się z nią rozmawia…
Bardzo duża część książki ma miejsce w szkole. Bożek ma też nowego wychowawcę, który (olaboga!!) uczy matematyki… Brzmi strasznie prawda? No i z tym nauczycielem ewidentnie jest coś nie tak, ale nasz pół glut, pół człowiek i pół widmo (czytaj: Bożek) nie bardzo potrafi rozszyfrować w czym tkwi problem i dziwność nauczyciela. Chociaż z pewnością wie, że nie bardzo go lubi.
Ta książka to jak miód na moje serce ❤️. Odwiedziny świata, w którym żyje chłopiec i mały aniołek w ciepłych bamboszkach miłujący kakałko ponad wszystko, to jak powrót po długiej podróży do domu. Alleluja!
Świetnie się bawiłam, przemiło spędziłam czas i jak zawsze niezawodna Marta Kisiel ponownie podbiła moje serce. Jakby ciężko napisać, co w tych książkach jest takiego niesamowitego - trzeba je po prostu przeczytać oraz poczuć ten klimat, bo w nich wszystko jest całkowicie unikalne i zachwycające.
Wyjątkowo tylko mam małą uwagę - troszkę mało było mi Liszka w Liszku. Mam nadzieję, że to nie był ostatni tom i że jeszcze dostanę taką dawkę tego słodziaka, że rozpuszczę się od nadmiaru słodyczy.
Skończyła mi się cierpliwość do tej serii. Ten tom jest tak bardzo o niczym, że bardziej się nie da. Praktycznie od samego początku nie jestem wielkim fanem, ale na początku miało to jeszcze sens, ale jestem za połową i nie umiem powiedzieć, o czym jest, ani dokąd do zmierza :/.
Minęło już kilka dobrych lat, odkąd ostatni raz czytałam książkę z serii Małe Licho, ale teraz, Licho, Bożek i przyjaciele, rozbawili mnie jak dawniej i pomogli mi wyjść z miesięcznego zastoju czytelniczego. :) Fajnie było powrócić do tego świata i do dobrze mi znanych bohaterów. Ach, i nabrałam nagle ochoty na przypomnienie sobie całej serii, zaczynając od Dożywocia. Może w przyszłym roku, po czym skończę w końcu serię Małe Licho.
"Dorośli też się boją, tak samo jak dzieci. Choć już nie potworów pod łóżkiem, strasznego cienia w korytarzu nocą czy kartkówki z matematyki. Boją się, że nie dadzą rady. Że zawiodą. Nie będą dość dobrzy. A najbardziej tego, że powiedzą komuś" kocham cię" z głębi serca i odpowie im pustka." Tsadkiel 💛
Bardzo mądra seria dla dzieci, ale i dorosły znajdzie tu coś dla siebie.
Ta książka (i w ogóle seria) jest tak niesamowicie mądra, a jednocześnie otula jak ciepły kocyk i nie można się od niej oderwać. Jestem absolutną fanką Licha, Bożka, Tsadkiela, Gucia, tematów podejmowanych w tej książce, w tej warstwie ,,dla dorosłych'', no po prostu we wszystkim.
Jeśli tak wygląda literatura dziecięca to ja jestem dzieckiem pełną gębą, pełną i uśmianą, bo przy tej książkę bawiłam się wprost fantastycznie!
Ale od początku: w szkole Bożka zaszły niemałe zmiany. Matematyki uczy ich już nie miła, sympatyczna pani, ale podejrzany, ubrany na ciemno pan, który na domiar złego roztacza wokół siebie mroczna aurę (jakby sama matematyka nie była dość mroczna). Bożek, jak na mieszkańca pensjonatu dla istot nadprzyrodzonych przystało, postanawia ten temat zgłębić!
„Małe licho i babskie sprawki” to czwarty tom serii „Małe licho” i myślę, że warto się zasugerować tymi numerkami przy tomach. One mają znaczenie. Ja rzuciłam się na głęboką wodę od razu do czwartej części i początkowo byłam mocno zaintrygowana, ale też z lekka skołowana. Ten ciekawy świat zdecydowanie lepiej okrywać po kolei.
Przede wszystkim, jak ja się dobrze przy tej książce bawiłam! Fantastyka wymieszana z czarnym humorem, sarkazmem i wieloma nawiązaniami do innych dzieł kultury to prawdziwy majstersztyk! A wszystko to przedstawione za pomocą bezlitośnie szczerej (i komicznej) narracja czwartoklasisty, którzy szuka swojego miejsca w tym zakręconym świecie.
Jest to więc książka, do której można podchodzić na dwóch poziomach. Pierwszy to traktowanie jej jako lekkiej i przezabawne fantastyki pełnej humoru, ale też zaskakujących odniesień. Drugie podejście każe nam spojrzeć trochę głębiej i ujrzeć w tej powieści historie o dorastaniu, coraz większej niezależności dziecka i konieczności szanowania jego wciąż zmieniających się granic prywatności.
Na uznanie zasługują też fantastyczni bohaterowi. Każdy z nich ma swoją specjalną cechę, zazwyczaj nadprzyrodzoną i fantastyczny (czasem również dosłownie) charakter. Dzięki ich pomysłowości fabuła wciągnęła mnie praktycznie od pierwszej strony. I nie tylko dlatego, że sama intryga była ciekawie przemyślana. Najbardziej urzekły mnie zwykłe, codzienne sytuacje w szkole, czy po lekcjach, jednym słowem szara rzeczywistość. Wtedy to fantastyczne cechy naszych bohaterów zaczynały błyszczeć!
Jeśli więc lubicie fantastykę, albo Wasze pociechy, bo to jednak niby książka dla dzieci, ten cykl to strzał w 10!
Kocham ♡ I trochę żałuję, że tak szybko przeczytałam, bo teraz muszę czekać na kolejną część i nie wiem, co w międzyczasie zrobić ze swoim życiem. Lichotka (i ta stara z wieżyczką, i ta nowa, ta bardziej, której nikt Lichotką nie nazywa) to moje safe place, mój książkowy dom, miejsce, do którego kocham wracać i z którego mogłabym nie wychodzić, a najlepiej to by w ogóle było mieć taką Lichotkę (z całym dobytkiem, tym ludzkim też, a nieludzkim przede wszystkim) na tym łez padole. Domek z wieżyczką w środku lasu jakoś da się załatwić, trochę trudniej będzie przekonać Wielkiego Przedwiecznego, żeby zamieszkał w piwnicy i robił za kucharza, ale wszystko jest do zrobienia. Potrzebuje kolejnej dawki przygód Licha i spółki asap, bo zaczynam mówić, jak po przedawkowaniu kakałka. Jeszcze mi się z tej tęsknoty poezja nie daj Bóg włączy. Alleluja!
Cudowna, otulająca historia, z dużą dawką humoru, ale i grozy. Coś dla każdego, w każdym wieku.
Bożydar rośnie jak na drożdżach i rozpoczyna nowy etap nauki - czwartą klasę. Ma nowego wychowawcę, nauczyciela matematyki, dziwną postać z ciemnych okularach, bladą i ubierająco się na czarno. W chłopcu, który nie lubi matematyki, nauczyciel budzi lęk. Do kolegów Bożka, Tomka i Witka, dołącza nowa uczennica, rudowłosa Z.Myłka. Nowa klasa, nowe obowiązki, chłopiec więc jest bardzo zajęty i mniej czasu spędza z Lichem. Ale w domu z dożywociem wciąż cos się dzieje i jest wesoło. Nawet jesień ma swoje dobre strony, do czasu, aż zaczyna być ponuro, mocno wietrznie, jakoś tak strasznie i wszystkim robi się źle.
Kolejna część przygód Małego Licha i pół chłopca, pół widma, pół gluta czyli Bożka. Jak zwykle wspaniała historia, nie tylko dobra rozrywka, ale też pouczająca lektura.
Choć całkiem niedawno spotkałam się z „wakacyjnym Lichem” i jego kumplami, to stęskniłam się bardzo za całą tą roześmianą ferajną. Dlatego z przygotowanym pieczołowicie ciastem drożdżowym, oczywiście z kruszonką, postanowiłam odprowadzić Bożka do klasy IV i jednocześnie sprawdzić, co słychać u moich ulubieńców wraz z Małe Licho i babskie sprawki.
Czwarta Be. Bożek dorasta i przy okazji wyrasta, o czym brutalnie przypomina jego garderoba tuż przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego.
Roku, w którym ilość dozwolonych zmian (nowa sala, wychowawca) i wyzwań (kto w ogóle wymyślił, całą tę matematykę) w szkole, przekracza wszelkie dozwolone granice. Choć trzeba przyznać, że taka jedna Zmyłka, to nie była żadna pomyłka. :)
Do tego w domu, w którym właśnie „zalęgły” się krasnoludki, też nie można narzekać na nudę. Szczególnie gdy Tata uruchamia protokół romantyczny, Tsadkiel wczuwa się w rolę korepetytora matematyki, Licho ogarnia „sprawy Szuflandii”, a wujek Konrad po prostu próbuje pracować.
Czy pochłonięty zmianami i sprawdzianami z matmy Bożek odkryje przyczynę ogólnego podenerwowania w szkole? I znajdzie odpowiedź na pytanie, czym są te całe „Babskie sprawki”?
Zmiany i dorastanie. Ałtorka znowu to zrobiła!
W iście pięknym, acz bardzo prostym stylu, pod przykrywką rozpoczęcia kolejnego roku szkolnego, dała czytelnikom cenną lekcję dotyczącą zmian, dorastania i prywatności.
Zmian, które czy tego chcemy, czy nie będą częścią naszego życia i nie zawsze oznaczają one dla nas coś złego. Bo warto czasami zmienić perspektywę czy spojrzeć na sprawy pod innym kątem, albo po prostu posłuchać drugiego człowieka (a może i nie człowieka) i stać się odrobinę mądrzejszym. Ważne jest jednak, by przy tych wszystkich zmianach pamiętać, by też zachować swój bąbelek komfortu, w którym będziemy czuć się bezpiecznie i do którego będziemy mogli wrócić. By tam napić się kakałka i uraczyć się ciastem drożdżowym, oczywiście z kruszonką.
"I nagle, tak jak Bożek jakby mniej potrzebował teraz Licha, tak samo Licho jakby mniej potrzebowało Bożka — choć jeszcze nie tak dawno temu wydawało im się to niepojęte i niemożliwe, a nawet nieco straszne. A co najdziwniejsze, czuli się z tą swoją odrębnością całkiem… normalnie, bez cienia pretensji czy żalu o cokolwiek. Jak gdyby tak było zawsze, odkąd chłopiec i jego anioł stróż sięgali pamięcią."
Nie grzebiemy w nie swoich szufladach… Jeżeli mówimy o zmianach i dorastaniu, to równie ważne jest zachowanie własnego ja, a prywatność (dorosłych, dzieci i innych krasnoludków) staje się tematem bardzo wrażliwym.
"Wszyscy mają swoje granice. Granice intymności, godności, wytrzymałości. Albo świętego spokoju. I tych granic nikomu nie wolno przekraczać, ani dzieciom, ani dorosłym. A nawet w szczególności dorosłym."
Dlatego bardzo mocno polecam Wam tę ciepłą, piękną i jednocześnie bardzo zabawną opowieść o umiejętności dostosowywania się do zmian, przyjaźni i dorastaniu bez Zmyłki.
Premiera już w środę 27 października! Sprawdźcie koniecznie, czym są te całe „Babskie sprawki :D
Bożek na pewno na długo zapamięta wakacje spędzone u cioci Ody. Czas beztroskich wesołych zabaw i nowych przyjaźni był wspaniały. Pora jednak powrócić do własnego świeżo wyremontowanego domu. Miejsca pełnego miłości, specyficznych wujków, glutów, aromatycznego ciasta drożdżowego i krasnoludków. Na bohatera czekają również zupełnie nowe wyzwania i problemy. Czwarta klasa to już całkowicie nowy poziom obowiązków. Szkolni przyjaciele rekompensują po części tęsknotę za wakacjami, jednak trudno jest się pogodzić ze znienawidzoną matematyką i wychowawcą, którym zostaje mroczny Cebulion. W ten oto sposób Bożek wraz z grupą różnorakich przyjaciół (niekoniecznie ludzkich) wpada w wir nowych wyzwań i przygód. Na jego drodze pojawi się również nowa interesująca bohaterka (koleżanka z klasy), dzięki której dowie się on nieco więcej o babskich sprawach i zakosztuje szerokiej palety emocji.
Tak jak zostało to wspomniane we wstępie, seria od samego początku stara się łączyć fantazyjność z problemami dorastania. Czwarta odsłona cyklu doskonale wpasowuje się w ten trend. Autorka w kolejnych rozdziałach tytułu, stara się odsłaniać emocje dorastania i pokazać jak można sobie z nimi radzić. Porusza ona również wątek sztuki nawiązywania kontaktów z innymi czy wzajemnego szanowania swojej „strefy komfortu”. Znalazło się tutaj również miejsce dla bardziej skrajnych „problemów”, które mają za zadanie wzruszyć odbiorcę. Całość takiej treści może wydawać się dość „skomplikowana”, podana zostaje ona tutaj jednak w bardzo przystępnej i przyjemnej formie. Doskonale przy tytule będą bawić się zarówno młodsi odbiorcy (rozumiejący problemy bohaterów), jak i ich rodzice (mogący spojrzeć na pewne problemy z perspektywy dziecka). Obok tego wszystkiego Marta Kisiel nie zapomina również dodać do swojego dzieła należytej dawki dobrego humoru czy odrobiny poetyckości (dzięki czemu całość czyta się z szerokim uśmiechem zadowolenia na twarzy).
Nie sądziłam, że w wieku prawie 25 lat będę z zaciekawieniem czytała książki dla dzieci i świetnie się przy tym bawiła. Kiedy zabierałam się za Małe Licho nie przypuszczałam również, że będzie to dla mnie istny rollercoaster emocjonalny. A jednak po lekturze Małego Licha i babskich sprawek nie pozostało mi nic innego niż oznaczyć Martę Kisiel na Instagramie z informacją, że się popłakałam.
Przyznam, że dla dorosłego czytelnika o wiele ciekawsze jest to, co dzieje się pod fabułą. Małe Licho i babskie sprawki Marty Kisiel to powieść, w której dużo miejsca poświęcono wyjaśnieniu dziecięcych granic. Tego, że nie należy przekraczać cudzych granic oraz można samemu je stawiać niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z rówieśnikiem czy autorytetem jak np. nauczyciel. Byłam pod ogromnym wrażeniem poruszenia tego wątku, ponieważ stawianie i chronienie swoich granic to coś, z czym nie radzi sobie niejeden dorosły, a co dopiero dziecko. Myślę, że to bardzo ważne, aby w taki przyjemny sposób uczyć zarówno dzieci, jak i dorosłe osoby, że granice można wyznaczać oraz że koniecznie trzeba je przestrzegać, gdy mamy styczność z drugim człowiekiem.
W ogóle w Małym Lichu znajdziemy wiele mądrych wypowiedzi i ważnych spraw, które dla dorosłego czytelnika będą poruszające. A przynajmniej dla mnie były. W paru miejscach w oczach wezbrały mi się łzy, ponieważ pomyślałam sobie „to naprawdę ważne, aby ludzie o tym wiedzieli‟. Widzicie, Marta Kisiel porusza również kwestie dotyczące feminizmu, a także tego, że czasami drugiej osobie wystarczy okazać trochę czułości. Tylko tyle i aż tyle.
Nie pozostaje mi nic innego niż polecić tę książkę. Małe licho i babskie sprawki są ciekawe, ładne oraz rozgrzewające. Jeżeli szukacie historii, która sprawi, że poczujecie przyjemne ciepło w serduszku – cykl o Małym Lichu jest wprost idealny. Gorąco polecam zapoznanie się z tą książką oraz poprzednimi częściami serii!
Dziś przychodzę z czwarta częścią serii/cyklu „Małe licho” które z każdym tomem jest coraz bardziej śmieszne. Autorka znana również z książek dla dorosłych min. „Dywan z wkładką”, „Efekt pandy” na których leżałam ze śmiechu. Oczywiście czekam na kolejne przygody super rodzinki, ale dziś nie o tym. Każdy z nas chodząc do szkoły przeżywał pewne etapy w dorastaniu. Pierwszym z nich jest pójście do pierwszej klasy, a potem przejście z młodziaków do starszaków, czyli czwarta klasa, gdzie nie dość, że dochodzą nowe przedmioty to jeszcze trzeba zmierzyć się z nowymi problemami które na każdego działają inaczej. Jednym z tych kłopotów jest nowy nauczyciel matematyki który z cukierkowym światem nie ma nic wspólnego wręcz przeciwnie otacza go dziwna ciemna aura. Bożydar Antoni Jekiełłek chłopak, który można by powiedzieć, że ostatnio ma sporo na głowie problemów. Nasz bohater w każdej części nabiera nie dość, że nowych przyjaciół to jeszcze miłośników dziwnych stworzeń przebywających w jego domu takie jak krasnoludki czy aniołki, a może i duchy. Chłopak jak przystało na mieszkańca pensjonatu postanawia ten temat zgłębić. Nowy rok szkolny, nowy nauczyciel, nowa dziewczyna czy to czasem nie za dużo na jednego biednego chłopca? :D W tym roku szkolnym będzie się działo, a to za sprawą cudownego poczucia humoru autorki który i tym razem jest na najwyższym poziomie. Książkę czyta się bardzo szybko i nadaje się dla każdego przedziału wiekowego więc zapraszam do Wydawnictwa na zapoznanie się z opisem tej części. Jesteśmy fanami od pierwszego tomu i już zacieramy rączki na piąta część. Cieszę się, że książka posiada ilustracje, które działają nieźle na wyobraźnie i do których można wymyślić nieskończoną liczbę scenariuszy. Za swój egzemplarz dziękuję Wydawnictwu Wilga, a Wam polecam zacząć przygody od pierwszej części, bo będziecie śledzić każdy etap dorastania naszego bohatera.
,,𝑀𝑎𝑙𝑒 𝐿𝑖𝑐ℎ𝑜 𝑖 𝑏𝑎𝑏𝑠𝑘𝑖𝑒 𝑠𝑝𝑟𝑎𝑤𝑘𝑖“- ᴍᴀʀᴛᴀ ᴋɪsɪᴇʟ Licho powraca! Po raz czwarty będziemy mogli towarzyszyć Bożkowi i jego nietuzinkowej rodzinie w najróżniejszych perypetiach! Bożydar ma niełatwy orzech do zgryzienia- od września zaczyna czwartą klasę! Również w domu atmosfera jest napięta, od kiedy Konrad stara się pracować, a Licho staje się kierownikiem spółdzielni. Kiedy od nowego roku szkolnego do klasy chłopca dołącza Jedna Wielka Zmyłka, zaczynają się prawdziwe kłopoty. Szczęsny wraca, krasnoludki sikają do mleka, a mrok czai się tuż za rogiem… ,, A jest to coś straszniejszego niż pierwsza miłość, sprawdzian z matmy, a nawet chińskie gumki do mazania…”
Kolejna powieść Marty Kisiel, kolejna wspaniała przygoda! Uwielbiam bohaterów, humor, fabułę, styl pisania. Wszystko, czego oczekuje od dobrej książki, zawsze dostaje w pozycjach pisarki. Dlatego też, kiedy tylko ukazuje się nowa książka na rynku, biorę w ciemno i nigdy się nie zawiodłam! Postacie są urocze, dobre, czasami inteligentne, a czasami bardzo wybuchowe, jednak wszystkie mają swój unikatowy charakter. Klimat w tej książce ma swój urok i uważam, że będzie to pozycja idealna na jesień. Z czystym sercem, bardzo Wam polecam!!🍁
To już czwarta część serii Małe Licho i zdecydowanie jeśli ktoś z Was jeszcze nie miał jej w swoich rękach, to jak najszybciej powinien nadrobić te małe zaległości! Jest zabawnie, lekko i z przesłanie. Książki, które mimo tego, że skierowane są do młodszego odbiorcy, to sprawdzą się świetnie zarówno i u starszych. Jak dla mnie jest to lektura dla każdego i każdy znajdzie w niej kawałek siebie.
Pani Marta Kisiel potrafi pisać niesamowite powieści, między słowami i zabawnymi zwrotami przemyca dla nas wartości i mądrości. Mimo tego, że całość jest lekka, to uwierzcie mi - przy tej książce możecie się również i wzruszyć! To już czwarta klasa, a nasi bohaterowie cały czas wpadają w nowe tarapaty. Poza Bożydarem, Lichem i kilkoma postaciami które poznaliśmy już w poprzednich częściach pojawią się np... krasnoludki! Oj jest zabawnie i cały czas coś się dziej! A czym są tytułowe "babskie sprawki" - tego dowiedzie się po przeczytaniu tej książki! Uwierzcie mi - warto!
Czułam w kościach, że kiedyś poznam MAŁE LICHO... i zaczęłam, jak to ja, od końca, koślawo - ale w sumie, to nie wadzi, bo pokochałam! Piękne, okrągłe, rokokowe zdania, dziwacznych bohaterów o wielkich sercach, potwory maści przeróżnej i anioły... bo anioły muszą być. Pióro Marty Kisiel poznałam za sprawą jej innej książki, dla dorosłych pt. "TOŃ" i zaraz poczułam, że styl to ta pani ma mistrzowsko przebiegły. Pamiętam, że w "TONI" nawet nie tak fabuła mnie do siebie przekonała, co właśnie ten styl. "MAŁE LICHO i babskie sprawki", to czarty tom serii dla dzieci i ja doradzam czytać od pierwszego, bo człowiek może być trochę zagubiony w gąszczu wielu potworów, bohaterów, emocjonujących przeżyć. Jednak co ma wisieć, nie utonie i ja już mam dwa pierwsze tomy na półce i zdecydowanie je przeczytam - wkrótce. Za co pokochałam tę książkę? Tak ogólnie, to za wszystko, a tak w szczególe, to np. za MAŁE LICHO, które roztapia serce, za Krakersa, który swymi mackami przyrządza pyszności, za Bożka, który jest bardzo dobrym chłopcem, za Zmyłkę, bohaterkę idealną i za końcówkę! Ludzie! Jakie to jest dobre, jakie piękne, jakie mocne! Koniec wręcz zwala z nóg. Takie to prawdziwe i wzruszające. Ta grupka dzieciaków i ich dziwaczni towarzysze dopełniają się, uzupełniają, przyjaźnią... a może nawet kochają? W tym tomie przyglądamy się dorastaniu, szkolnym problemom, znienawidzonym nauczycielom i wielkim liczbom... matmie ogółem... bo kto umie liczyć, niech liczy - na przyjaciół. Książka jest fantastycznie wydana, gruba oprawa, milutka w dotyku, z ilustracjami Pauliny Wyrt - WARTO. Świetna lektura i dla starego i dla młodego. Polecam podsunąć tę lekturę dziecku. Mądra! Jak porządne śniadanie - pełnowartościowe.
babskie sprawki - to czysta magia 7/10 tom 4 seria MAŁE LICHO Wydawnictwo Wilga
Udana kontynuacja serii - niegłupia, przyjemna, a jednocześnie nie uciekająca ani od ważnych dla czytelnika docelowego pytań - na przykład na ile kochający rodzice mogą wtrącać się w życie potomka - na przykład podsłuchiwać? - i narzucać mu swoje życiowe wartości (w tym przypadku, ech, romantyczne zakochania) i życiowych konstatacji (pewne relacje, jak Bożka i Licha, muszą z czasem się rozluźnić i tak naprawdę nie ma w tym nic złego, bo zmiana może być niepokojąca, ale niekoniecznie - zła). Plus, Marta Kisiel po rz n+1 udowadnia, że umie pisać i humor, i - bardzo skutecznie - grozę. Taką całkiem solidną.