W Bystrzycy Wielkiej znalezione zostaje ciało nastolatki, Klaudyny Poloczek. Miejscowa policja sądzi, że było to samobójstwo – w torebce dziewczyny odkryto list pożegnalny, a wyniki sekcji zwłok wykazują, że przedawkowała narkotyki. Rodzina zmarłej i mieszkańcy miasteczka nie wierzą, że nastolatka mogła targnąć się na swoje życie, a tym bardziej – że była narkomanką.
Na prośbę siostry zmarłej sprawą zajmuje się Dioniza Remańska. Była policjantka musi tym razem działać w ukryciu. Bystrzycka policja śledzi każdy jej ruch i wyraźnie nie życzy sobie, aby ktokolwiek kontynuował zamknięte śledztwo. Mimo przeciwności Remańska odkrywa ważny wątek w sprawie – okazuje się, że na moment przed śmiercią Klaudyna pomagała swojej przyjaciółce przyłapać na gorącym uczynku podglądacza, który niepokoił ją od dłuższego czasu.
Jeśli trop, którym podąża Dioniza, jest słuszny, w Bystrzycy czai się o wiele więcej demonów, niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Czy Remańska nie ryzykuje zbyt wiele, angażując się w prywatne śledztwo?
Ostatnie śledztwo prywatnej detektyw Dionizy Remańskiej? Cóż, mam nadzieję, że nie, bo szkoda byłoby mi żegnać się z bohaterką, którą z każdą kolejną częścią coraz bardziej lubię i podziwiam za jej odwagę, inteligencję, dociekliwość, a kiedy sytuacja tego wymaga spryt i bezkompromisowość. Kolejne tomy traktują o odrębnych śledztwach, można je więc czytać niezależnie, jednak wątek osobisty Dionizy przewija się przez nie wszystkie. Zachęcam więc Was do poznania całej serii, by poznać dziewczynę naprawdę i zrozumieć kierujące nią motywy.
Cechą charakterystyczną cyklu jest umiejscowienie akcji w hermetycznych, małych społecznościach, w których wszyscy się znają, a wzajemne powiązania i układy ważą często więcej niż prawda i sprawiedliwość. Nie inaczej jest w przypadku „Śmiertelnej dawki”. W Bystrzycy Wielkiej młoda dziewczyna ponosi śmierć w wyniku przedawkowania narkotyków, a miejscowa policja za wszelką cenę forsuje uznanie jej zgonu za samobójstwo. Nie wszyscy jednak są skłonni uwierzyć w tą wersję, między innymi siostra dziewczyny, która zleca Dionizie przeprowadzenie prywatnego śledztwa. Gdy okazuje się, że w sprawie pojawia się drugie dno, komuś coraz bardziej zależy, by prawda nie wyszła na jaw.
W tej części najbardziej dobitnie wybrzmiewa specyfika praw rządzących małymi miejscowościami z ogromną niechęcią do obcych, którzy wściubiają nos w nie swoje sprawy i brudnymi układami i tajemnicami zamiatanymi pod dywan. I tym razem moim zdaniem najciekawiej oddane są relacje Dionizy z wspierającą ją męską ekipą i reakcja na nie ciekawskich mieszkańców Bystrzycy.
W każdej części autorka nawiązuje też do lokalnej, nierzadko mrocznej legendy. Tym razem stykamy się z historią księdza Kieliszka, który karaniem innych chciał odpokutować za własne winy. Można by ją było potraktować z przymrużeniem oka, jako pewnego rodzaju anegdotę gdyby nie to, że diaboliczny ksiądz ma nadal swoich fanatycznych wyznawców, co okaże się nie bez znaczenia dla fabuły.
Każdy, kto zna twórczość autorki wie, że jej książki czyta się znakomicie. To nie tylko rozrywka na wysokim poziomie zaskakująca ciekawymi intrygami i nietuzinkowymi bohaterami, ale też treść z przekazem, budząca silne emocje i skłaniająca do refleksji nad poruszanymi w niej nierzadko trudnymi tematami. Zakończenie tym razem może być przyczyną palpitacji serca, ale nadzieja umiera ostatnia.
"Śmiertelna dawka" Hanny Greń to piąty tom serii kryminałów z Dionizą Remańską. Nie będzie jednak problemu w odbiorze fabuły bez znajomości wcześniejszych części.
Tym razem Autorka umiejscowiła akcję na czas pierwszych miesięcy pandemii koronawirusa. To bodaj pierwszy kryminał, jaki czytałam, obejmujący ten właśnie okres. Nie wpływa to znacznie na fabułę. Hanna Greń miała na uwadze ograniczenia, ale dostosowała do nich działania bohaterów.
Śmierć nastolatki policja szybko zakwalifikowała jako samobójstwo. Rzeczywiście – wskazują na to dowody, ale Dioniza w swoim śledztwie opiera się przede wszystkim na intuicji i umiejętnością łatwego nawiązywania kontaktów z ludźmi. Czytelnik będzie w bardziej komfortowej sytuacji niż Dioniza i jej przyjaciele – bohaterka musi się zmierzyć z wieloma mylnymi tropami.
Osobnym bohaterem będzie miejscowa mała społeczność. Hanna Greń nie ułatwia czytelnikom rozwiązania zagadki – mieszkańcy Bystrzycy zdają się mieć swoje tajemnice i czasami zachowują się jak członkowie sekty. Sprawy nie ułatwia miejscowa policja – Dioniza przeczuwa, że nie wszystko jest tam w porządku. W dużej mierze na tym właśnie są oparte jej działania.
Kryminały Hanny Greń cechuje wyjątkowy charakter pośród innych polskich powieści tego gatunku. Nie inaczej jest w przypadku tego kryminału . Autorka doskonale łączy wątek śledztwa z obyczajowym, przy czym żaden z nich tu nie przeważa – raczej się uzupełniają. Nie są stosowane brutalne opisy czy nadmiar wulgaryzmów. Bohaterowie mają za sobą trudną przeszłość, ale nie określa ona całego ich życia. Język jest bardzo przystępny, wskutek czego lektura powieści to przyjemność. Samo rozwiązanie intrygi było dla mnie zaskakujące, a zakończenie powieści… zostawiło bez słowa.
"Śmiertelna dawka" to najprawdopodobniej ostatnia część serii kryminałów z Dionizą Remańską. Zakończenie było mocne i całkowicie niespodziewane, ale pozostawiło też pole do kontynuacji. Liczę, że jednak będę miała jeszcze okazję śledzić lody Dionizy, Ratia i Szymona.
Witajcie w ten zimny i wietrzny grudniowy wieczór 😁 Dzisiaj na tapecie „Śmiertelna dawka” Hanny Greń. Rewelacyjny kryminał. Macie w planach tę książkę? A może już czytaliście?
15-go lutego 2020 roku Bystrzyca Wielka. W lesie odnalezione zostają zwłoki osiemnastoletniej mieszkanki Bystrzyc Wielkich, Klaudyny Poloczek. Ze wstępnych ustaleń policji wynika, że dziewczyna przedawkowała narkotyki. Znaleziony przy ciele Klaudyny list pożegnalny jest dowodem na to, że popełniła samobójstwo. Rodzina zmarłej nie wierzy jakoby ich spokojna, uczynna i mądra Klaudia miała targnąć się na własne życie. Aby dowieść prawdy potrzebna będzie pomoc kogoś niezwiązanego z bystrzycką policją. Sprawą zajmuje się była policjantka, Dioniza Remańska. Śledztwa nie ułatwia negatywne nastawienie tutejszych służb, które nie kryją swojego niezadowolenia z obecności i węszenia obcych na ich terenie. Na jaw wychodzą ciekawe wątki, które nijak nie pasują do wersji zdarzeń bystrzyckiej policji. Coś tu jest bardzo nie tak. Co kryje się za śmiercią Klaudyny Poloczek? Czy Dioniza zdoła odkryć prawdę?
„Śmiertelna dawka” to kryminał dopracowany w najdrobniejszych szczegółach. Dobrze poprowadzona fabuła, niezwykle ciekawa zagadka kryminalna i lekki styl Autorki doprawiony subtelnym humorem nie pozwoliły mi oderwać się od lektury nawet na chwilę. Ciekawość i chęć odkrycia prawdy sprawiły, że pochłonęłam te książkę w jeden wieczór. Praktycznie do samego końca nie potrafiłam wytypować który skurczybyk stał za morderstwami. W pewnym momencie podejrzewałam już chyba cały posterunek, a nawet przez myśl przeszło mi, że to może Ksiądz Kieliszek wstał z martwych i rozrabia.🙈
Pani Hanna Greń nadała swojej powieści rewelacyjnego klimatu. Czytając książkę wyraźnie czuć było atmosferę małego miasteczka, gdzie wszyscy znają się „jak łyse konie”, a każda plotka roznosi się lotem błyskawicy. Każdy obcy stanowi atrakcję i poddany zostaje inwigilacji. Tu nic się nie ukryje, a to czy zostaniesz zaakceptowany przez mieszkańców zależy od tego czy będziesz w stanie dostosować się do przyjętych tu reguł i zachowań.
Dioniza Remańska jako prywatny detektyw została poproszona o pomoc w sprawie rozwikłania śmierci pewnej nastolatki. Śmierć dziewczyny została uznana przez policję za samobójstwo, jednak rodzina w to nie wierzy. Czy Dioniza dojdzie prawdy? Kobieta postanawia przeprowadzić się na pewien czas do Bystrzycy Wielkiej aby być bliżej sprawy. Jest to mała miejscowość, gdzie każdy każdego zna i o wszystkim wie. Jak się okazuje w Bystrzycy Wielkiej wiele rzeczy jest nie tak jak być powinno i Dioniza z pomocą przyjaciela starać się dowiedzieć co to takiego.
Diona wydaje mi się kobietą pewną siebie i twardo stąpającą po ziemi. Polubiłam tę bohaterkę od samego początku. Jednak gdyby nie Ogie, Ratio i Gredke książka byłaby nudniejsza.
Akcja rozkręcała się powoli, jest prostolinijna i dopiero gdzieś pod koniec dałam się jej porwać. Duży plus to oddanie klimatu małomiasteczkowego. Bacznie pilnowane rodzinne sekrety, plotki rozpowszechniające się lotem ptaka czy ograniczona w pewien sposób mentalność i liczne kłamstwa.
Podobał mi się pomysł na taką zagadkę kryminalną. Oczywiście próbowałam typować śmierdzioszków i udało mi się to po części. Autorka umiejętnie podsuwała mylne tropy i mąciła mi w głowie. Jest to przykład książki, gdzie wątek kryminalny idzie na równi z obyczajowym.
Samo zakończenie, ech nie było dosłowne, może to taka otwarta furtka? Mam nadzieję.
Styl autorki zdecydowanie zalicza się do lekkich i przyjemnych. Język jest prosty, dzięki czemu też czyta się ekspresowo. Chociaż czytając dialogi miałam dziwne odczucia. Jakoby słowa nie pasowały mi to wieku bohaterów.
Mimo, że jest to piąta część z kolei, nie czułam, abym czegoś nie widziała. Moim zdaniem, nie trzeba czytać po kolei, aczkolwiek zachęcam bo książkę czytało mi się naprawdę bardzo dobrze.
Nowy rok czytelniczy zaczynam piątym tomem serii z Dionizą Remańską. Były i lepsze i gorsze tomy, więc tę część stawiam gdzieś pośrodku. Zauważyłam, że występuje tu jeden błąd - bohater nazywa się Waldemar Skorek, a raz został nazwany Mirosławem, więc tu autorka chyba sama się zgubiła w imionach. Ta seria to takie kryminały dla początkujących, niekrwawe, rozgrywające się w małych miejscowościach. Mają w sobie coś przytulnego, lubię ten styl pisania i humor autorki, ale nie są to książki, które za kilka miesięcy będę szczególnie pamiętać.