Elektryzujący, pełen współczesnej magii, przygody i miłości debiut Agnieszki Sorycz. Porównywany często przez czytelniczki i czytelników do twórczości dwóch pisarskich sław: Diany Gabaldon (zekranizowana seria Obca (Outlander)), Debory Harkness (zekranizowana seria Księga czarownic).
Dalia to dyplomowana zielarka i właścicielka modnej, warszawskiej klubokawiarni Aria. Dzieli swój czas pomiędzy pracę, przyjaciół i brata Branka, który jest jej jedyną rodziną. Na początku października, podczas pracy na stanowisku archeologicznym na Ślęży, Branko przepada bez śladu. Tydzień później Dalia znajduje w swojej skrzynce pocztowej tajemniczy przedmiot z notatką prowadzącą do antykwariatu w centrum Warszawy. Gdy poznaje właściciela antykwariatu, Radowoja, oraz jego młodszego brata Teowoja, jej życie z dnia na dzień się zmienia. To od nich dowiaduje się, że jest słowiańską Zaklinaczką i wywołuje klątwę, która od tysięcy lat dziesiątkuje Sabat. W dodatku tym razem pojawia się na świecie o sto pięćdziesiąt lat za wcześnie, burząc tym samym rytm wszechświata. Łowca tylko czekał na tę okazję.
Choć Dalia dotychczas nie wiedziała nic o swoich umiejętnościach, gotowa jest zrobić wszystko, aby uratować Sabat przed zagładą. Odkrywa też, co łączy ją z Teo – mężczyzną, obok którego nie potrafi przejść obojętnie, a z którym w każdym poprzednim wcieleniu ginęła od ostrza Łowcy. Czy tym razem uda im się stawić czoła niebezpieczeństwu?
Łączy wiele ról: jest mamą trójki dzieci, pisarką, a na co dzień współpracuje również ze studiem filmów dokumentalnych DogFilm. Prowadzi markę Aria, łączącą literaturę, zapachy i podróże, czyli wszystko to, co dla niej samej jest nieodłączną częścią życia. Jeśli tu trafiłaś lub trafiłeś, to znaczy, że coś Cię przyciągnęło. Dobrze. Tak właśnie ma być.
3,5/5 Mitologia słowiańska, klątwa, rytuały, inkarnacje. Sam pomysł bardzo mi się podobał, ale na początku nie do końca potrafiłam się wciągnąć w tę historię. Błądziłam po omacku tak jak główna bohaterka i ilość informacji i niedopowiedzeń mnie przytłoczyła, potem już było lepiej, byłam bardzo ciekawa, o co w tym wszystkim chodzi. Niestety nie zżyłam się z bohaterami, niektórych wątków się domyśliłam,a jeśli chodzi o samą końcówkę, chociaż autorka zgrabnie zakończyła tę historię i jestem tym usatysfakcjonowana, to zastanawiam, o czym miałabym czytać w następnej części, chyba że będzie to o jakiś innych bohaterach. Mimo wszystko podobają mi się pomysły autorki na wątki fantastyczne i sięgnę po jej następne książki.
Ależ to było dobre! Przysięgam, że sięgając po tę książkę nawet mi przez myśl nie przeszło, że aż tak mnie wciągnie, a prawda jest taka, że dosłownie od samego początku byłam tak zaangażowana w całą historię, że nie mogłam przestać o niej myśleć. Nie czytałam wielu książek o tematyce słowiańskiej mitologii, ale muszę przyznać, że coraz bardziej mi się to podoba. Szczególnie, jak to wszystko jest opisane w taki sposób, że bardzo zaciekawia.
Mimo to, zabrakło mi w Północnym Sabacie kilku rzeczy. Chyba szczególnie głębszego poznania bohaterów. Mam wrażenie, że ta książka mocno skupia się na akcji - która, tak jak wspominałam, jest super - ale z chęcią dowiedziałabym się czegoś więcej o tych postaciach. O ich przeszłości, myślach, relacjach. Nie zrozumcie mnie źle, to wszystko tu było, ale fajnie byłoby wiedzieć jeszcze więcej.
Wnioski? Północny Sabat to ten typ debiutu, który jest serio dobry i zapowiada, że dalej będzie jeszcze lepiej. Ja z niecierpliwością czekam na kolejną część, bo czuję się kupiona w stu procentach. Polecanko!
Książka była pełna dynamicznych akcji, bez momentu wytchnienia, a to przełożyło się na słabą kreację postaci i świata. Uważam jednak, że jak na debiut to książka jest dobra i chętnie sięgnę po kolejne prace autorki.
Dalia - młoda dziewczyna, dyplomowana zielarka, która prowadzi wyjątkową klubokawiarnię w Warszawie. Wiedzie sobie spokojne życie, aż pewnego dnia jej brat znika bez śladu, zostawiając po sobie kopertę z przedziwnym przedmiotem i adresem pewnego antykwariatu.
Dziewczyna postanawia to sprawdzić, ale zupełnie nie spodziewała się, że wizyta właśnie w tym antykwariacie całkowicie odmieni jej życie.
Podążanie śladami Dalli zapewniło mi przygodę, jakiej zupełnie się nie spodziewałam. Agnieszka Sorycz w swojej debiutanckiej powieści wciągnęła mie do niesamowitego świata pełnego rytuałów, zaklęć czy zielarskich mikstur.
Poznanie Sabatu i ich historii było dla mnie fascynującą przygodą, od której cieżko się oderwać. Bohaterowie tej powieści to barwne postaci, które nadają tej opowieści niesamowitego klimatu. Spotykają oni na swojej drodze wiele przeszkód, ale nie poddają się i walczą o przetrwanie i swoje pragnienia.
„Północny sabat” to nie tylko magiczna podróż, na którą wybierzesz się po otwarciu pierwszej strony. To także opowieść o wielkiej determinacji, by pokonać klątwę! Czy naszym bohaterom się to uda? Tego musicie dowiedzieć się już sami ;)
Jestem oczarowana tą historią i jestem w szoku, że tak mało o niej słychać. Mam nadzieję, że to się zmieni i sięgniecie po ten tytuł, bo naprawdę warto!
A ja niedługo zabieram się za kolejny tom! Jestem ciekawa, co dla naszych bohaterów przygotowała autorka ;)
@agnieszkasorycz z całego serduszka dziękuję, że mogłam poznać tę książkę! Jest po prostu fantastyczna!
Uwielbiam książki o czarownicach! Jak dotąd przeczytałam różne pomysły na ukazanie tego tematu, raz wypada to lepiej, raz gorzej. A jak to było w przypadku "Północnego Sabatu" Agnieszki Sorycz? Przyznaję, że jestem zachwycona jej pomysłem! Koncepcja swoistej formy reinkarnacji, sabatu Zaklinaczy i miłości, której nie jest w stanie pokonać nawet śmierć skradła moje serce. Wątek romansowy ma tu duże znaczenie, chociaż nie jest on jakiś przesłodzony. Właściwie przez większość książki jest on bardzo gorzki, zresztą jak same przeżycia głównej bohaterki, Dalii. Jej życie nagle kompletnie się odmienia i wydawałoby się, że nie ma dosłownie nikogo, kto by ją w tym ze szczerego serca wsparł i obdarzył sympatią. Jest sama, wystraszona, zdezorientowana, a wszyscy dookoła patrzą na nią wilkiem. Aż było czasem przykro o tym czytać, było mi jej szczerze żal. Jednak bardzo realistycznie pokazywało to opisany w książce problem. No a rozwiązanie... Miałam ciarki czytając zakończenie i przyznam, że domyśliłam się, o co chodzi dopiero tuż przez samym końcem, więc było to dla mnie duże zaskoczenie. Naprawdę, spodziewałam się właśnie słodkiej miłości i miłych perypetii. A po tym, co dostałam, będę teraz niecierpliwie oczekiwać kolejnego tomu! Takich magicznych i słowiańskich książek nam trzeba!
W skrócie - Północny Sabat to trochę taki paranormal romance, ale jednak bardziej skupia się na tej części paranormal niż romance (co wychodzi na dobre). Do tego dziejący się w Polsce (w Warszawie i okolicach i to tak, że nawet ja wiedziałam mniej więcej gdzie są bohaterowie) i z całkiem przyzwoitą dawką słowiańskich wierzeń (które są dość sprytnie wplecione). Nie jest to YA (całe szczęście!), ale nie ma tam wymuszonej brutalności czy graficznych scen seksu.
Mamy tam i zabawy z czasem (w pewnym sensie) i ciekawy system magiczny (którego może i trochę nie zrozumiałam, ale nie wiem czy to kwestia tego, że nie skupiłam się, czy tego, że są jakieś dziury) i trochę klątwy i dużo tajemnic i tajemniczych zgromadzeń. Struktura historii i wydarzenia momentami przypominają mi te znane z fantasy YA (np. momentami kojarzyły się z Kronikami Nocnych Łowców), ale właśnie przez to, że bohaterowie są starsi, całość prezentuje się zdecydowanie lepiej. Jestem bardzo ciekawa co wydarzy się w kolejnych częściach, bo równie dobrze mogłaby to być jednotomowa historia. Polecam dla tych, którzy poszukują lekkiej i przyjemnej lektury w fantastycznych klimatach.
Zdarza ci się porzucić książkę i wrócić do niej po miesiącach/ latach?
Ja miałam tak z dzisiejsza „pacjentką”. Sięgając po Północny sabat, liczyłam na kolejną historię o czarownicach w naszym teraźniejszym świecie i dostałam coś zdecydowanie bardziej słowiańskiego. A ostatnio brakuje mi takich książek! Co prawda, musiałam dorosnąć do tej historii i odpuściłam ją sobie na bardzo długo, ale koniec końców, podobała mi się.
Pomysł? Naprawdę ciekawy i taki totalnie do Mnie przemawiający. Warszawa, magia, słowiańskie wierzenia, przedwieczna klątwa, zaginięcie i miłość, która najwyraźniej ma problemy z odpuszczeniem sobie kilku wcieleń. Brzmi świetnie, prawda? No właśnie u mnie z wykonaniem było już trochę gorzej. I mnie właśnie to stopowało, nie czułam tego. Czułam się zagubiona. Z jednej strony widziałam masę motywów, bohaterów i akcji. Z drugiej strony tego było za dużo, przez co nie wszystko zostało w pełni opowiedziane. Mam nadzieje, że w 2 tomie, dostaniemy trochę więcej odpowiedzi. Połączenie niektórych kropek było turbo trudne.
Ale mój największy problem z tą książką, to brak ulubionych bohaterów. Już tłumacze. Dalia była dla mnie zdecydowanie najbardziej zapamiętywalna, ale reszta niestety nie zostawiła po sobie większego śladu. Podczas czytania, spoko mi się ich śledziło, ale po zakończeniu książki, już o nich nie myślałam. Podobnie jak z ich relacjami, niby w nie wierzę, ale jakoś jest to trudne. Może brakuje lekkości? Może przez to, co przeżyli, mają problem z pokazaniem i zaangażowaniem? No właśnie sama nie wiem.
Zdecydowanie ta książka jest dla mnie trudna do ocenienia. Bardzo chętnie przeczytam 2 tom, jednocześnie widzę brakujące elementy. Bawię się dobrze, ale krótko pamiętam. Myślę, że takie 3,5/5⭐️ na zachętę.
Mi zdarza się ale często też nawet o tym nie wiem. Tak jak w tym przypadku. A to naprawdę dobry debiut.
Co ma ze sobą wspólnego warszawska zielarka i antykwariat? Otóż to połączenie powoduje uruchomienie pewnej klątwy sprzed lat i odkrycie pewnych umiejętności, z których nasza bohaterka nie zdawała sobie sprawy. Dodatkowo poszukuje zaginionego brata i poznaje pewnego interesującego mężczyznę.
Fajnie się czytało, było dużo motywów magicznych i słowiańskości. Pojawia się Weles i jest bardzo istotny dla historii.
Jakoś jednak nie zżyłam się z bohaterami, momentami też język wydawał mi się trochę zbyt infantylny. Jednak nie przeszkadzało mi to dobrze się bawić.
Uwielbiam wiedźmie pozycje, co pewnie już wiecie dlatego ochoczo sięgnęłam po tę książkę. I w niej nasza główna bohaterka poznaje swój sabat i uczy się bycia czarownicą. Ten wątek podobał mi się najbardziej.
Akcja głównie dzieje się w obecnych czasach w Warszawie i to też bardzo mi się podobało. Myślę, że wiele tego typu powieści skupia się na przeszłości a tu mamy jako główny czas akcji współczesność.
Jest też wątek miłosny. Jako, że to pierwsza część cyklu to nasi bohaterowie się dopiero docierają.
Myślę, że to naprawdę solidny i przemyślany debiut. Czytając go widać, że autorka ma konkretny pomysł na swoją historię, która będzie rozgrywać się w wielu tomach. Gdybym miała ją ocenić gwiazdkowo - to jest to dla mnie solidne 7 na 10 🙂
To była tylko kwestia czasu kiedy sięgnę po ten utwór. ,,Północny Sabat" jest książką opartą na mitologii słowiańskiej (czyli czymś co powinniśmy znać lepiej niż mitologię grecką, której uczą nas w szkole, gdyż mitologia słowiańska - jak sama nazwa wskazuje - pochodzi z naszych słowiańskich stron), a ja uwielbiam poznawać i czytać o mitologiach z różnych zakątków świata. Z mitologią słowiańską spotkałam się już wcześniej, ale wciąż jest w niej dla mnie wiele do odkrycia.
Podoba mi się, że bohaterowie nie posiadają imion często używanych w polskich książkach lub poprostu typowo polskich imion typu "Michał", "Stanisław" albo "Julia". Pani Agnieszka użyła imion nietypowych, które odrazu przypadły mi do gustu. Oprócz tego plusem jest też zdecydowanie fabuła utworu, gdyż jest ona przemyślana i interesująca. Od samego początku książka bardzo mnie wciągnęła, choć przez naukę nie miałam czasu aby skończyć ją rekordowo szybko.
Bohaterowie również przypadli mi do gustu - szczególnie Radowoj, gdyż był bardzo ciekawą postacią i na początku jego motywy pozostawały nam nieznane. Główna bohaterka natomiast nie jest jakąś wielką Mary Sue za co jestem ogromnie wdzięczna. Da się ją polubić, choć czasami jej poczynania mnie irytowały. Wszystko wyjaśnia się pod koniec, a jej historia jest naprawdę dobrze napisana.
Książkę oceniam na coś około 4,5-5 gwiazdek. Nie jest jakimś wielkim dziełem sztuki, ale nie jest też najgorsza ani średnia. Bardzo przypadła mi do gustu i polecam każdemu kto interesuje się takimi tematami.
Główna bohaterka, to Dalia – właścicielka warszawskiej kawiarni i dyplomowana zielarka. Jej życie wywraca się do góry nogami, kiedy znajduje w swojej skrzynce pocztowej tajemniczy przedmiot z notatką prowadzącą do antykwariatu w centrum Warszawy. Gdy poznaje właściciela antykwariatu, Radowoja, oraz jego młodszego brata Teowoja, dowiaduje się, że jest słowiańską Zaklinaczką i wywołuje klątwę, która od tysięcy lat dziesiątkuje Sabat. W dodatku tym razem pojawia się na świecie o sto pięćdziesiąt lat za wcześnie, burząc tym samym rytm wszechświata. A Łowca tylko czekał na tę okazję.
Czy Dalia poradzi sobie z magicznymi umiejętnościami, o których nie miała pojęcia i uratuje Sabat i swoich nowych przyjaciół...?!
Bardzo przypadło mi do gustu wplecenie przez autorkę motywów słowiańskich w teraźniejszość. Krok po kroku poznajemny reguły, jakie rządzą magicznym światem.
Chętnie przenosiłam się razem z bohaterami w czasie, bo pojawia się tutaj też motyw wcieleń po śmierci i powrotów po kilkuset latach.
Fabuła bardzo intrygująca i nieoczyswista. Bohaterowie mimo swoich magicznych atutów są "prawdziwi", myślą jak śmiertelnicy i podejmują przemyślane decyzję.
Dałam się zaczarować i wciągnąć w nie lada zagadkę, której rozwiązanie wprawiło mnie w osłupienie.
"Północny sabat" to historia Dalii - dyplomowanej zielarki, właścicielki klubokawiarni oraz zwykłej dziewczyny, która uwielbia spędzać czas z przyjaciółką i starszym bratem Brankiem.
Gdy Branko niespodziewanie zapada się pod ziemię, Dalia rozpoczyna poszukiwania. Tajemnicze wiadomości od brata doprowadzają ją do dziwnego antykwariatu i braci - Radowoja i Teowoja, którzy odkrywają przed dziewczyną jej prawdziwą tożsamość i umiejętności oraz to, że ona jako jedyna jest w stanie pomóc ich sabatowi.
"Północny sabat" to świetny debiut Agnieszki Sorycz. Historia Dalii wciąga czytelnika już od pierwszych stron.
Powieść jest skonstruowana bardzo dobrze, akcja jest wartka, fabuła wciągająca, bohaterowie wyraziści i z charakterem. Mimo, iż na początku Dalia mnie irytowała z biegiem czasu (a raczej z kolejnymi rozdziałami) bardzo ją polubiłam, zwłaszcza tę jej przekorę. Dodatkowo wątek romantyczny jest bardzo ciekawie poprowadzony, nienachalny, ale chwytający za serce. A to wszytko przeplata się z mitologią słowiańską, czarami, dawnymi wierzeniami i obrzędami...
"Północny sabat" to moim zdaniem świetna propozycja na zimne jesienne, bądź zimowe wieczory. Wciąga czytelnika do swojego magicznego świata i nie wiedzieć kiedy znajdujemy się nagle na samym końcu, i chcemy więcej... Bardzo polecam tę książkę i już nie mogę się doczekać drugiej części.
Słowiańskie, wiedźmowe i magiczne tematy są teraz w modzie. W fajnej modzie. I w ten nurt idealnie wpisuje się "Północny sabat".
Powieść jest ciekawa, dobrze skonstruowana, chociaż nie mogę stwierdzić, że jest napisana w lekkim stylu. W tym wypadku jest to plus, ponieważ wchodzimy w alternatywny świat, który powinien trochę od nas wymagać. I to autorce udało się bardzo dobrze. Podobał mi się pomysł na fabułę, obyczajowa fantastyka w klimatycznej otoczce. Bohaterowie są wyraziści, charakterni i łatwo im kibicować. A wszystko to w otoczeniu starej magii, słowiańskich bóstw i tajemnicy.
Jeśli klimat czarów, obrzędów i bożków jest Waszym klimatem - to ta książka jest dla Was. Mnie się podobała i spędziłam z nią miło czas.
Nie spodziewałam się czegoś super, ale to była bardzo solidna fantastyka. Normalni bohaterowie, tajemnica którą powoli odkrywamy z główną bohaterką i poboczny wątek romantyczny, który nie gra większej roli. Troszkę mi zabrakło więcej magii i systemu magicznego, ale jestem w stanie to zaakceptować w zamian za współczesny czas i miejsce wydarzeń. Na wyróżnienie zasługuje bardzo oryginalna fabuła i brak powielania schematów z innych książek.
Naprawdę nieczęsto zdarza mi się trafić na książkę, która potrafi porwać mnie już na pierwszych stronach i później konsekwentnie trzymać przy sobie aż do samego końca. Zazwyczaj potrzebuję trochę czasu, żeby wejść w historię, poznać bohaterów i dać się wciągnąć w wykreowany przez autora świat. Północny sabat Agnieszki Sorycz zrobił to jednak bez najmniejszego problemu. Ku własnemu zaskoczeniu, zaczęłam czytać i właściwie od razu wiedziałam, że będzie to jedna z tych opowieści, przy których bardzo trudno będzie mi odłożyć książkę. Historia Dalii, młodej warszawianki, wydaje się dość spokojna. Praca w jej ezoterycznej kawiarni, uporządkowana codzienność, wolne wieczory i dziesiątki świetnych książek, czekających na przeczytanie… początkowo nic nie zapowiada żadnej życiowej rewolucji. Jednak wszystko się zmienia kiedy jej brat znika podczas prowadzenia badań archeologicznych na Ślęży. Ruszenie jego tropem to pierwszy krok, który Dalia robi na drodze do zupełnie innego, dziwnie znajomego a jednocześnie niebezpiecznego i fascynującego świata. Szybko okazuje się bowiem, że Dalia nie jest tylko zwyczajną młodą kobietą. Jest słowiańską Zaklinaczką, a jej narodziny uruchomiły starą klątwę, która od tysięcy lat dziesiątkuje Sabat. Co więcej, sama Dalia pojawiła się na świecie o sto pięćdziesiąt lat za wcześnie, zaburzając ustalony porządek i stając się elementem wydarzeń, których konsekwencje mogą być naprawdę poważne. Przyznaję od razu, że słowiańskość tej historii była dla mnie jednym z atutów, które przykuły moje zainteresowanie w pierwszej kolejności. Północny sabat okazał się dokładnie tym, czego szukałam. Słowiańskie elementy nie są tutaj jedynie ozdobnikiem doklejonym do historii. Są jej fundamentem. Autorka bardzo umiejętnie snuje kolejne wątki, odkrywa przed czytelnikiem następne elementy świata i pozwala mu stopniowo zrozumieć, z czym właściwie ma do czynienia i jak to wiąże się z tą słowiańskością, która wydaje się stopniowo przenikać całą fabułę. I właśnie to stopniowanie odkrywania bardzo mi się podobało i zasługuje na docenienie. Nie dostajemy od razu wielkiego wykładu wyjaśniającego wszystkie zasady rządzące światem, wszystkich zależności między bohaterami i historii Sabatu. Informacje pojawiają się krok po kroku. Kolejne elementy zaczynają do siebie pasować, pewne wydarzenia nabierają zupełnie innego znaczenia, a wcześniejsze szczegóły okazują się ważniejsze, niż mogło się początkowo wydawać. Czytając, miałam momentami wrażenie, że autorka rozsypała przede mną ogromne puzzle i tylko pozwala mi je po kolei układać. A trzeba przyznać, że nie lada umiejętności potrzeba, żeby na koniec te wszystkie elementy rzeczywiście stworzyły spójny obraz. Podobało mi się również to, że autorka nie ograniczyła całej historii do jednego wielkiego zagrożenia i walki o przetrwanie Sabatu. Oczywiście klątwa i związane z nią wydarzenia stanowią bardzo ważny element fabuły, ale w tej książce znajdziecie znacznie więcej. Jest tajemnica. Jest magia. Jest przeznaczenie. I jest oczywiście Teo. Historia Dalii i Teo naprawdę mnie poruszyła. To jedna z tych relacji, przy których nie wystarczyło mi po prostu dowiedzieć się, co wydarzy się dalej. Zaczęłam im kibicować. Naprawdę chciałam zobaczyć, czy uda im się wyrwać z tego przeklętego schematu i czy przeznaczenie rzeczywiście musi po raz kolejny doprowadzić ich do tego samego końca. Czy tym razem będzie inaczej? No cóż. Nie powiem. O tym musicie przekonać się sami! Za to powiem Wam, że kolejną zaletą tej powieści są jej wyjątkowi bohaterowie. Czytając nie miałam wrażenia, że są papierowi i sztuczni. I nie mam tutaj na myśli wyłącznie głównych postaci. Oczywiście Dalia i Teo mają najwięcej miejsca, żeby pokazać swoje charaktery, emocje, wątpliwości i motywacje, ale również postacie drugoplanowe nie zostały potraktowane po macoszemu. Tworzą barwny korowód, dzięki któremu świat przedstawiony wydaje się znacznie bogatszy. Każda z tych postaci wnosi coś do historii. Mają własne charaktery, własne interesy i własne spojrzenie na wydarzenia. Nie są wyłącznie tłem dla głównych bohaterów. Choć muszę się do czegoś przyznać. Moje największym wyzwaniem podczas lektury były imiona zakończone na „-woj”. Momentami miałam wrażenie, że wszyscy wokół nazywają się podobnie i zaczynałam się zastanawiać, czy przypadkiem nie pomyliłam jednego bohatera z drugim. Przy takiej liczbie postaci naprawdę można się czasem pogubić. Ale to właściwie drobiazg w porównaniu z tym, ile frajdy dało mi poznawanie całego tego świata, więc nie zamierzam się czepiać. Podsumowując: Północny sabat zaskoczył mnie dojrzałością i rozmachem, sięgając po tę książkę, nie spodziewałam się aż tak dobrze skonstruowanej historii. Dostałam opowieść, w której słowiańskie motywy są rzeczywiście ważnym elementem świata, tajemnice są stopniowo odkrywane, kolejne wątki łączą się ze sobą logicznie, a bohaterowie mają zdecydowanie więcej niż jedną twarz. I właśnie takiej książki szukałam. Czy więc polecam? Zdecydowanie tak! Jeżeli lubicie fantastykę mocno osadzoną w słowiańskich motywach, tajemnice, stare klątwy, magię, przeznaczenie i historie miłosne, w których bohaterowie mają przed sobą znacznie więcej problemów niż tylko „czy on mnie lubi?”, koniecznie dajcie tej książce szansę. Ja jestem nią zachwycona i z przyjemnością sięgnę po inne książki autorki. Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Aria Books #współpracarecenzencka #współpracabarterowa #współpracareklamowa
4.25⭐️ Kocham słowiańskie klimaty, a w tej pozycji dostajemy jej bardzo dużo! Historia Dalki, właścicielki uroczej klubokawiarni, której życie w jednym momencie odwraca się do góry nogami. Książka w której jest magia, mitologia słowiańska, romans i mnóstwo dobrze wykreowanych bohaterów. Mały minus za dość długi początek!
„Północy sabat” to historia o magii, klątwie, wierzeniach słowiańskich i zemście. Książka wciąga od pierwszych stron. Jest zaskakująca. Nie spodziewałam, że wydarzenia się tak rozwiną. Jedyne co mnie rozczarowało to zakończenie. Nie przypadło mi do gustu.
Fabuła strasznie mi się podobała, zdecydowanie zachęciła mnie do poczytania trochę więcej o mitologii słowiańskiej. Ocena jednak nie najwyższa, bo było w książce sporo niedomówień, wciąż niektórych rzeczy nie ogarniam, na szczęście nie były to elementy bardzo ważne do zrozumienia fabuły
Od premiery pierwszego tomu minęło już sporo czasu, ale historia w niej zawarta jest jak najbardziej aktualna. Dla wszystkich fanów fantastyki, zagadek, poszukiwań i nieoczekiwanych zwrotów akcji to wybrałeś/łaś idealną pozycję. Połączenie współczesnych czasów z tym fantastycznym jest czymś co uwielbiam. Wierzenia słowiańskie, sabaty czarownic, rzadko goszczą w naszych krajowych książkach, więc tutaj było czymś nowym, świeżym. Całe szczęście, że mam drugi tom, bo z cierpliwością u mnie na bakier. Wielkie pokłony dla pracy, jaką włożyła autorka, żeby te wszystkie niteczki jakoś spleść i nie poplątać się przy tym. Co byś zrobił/ła, gdybyś wiedział, że co jakiś czas musisz zginąć, żeby po jakimś czasie wrócić i dalej żyć, zastanawiając się jak przerwać tę klątwę, która uniemożliwia normlane funkcjonowanie z rodziną i bliskimi? Jeden minus to te imiona, które dla mnie były trudno do zapamiętania, ale znalazłam swoją metodę do zapamiętania, kto, kim jest. W żaden sposób nie ujmuje to książce, bo to ja zawsze mam kłopot z nazewnictwem itp. Każdy rozdział trzyma w napięciu, liczy się czas, bo ze strony na stronę nasi bohaterowie mają go mniej. Co mnie ujęło to nasza główna bohaterka Dalia, i to, jaką rolę przyszło jej zagrać. Starałam się postawić na jej miejscu i zastanowiłam się, a gdyby mnie to spotkało? Czy faktycznie jest coś więcej? Co bym zrobiła w momencie, w którym dowiaduje się, że mity o bogach, o jakich czytałam w szkole podstawowej istniały naprawdę? Co zrobiłabym, gdybym zobaczyła przed sobą np. Świętowita, Peruna czy Welesa?! Zachęcam do zapoznania się z opisem książki (chyba że nie lubicie spoilerować sobie), bo trzyma w napięciu. Jeden wielki konkret, który na końcu zaburzył mój spokój, ale nie będę spoilerować, bo pozbawiłabym was tego fantastycznego zaskoczenia. Polecam, a dla tych, którzy lubią wersje eklektyczną pocieszę, bo jest e-book i audiobook który fantastycznie umili czas np. podczas sprzątania. Gratuluję autorce i nie ukrywam, że chciałabym zobaczyć, jak wyglądałaby ekranizacja tej serii.
Na początku oceniłam tę książkę dość wysoko, ale po prawie miesiącu muszę obniżyć jej ocenę, bo najzwyczajniej w świecie, nie pamiętałam o czym była. Na szczęście mogłam przeczytać opis wydawcy na jednej ze stron z książkami i sobie wszystko przypomniałam. Powróciło do mnie uczucie niepokoju i zaskoczenia, które odczuwałam gdy czytałam tę pozycję. Trochę mi się podobała, a trochę nie bardzo. Niemniej sięgnę po kolejną część, aby wyrobić sobie jednoznaczne zdanie. No i jednak jestem ciekawa dalszych losów Sabatu.
Dalia jest zielarką i prowadzi dobrze prosperującą klubokawiarnię. Jej jedyną rodziną jest brat, Branek, który jest archeologiem. Gdy pewnego dnia, w czasie prac wykopaliskowych pod Ślężą znika, dziewczyna wie, że musi go odnaleźć. Wkrótce znajduje pewien tajemniczy przedmiot i notatkę, która prowadzi ją do antykwariatu w centrum Warszawy. W ten sposób poznaje antykwariusza Radowoja i jego brata Teowoja. Mimo iż widzi ich pierwszy raz, dziewczyna ma wrażenie, że powinna znać ich obu. Od tej chwili ustabilizowane życie Dalii zmienia się nie do poznania. Okazuje się, że jest Zaklinaczką, która gdy pojawia się na świecie, uruchamia klątwę. Tym razem coś poszło nie tak, bo kobieta pojawiła się za wcześnie i dotychczasowe schematy zaczynają działać nieco inaczej. I tylko Łowca jest gotowy na wykonanie swojej powinności.
"Północny sabat" to jakby wprowadzenie do historii. Poznajemy bohaterów oraz ich historię. Mamy nakreśloną fabułę, która czeka na dalszy ciąg. Jest mrocznie, zaskakująco, czasami z nutką humoru, dość ciekawie. Pomysł na przekaz jest dobry, w dodatku wpleciona jest nutka wierzeń i bóstw słowiańskich, które to elementy są teraz bardzo popularne. Może książka mnie nie porwała, ale i tak jestem ciekawa, jak dalej potoczą się losy Sabatu.
Sięgając po ta książkę spodziewałam się kolejnej historii o czarownicach. Nic bardziej mylnego. Owszem - magia tu występuje, jednak w całkowicie innej odsłonie. W Północnym sabacie zostajemy wciągnięci w nasza rodzimą mitologię słowiańską. Dalia jest zielarką i prowadzi swoją wymarzoną kawiarnię w jednej z Warszawskich dzielnic. Jej życie jest spokojne i uporządkowane. To jednak się zmienia, kiedy dziewczyna dostaje tajemniczy artefakt z jeszcze dziwniejszą notatką. Nagle w jej życiu zaczynają pojawiać się osoby, które jak się okazuje, wiedzą o Dalii więcej niż ona sama. Wraz z główną bohaterką odkrywamy jej przeszłość, próbujemy odkryć, komu może zaufać, a kogo lepiej trzymać na dystans. W połączeniu z przedwieczną klątwą, łowcą oraz nieodpartym przyciąganiem do pewnego niezbyt sympatycznego mężczyzny, dostajemy fabułę powieści, która zostanie ze mną na długo. Jestem ogromnie ciekawa dalszych losów naszych bohaterów. Trylogia jest skończona i wkrótce biorę się za kolejne części.
2,25 🌟 Kurcze miałam taką ochotę na dobrą mitologię słowiańską no i sie zawiodłam nooo.. Rozrywka fajna, ale nic ze sobą nie niesie i szybko mi wypadnie z głowy. Vibe roku 2012 i z takim nastawieniem podeszłam do tej lektury i nawet pod takim aspektem się zawiodłam. Kilkukrotnie się gubiłam w fabule, która i tak wypadła raczej płytko:(( Może kolejna część bardziej przypadnie mi do gustu.. Debiutu gratuluję i mam nadzieje, że Pani Sorycz będzie się rozwijała, bo potencjał dobry.