Czy działanie w imię wyższego dobra może gwarantować bezkarność? Czy wszyscy zasługują na drugą szansę?
W klasztorze na odludziu, będącym schronieniem dla czterdziestu duchownych o nadwerężonej reputacji, dochodzi do makabrycznej zbrodni. Zamordowano opiekuna placówki, a jego ciało powieszono na krzyżu w ogrodzie. W obawie, że wybuchnie skandal, władze kościelne próbują zachować incydent w tajemnicy. Do sprawy zostaje wyznaczona młoda i niedoświadczona policjantka Sara Bednarek.
Wyznaczona i... pozostawiona bez wsparcia. Sara szybko zdaje sobie sprawę, że jej przełożonym bardziej niż na odkryciu prawdy zależy na jak najszybszym wskazaniu kozła ofiarnego. Z uwagi na życiorysy duchownych, każdy z nich mógłby być mordercą. Sprawa się komplikuje, gdy dochodzi do kolejnej zbrodni.
Borlik prowokuje i zadaje niewygodne pytania. To najbardziej kontrowersyjna powieść w jego dotychczasowym dorobku.
Piotr Borlik urodził się w 1986 roku w Bydgoszczy. Po uzyskaniu tytułu inżyniera na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym rozpoczął pracę w fabryce firmy Sharp. To właśnie tam podczas ciągnących się w nieskończoność wieczornych zmian napisał pierwsze opowiadania.
Dalsze życie zawodowe i nieustanne podróże po Polsce umożliwiły mu rozwijanie literackich pasji. Kilka lat spędził w Hiszpanii, gdzie południowy klimat Marbelli i codzienna porcja słońca motywowały go do tworzenia kolejnych tekstów.
Najczęściej można spotkać go zaczytanego w kryminałach, choć jak sam wspomina, ceni każdy rodzaj literatury, zwracając szczególną uwagę na polskich autorów.
Jest mistrzem Holandii oraz laureatem trzeciego miejsca w otwartych mistrzostwach Czech w grach logicznych, co nie pozostało bez wpływu na jego kryminalny debiut.
W klasztorze, który jest schronieniem dla czterdziestu duchownych i nadwerężonej reputacji, dochodzi do makabrycznej zbrodni. Zamordowano opiekuna placówki w nietypowy sposób.
Borlik znów pozamiatał! Tym razem autor nie certolił się w tańcu, tylko wsadził kij w sam środek mrowiska i zrobił to po mistrzowsku.
Temat kościoła i jego grzechów jest dość modny teraz i był maglowany już na wszystkie sposoby. A jednak mamy tu coś świeżego, coś innego. Bardzo sobie cenię, że Borlik nie jest tutaj stronniczy, pokazuje problem pod płaszczykiem fikcyjnej historii, ale potrafi też udowodnić, że wszystkich do jednego wora wsadzać nie należy. Ta powieść szokuje, zmusza do myślenia, a przy tym dostarcza rozrywki, bo jednak typowanie sprawcy, to zawsze jest dobra zabawa. Przynajmniej dla mnie.
Nie będę Wam tu przynudzać, lepiej ten czas spożytkujcie na czytanie „Czterdziestu dusz”. Warto!
Moi mili w tej powieści autor zapakował kij w mrowisko i zrobił tym kijem tak zwane śmigło…
Nie jest tajemnicą, że pisarz dba o to, żeby każda jego powieść była inna od poprzedniej i w tym wypadku nie jest inaczej.
Zacznę od plusów, żeby było miło i tak dalej. Autora cenię za logikę, wiadomo, że nie ma powieści idealnych, jednak na płaszczyźnie logiki i rozwikłania spraw ciężko autorowi cokolwiek zarzucić, bo wszystko jest przemyślane i trudno doszukiwać się nieścisłości i naciągania fabuły, a to zdecydowanie ułatwia odbiór jak widelec ułatwia, spożycie pierogów, a ręka ułatwia wylanie zupy do toalety, bo kto zdrowy je zupy.
Sama inscenizacja morderstw była bardzo, bardzo… Już pomijając fakt, że w poczynaniach mordercy\morderczyni (celowo tak piszę, żeby nie było spoilerów) od samego początku da się wyczuć jakiś plan, nie jest to typowe zaszlachtowanie człowieka, jakiego może dokonać każdy z nas, czy nawet Pan Mirek rezydent Żabki, jest w tym coś więcej.
Bohaterka wywołała we mnie mieszane uczucia, z jednej strony, jest to ciekawa kreacja z rozległą wiedzą z zakresu symboliki czy teologii, a z drugiej jej historia życia była trochę zbyt uwypuklona i momentami zdominowała powieść (a jej historia na to nie zasługiwała, bo nie miała aż tak ciekawego życia moi mili).
Trochę zabrakło mi dynamiki, bo o ile początek jest intensywny to środek dość mozolny, końcówka autor podkręcił tempo, jednak odbioru całości to nie zmieniło. Pisarz nie słynie z mocno dynamicznych historii w stylu Cartera, jednak mi jego styl odpowiada, ale tutaj mogło być, nieco intensywniej.
Generalnie już jakiś czas temu Piotr Borlik trafił na listę moich ulubionych autorów i kolejną powieścią mnie do siebie przekonuje. Duży szacunek za osadzenie historii w klasztorze i dotknięcie niewygodnych tematów, bo jak wiadomo żyjemy w kraju gdzie są nietykalne kasty ludzi, gdzie jeden przed drugim manifestuje swoją niezłomność. Polecam Wam moi mili, najmilsi moi, czytajcie i tak dalej…
W ostatnich latach temat, który zaczął być coraz częściej poruszany i nagłaśniany, więc można powiedzieć, że autor jak inni odważni włożył kij w mrowisko. Temat dość kontrowersyjny, ale nie można przejść obok niego obojętnie.
Bardzo dobry kryminał, który jest prowadzony od samego początku do zaskakującego końca. Wplątany w to wszystko ważny temat ukazujący, księża jako ludzi o skłonnościach, które nie powinny mieć miejsce.
Muszę powiedzieć, że bardzo podobała mi się ta książka i przedstawiona historia, która wciąga z każdą stroną. Oprócz tego miejsce fabuły jest dla mnie bardzo bliskie, bo jestem w Kolnie raz do roku, więc trafia to do mnie dwa razy mocniej, chociaż wiem, że w tej miejscowości nie ma czegoś takiego jak ten zakon, ale autor prawdę zaznaczył, że tamtejsze społeczeństwo jest bardzo religijne i to można wyczuć będąc tam na miejscu.
Jest to moje pierwsze spotkanie z autorem i wiem, że nie ostatnie. Świetnie się czyta, szybko i chociaż to fikcja literacka, ale jak bardzo dobrze odzwierciedla ponurą rzeczywistość.
Naprawdę świetnie przedstawiona historia i bardzo dobrze wykreowani bohaterzy. Fabuła wciąga, ale przede wszystkim rewelacyjnie ukazana społeczność księży i osób związanych z nimi blisko jak ściśle wszyscy się trzymają. Polecam, bo naprawdę świetny kryminał pokazujący nie tylko część z morderstwami, ale ciemne dusze bohaterów i ich zachowania.
Piotr Borlik to nazwisko, które na mojej półce pojawia się już w ciemno. Za każdym razem książki są godne uwagi przede wszystkim polecenia dalej, pożyczania innym więc sięgam już po nie w ciemno. Ale czy tym razem również było warto?
Jak już ostatnio autor nas zdążył przyzwyczaić do poruszani trudnych tematów i często po prostu kontrowersyjnych, to i tym razem czytając opis od razu wiadomo, że ta książka do lekkich należeć nie będzie.
Ale od początku. Tym razem autor zabiera nas, czytelników, do klasztoru, w którym przebywa czterdziestu duchownych. Żaden z nich nie cieszy się dobrą reputacją. Ale czy to nie jest tak, że każdemu należy się druga szansa? Zanim takie rozmyślania się Wam włączą, to uprzedzę, że w fabule pojawia się trup. I to nie byle jaki, bo opiekun tego miejsca zostaje zamordowany i powieszony ja krzyżu. Tylko kto to mógł zrobić? A duchowni? Duchowni próbują utrzymać to w tajemnicy…
Jak na kryminał przystało, poznajemy również osobę, której przyszło spróbować rozwiązać zagadkę śmierci w klasztorze. Niestety, okazuje się, że przez przełożonych zostaje zostawiona sama sobie ze sprawą i nikomu oprócz niej nie zależy na odkryciu prawdy tylko na szybkim znalezieniu kozła ofiarnego i zamknięciu sprawy. Cóż, nie tak łatwo. Dochodzi do kolejnej zbrodni i śledztwo już nie może się skupiać na znalezieniu winnego jakiegokolwiek byle był.
Jak się spodziewałam i być może bardzo źle, że zakładam, że dostanę dobrą książkę, bo mogę się nieźle rozczarować, mimo wszystko muszę przyznać, że to kolejna świetna książka spod pióra Borlika. Porusza trudne tematy, ale bardzo aktualne i myślę, że równie bardzo niewygodne dla pewnych osób. Mimo, że to przecież fikcja literacka, to jednak jest w niej tak dużo prawdy, że aż człowiekowi się w głowie miesza. Właśnie dlatego uważam, że w tym przypadku niekoniecznie chodziło o to żeby zagadka kryminalna była nie do rozwiązania do samego końca i nie ma się co irytować, że się domyśli o wiele wcześniej wszystkiego, bo w przypadku tej książki chodzi o to żeby szokować, żeby zmusić do przemyśleń, żeby zmusić do otworzenia oczu i pokazać jak nadal wszystko zostaje zamiecione pod dywan. A nie powinno, bo dlaczego tacy ludzie mają nie ponosić konsekwencji?
Sam Borlik stwierdził, że "Czterdzieści dusz" to kij w mrowisko. Oj, tak. Będzie o niej głośno mimo, że tym razem akcja nie powoduje, że wstrzymuje się momentami powietrze i nie pędzi ekstremalnie szybko, to powoduje ogromne napięcie. Myślę, że to świetna książka i faktycznie poruszająca trudny, ale ważny temat. Gratuluję autorowi odwagi, a jednocześnie pomysłu i realizacji powieści. Nie da się od niej oderwać.
A podsumowując już, musicie wiedzieć, że autor za każdym razem podaje nam w swoich książkach coś zupełnie innego. Za każdym razem zaskakuje tematyką i różnorodnością. Czyżby to był przepis na sukces?
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Prószyński i S-ka.
Po przeczytaniu książki mogę stwierdzić, że jej czytelnicy podzielą na dwie grupy. Jedna to będą jej fani, do których ona trafi, zrobi na nich wrażenie i będą polecać dalej. Natomiast druga wręcz przeciwnie, nie ocenią jej zbyt wysoko i nie zachęcą do czytania. Ja jestem w stanie zrozumieć obie te grupy, książka jest bardzo kontrowersyjna, porusza mocne tematy, a autor nie szczędzi sobie w słowach. Jednakże mi bardzo się to podobało i dołączam do grupy fanów tej książki!
Mamy tutaj do czynienia ze śledztwem w zamkniętym kręgu,a dokładniej w klasztorze, który jest schronieniem dla czterdziestu duchownych o nadwerężonej reputacji. Wyznaczona do rozwiązania zagadki brutalnego morderstwa na opiekunie placówki młoda i bardzo wierząca policjantka Sara szybko odkrywa, że to nie jest zwykły klasztor, a każdy z duchownych mógł dokonać tej zbrodni. Wie, że mieszkający tam księża to nie aniołki, lecz pozostawiona bez pomocy i bez dostępu do dokumentów z przewinień duchownych stara się nawiązać z nimi jakiś kontakt. Nie pomaga fakt, że władze kościelne i współpracujący z kurią mecenas starają się zatuszować sprawę, by nie wyszła poza kręgi Kościoła. Sprawa zaczyna się komplikować, gdy dochodzi do kolejnego morderstwa.
Pan Piotr Borlik bardzo prowokuje tą książką i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Stworzył ciekawą fabułę, która ma w sobie wątki mocno na czasie. Bardzo podoba mi się kreacja każdej z postaci, nawet tego nieszczęsnego Żarskiego... A ogromne wrażenie zrobiło na mnie przedstawienie Sary i ukazania tego, jak się zmienia na przestrzeni całej książki.
Czytelnik wpada w sam środek potężnej intrygi. Klimat jest ciężki i duszący. Już sam prolog był odważnym wejściem, wprowadzającym w mocny, chaotyczny i dynamiczny rozwój akcji. Dużą robotę robią tu dialogi, których jest całkiem sporo oraz przemyślenia bohaterów i ich dedukcja wydarzeń. To nie jest lekki kryminał, który dostarczy Wam tylko rozrywki, bardziej przypomina lepką smołę, pełną brudu, grzechu i wad. Zmusza do przemyśleń, zrozumienia i odkrycia, że największymi potworami są .... ... ludzie.
Stary Rok żegnam bardzo intrygującą i mroczną lekturą. 🔥
Temat Kościoła i kleru niewątpliwie jest kontrowersyjny i na taki połakomił się autor. Dostrzeżemy tu czarną stronę duchownych, bo to właśnie oni stają się głównymi bohaterami. W klasztorze, gdzie schronienie otrzymało czterdziestu kapłanów o niechlubnej opinii dochodzi do brutalnego morderstwa. Oczywiście władze Kościoła chcą zatuszować zbrodnię, zwyczajnie zamieść ją pod dywan. Młoda policjanta zostaje rzucona na głęboką wodę. Niestety nie może liczyć na wsparcie. Czy dojdzie do prawdy, która nie jest tu wcale najważniejsza, istotne jest aby szybko znaleźć kozła ofiarnego i zamknąć sprawę, która z minuty na minutę się komplikuje, ponieważ dochodzi do kolejnych przestępstw…
Pamiętam kiedy ukazał się dokument Tylko nie mów nikomu… był odrażający. W książkowym Kolnie, małej miejscowości, w której statystycznie mieszkają same osoby wierzące (z małym odsetkiem) zostało stworzone miejsce, klasztor dla grzesznych, lekko mówiąc, pokroju tych z filmu, księży.Każdy z nich ma bogatą kartotekę, więc każdy z nich jest podejrzany o morderstwo…
Przyznaję, że autor potrafi zaintrygować czytelnika od pierwszej strony. Nic tu nie jest oczywiste, ani proste. Zastanawiałam się jaką taktykę obierze młoda policjantka, nie chciałabym znaleźć na jej miejscu, nie miała łatwo. Bardzo interesujące były wzmianki dotyczące symboliki ukrytej na stronach Pisma Świętego, które wprowadzały jeszcze bardziej tajemniczy, misterny klimat. Wzmagał je również sam klasztor, stary, pełen zakamarków i popadający w ruinę.
Takie kryminały właśnie lubię! Mroczne, pełne niewiadomych i zaskakujące. Do samego końca nie była pewna, kto za tym wszystkim stoi. Czekam na kolejne książki autora, bo przyznaję, że jeszcze nigdy się nie zawiodłam 🙂 @piotr.borlik lubi brać na warsztat prowokujące i bardzo dyskusyjne kwestie, co będzie następnym tematem przewodnim? 😉 Juz nie mogę się doczekać!!!
Jeden klasztor a w nim czterdzieści udręczonych dusz. I opiekun, który nad nimi czuwa oraz robi wszystko aby resocjalizacja dała efekty. Czy aby na pewno robi wszystko? Gdy dochodzi do zabójstwa opiekuna wszystko idzie w złym kierunku. Księża robią co chcą i nie panują nad sobą. Nigdy nie panowali ale teraz może dojść do kolejnej tragedii. Kuria próbuje jak najszybciej zakończyć tę sprawę by nikt się o tym nie dowiedział. Do tajnego śledztwa oddelegowana zostaje młoda policjantka Sara. Czy było to przemyślane by młoda kobieta zamieszkała wraz z mężczyznami, którzy mają wiele za uszami mimo tego, że są blisko Boga? Na domiar tego mieszkający tam woźny może też być nieobliczalny gdyż jest w klasztorze popychadłem ze względu na jego umysłowość. Jednak Sara za wszelką cenę będzie chciała odnaleźć sprawcę, który krąży blisko niej i księży. Musi wytropić sprawcę, który nie podda się tylko na jednym morderstwie. Widać,że ma jakieś powody by pozbyć się tych złych ludzi. Nikomu nie podoba się obecność policjantki w klasztorze. Czy jest w niebezpieczeństwie?
Tak, na takiego Borlika czekałam. Było krwawo, mocno i intrygująco.Cała otoczka spraw w klasztorze była dobrze przemyślana. Zaskoczyło mnie zakończenie bo nie tego się spodziewałam ale to na duży plus. Kościół jest tematem dość kontrowersyjnym nie ma co ukrywać ale fajnie,że ktoś potrafi to przepisać na papier i stworzyć dobrą historię. Nie ukrywam,że martwi mnie to co dzieje się na świecie i kościół mnie po prostu od siebie odpycha. Boje się w ogóle myśleć,że pewne rzeczy dzieją się tuż obok i jest też ktoś tam kto potrafi te sprawy tuszować. Tak nie powinno być i to powinno się cały czas zmieniać.
To było mocne! Doskonały kryminał, świetne postaci, obrazowo przedstawiony klimat i bardzo kontrowersyjny temat. W klasztorze w Kolnie dochodzi do koszmarnej zbrodni. Opiekun klasztoru zostaje zamordowany w bestialski sposób. Do śledztwa przydzielona zostaje młoda policjantka Sara Bednarek. Okazuje się, że została wybrana z trzech powodów - małego doświadczenia, głębokiej wiary oraz znajomości symbolizmu. Sara jedzie na miejsce i zostaje zostawiona bez pomocy ze strony Kurii i swoich przełożonych. Z uwagi na to, że mieszkańcami klasztoru jest czterdziestu księży, zesłanych w to miejsce za swoje doskonale zatuszowane przez Kościół i wyspecjalizowanego prawnika zbrodnie, wydaje się że nikomu specjalnie nie zależy na odkryciu prawdy. Sara ma wyznaczyć kozła ofiarnego i pozwolić na zamiecenie sprawy pod dywan, tak by nie dotarła ona do opinii publicznej. A przecież każdy ze zwyrodnialców grzejących bezpiecznie tyłki w klasztorze zamiast siedzieć w więzieniu, mógł być sprawcą. Wiadomo, że książka ta przedstawia fikcyjne wydarzenia i fikcyjne miejsce, ale biorąc pod uwagę wychodzące co jakiś czas na jaw afery związane z Kościołem, nie jest wcale powiedziane, że to rzeczywiście zupełna fikcja. Może dlatego czytałam tę książkę z dwojakim nastawianiem - z jednej strony z przyjemnością i zaciekawieniem treścią, z drugiej z wewnętrznym nerwem, czy takie miejsca faktycznie istnieją. Autor ma genialną umiejętność takiego snucia opowieści, że czujemy jakbyśmy byli jej uczestnikami, nie tylko obserwatorami. Z niecierpliwością czekam na kolejne książki, no i koniecznie muszę przeczytać wcześniejsze pozycje.
Klasztor, w którym przebywają pensjonariusze o dość trudnym usposobieniu. Księża zesłani za różne przewinienia - alkoholizm, spowodowane wypadki i różne zaburzenia.
Zostaje zamordowany dyrektor tego ośrodka. Kuria chce utrzymać sprawę w całkowitej tajemnicy, więc do rozwiązania sprawy zostaje przydzielona jedna z lepszych policjantek, Sara Bednarek. Można jedynie domyślać się, jak lekceważąco zostaje potraktowana. Nie ma żadnej karty przetargowej, a piętrzą się przed nią jedynie tajemnice.
Ta książka nie krytykuje instytucji. Krytykuje nieczyste zagrywki, w które grać może każdy - nie tylko biskup, ale też adwokat czy komisarz policji. Autor nie ocenia - daje możliwość, aby to czytelnik określił podczas lektury.
Silnie wykreowana główna postać Sary Bednarek, która jednak jest świadoma, że nie jest superbohaterką i że niektórych rzeczy nie przeskoczy. Zdeterminowana, ale nie na tyle, by nie wiedzieć, kiedy odpuścić.
Świetny klimat powieści - sam klasztor to miejsce tak skonstruowane, że niektórych mogą ciarki na plecach przechodzić. W połączeniu z dobrze dopasowanym tempem powieści wszystko gra i buczy.
I nawet chwilowy zastój po ciężkich wydarzeniach w budynku kurii szybko przechodzi. A końcówka intryguje, i osobiście nie przeszkadzało mi, że była nieco naciągana.
Ciekawa książka, która osadzona jest w męskim klasztorze, do którego trafili różnej maści degeneraci (od alkoholików na pedofilach skończywszy).
Zamordowano opiekuna placówki, a jego ciało powieszono na krzyżu w ogrodzie. W obawie, że wybuchnie skandal, władze kościelne próbują zachować incydent w tajemnicy. Do sprawy zostaje wyznaczona młoda i niedoświadczona policjantka Sara Bednarek. Wyznaczona i… pozostawiona bez wsparcia. Sara szybko zdaje sobie sprawę, że jej przełożonym bardziej niż na odkryciu prawdy zależy na jak najszybszym wskazaniu kozła ofiarnego. Z uwagi na życiorysy duchownych, każdy z nich mógłby być mordercą. Sprawa się komplikuje, gdy dochodzi do kolejnej zbrodni.
Książka z pewnością podzieli czytelników. Jedni stwierdzą, że to fikcja literacka, ale bardzo realna, a drudzy (na przykład psychoprawica) stwierdzą, że to atak na kościół. Czyta się szybko. Książka wciąga.
"Znalazłem tam sporo odniesień do dzieł nie tylko książkowych. Mamy śledztwo w klasztorze i chrześcijańską symbolikę- na pierwszy rzut oka możemy pędzić myślami do co by nie mówić mocno osadzonej już literatury jak „Imię róży” i „Kod Leonarda Da Vinci” . Natomiast śledztwo w zamkniętej przestrzeni to dobrze rozwinięte odniesienie do filmowych dzieł „Coś” i „Obcy”."