Kompletna i bezkompromisowa biografia Stanisława Lema. Psychologiczny portret wielkiego pisarza.
O twórczości i literackich zmaganiach Stanisława Lema napisano już wiele. Jako człowiek wciąż pozostaje jednak zagadką. Bardzo oszczędnie opowiadał o swoim życiu prywatnym – wymawiał się słabą pamięcią, zostawiał niedopowiedzenia i przytaczał zabawne anegdoty, gdy padały trudne pytania.
Co rządziło jego światem? Przemilczana trauma i ucieczka przed bolesnymi wspomnieniami? Wyparta tożsamość żydowska i potrzeba przynależności do wspólnoty? Nieprzejednany dystans do świata? Lęki czy geniusz? Czego się bał, przed czym uciekał?
Literaturoznawczyni i badaczka jego twórczości Agnieszka Gajewska dotarła do nowych źródeł (archiwa lwowskie, archiwa bezpieki, archiwa prywatne), z których nikt wcześniej nie korzystał.
Dzięki nim nie tylko udaje jej się zrekonstruować życie żydowskiej inteligencji i przedwojennego wielokulturowego Lwowa, ale również postawić mocno udokumentowaną tezę: doświadczenie wojny i ocalenie z Zagłady miało fundamentalny wpływ na Stanisława Lema i jego twórczość, która pełna jest zakamuflowanych odniesień do jego życiowych doświadczeń.
Dzięki tej biografii poznajemy nie tylko wielkiego pisarza, ale przede wszystkim człowieka doświadczonego przez historię, ze wszystkimi jego problemami, obawami, wątpliwościami i słabościami.
Solidna biografia, widać ogrom włożonej pracy czy żmudnej kwerendy w archiwach.
Gajewska stara się pokazać Lema jako przede wszystkim człowieka, nie wolnego od wad, często rozkapryszonego czy pogrążonego w depresji i niemocy twórczej, ale także o wielkim intelekcie, przenikliwym umyśle i trudnej, bolesnej przeszłości. Napisać taką biografię, która nie byłaby ani laurką, ani paszkwilem nie jest łatwo, zwłaszcza, gdy sam Lem zazdrośnie strzegł szczegółów z własnej przeszłości, niejednokrotnie tworzył ją, przeinaczając fakty, zatajając wspomnienia, choć robił to w konkretnym celu.
Ogormną zaletą jest również szerokie tło polityczno-społeczne, barwny portret środowiska literackiego Krakowa, oraz samego Lema. Jedna z lepszych biografii, jakie zdarzyło mi się czytać
Wobec „osoby biograficznej” biograf i biografka mogą mieć różne postawy i cele. Można napisać hagiografię, można ozłacać, usprawiedliwiać, w końcu także ubrązowić (Hello, hello Boy-Ż.). Można szykować opisywaną i opisywanego na „prawdziwego bohatera” (w tradycji polskiej żadna skaza wymknąć się - nie daj boże - nie może – rym, cym, cym!), można też potępić i zgnębić. Raczej mówimy o dychotomii: czarne i białe. Gdzież tam niuanse i frywolne człowiecze ułomności. Pułapek jest wiele, więc i łatwo w nie wpaść. Gajewska zaś dokonała rzeczy prawie niemożliwej w rodzimym piśmiennictwie – stworzyła pełną, wspaniale krytyczną, „niezależną” a jednocześnie uważną (nie lubię tego słowa, ale już niech będzie) opowieść o człowieku, który cudem uratowany z Zagłady w szarościach PRL-u mocował (i macał) się z gwiezdnym pyłem. Gajewska jest z Lemem od początku, od najważniejszego, tożsamościowego doświadczenia pierwotnego lęku, który wpłynął na całe jego pisarstwo i którego ślady odnajdujemy nawet w najpóźniejszych pracach. Jest z nim w chorobie i w sukcesach. Bliżej dokumentu niż plotki. Jest z Lemem, który wątpi i błądzi i z tym, który odbiera najważniejsze nagrody państwowe i światowe. Z Lemem marzycielem, futurologiem, filozofem, w końcu pisarzem. Wybitnym umysłem, który gatunek pośledni wprowadził na literacki parnas. Który także w tym obszarze pokazał figę z makiem krytyce literackiej. Lem nieopisywalny – na moment został przyszpilony. Reasumując - książka Gajewskiej jest biografią wybitną. Skrojoną ze strzępków informacji, okupiona niewyobrażalnym nakładem pracy i mozołu twórczego. Jakby sam Lem ją prowadził. Zjawisko (niemal) kosmiczne!
Mam parę zastrzeżeń, choćby to najważniejsze, że autorka powoływała się na opublikowane rozmowy Lema z innymi osobami, kiedy odtwarzała choćby jego dzieciństwo, by chwilę później stwierdzić, że Lem czasem tuszował niewygodne dla niego rzeczy lub wspomnienia i nie można było traktować go jako całkowicie wiarygodnego. Sama opowieść o pisarzu jest jednak bardzo ciekawa i angażująca, wątek korespondencji z Le Guin wspaniały! Uwielbiam to w listach, wspomnieniach, biografiach, że przewijają się przez ich strony nie tylko tytułowi bohaterowie, ale też inne znane postaci, których nazwisko jest tak ciepło znajome (tutaj: Filipowicz, Szymborska, Miłosz, Le Guin).
Niestety, ale nie jest to rzetelna biografia Stanisława Lema. Gajewska nie podaje w niej bowiem informacji o tym, że (przykładowo): 1. Stanisław Lem najzwyczajniej na świecie kłamał, pisząc dla niemieckiej gazety, że: „Wiedziałem iż moi przodkowie byli Żydami, ale nic nie wiem o wierze mozaistycznej i, niestety, nic też nie wiem o żydowskiej kulturze”, choć na świadectwie maturalnym miał on piątkę z religii judaistycznej (patrz odpis świadectwa dojrzałości Stanisława Hermana Lema w archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego - sygnatura akt WL II 387). Kłamał on też Beresiowi, podając mu błędną datę repatriacji ze Lwowa a tylko Fiałkowskiemu przyznał się, czego pewnie później zapewne mocno żałował, że był on w konszachtach nie tylko z niemieckim i radzieckim okupantem, ale także, z co najmniej jednym żydowskim policjantem, czyli Odmanem. Jako człowiek, Stanisław Lem był więc wysoce niewiarygodny, a więc nie można, tak jak Gajewska, tworzyć jego biografii na podstawie wypowiedzi aż tak niewiarygodnej osoby. Stanisław Lem był po prostu zwyczajnym oportunistą, który zawsze i wszędzie kolaborował z aktualną władzą, chyba że była on już na krawędzi upadku i dlatego też uciekł on we Lwowie z niemieckiej firmy Rohstofferfassung pracującej dla Wermachtu (czy też z Beutepark der Luftwaffe), kiedy było już oczywiste, że III Rzesza ma się ku rychłemu upadkowi i tak samo zaczął on na serio działać w Polsce Ludowej w tzw. demokratycznej opozycji, kiedy było już wiadomo, po fiasku „reform” Gorbaczowa, że dni władzy radzieckiej są policzone i to nie tylko w samym ZSRR, ale też i w Polsce. 2. Podczas niemieckiej okupacji Lwowa, Stanislaw Lem ukrywał Odmana, czyli żydowskiego policjanta z getta. Praca St. Lema dla Wehrmachtu i Luftwaffe, szczególnie zaś w charakterze ochotnika, była oczywiście na 100% kolaboracją z Nazistami, a na to są dowody nie do zbicia i nawet Gajewska tego nie stara sie ukryc. Ale przecież pisarz przyznał się red. Fiałkowskiemu, że ukrywał (on czyli Lem) Odmana -„ kolegę, który pracował w milicji żydowskiej, Ordnungsdienst”. A kto ukrywał Odmana, jak nie inni Odmani czy też osoby z Odmanami współpracujące? Cytuję: „Ukrywałem przez kilka dni na strychu kolegę, który pracował w milicji żydowskiej, Ordnungsdienst. Kiedy poszedł dalej w świat, uznałem, że lepiej stamtąd spłynąć, bo gdyby go złapali, mógł ich naprowadzić na mój ślad, co by się dla mnie skończyło raczej niedobrze. Przeprowadziłem się wtedy na ulicę Zieloną” - Świat na krawędzi. Ze Stanisławem Lemem rozmawia Tomasz Fiałkowski Kraków: Wydawnictwo Literackie, 2007 str. 47. Oczywiście, to nie jest aż takim 100% dowodem na kolaborację Stanisława Lema z Nazistami, jak jego zatrudnienie w firmie Rohstofferfassung pracującej dla Wehrmachtu i wręcz w Beutepark der Luftwaffe, ale wiadomo, że po wojnie nie chciano w Izraelu Żydów ocalałych z Holocaustu, gdyż ogromna ich większość ocalała tylko poprzez kolaborację z okupantem, w tym pracując w Judenratach czy też zaciągając się do żydowskiej policji, czyli wstępując w szeregi Odmanów. To są fakty. Należy tu też zauważyć, że Lem nazywa tu żydowską policję pomocniczą - „milicją”, co jest jednak poważnym błędem, być może celowo popełnionym wówczas przez niego. Jüdischer Ordnungsdienst były to bowiem żydowskie jednostki policyjne wewnątrz gett, obozów pracy i obozów koncentracyjnych. Podlegały one kolaborującym z nazistowskimi Niemcami Judenratom, czyli żydowskim samorządom. Oddziały Jüdischer Ordnungsdienst wykorzystywane były przez okupanta do rekwizycji, łapanek, eskortowania przesiedleńców oraz akcji deportacyjnych, jako iż Niemcy z reguły nie łapali swych żydowskich ofiar w getcie, tylko takie łapanki zlecali oni Odmanom, którzy dostarczali kontyngenty swoich rodaków na tzw. Umschlagplatz (plac przeładunkowy), skąd dopiero Niemcy wywozili ich do obozów zagłady np. w Oświęcimiu, Bełżcu czy Treblince. 3. Stanisław Lem wysyłał ze Lwowa do Moskwy wiernopoddańcze adresy do Moskwy, w tym z projektami czołgów dla Armii Czerwonej, z takim oto wstępem: „Piszący te słowa został w roku 1941 w mieście Lwowie podczas wkroczenia armii niemieckiej, gdyż z przyczyn od niego niezależnych nie mógł wycofać się z Czerwoną Armią (sic). Straszliwa fala stopniujących się coraz bardziej, sadystycznych prześladowań, nieludzkie katowanie, mordowanie masowe w specjalnych kaźniach a wreszcie całkowite wytępienie obywateli pochodzenia żydowskiego zmusiło mnie do ukrycia się. W owym czasie, tracąc jednego bliskiego za drugim, a przypatrując się z bliska mordowi czterech milionów ludzi wszelkich zawodów, poglądów i pochodzenia, zrozumiałem, że faszyzm w jakiejkolwiek postaci, prowadzący do wychowywania bestyj, chciwych krwi i zawodowych sadystów, jakimi byli wszyscy niemal funkcjonariusze SS i SD, musi zostać zgnieciony i zmieciony. Przez kilkanaście miesięcy wszystkie siły wytężyłem w jedynym kierunku: aby na podstawie skąpych, dostępnych mi danych i obserwacji, stworzyć wzgl. ulepszyć istniejące środki bojowe. Robiąc to, miałem na myśli tę chwilę, gdy Czerwona Armia oswobodzi miasto Lwów. Szczęśliwa ta chwila wybiła obecnie. Wszystkie moje plany, projekty i pomysły ofiaruję Związkowi Radzieckiemu w tym celu, aby, o ile są one zdatne do użytku, przyczyniły się do szybszego zlikwidowania najstraszniejszego terroru, jaki zna historia”. (Sergiej Juferiew Projekty czołgów polskiego fantasty Stanisława Lema (Сергей Юферев Проекты танков польского фантаста Станислава Лема) - https://topwar.ru/103524-proekty-tan... (dostęp 25-07-2019) oraz Polski pisarz zaprojektował czołg dla ZSRR? Nieznany pomysł Stanisława Lema - https://gadzetomania.pl/4560,polski-p.... Dokumenty z projektem tego czołgu posiadają sygnaturę archiwów: фонд 38, опись 11350, дело №1039. Treść listu Lema do Komisariatu Ludowego Przemysłu Obronnego ZSRR dostępna jest zaś pod adresem http://booklips.pl/newsy/lem-chcial-k.... 4. Gajewska nie wspomina też mocno bolszewicko-socrealistycznego wydziału „O marzeniach socjalizmu - Spotkanie z autorem ‘Astronautów’”, udzielonemu przez Stanisława Lema pismu Życie i Kultura (10 stycznia 1953) 5. Gajewska nie analizuje felietonu Lema „Imperializm na Marsie” (Życie Literackie nr 7, luty 1953 roku), gdzie Lem pisze: „Na przykładzie amerykańskiej fantastyki naukowej dostrzegamy, ze przyjmując jako założenia kapitalistyczne stosunki produkcji i własności nie sposób stworzyć godnej człowieka perspektywy przyszłości świata. Całkowicie odmiennie rzecz przedstawia się w społeczeństwie, budującym socjalizm. Z niego wszystkie drogi prowadza w przyszłość i dlatego przed pisarzem - twórcą fantastyki naukowej otwierają się tu oszałamiające swym bogactwem horyzonty”. 6. Gajewska nie wspomina o tym, że w artykule „O współczesnych zadaniach i metodzie pisarstwa fantastyczno-naukowego” (Nowa Kultura nr 39 z roku 1952), Stanisław Lem pisze wręcz, że dzięki materializmowi historycznemu (a dokładniej obowiązującej wówczas w Polsce jego mocno uproszczonej i wręcz zwulgaryzowanej stalinowskiej wykładni), fantastyka naukowa ma, w odróżnieniu od krajów kapitalistycznych, perspektywy rozwoju jedynie w krajach socjalistycznych, gdzie też może być ona uważana za rodzaj literatury realistycznej (w domyśle socrealistycznej). 7. Gajewska nie wspomina także o tym, że artykuł Lema „Widmo trzeciej wojny w USA” zamieszczony w stalinowskiej Nowej Kulturze (nr 51-52 z roku 1952) może być uważany za dokładne przeciwieństwo artykułów, które Lem pisał w latach 1980-tych do paryskiej, finansowanej przez CIA, Kultury. Artykuł ten zaczyna się takimi oto słowami: ”Amerykanie są w kłopocie. Do wszystkich części świata, znajdujących się pod ich wpływem, eksportują broń, amunicję, papierosy, oficerów sztabowych i konserwy, ale zdają sobie sprawę z tego, że to za mało. Chcieliby eksportować jakąś ideologię, made in USA, w dobrym gatunku, przystępną, solidnie zrobioną, która raz na zawsze przekona Greków, Francuzów czy Włochów, że muszą walczyć, a gdyby do tego przyszło, i umierać za amerykański styl życia. Potrzeba ideologii jest paląca, ale na razie Amerykanie posiadają na składzie tylko jedno hasło, które nie bardzo starczy na doktrynę; to kwiat wolności amerykańskiej, najwyższa swoboda, „freedom of enterprise” czyli wolność robienia interesów”. Lem przypomniał też w tym artykule, że: „Pewien doskonały specjalista, profesor chemii, Spitzer, stracił katedrę, gdy z ośmielił się powiedzieć, że być może, Łysenko ma w swojej teorii biologicznej trochę racji por. William de Jong-Lambert “The ‘Spitzer Affair’: Genetics, McCarthyism and the Cold War” (w Jarosław Suchoples i Katy Turton (red.) Forgotten by History: New Research on Twentieth Century Europe and America Berlin: LIT Verlag, 2009 str. 71–85). Należy tu zauważyć, że Spitzera poparł także dwukrotny noblista, amerykański biochemik Linus Pauling w tym sensie, że Spitzer został ocenzurowany i był prześladowany przez amerykańskie władze dokładnie w ten sam sposób, w jaki radzieckie władze cenzurowały i prześladowały wówczas przeciwników Łysenki. Ale o tym, to Lem już później nie pisał. Pod koniec tego artykułu, omawiając książkę Aldousa Huxley’a Ape and Essence (Małpa człekokształtna i Istota), Lem pisze zaś: „Istniejąca formacja społeczna posiadała wszystkie surowce i bogactwa ziemi, całą moc maszyn, środki komunikacji, panowała w powietrzu, na lądach i oceanach, miała armie, wytresowane w bezwzględnym posłuchu, formowała ich charaktery wychowaniem. Krnąbrne łamała prawem, rozpacz i niepokój uciszała religią, ogromnymi machinami państwowymi regulowała życie i śmierć. Ludy, które sprzedawały swoją pracę, żeby żyć, nie miały niczego. Rozpoczęła się walka. Trwała dziesiątki lat. W miarę, jak powiększała się powierzchnia wyswobodzonych kontynentów, stary świat walczył coraz okrutniej. Jego lekarze rozsiewali choroby, fizycy tworzyli trucizny promieniotwórcze, myśliciele wyjaśniali jego doskonałość, na przemian błagali, przekonywali i grozili. Świat ten przemawiał ustami kaznodziejów, filozofów, dowódców i poetów; ludom, wyrzekającym się w imię przyszłości ukazywał z dala złudę dostatku i przepychu. Kiedy to nie skutkowało, mordował pośpiesznie, jakby w obawie, że czasu mu nie starczy dla wypróbowania wszystkich możliwych narzędzi mordu. Wznosił fabryki, przetwarzające żywych ludzi w tłuszcz i popiół wytężał pomysłowość, by przemienić bohaterstwo zwyciężonych w bezsens, gipsował usta skazańcom, na ich nagich ciałach wypalał obelgi, znieważając to, o co walczyli, zabijał: nienarodzone dzieci, torturował, łudził, przekupywał. Wszystko daremnie. Siła wyzwolonych krajów rosła, We własnych widział z przerażeniem, że idea wielkiej przemiany ogarnia coraz to innych ludzi; wtedy uderzał, lecz na miejsce straconych zjawiali się nowi. Widząc, że nie ma dlań zapragnął wytracić całą ludzkość. Byłoby to logicznym uwieńczeniem cywilizacji, której cały wysiłek twórczy zmierzał do unicestwiania największej ilości życia w najkrótszym czasie. Ogarniający ziemię płomień wybuchu miał stanowić pożegnalny gest odchodzących w nicość konkwistadorów wobec ślepej pustki wszechświata. Było już jednak za późno. Ludzkość stała na progu ery komunizmu”. 8. Gajewska nie wspomina też o tym, że jeszcze w roku 1967 Stanisław Lem wychwalał tow. Lenina w Gazecie Krakowskiej (Stanisław Lem „Wells, LENIN i przyszłość świata” Gazeta Krakowska nr 264 z 4-5 listopada 1967 roku). 9. Gajewska pomija też takie „perełki” Stanisława Lema, jak np. - „W roku 2003 zakończone zostało częściowe przelewanie Morza Śródziemnego w głąb Sahary i gibraltarskie elektrownie wodne dały po raz pierwszy prąd do sieci północnoafrykańskiej. Wiele już lat minęło od upadku ostatniego państwa kapitalistycznego” („Astronauci”); - Cały rozdział „Komuniści” z Obłoku Magellana; - :Pieśń buchnęła z nową siłą. Szły ostatnie szeregi, nie tak równe jak u czoła. Śpiewali bardzo głośno, tak że nie wiadomo było czy grają jeszcze organy księdza Mazuły. Karol ruszył dalej, prosto w czerwony zachód, który długo nie gasnął, choć zapadła noc. Bieluńska szkoła podchorążych szła do Rumunii i płonące wsie ukraińskie oświetlały ślady jej przemarszu” (Czas nieutracony Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1957, tom II „Wśród umarłych” str. 215-216. - „- Wy jesteście z Komitetu Wojewódzkiego? – Tak. – To powiedzcie im (…), żeby nam głowy nie moczyli. (…) Niech Bezpieką nie straszą! Bezpieka nam robotnikom nie straszna. (…) – Tak. Bezpieczeństwa nie macie się co bać”. Opowiadanie „Kocioł” - Twórczość nr 9 z roku 1950 str. 37-49 (początek ze zmianami rozdziału „Stary cmentarz” z trzeciego tomu „Powrót” trylogii Czas nieutracony); Czy też: - Jak posiedzisz jakiś czas, odechce ci się sztuczek. Wiesz doskonale, że nie jesteś na żadnej Merce, tylko przed Komisją do Badania Działalności Antyamerykańskiej w Stanach Zjednoczonych. Najpierw krytykujesz naszą politykę zagraniczną, a potem udajesz niewiniątko? Nie bój się, już ty mi zaśpiewasz. Nie takich obwijałem wokół małego palca. W tym momencie jakby mi łuski spadły z oczu. Od spotkania pierwszej istoty nękało mnie, że w żaden sposób nie mogę sobie uświadomić, co mi przypomina język tubylców. Teraz zaświtało mi w głowie: ależ oczywiście, to był zniekształcony i wykoślawiony język angielski. Padłem ofiarą pomyłki spowodowanej w dużej mierze różnicami wymowy: Merka - to była America, Rasza - Russia, Czajna – China, Ejbom – A-Bomb i tak dalej. Włosy stanęły mi dęba; nigdy jeszcze nie znajdowałem się w takiej opresji. Przeczuwałem, że los mój będzie opłakany, i nie myliłem się; albowiem słowa te piszę w więzieniu śledczym Nowego Jorku, gdzie przebywam już czwarty miesiąc. Obawiam się, że podróż do Meopsery przyjdzie mi odłożyć na czas nieograniczony... Dzienniki Gwiazdowe Warszawa; Iskry, 1957, „Podróż dwudziesta szósta i ostatnia” - zakończenie: str. 257-258. Itp. Itd. 10. Od Wiktora Jaźniewicza dowiedziałem się zaś, że w roku 2005, na zakończenie wydania przez Wydawnictwo Literackie 33-tomowej kolekcji „Dzieł zebranych” Stanisława Lema, dołączono do ostatniego tomu tej kolekcji płytkę CD „Wszechświat Lema” - zawierający program konstruowania scenariuszów filmów SF na podstawie „Kieszonkowego Komputera Dreszczowców Science Fiction” z Fantastyki i Futurologii (Kraków: Wydawnictwo Literackie, 1973,seria „Dzieła wybrane”), ale bez podania jego autora, czyli Gahana Wilsona. Gazeta Wyborcza zorganizowała wówczas konkurs: „Kto skonstruuje najdłuższy scenariusz?” na podstawie tegoż „Kieszonkowego Komputera Dreszczowców Science Fiction”, a za autora tegoż „komputera” podała ona Stanisława Lema. A więc Adam Michnik ma też swój niechlubny udział w tym lemowskim plagiacie.
(Review will be in Polish, as this book is published only in that language).
Autorka postawiła sobie bardzo wysoko poprzeczkę i osiągnęła bardzo dobry rezultat, podtrzymując kronikarską dokładność, krytycyzm i precyzję. Bogata bibliografia i źródła tylko potwierdzają te odczucia.
Jest to bardzo krytyczna i dogłębna pozycja - która dodaje bardzo dużo informacji nt. dzieciństwa i rodziny, którymi bohater niechętnie się dzielił podczas innych wywiadów. Czy konfabulował lub kłamał? Nie nam oceniać ciężkie życiowe decyzje z perspektywy obecnych czasów, i autorka również - moim zdaniem słusznie - przedstawia w tej części tylko suche fakty.
Co więcej: Lem jako autor był egocentrykiem i cholerykiem (polecam anegdoty o pisaniu gniewnych listów, lub wiele wątków z korespondencji z Ursulą Le Guin), a autorka wcale nie wygładza tutaj niczego - i tak jak przystało na dziennikarską dokładność nie pomija także mniej kolorowych i wygodnych aspektów.
Jeśli jednak miałbym komuś polecić książkę o Lemie i jego inspiracjach, to na pewno nie poleciłbym tej pozycji - jego wywiady zawierają znacznie więcej informacji na ten temat - ale to przywilej ich autorów, że mogli zapytać bohatera twarzą w twarz o to wszystko.
Tutaj mamy do dyspozycji pełen biogram - z ostrożnym krytycyzmem (tam gdzie wypada), zgodnie z dziennikarską obiektywnością. Chwała oraz oklaski należą się autorce za to, że podjęła się tak karkołomnego wyzwania jakim było zebranie tak wielu informacji, z wielu źródeł, z tak bogatego życia. Wyszło to kosmicznie! ;)
Niestety, ale nie jest to rzetelna biografia Stanisława Lema. Zacznijmy może od tytułu, który jest wręcz kłamliwy, gdyż Stanisław Lem nie został wypędzony ze Lwowa , a tylko wyjechał z niego dobrowolnie, wraz ze swoim mieniem, w ramach zorganizowanej repatriacji, gdyż wolał zamieszkać w Polsce a nie na radzieckiej wówczas Ukrainie. W odróżnieniu od Niemców, którzy byli rzeczywiście wypędzeni przez zwycięskich Aliantów ze Śląska, Pomorza, Mazur i Warmii, Stanisław Lem i jego rodzice mieli możliwość legalnego pozostania we Lwowie, gdzie zresztą pisarz studiował medycynę, a jego ojciec pracował jako lekarz, poprzez przyjęcie obywatelstwa ZSRR. Tak zrobiło zresztą wówczas wielu Polaków, a niektórzy z nich wracali do Polski, zresztą znów na 100% legalnie, np. za wczesnego Gomułki czy też po roku 1989. Przecież wielu Polaków wciąż mieszka na Litwie, Ukrainie i Białorusi a nawet w Kazachstanie i w innych republikach byłego Związku Radzieckiego. Natomiast tylko nieliczni autochtoni pochodzenia słowiańskiego ze Śląska, Pomorza, Mazur i Warmii, mieli możliwość uniknięcia deportacji poprzez wystąpienie o przyznanie im polskiego obywatelstwa.
Znany na całym świecie - pisarz, filozof, futurysta. W swoich powieściach SF przewidywał to, co właśnie, obecnie się dzieje, a to z kolei każe podejrzewać, że inne jego wizje przyszłości mają dużą szansę na spełnienie. Wydaje się jednak, że w Polsce jego fenomen nie był tak wielki, jak za granicą - szczególnie w Niemczech, Rosji (dawnym Związku Radzieckim), Stanach Zjednoczonych, w Japonii. Książka opisuje życie i twórczość pisarza, aczkolwiek przez pierwszych kilkadziesiąt stron można odnieść wrażenie, że autorka nie przytacza konkretnych faktów z życia jego i jego bliskich, a bardziej domniemywa, domyśla się, odtwarza życie pisarza na podstawie tego, jak wyglądało dzieciństwo i życie jemu współczesnych, życie lwowskiej inteligencji, życie lwowskich Żydów. To trochę przeszkadzało, bo "brakowało samego Lema w biografii Lema". Z drugiej strony - autorka dokonała pięknego researche'u i odmalowała przedwojenny Lwów i życie jego mieszkańców, przekazując nam wiedzę i klimat tamtego czasu i miejsca. Dorosłe życie pisarza, okres krakowski jest już bardziej skoncentrowany na konkretnych faktach z życia autora "Bajek robotów". Książka interesująca i warta przeczytania.
Solidna cegła przy czytaniu której człowiek odkrywa ile szczegółów pominął w swojej wcześniejszej książce Orliński i jak silne jest piętno autora w takiej zdawałoby się mało elastycznej formie jak biografia. Autorka nie wystrzegła się kilku zabawnych potknięć (żydowska spowiedź czy czytanie nielegalnej paryskiej Kultury w peerelowskiej bibliotece), ale to są szczególiki nie rzutujące mocno na pozytywny i rzetelny obraz całości.
Zabrakło mi trochę rozdziału-podsumowania — jego dziedzictwa w polskiej i światowej kulturze, omówienia rozszerzonej bibliografii, czy choćby nawet historii jego kuriozalnego katolickiego pogrzebu na Salwatorze. Kilka akapitów to trochę za mało.