Wreszcie po kolejnej długiej, jak na mnie walce, skończyłam książkę, która a) nie jest romansem b) nie jest komiksem/mangą c) nie należy do obu tych gatunków naraz. Co strasznie mnie cieszy i mogę tylko mieć nadzieję, że wpadnie mi w drugiej połowie roku więcej takich pozycji.
Przechodząc do meritum, "Chąśbę" wyniuchałam na "Slavicbooku", chyba obecnie najlepszym blogu do wyszukiwania książek o słowiańszczyźnie lub ogólnie powieści osadzonych w świecie słowiańskim. Jakkolwiek sama autorka książki, Katarzyna Puzyńska, nie jest debiutantką i ma już za pasem sporo kryminałów, dla mnie stanowiła jednak pewną zagwozdkę.
Pierwsze co się rzuca w oczy w trakcie lektury to specyficzna struktura powieści. Akcja została podzielona na gawędy i anegdoty - te ostatnie funkcjonują jako uzupełnienie akcji o dodatkowe informacje z poprzednich wydarzeń danego wątku. Moim zdaniem zabieg się nie sprawdził. Autorka wycinała fragmenty, które powinny się znaleźć w samej osnowie fabuły i skakanie między jednym a drugim bywało mocno niewygodne. Zarysowała też sporo różnych wątków, ale mnie, jako czytelnikowi, zaciekawiło zaledwie kilka (np polowanie na strzygę i przemiana w strzygę). Najgorsze, że gdy już nie mogłam się oderwać, to nagle następował przeskok, albo do anegdoty, albo do wątku który odpowiadał mi już mniej. Miały też miejsca pewne drobne idiotyzmy w prezentacji i poprowadzeniu wątku z bogami. Może czasami ciężko jest zgrabnie ich napisać?
Od strony kreacji świata:
Chyba pierwszy raz się spotykam by zarówno bogowie jak i demony słowiańszczyzny odgrywały większą rolę. Do tej pory albo byli to sami bogowie (retelling), albo stwory, albo bierze się tylko klimat słowianski, albo odziera się świat z magii i tworzy powieść historyczną. Pod tym względem Puzyńska ma u mnie ogromnego plusa. Zresztą słowiańszczyzna bardzo często lubi się z klimatem odizolowanych wiosek i ze społecznościami wiejskimi, co tutaj również jest widoczne. W ogóle kreacja świata jest najmocniejszą stroną powieści.
Od strony językowej:
Styl zdecydowanie mógłby być lepszy, zdarzało mi się mieć ochotę przeredagować go - jeżeli ktoś ceni ładny, poetycki język, to nie ma tu czego szukać. Ogólnie Puzyńska daje radę, lecz ochów i achów pod swoim adresem ode mnie nie usłyszy :). Nie ma tu jakieś stylizacji na staropolski, pojawiają się jedynie jakieś pojedyncze zwroty lub słowa. Bohaterowie mogliby jednak trochę jakąś gwarą mówić IMO, ale cóż książka byłaby wtedy mniej przystępna.