Zaczyna się źle, a potem jest tylko gorzej. Esej ten jest dla mnie przykładem tego, czego nie cierpię w "uduchowionym" myśleniu o świecie - wielkie słowa i twierdzenia o charakterze uniwersalnym, nie podparte na niczym innym niż "to wypływa z mądrości wszechświata", "dawni mędrcy wspólnie twierdzili" i najbardziej mnie irytujący "wie to każdy prawdziwe mądry, kto poczuł i poznał naturę świata". Na tym zresztą bazuje spirytualna gadanina, bez względu na to czy piszę ją indyjski noblista, czy wiedźma na tik-toku - ich "prawda" jest prawdziwa, bo jest, a jeśli zaprzeczasz, to znaczy, że jesteś durniem, stawiasz się w opozycji do wszechmądrości, kosmicznej harmonii, wibracji ducha boskiego etc.