Reportaż o szeptuchach - tak była zapowiadana ta książka i to budziło moją obawę. Brzmiało to dla mnie jak oksymoron. Reportaż czyli rzeczywistość i fakty oraz owiane tajemnicą szeptuchy? Czy to miało prawo się udać? 🤨
Przeczytałam „Śladami szeptów” od deski do deski i ta książka przyniosła mi dwie emocji - znużenie i smutek.
😰 Znużenie, ponieważ ten tytuł zdecydowanie mógł być krótszy. Jest tu bardzo dużo przemyśleń samej autorki, sporo metafor, które według mnie niewiele wnoszą do książki. I jest tu opisana podróż autorki na Podlasie od a do z. Nie są pominięte opisy noclegów, domowników, przygotowywania posiłków itp. Słowem, ta książka bardziej przypominała pamiętnik, niż reportaż. Miałam wrażenie, że książce z literackiego punktu widzenia po prostu zabrakło dobrej redakcji. To mogłaby być naprawdę dobra pozycja, gdyby ją porządnie przeredagować.
💔 Smutek, ponieważ miałam wrażenie, że o szeptuchach powiedziano w tej książce za dużo. Autorka chodziła do nich na zabiegi i wszystko, co działo się w środku jest opisane dokładnie krok po kroku. Czułam się przy tych opisach niekomfortowo, jakbym czytała zdradzane tajemnice sacrum.
❗️To oczywiście są moje odczucia. Nie odradzam Wam tej książki, ani nie polecam. Zostawiam decyzję po Waszej stronie. Wpis ten powstał na Waszą prośbę 💛
O szeptuchach niezwykle opowiada Michał Matus w swoim podcaście o współczesnej magii „Polowanie na wiedźmy” (odcinek 10 🎧). Bardzo polecam Wam posłuchanie go. To podejście do szeptuch (szczególnie pod koniec odcinka) jest mi o wiele bliższe, niż „Śladami szeptów”.